BIBLIOTEKA POLSKA EDWARDA RACZYŃSKIEGO. WESPAZYAN Z KOCHOWA KOCHOWSKI. HISTORYA PANOWANIA JANA KAZIMIERZA Z KLIMAKTERÓW WESPAZYANA KOCHOWSKIEGO PRZEZ WSPÓŁCZESNEGO TŁÓMACZA W SKRÓCENIU NA POLSKI JĘZYK PRZEŁOŻONA WYDANA Z RĘKOPISMU W ROKU 1840 PRZEZ EDWARDA RACZYŃSKIEGO. TERAZ PODŁUG ORYGINAŁU POPRAWIONA I POWTÓRNIE WYDRUKOWANA. TOM I. POZNAŃ. NAKŁADEM I CZCIONKAMI N. KAMIEŃSKIEGO I SPÓŁKI 1859. UWIADOMIENIE DO PIERWSZEGO WYDANIA. Towarzystwo Królewskie Przyjaciół Nauk w Warszawie, poleciło Członkom swoim wydanie szczegółowych panowań Królów Polskich. Szanowny Prezes tego Zgromadzenia, przodkując pracy, którą dla kraju użyteczną, być sądził, napisał historyą panowania Zygmunta III. Za jego przykładem poszedł Kajetan Kwiatkowski, dziejopis Władysława IV. Tym sposobem dzieje panowania dynastyi Wazów, byłyby uzupełnione, gdyby okoliczności dozwoliły były Towarzystwu wydać jeszcze panowanie Jana Kazimierza. Traf szczęśliwy podsunął mi w ręce rękopism zapomniany w zakącie wiejskiego domu, w jednej z najodleglejszych prowincyi dawnej Polski, w któ VI rym znalazłem pragmatyczny opis dziejów tegoż Jana Kazimierza i właśnie jakby ostatni tom historyi Królów Polskich z domu Wazów. Zaszczytem dla siebie być sądzę, wydać to dzieło i tym sposobem wykonać polecenie Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Zamiar ten do skutku przywodząc, pochlebiam sobie, że czcigodny dziejopis panowania Zygmunta III., na moję pracę z upodobaniem spojrzy. Edward Raczyński. BEZKRÓLEWIE. ROK 1648. Po śmierci króla Władysława Arcybiskup gnieźnieński, Prymas Maciej Łubieński wydał uniwersały swoje po wszystkiem państwie, ogłaszając bezkrólowie, a sądy trybunalski, ziemski i grodzki aby ustały ordynując; tudzież aby sejmiki po województwach i powiatach były złożone, dla obrania posłów na konwokacyą, na dzień 25 Czerwca, na których aby województwa, ziemie i powiaty starały się obmyślić bezpieczeństwo sobie wewnętrzne przez obranie Sędziów Kapturowych, oraz aby wszyscy do obrony granic pospolitego ruszenia na koń wsieść przybierali się, rotmistrzów powiatowych i wszelką starszyznę poobierali. Konwokacyi generalnej dzień 16 miesiąca Lipca w Warszawie determinowawszy, ciało króla Władysława z Merecza do Warszawy sprowadzić kazał, które od Antoniego Tyszkiewicza, Podczaszego litewskiego, po śmierci do trumny złożone. Przeciwko ciału wyjechali: Jędrzej Leszczyński biskup chełmski, Podkanclerzy koronny i Stanisław Warszycki Wojewoda mazowiecki i inni dworscy króla Władysława; przywiezione do Warszawy w zamku złożono. Zjechali się na termin przeznaczony do Warszawy wszyscy. Po odprawionej wotywie do Ducha św. przez Prymasa zagajona sessya w zamku, gdzie stan rycerski obrał sobie Marszałka poselskiego z Wielkiej Polski, Bogusława Leszczyńskiego, Generała Wielkopolskiego. Złożona elekcya na dzień pierwszego Października, do którego terminu i sejmu elekcyj 1 - 2 nego odłożono wszystkie dyfferencye o wiarę, między stanem duchownym a świeckim zachodzące. Przyszła bowiem nie pocieszna nowina o zniesieniu wojska od Kozaków i Ordy, wzięciu Hetmanów obudwóch w niewolą tatarską, z tak wielu zacnych ludzi, Półkowników i rycerstwa. Wszyscy w wielkiej trwodze zostawali, żeby Orda i Kozacy wiktoryą tą nadęci, w głąb ojczyzny nie wkroczyli, ponieważ coraz więcej chłopstwa do buntów przybywało z Wołynia, Podola i Litwy. Na których poskromienie Stanisław Lanckoroński Kasztelan halicki, z swoją dywizyą ochoczo rezolwowawszy się, nie mało onych poznosił. Z drugiej strony Książę Jeremiasz Wiśniowiecki złączywszy się z Januszem Tyszkiewiczem, Wojewodą kijowskim, gromili kupy kozackie, a Tatarowie obciążeni tak wielką zdobyczą, po zniesieniu wojska do Krymu powrócili się. Zaczem Rzplta do obrony w tym razie wszystkiemi siłami rzuciła się. Komendę nad wojskiem, ponieważ żadnego z Hetmanów nie zostało, dała Rzplta, zniosłszy się z Prymasem, Księciu Dominikowi Zasławskiemu, także Mikołajowi, Hrabi Ostrorogowi, Alexandrowi Koniecpolskiemu, chorążemu koronnemu, przydawszy onym konsyliarzów niepotrzebnych; bo gdzie wielu rządzi, tam wiele błędów, a porządku mało. Jakoż Prymas i stany Rzpltej. pierwszy błąd popełniły, że pominąwszy Księcia Jeremiasza Wiśniowieckiego człeka rycerskich akcyi i odwagi pełnego, u rycerstwa wielką miłość mającego, nieprzyjaciół natenczas gromiącego i strasznego Kozactwu, także Tyszkiewicza i Lanckorońskiego, zasłaniającego ojczyznę od tłumu kozackiego buntu, dali komendę Dominikowi Księciu Zasławskiemu i Ostrogskiemu, wielkich fortun panu, a zatem u szlachty mającemu wielkie affekta, u rycerstwa zaś nie tak, jako Książę Jeremiasz wziętemu. Ztąd powstała między komendę mającymi emulacya, która czas przewlekła niezgodą, a Rzpltą zgubiła; bo Książę Jeremiasz, Tyszkiewicz i Lanckoroński nie chcieli pójść pod komendę - 3 wysadzonych od Rzpltej z swojemi dywizyami, a nieprzyjaciel miał czas zgromadzić wszystką czerń i większą potencyą Ordy zaciągnąć. Zbierały się i wojska polskie pod Glinianami, a Rzplta. na perswazyę Kisiela, Wojewody czernihowskiego, przy nich kommisarzów naznaczyła do traktowania pokoju z Chmielnickim i zajuszonem Kozactwem, którzy ruszywszy się z Warszawy, dążyli do Kijowa, a tam Metropolitę kijowskiego Sylwestra Kosowa, medyatora użyli do Chmielnickiego i Kozaków z perswazyą do uspokojenia się i traktatów. Metropolita był urodzenia szlacheckiego i w naukach wyćwiczony. Perswadował Chmielnickiemu, aby kommisarzom od Rzpltej, do traktatu dał konwój, oraz warował onym bezpieczeństwo. Przybywszy metropolita, traktował z Chmielnickim, którego zatrzymał u siebie Chmielnicki, a kazał pisać do Wdy Kisiela, że Chmielnicki nie odbiega traktatów, ale wprzód musi u mitygować starszyznę kozacką. Zatem okrzyknióny od kozaków Chmielnicki, żeby na żadne traktaty z Polakami niepozwalał, musiał dać komendę Krzywonosowi, Pułkownikowi kozackiemu nad częścią wojska kozackiego; komisarzów Rzpltej zastrzymać pod wartą kazał, odgrażając się na Polskę całą ostatnią zgubą. Zaczem Krzywonos tych Polaków, co w zastaw dani byli za komisarzów kozackich do traktatu wysadzonych, okrutnie pomordował, a do Wojewody Kisiela napisał z ceremoniami, obawiając się, aby wzajemnie Polacy Kozaków nie wycięli i uśpionych Poiaków łatwiej mógł wziąść w niewolę. Co widząc Wda Kisiel, długo biedził się z tern, co ma czynić? odjechać ztąd, nierozpocząwszy traktatów? od Rzpltej hańbę i prześladowanie cierpieć będzie; siedząc zaś na Ukrainie niepotrzebną Kozactwu zajuszonemu od Rzpltej zostanie ofiarą. Zaczem znalazłszy Kopystyńskiego, szlachcica wiary ruskiej ochoczego, napisał list przez niego do Chmielnickiego, wyrażając mu wszystko, coby ustnie przełożyć mu miał. Chmielnicki Kopystyńskiego pod wartę wziąść kazał, a list ten do Cara moskiewskiego posłał, oznajmując Carowi, że Polacy 1* - 4 już się proszą u niego, zachęcając Cara z sobą do ligi przeciw Polakom. Został się tedy Kisiel z komisarzami, oczekując ostatniej rezolucyi lub wiadomości pewnej od Metropolity. Jeremiasz książę Wiśniowiecki zebrawszy ludzi swoich z Zadniepru, ruszył się, przebierając się do Polski. Czekać w Konstantynowie, co za sukces będzie komisarzów przeznaczonych do traktatów, postanowił. Sławne imie było Jeremiasza Wiśniowieckiego nietylko u Polaków, ale u samych nieprzyjaciół Kozaków; na wojnie wódz śmiały, w pokoju pan przyjemny do siebie każdego przychęcał, i żołnierze do niego lgnęli, doświadczywszy jego szczęścia w wojennych akcyach i sławy rycerskiej nie pojednokrotnie. Jeden tylko on pozostał, któremu sama zazdrość tego ująć nie mogła, iż wszystkich powagą i miłością do siebie powabiał, a najbardziej rycerstwo, które dwojakim sposobem: hojnością i odwagą we wszystkich bojach sobie zjednał. Ten tedy Jeremiasz dowiedziawszy się, że Kozactwo hurmem ściąga do Krzywonosa, co tylko było chorągwi pobliżu, one zgromadza, łączy się z Tyszkiewiczem, wojewodą kijowskim i Samuelem Osińskim Oboźnym litew. półkownikiem gwardyi królewskiej, tudzież z szlachtą wygnańcami z domów od Kozaków. Wszystkiego wojska liczyło się trzy tysiące; ale takiego rycerstwa, iż wódz i żołnierz odwagą swoją najpotężniejsze przewyższał hufce. Z tern tedy na Krzywonosa niezliczoną gromadę Kozactwa prowadzącego uderzył. Kozactwo małą tę garstką zdeptać usiłowało. Jeremiasz Książę swoich obliguje, ażeby nie zważając na liczbę ludu, śmiało się bili nie słowami, ale uczynkiem naśladowali przodkującego Książęcia. Zatrąbiono do boju: Kozactwo posponując Polaków, bez szyków następuje, jakoby w taniec; szli umykając się Polacy, Kozacy krążąc za nimi, od taborów odeszli, a jazda za Polakami jeszcze dalej odsaczyła się, na których odwróciwszy się Polacy, wsiedli na jazdę kozacką. Opierają się Kozacy, dufając w liczbę; znowu Polacy dalej umykają się, - 5 póki z boku bagnistych błót nie wypadł Osiński z dragonią, a dawszy ognia, onych rozpłoszył. Dopadł konia Krzywonos i uszedł, Kozaków na trzy tysiące trupem położono i więcejby z jazdy kozackiej zginęło, gdyby suche lato bagna nie wysuszyło, iż się przez nie przebrali Kozacy. Dostał się żywcem Połwian Półkownik, który od Chmielnickiego przybył, zachęcając do boju Krzywonosa z Książęciem Jeremiaszem. Examinowany o zamysłach Chmielnickiego, wytrzymał tortury, ale ogniem przypieczony, inną piosnkę śpiewał: że przysłany od Chmielnickiego, dziwne rzeczy bajał, aby Krzywonos zaczekał na niego, a Krzywonos pospieszył się i przegrał; że Chmielnicki nadchodzi z półkami kozackiemi, za nim Orda ciągnie, mając wielką gromadę wojsk; intencyą mają oni o Wisłę się oprzeć. Zaczem Ks. Jeremiasz, lubo miał szczęśliwe początki, ale zważając potencyą nieprzyjacielską i ani setnej części nie mając po temu, wojsko swe wprowadzić w bezpieczniejsze miejsca postanowił. Wyprowadziwszy przed sobą ciężary do Tuczyna, znowu kommunikiem ochoczem wojskiem pod Rosołowcami na nieprzyjaciela natarł, któremu Bóg poszczęścił znowu, albowiem Krzywonos chcąc się pomścić klęski swojej, znowu uderzył na Polaków, odpędzony z konfuzyą; a dowiedziawszy się, że Książę za Dniepr chce się przeprawić, czekał, aż się rozdwoją na tamtę stronę Dniepra jedni, a drudzy na tej stronie pozostaną, owych natenczas myślił ogarnąć. Zaczem następował za Polakami w tyle, prowadząc tabory, iżby, jeśliby ciężko na niego było, za tabory umknąć się mógł. Przeciwko któremu Książę Jeremiasz kilka wysłał chorągwi, na które obces się rzucił i za uchodzącymi gonił. Ale Baranowski, Półkownik Księcia Jeremiasza dywizyi, jako był odważny i prędki, dając sukurs chorągwiom ordynowanym, spotkał się z Krzywonosem. Zaraz tedy goniących Kozaków złamał, drudzy i niespotkawszy się, za tabory uszli. Książę Jeremiasz Wiśniowiecki, pod Konstantynowem stanął, niechcąc się łączyć z wojskiem Zasławskiego Księcia kommendy, bo mieli z sobą dawne emulacye, tem bardziej teraz, że ominąwszy - 6 Księcia Jeremiasza, dano ostatniemu komendę nad wojskiem. Lecz gdy witał Księcia Jeremiasza Książę Dominik Zasławski, Samuel Łaszcz, strażnik koronny, konfident księcia Zasławskiego i żartownik, coś przymówił Księciu Jeremiaszowi. Dyssymulował Książę Jeremiasz i tę urazę swą zataił. Po zwycięztwie nad Krzywonosem sowitem, tak sam, jako jego rycerstwo, wspaniałą czynili postać. Nie znosząc się z Zasławskim Księciem, już z Tyszkiewiczem, Koniecpolskim, Kalinowskim młodym i inszymi panami, w dyffidencyą począł wchodzić, do rad onych nie przystępował, z nimi się łączyć nie chciał. Wielu było przy Dominiku Księciu Zasławskim adherentów, i sama władza onemu powierzona nad wojskiem od Rzpltej. Celniejsi panowie, weterani żołnierze trzymali z Jeremiaszem Książęciem. Zacne obóch urodzenie; Jeremiasz z Korybutów, Jagiellona pokolenia; Dominik Zasławski Książę z dawnych ruskich Książąt pochodzi; Książę Jeremiasz zwycięztwami i rycerskiemi dziełami wsławiony i świeżemi tryumfami nad Kozactwem zalecony; Dominik Książę Zasławski wielkością fortuny i dostatkami, każdemu się akkomodował i starał przypodobać, skarbiąc sobie skarbami przyjaciół, tylko jedną komendy godnością przewyższał Jeremiasza, ale Jeremiasz u wszystkiego rycerstwa w affektach opływał. Ciężka była na ojczyznę tych panów emulacya, w czasie utrapienia tak wielkiego od nieprzyjaciół, ale starali się z obóch stron panowie onych pogodzić, na perswazyą których dla miłości ukochanej ojczyzny, Książę Jeremiasz pogodził się pod Czołhańskira Kamieniem; obadwa ścisnęli się i na szczerej przyjaźni dowód, dali sobie ręce; wszyscy winszowali tej zgody, ale czas wojennej pory, daremnie upłynął. Zatem zlustrowano wojsko; trzydzieści sześć tysięcy popisało się do boju. Kopijnik, którego hussaryą zowią, bardzo liczny i moderowany; były pancerne chorągwie i dragonie niezłe; piechoty po cudzoziemsku ubrane półki, korpus wojska czyniły; wojsko jednem słowem umoderowane należycie, od złota śrebra blask w wojsku, rzędy, siodła, bronie, w śrebro i złoto - 7 oprawne, bogate stoły i wielkie w wojsku bankieta; panów ubiory, przepysznych i drogich futer, podostatku. W tych tedy strojach, gdy się popisywali polkownicy, rycerstwo onych naśladując, straciwszy żołdowe pieniądze, do rabunku i uciemiężenia ubogiego poddaństwa rzucili się: tłumy utrapionego pospólstwa za wojskiem z płaczem ciągnęły, przeklinając swoich , iż bardziej od żołnierzy polskich zniszczeni, aniżeli od nieprzyjaciela ojczyzny zrujnowani bydż mogli. Cierpiały tę biedę królewskie i duchowne dobra, gdy onych niestało i ziemskim nie przebaczyli. Nieczaj, pólkownik kozacki, człek odważny, przybliżył się do wojska polskiego, kilka miasteczek zapaliwszy, do Konstantynowa w oczach komendę mających uchodził; przeciwko któremu lekce ważąc nieprzyjaciela, z małą kwotą Łaszcza wyprawili; bo taka zuchwałość w wojsku polskim była, iż lubo wszyscy wiedzieli o siłach nieprzyjaciela, żaden nie rozumiał, jako są odważni i bitni i owszem wielu z godnych iudzi powiadało, że na Kozaków nie trzeba broni, onych kańczugami z pola spędzim, i z tej prezumpcyi pysznej a ufności w siłach swoich i rezolucyi, przegrali, bo ci co nieprzyjaciela nie widząc, srożyli się, obaczywszy go, niewiedzieli, w którą stronę udać się. Była natenczas rada wojenna; a tu w wojsku powstała trwoga, pomięszała radzącym zdanie, a to z tej okazyi: wchodziły do obozu konmisarzów, powracających od Kozaków, do traktatu naznaczonych wozy, na których rzuciwszy się swawolnie, znaleźli kilku Kozaków, przy wozach będących, onych porwali, zkąd tumult powstał na Kisiela, wojewodę czernichowskiego, z instynktu Wolskiego, Rzemykiem przezwanego , który żwawy będąc na wojewodę czernichowskiego czynił akklamacye, że wojewoda tak daleki od zdrajcy, jak daleki od schyzmatyka, i inne uszczypliwe słowa; nietylko sam, ale wielu zacnych ludzi na niewinnego wojewodę wmawiali, że szpiegów wprowadza do obozu i inne tym podobne rzeczy. Lecz gdy się dowiedzieli, co to za Kozacy, że to zastawa od Kozaków przez Krzywonosa Półkownika dana, iż dotrzymają Kozacy armistycyum; a to się stało za staraniem - 8 Kisiela, Wojewody czernichowskiego; ustał ten tumult, a Wojewoda zagniewany, w żalu tak ciężkim będący, że przy niewinności za szczerą pracę i applikacyą takowe cierpi inwektywy i niewdzięczność, oświadczał się kolegami kommissarzami, w jakich byli od kozactwa tarapatach i prześladowaniu, w jakiem niebezpieczeństwie życia u chłopstwa wyuzdanego na wszelką swawolę, a w szczęściu hardego: po tych utrapieniach przybyli do swoich na prześladowanie i urąganie. Zaczem kommendę mający, żal mitygując Wojewody, obiecał sprawiedliwość z Rzemyka Wolskiego. Zatem do rady zaproszony, co za zdanie swoje w tej wojennej radzie da, obligowany, odpowiedział: „z Kozakami wojować, ale „bitwy niestaczać! lubo ja kommisarz do pokoju i zgody, nie „opowiadający wojnę poseł przybyłem, wycierpiałem niebez,,pieczeństwo życia, ruiny fortun, cięższe nad śmierć urąganie; „wszystko to znosiłem cierpliwie, chcąc skojarzyć pokój z roz„pasaną na wszystko złe chłopstwa gromadą; lecz nieszczę,,śliwy, w tej ręce, w której rózgę oliwną trzymałem, i oj,,czyźnie kwitnącą przynieść spodziewałem się, krwawą nio„sąc wojnę, przybywam do społeczności WMCPanów, tejże „samej czekając, co i wszyscy fortuny czy nieszczęścia. „Jestem szlachcic polski, a przytem Senatór, zawszem „ojczyźnie i królom panom wierny i życzliwy był, jako idący „z familii Światoldyczów, książąt Ruskich, co swą radą i ży,,czliwością ku Rzpltej, całą Ruś przyłączyli do jedności kró,,lestwa sarmackiego, z rebellią kozacką żadnej spółeczności „nie trzymam, bo tam niemasz szlachcica. Wiarą jednak „błahocześliwą szczycę się, ale radbym dzisiaj, żeby wszystkich „buntowników na pal wbito, a rebellią wyniszczono, spodzie„wając się z ukrainskich dóbr niemałych pożytków, z których „teraz wypędzony jestem. „Życzę czasu przeciągiem zwyciężyć rebellią tak zmo„cnioną, radą onych szaleństwa mitygować, a bez krwi wy„ lania tryumfować z zawziętości chłopskiej, którzy nuż się „kiedy prześpią, a obejrzą, dokąd zabrnęli. Następując zaś „na nich impetem, do ostatniej onych przywiedziem despera - 9 „cyi, a uchowaj Boże! na nas klęski żółtowodzkiej i korsun„skiej, Rzpltą do ostatniego przywiedzieni upadku. To co mi „się zda, wyrażam: kommendę mającym należy upatrywać, „żeby z dobrym honorem i całością ojczyzny było." — Zgadzali się z radą wojewody czernichowskiego: Dobiesław Ciekliński, Kasztelan Czechowski, kolega Wojewody, na komissyą do traktatu ordynowany, mówiąc: „radą zamysły buntowników, nie ręką łamać, dać onym czas do rekollekcyi; wisząca nad karki szabla, do ostatniej onych przywiedzie desperacyi, a zdesperowawszy o winy odpuszczeniu, w uporze ugruntują się." Tego zdania byli i rugowani z fortun swych panowie. Lecz na to replikował książę Jeremiasz Wiśniowiecki: „zgodziłbym się i ja z radą kommissarzow, gdyby „hultajstwo kozackie zachowało jakążkolwiek modestyą. Ale „oni ani klęskami naszemi, ni krwią szlachecką hojnie wy,,laną nie nasycą się, ani się umitygują w swem szczęściu; „swoich zwycięztw poprzestać nie zechcą i będą je popierać, „albo ostatnią zgubą naszą, albo swym upadkiem, dopiero „szukać będą ułaskawienia. Radzą wojnę tylko okazywać, „a nie staczać bitwy, a kozactwo w oczy lezie staczać bi„twę; umykać się przed nimi ? oni się srożyć będą i zaszczy,,cać, że u nas strach panuje, drogi nam zastępować będą, „żywności nam zabronią, na prowianty czeladzce nie dadzą „się wychylić i w oblężeniu nas mając, głodem wymorzą „a my złożywszy ręce, pokoju u nich prosić będziem, u któ„rych i życia nie doprosimy się, a krainy ruskie we krwi „pływać, w popiele pogrzebione będą." „Uchowaj Boże tego, żeby dla konserwacyi Ukrainy śro„dek państwa naszego zgubić daliśmy. W dalsze racye nie„wchodzę, bo do wojny zrodzony, nie do perory, i czasu nie„masz rozwodzić się z słowy, gdy nieprzyjaciel nad karkiem „wisi; nie konceptem, ale odwagą zwycięztwo otrzymać mo„żemy, które jeźli chcecie otrzymać, prędkością nadrabiać po,,trzeba, na to daję racye żołnierskie, bo Orda przepłynąwszy „Dniepr, potem przybędzie, a nim się oni złączą z Kozakami, „uprzedzić Kozaków, którzy będą mocniejsi za złączeniem - 10 „się z Ordą; wychodzą ćwierci wojska, po którym czasie, żoł,,nierz albo zapłaty potrzebować będzie, albo służbę wypowie, „pieniędzy nie macie na żołnierza, gwałtem zatrzymywać nie „można, bo ztąd tumulty, związki i ucieczki żołnierstwa." „Nadchodzi elekcya, jaki taki na nią się spieszyć ze„chce, nic tu nie dokazawszy, trzeba będzie Rzpltej odpo„wiedzieć za straty tak wielkiego kosztu nadaremnie. Już je„sień, kraj zniszczony, zkąd żywność będzie? młyny porujno„wane i popalone, i dostawszy ziarno, jak z niego chleb upiec? „w jednej prędkości zawisła wiktorya i całość Rzpltej, przy„dawszy do tego szczerą rezolucyą, posłuszeństwo kommen„dzie i odwagę staropolską. Pokoju nie spodziewać się, chyba „po bitwie i zwycięztwie. Przypomnijcie sobie bitwy: pereja„sławską, starzecką, pod Kumejkami, i na innych legowis,,kach buntowników, że tam odważywszy się, ochoczo postę„pując, wycięci rebellizanci, bo ich zawziętość niczem, oprócz „miecza, nie uśmierzysz. Lecz kommendę mającym, myśleć „lepiej o tern trzeba, jako ratować ojczyznę." Chmielnicki zatem nie leniwie z całą potencyą następował, nad spodziewanie i wiarę ludzką, zebrawszy sto pięćdziesiąt tysięcy ludzi, albowiem z nienawiści na naród szlachecki królestwa polskiego, a zasmakowawszy w swywoli i rozpuście, wszystko chłopstwo za pomocą zdrajcy, rzuciło się do buntu, i nie tylko poddani polscy, ale zewsząd hultajstwo, Wołosza, Multani, Serbowie, i duńscy kozacy wielkiemi tłumami gromadzili się, z którem wojskiem najpierwej fortecę Kudak w widłach Dniepru i Samary schodzących się rzek będącą, dobył i zburzył Chmielnicki, gdzie Alexander Maryani, rodem Francuz, był kommendantem, i zginął, a nie poddał się. Potem w miesiącu Sierpniu Bar, miasto ludne z zamkiem dobył, gdzie się Jędrzej Potocki bronił długo. Krzywonosa do Kamieńca ordynował, a Półkownika Kołodę do Ołyki, aby szturmowali. Kamieńcowi nic nie szkodził Krzywonos. Łuckie i krzemienieckie powiaty zrujnowane od Kozaków. Potem się wszyscy zgromadzili pod Piławce, gdzie nie wielka rzeka, ale błotnista i topka, a ile pod jesień - 11 dżdżystą, gdzie jeszcze Kozacy przekopawszy groble, wodą oblali sianożęcia. Ruszyło się wojsko polskie przeciwko Kozakom nie z taką fantazyą, jako przedtem sobie obiecywali. Ordynowano lekkie chorągwie, aby się starli z nieprzyjacielem harcując, w której sztuce Polacy celują Kozaków i inne narody. Kozacy insze mają kunszty: doły, rowy pokopać, przez nie uciekając, zwabiać goniącego i tam szkodzić nieprzyjacielowi; ale lekkie chorągwie ordynowane z obozu polskiego trafiły w gęstych chrustach samopalników, którzy w gęstwinie ukrywszy się, srodze razili attakujących, gdzie stanąwszy kozacki Czarnota, spotkał się z Samuelem Łaszczem; z obu stron stawając odważnie, przepędzili nasi Kozaków. Michał Jordan, starosta dobszycki, przebywszy w nizie błotniste przeprawy, uderzył z tyłu na obóz kozacki. Osiński usypawszy szaniec nad stawem, z niego strychując, odpędził Kozaków od grobli i drogę otworzył. Ze trzech tedy stron tego dnia, popisywały się wojska polskie, i gdyby byli żwawie calem wojskiem nastąpili, pewnieby byli zwyciężyli nieprzyjaciela. Nazajutrz Kozacy poprawili się. Bród ten, który Jordan przeszedł był, opanowali i swój obóz wałem wysokim otoczyli. Azatem wieczorem huk i krzyk w wojsku kozackiem stanął, z armat strzelanie huczne na wiatr, z utratą prochów, nie bez racyi, bo rozumieli, powiadając, że muszą ztąd Kozacy umykać, drudzy, iż musieli zrzucić Chmielnickiego, a drugiego sobie obrać Hetmana; trzeci, że Ordzie przybywającej hasło dają, bo też były wiadomości, że się przybliżają Tatarowie. I nazajutrz raniuteńko, Wołosza, Tyszkiewicza dywizyi, przybywszy z podjazdu, przyniosła nowinę, iż Orda w marszu przeciwko Polakom, gdyż Han krymski na expostulacye i suppliki Kozaków, obowiązujących się płacić coroczny haracz, deklarował dać protekcyą i pomoc rebellizującym, i zaraz przed sobą z Tochym i Szerym ordynował z Krymu 40,000 Ordy, na pomoc Kozakom, którzy oba nie tak językiem, jako szablą szermować przywykli, ubiegali wiadomość przed sobą - 12 i zbliżali się do obozu polskiego; a natenczas województwo brzeskie cztery chorągwie swoje popisywało. Z tumanem wielkim, potenćya tatarska następowała na wojsko nasze; szczęściem wstrzymano tatarski impet. Zatem z wojska co żywo, ile weteranów żołnierzy, w sukkurs przybywało, nie czekając kommenderowania, nawet bez szyków, kto ochoczy spotykał się, gdyż mgła prospekt odebrała nieprzyjacielskich sił, a naszego wojska zakryła nieporządek. Co żywo, rządziło, a rzadko który onych słuchał, niezgodne zdania pomięszały rycerstwa umysły; a zatem do przegranej dążono; pierwszy kommendant na drugich, ci zaś na pierwszego składając, dobrej kommendy nie czynili nad wojskiem. Wyszły półki w pole, a zatem Stanisław Witowski, z pólkiem sandomirskim, (bo wszystkie wojska przez województwa, ziemie i powiaty złączone, reprezentowały figurę Rzpltej, oraz nazwiska swych prowincyi nosiły,) dodał sukkursu pierwej spotykającym się, i na czele stanąwszy, dawał odpór Tatarom. Za półkami sandomierskiemi, następowały półki województwa minskiego, a widząc okryte pole licznie tatarskiemi tłumami, bez ordynansu same w sukkurs Sandomierzanom rzuciły się, i do pierwszego razu poszczęścił Pan Bóg, że nieprzyjaciół odpędziły. A gdy się za Tatarami zapędziły, większa potencya onych poczęła okrążać, z którą, oraz w topieliskach wielkich lgnącego błota passując się, czekały pomocy innych półków. Zaczem Witowski z sandomirskim półkiem do mazowieckiego zbliżył się, a wespół oba półki na Czarnotę kozackiego uderzyły i onego spędziły, a potem i na drugie kozackie półki nastąpiły. Zatem Chmielnicki ordynowawszy Tatarów, aby skrzydłami na polskie wojsko następowali, sam z całą potencyą kozactwa na korpus ruszył się, i już był formalne do batalii sporządził szyki, biegając między niemi, zachęcał temi słowy: „Za wiru mołodcy, za wiru." Ale gdy się obie strony żwawie biły, w tył szyków rejterował się, albowiem z obu stron straszna spotykających się była akcya, gdzie nasi prawie z Witowskim okrążeni, nie mając pomocy od drugich - 13 pułków, ani mógł jeden drugiego słyszeć mowy. Ledwo Ossoliński Starosta stobnicki i z drugimi przybliżył się do Witowskiego i nieprzyjaciela na groblą wpędził, w tyle jednak druga część nieprzyjaciół w polu stała, gotując się na naszych. Nasi poprawiwszy się, groblę opanowali i Kozaków w staw wpędzili, gdzie się topiło Kozactwo, na sukkurs którym ci, co w tyle stali naszych, ognia dając do Witowskiego i drugich na grobli stojących siła razili, jakoto: Zagurowskiego, chorążego, Piotra Piaseckiego, Mozgawskiego, Sulimirskiego i innych wielu weteranów żołnierzy tam pozabijano; jednak pólkownik Witowski nie trwożąc, drugich zachęcał, aby śmiało na Kozaków w tyle stojących, odwróciwszy się, uderzyli; i tak się przez nieprzyjaciela przebili; pod Witowskim konia zabito, a zatem począł się w wodzie topić, ale go masztalerz ratował. Także Ossoliński nie odstępując Witowskiego, jako oba na nieśmiertelną sławę zasłużyli, tak z rąk nieprzyjacielskich przebiwszy się, do szyków swoich dostali się. Po takim przypadkowym boju, w rozrożnieniu wojska, zawczasu nie upatrzywszy miejsca sposobnego do szyków i batalii, ale w błocie i topieliskach osobliwą łaską Boga najwyższego, że się niedali pogrążyć; trzeba było nazajutrz poprawić sławy i pomścić się zdrady przy tak ludnem wojsku. Gdy do rady wojennej zebrali się i to wyjechawszy w pole od wojska gromady; aliści nie ta rezolucya, co z pierwszą tryumfować obiecywali; gdy się odezwał jeden wsławiony rozumem, iż tego nieszczęścia wetować trudno, lepiej tabory wysławszy przodem, do Konstantynowa rejterować się kommunikiem, tam równiejsze pola, lepsze miejsce do batalii bydź może, nadchodzą też margrabi Myszkowskiego chorągwie, piechoty z Wejerem także nadciągają; i drudzy, których tchórz obleciał, na to się zgodzili. Azatem Tobiaszowi Minorowi dana kommenda, aby z dywizyą kilku chorągwi wozy uprowadził, wojsko zaś w gotowości aby na temże miejscu stało, uradzili. Jak poczęli - 14 wozy ruszać, między woźnicami wielki hałas wszczął się, możniejszych karawany z zebranemi splendorami przodem ruszyły się, i sami za niemi wyjechali, ucieczkę pokrywając, iż dla obrony fortun i ciężarów w pole wyszli. Jak się rozeszła wieść, iż panowie z obozu pouchodzili, wieczorem wszyscy udali się w ucieczkę. Osiński i Arciszewski Półkownicy piechotnych półków widząc takowy nierząd, a zważając hańbę wiekuistą, sami zaś zostawszy się, na rzeź ludzi wydać i siebie, niesłuszną sądząc, i oni ruszyli się, zostawiwszy przy okopach piki z lońtami zapalonemi. Co widząc nieprzyjaciele rozumieli, że straże odprawują w obozie, i długo niewiedzieli, gdzie się Polacy podzieli, aż chłopstwo, co dowozili naszym żywności na zbycie, opowiedzieli: że nikogo w obozie niemasz. Rzuciło się ochotsze na rabunki Kozactwo; znaleźli w wozach wielkie dostatki śreber, futer, i szat bogatych, bo się Polacy wybrali do obozu, jak na wesele z wielkiemi dostatkami i apparencyą; dość że za kwartę wódki, axamitną szubę, lub puhar śrebrny Kozacy bazarnikom swym oddawali. Takowe na ojczyznę Bóg naszą przypuścił utrapienie, że dla hańby i oczu pokazać nie jak było; jednakże zważając stare dzieje, że i Rzymianie sławni po całym świecie od Hanibala niemniejsze ponosili klęski, Niemcy pod Nikopolem i Budą od Węgrów i Turków, pod Tyczynem Francuzi od Hiszpanów i Niemców, w Bukowinie Polacy od Wołoszy i Multanów; niemasz takiego państwa i monarchii na świecie, żeby nie była świadoma odmienności fortuny, za faworem której ciż sami z swych nieprzyjaciół chwalebnie tryumfowali. Zaczem inszego ratunku niebyło Rzpltej utrapionej, tylko co prędzej obrać Króla, na co pierwszy dzień Października destynowany, na który dzień pod Warszawę co żywo, kto tylko szlachcicem się bydź mienił, zebrali się. A po zaczęciu mszy ś. wotywy do Ducha ś. w kościele ś. Jana, kazanie miał Stefan Wyżga, Opat sieciechowski, założywszy tema: obierzcie sobie króla z synów pana waszego, tego - 15 który wam podobać się będzie, i osadźcie go na tronie ojca jego. Reg. 5. Po kazaniu w pole jechali do okopów między Warszawą i Wolą na to sporządzonych, gdzie szopa dla Prymasa i Senatorów, a stan rycerski w okopie wałem opasanym porządkiem województw, ziem i powiatów, jak na sejmie ordynaryjnym, zasiadł miejsca, i obrał Marszalka sejmu elekcyjnego Filipa Obuchowicza, wojskiego mozyrskiego, bo na Litwę kolej przychodziła. Oddał mu laskę marszałkowską Bogusław Leszczyński Generał W. Polski, Marszałek konwokacyjnego sejmu. Objąwszy laskę miał mowę, w której dowodził, że Polacy w polu zwykli obierać Królów, aby każdy widział i wiedział, jakiego sobie obiera pana; ani też takowego można znaleźć gmachu, w którymby się wszyscy zmieścić mogli; największy dar Ducha ś., że na jednego zgodzić się mogą kandydata. Potem zagajony sejm wiele miał do deliberacyi materyi; lecz złączywszy się z senatem, dwie najpierwsze materye traktować przedsięwzięli: nieprzyjaciela odpędzić, i przyspieszyć obranie króla. Czynili okrzyk wygnani z fortun na Ukrainie od Kozactwa, aby onym przytułek obmyśliła Rzplta.; exorbitancye praw poprawić, niektórzy pierwej promowowali, bo przed obranym królem to trzeba uczynić podług dawnych obrządków Rzpltej. Między exorbitancyami Dyssydenci swe wnosili krzywdy, mając Janusza i Bogusława Radziwiłłów stryjecznych braci, jeden Hetmanem polnym był, drugi Koniuszym W. X. Lit. tudzież Gerarda Donhoffa pomorskiego, Jędrzeja Leszczyńskiego, derptskiego Wojewodów, i Zbigniewa Gorajskiego Kaszt. chełmskiego, protektorami i promotorami, którzy upominali się o krzywdę Niemierzyca, że go do podkomorstwa kijowskiego nie dopuszczano, odsądzonego dekretami trybunalu koronnego, że był Aryanin, i inne krzywdy swe promowowali. Zatem po różnych z obu stron kontrowersyach Tyszkiewicz Wda. kijowski wniósł, że nie ten teraz czas, wszczynać burdy i emulacye między sobą, kiedy nieprzyjaciel nad karkiem naszym wisi, należy do jedności brać się, wolnemu to - 16 czasowi poruczywszy. Panowie dyssydenci dość mają, że z nami o Bóstwie i Trójcy przenajśw. zgadzają się; za cóż Ateistów, Menonistów, Kwakrów i Aryanów do siebie przyjmują, których na synodzie toruńskim odstąpili i odłączyli, albowiem niegodni bydź w społeczeństwie i jedności, którzy różnice czynią w bóstwie, jako JMP Niemierzyc, podkomorzy kijowski, zacnego urodzenia, ale zlej wiary, i złego rozumienia, i przeciwko Rzpltej wyraźnemu prawu grzeszy, wiedząc dobrze, że województwo kijowskie nikogo nie przyjmuje do urzędów, tylko katolików i blahocześliwych, Aryanów zaś ani wspomnieć każe, onych od forum, honorów i społeczności mieszkania rugując; niech rewokuje, wyznanie ś. Anastazego wiary uczyni, zaraz z nami za brat będzie. Na co Niemierzyc odpowiedział: żem tu nie na dysputę przybył, ani z wami spółkować, ale na obieranie króla, i panowie Dyssydenci niech raz na zawsze nam dadzą deklaracyą, jeżeli Aryanów do siebie przyjmą? Odpowiedzieli: że my nie tych co o wiarę czynią różnicę, ałe tych, co w wierze jednej, mają różne opinie, za swych przyjmujemy. Prymas też kazał, aby przy wrotach okopów warty gromadne dano, żeby się nie cisnęła czeladz do okopów i szopy za panami. A wtenczas Koniecpolski, Chorąży kor. wchodził, mając wielką gromadę przyjaciół. Po wejściu samego, drugich nie puszczono. O co urażony, kazał, aby wartę odpędziwszy, weszli jego przyjaciele do szopy; warta broniła się, nie dając się od bramy rugować. Wszczęła się bitwa, zabito dwóch na warcie. Warta Żółkiewskiego, weterana żołnierza, dardą przebiła. Zatem po skończonym Październiku, gdy Kozactwo ku Wiśle przybliżało się, przybyli do wojska posłowie: Hieronim Radziejowski, Starosta łomżyński i z nim drudzy; uczynili relacyą, że Lwów oblężony, a książę Jeremiasz siły tyle nie miał, aby nieprzyjaciela mógł wstrzymać potencyą. Rozumieli Senatorowie, że stan rycerski, że posłowie wojskowi straszą Rzpltą: nie mile przyjęci i wiary onym nie dawano. Podczas elekcyi tak się ubezpieczyli, jakoby żadnego nie - 17 było nieprzyjaciela, a tu co noc ognie i luny widać było na niebie, bo Kozactwo miasta, miasteczka, wsie i dwory paliło. Tymczasem Królewiczowie, Kazimierz, Karól i Ferdynand certowali z sobą, aby jeden drugiemu nie przeszkadzał do elekcyi na królestwo. Zatem posłowie od królewicza Kazimierza: Jerzy Tyszkiewicz, Biskup żmudzki; Stanisław Warszycki, mazowiecki; Krzysztof Koniecpolski, bełzki, Wojewodowie; Lubomirski, koniuszy kor.; Koniecpolski, chorąży koronny; Sieniawski, starosta lwowski; Naruszewicz, Referendarz W. X. lit. i Łubieński, synowiec Prymasa do Rzpltej przybyli, za perorą Tyszkiewicza, Biskupa żmudzkiego wyrazili żal o utrapieniu ojczyzny, zostającej bez Króla. A zatem Królewicza Kazimierza ochotę do obrony ojczystych swobód zalecali. Po tej legacyi przybyła od Królewicza Karóla legacya, w której Stan. Zaręba, Biskup kijowski; ks. Adam Sanguszko Wojewoda wołyński; Albert Czerski chełmiński, Jędrzej Ruszkowski, inowrocławski, Kasztelani; Teodor Potocki, Podkom. halicki; Wacław Leszczyński Starosta wysocki; Stefan Niszczycki Chorąży bełzki; Izydor ks. Zasławski w kole przed Rzpltą odprawowali poselstwo, obiecując od królewicza Karóla, że 10,000 z swej szkatuły wystawi wojska na usługę Rzpltej, i onemu zapłatę wraz z prowizyą obmyśli. Cokolwiek miał z starania swego dostatków, wszystko na potrzeby Rzpltej w niedostatku prowentow skarbowych konsekruje. Wygnańcom z Ukrainy przytułek w swych biskupstwach płockiem i włocławskiem deklaruje. Zatem Potrykowski, Podkom. rożański odezwał się: „to już królestwo polskie na targu stoi? „Dobra duchowne świeckim oddaje, szczodry bardzo na cu„dzym! Nie było z prowincyi litewskiej żadnego Posła w tej „legacyi, zatem Litwa urażona będzie burzyć tę elekcją." Przyszła też wiadomość, że Stefan Rakocy, Ks. siedmiogrodzki zmarł; pocieszyła panów polskich, bo i ten na zgubę Polski zkonfederowany z Chmielnickim; miał swego posła przy nim, kontraktując o koronę polską z Kozakami, jak zawojują, aby ją mu zbyli; dla tego u cesarza tureckiego wszy 2 - 18 stkiemi silami wspierał kozacką rebelią i onym upraszał o protekcyą i dodania sukursów od Turków. Tenże z niektórymi panami miał prywatną kointeligencyą, co się odkryło tym przypadkiem. Przybył do Krakowa nazwany Richter, rodem Sabaudczyk, apostata od księży, pod figurą alchemisty; ten rezydując w Krakowie podczas bezkrólewia, mając służącego Polaka, doświadczonego w wierności, wyprawuje go z listem do siedmiogrodzkiego państwa, donosząc, że Kraków małe ma prezydium, wszystka szlachta na elekcyą do Warszawy wyjechała, Kozacy grassnją w Polsce, bez odporu żadnego Polaków; gdyby wojsko gotowe przybyło świeże, tak wojną ustraszonych, jako i chciwych na złoto, mógłby zkorrumpowac, a zostać Królem. Nie wiedział posłaniec, co w tym liście zawierało się; gdy mu hojnie na drogę dal pan jego, suspicya mu urosła, żeby jakiej zdrady przeciw ojczyznie pan jego nie knował, w czemby złapany posłaniec, ciężko za pana pokutować musiał. Zaczem przyznaje się przed kapturowym sądem w Krakowie: iż go pan posyła do siedmiogrodzkiego państwa z listami, które miał zaszyte w odzieniu. Gdy sędziowie przeczytali listy, znaleźli zdrajcę w Krakowie; zaczem go kazali wziąść, który uchwycony, do wszystkiego się przyznał i wiele wyjawił, co z Rakocym korrespondowali. Wsadzony do ścisłego więzienia, po koroaacyi Króla Kazimierza uwolniony był.      Zatem posłowie od Ojca ś., Cesarza chrześ. i innych monarchów przybyli na elekcyą; mieli audyencyą, jako to Królów : francuzkiego i duńskiego, tudzież od Królowej szwedzkiej. Zatem od Królewicza Karóla przybył poseł, Stanisław Rakowski, proboszcz pułtuski, z listem do stanów Rzpltej, w którym ustąpienie konkurencyi do królestwa polskiego oznajmił, a instancyą wnosił za bratem, Królewiczem Kazimierzem ; co było w podziwieniu, że tak wiele obiecując Rzpltej, wkrótce odmienił się. Jedni rozumieli, że dla kłótni pan pokój lubiący supersedował; drudzy, że dla miłości braterskiej - 19 królem Kazimierza uczynił; trzeci, że urażony urąganiem Polaków i zbyt szczodry w szafunku duchownych dóbr na wygnańców ukraińskich i co w gotowiźnie miał na wojsko erogować, chcąc dać 10,000 wojska, sukkurs nie zły Rzpltej w takowych od nieprzyjaciół i Ordy ruinach; odmienił intencyą swoję, widząc niewdzięcznych Polaków, oraz dowiedziawszy się o nikczemnych dziełach pod Pilawcami wojska od Rzpltój z niemałą spezą wyprawianego, wolał spokojne życie prowadzić w duchowieństwie, niżeli dla korony w jawne niebezpieczeństwo życia i ustawicznych kłopotów puszczać się. Przyszła też do Rzpltej zupełna relacya o procederze wojska pod Piławcami tak gnuśnym; wszyscy instygowali, aby ci, co kommendę mieli, odpowiedzieli Rzpltej za taki proceder. Lecz to okrzykiem tylko i pogróżkami skończyło się, mając siła materyi do traktowania, przepomnieli tego rygoru. Przeczytany publicznie list Królewicza Karóla, znalazł wielki u Rzpltej obowiązek, za ułatwienie elekcyjnej sessyi, i ordynowany Gniewosz, Biskup kujawski, od Rzpltej z podziękowaniem królewiczowi Karolowi, że w tem utrapieniu i zamieszaniu, ojczyźnie nie chciał trudnić rzeczy. Nazajutrz przystępując do nominacyi króla, zaśpiewali do Ducha ś. hymn: veni Creator Spiritus. Na sam przód Biskupi, potem świeccy senatorowie, potem z stanu rycerskiego, każdy z osobna dawał kreskę; wszyscy zgodnie Jana Kazimierza królem mianowali. Podkomorzowie, województw, ziem i powiatów, jako szlachty wszystkich pryncypałowie, kreski odbierali i każdy podpisywał się elektor, na wiekopomną pamięć imienia swego i dowód funkcyi szlachectwa. Potem powstawszy Prymas, za uproszeniem głosu wolnego przez Marszałków W. obojga narodów mianował Jana Kazimierza króla zgodnie obranego; okrzykniono vivat, zatem uklęknęli na ziemi okrytej śniegiem, śpiewając: Te Deum laudamus, wszyscy zgodnie porzuciwszy dyssensyę i emulacye, jeden drugiemu winszował króla obranego. Niechaj tu zważy każdy, jeśli to nie dar osobliwy łaski Bożej: tak wielu zgromadzonych strojami i humorami a do 2* - 20 pieroż wiarą różniących się na jedno, zgodzić się w obraniu jednego Króla! Każdy tedy ubiegał się do przywitania nowo obranego Króla; między którymi Zygmunt Skarszewski, żołnierz dawny i Króla Władysława dworzanin, żartownik wielki, lecz w wykierowaniu rzeczy sobie poleconych, nie ospały. Ten gdy w drodze Króla Kazimierza przywitał, zapytany od Króla, co tam słychać? i kto królem mianowany w okopach? odpowiedział: że w Polsce nie porządkiem rzeczy stoją, bo mnie należał ten honor, tylkom opóźnił się z konkurencyą odezwać się, zagrawszy się w kostki; doznaliby Polacy za panowania mego, czego za żadnego Króla nie mogą doznać, jakieby zamieszanie było w ojczyźnie. Ja albowiem zagrawszy się w kostki, należytą sobie sukcessyą, nie pilnując prawa, straciłem. Ucieszył się Kazimierz Król z tego żartu, którym przymawiał Polakom, iż kłócili się długo na elekcyi, a nieprzyjaciel grassował po ojczyźnie spokojnie. Król szedł senatorską ulicą do kościoła ś. Jana, Biskupi jechali w kalwakacie karetami, Królewicz Karól i Nuneyusz papiezki po óbudwóch rękach Króla szli, Senatorowie za Królem do kościoła wchodzili, i Ministrowie, zatem szlachta i dworscy królewscy. Że kościół wchodzącym był ciasny dla czego gwardya musiała wstrzymywać ciżbę ludzi. Król siedział na majestacie, Prymas celebrował mszą; podczas elewacyi Król Kazimierz powstawszy z tronu, upadł czołem na ziemię, adorując Stwórcę swego. Potem przyjmował kommunią; po mszy oddano Królowi dyploma elekcyi, którego Prymas powtórnie nominował, a Marszałek elekcyjny proklamował królem polskim. Prymasowi sam Krół podziękował poważną mową, a stanom Rzpltej, w niebytności Kanclerza koronnego dla chorohy, przez Leszczyńskiego generała w. polskiego. Pacta conventa na polu ełektoralnem przez posłów swoich zaprzysiężone, sam tu swoją osobą zaprzysiągł. Z kościoła do zamku zaprowadzony, gdzie Prymas z senatorami, w obecności Króla Kazimierza akt koronacyi na - 21 dzień 16 Stycznia w roku przyszłym 1649 złożył. Wygnańcy z Ukrainy spodziewając się, że po elekcyi Król na Ukrainę ruszyć się miał, dopraszali się o prędki powrót w ojczyste progi. Powracam do traktatu wojennego. Po rozpełznieniu się wojska, wyprawionego z województw, ziem i powiatów pod Piławcami, ks. Jeremiasz Wiśniowiecki z dywizyą swoją i niektórych panów pólkami, także kwarcianego wojska pozostałą cząstką, po nieprzyjacielskich pogromach, z ochoty swojej i z wrodzonej rezolucyi zasłaniał krainy ruskie; potem od stanów Rzpltej mając sobie poleconą komendę, jako mógł wstrzymywał nieprzyjacielskie nawałności; rycerstwo też passyą go kochało, których jako mogąc utrzymywał; lecz kiedy pieniędzy nie stawało do opłaty żołdu, poczęści rozłazić się poczęli. Stołeczne miasto ruskiej prowincyi Lwów do obrony nieprzyjacielowi zachęciwszy, i na prezydium ludzi zostawiwszy, na elekcyą sam odjechał. Po odjeździe którego tak ruskie kraje, jako i polskie, nieprzyjaciel rujnował podług swej woli. Certowali Kozacy z sobą radząc: czy zaraz po piławieckiej mają się ruszyć w głąb Polski, czyli po otrzymanej zdobyczy niemałej, do domów się powrócić i po pracy odpocząć ? Chmielnicki rządy miał hetmańskie, tytułu jeszcze uie używał, ale się starszym Kozakiem tytułował, do ordynansów i uniwersałów używał pieczęci, na której przyłożywszy do twarzy samopał, wyryty był człowiek, miasto herbu jego. Erazm Czarnota, stanowniczym był kozakiem, którego się Chmielnicki nadewszystko obawiał; Krzywonos, obożny; Kalina, strażnikiem; Eustachy Woronczenko, Łoboda, Burlaj starsi półkownicy. Wszystkie rady zawisły na Janie Wychowskim, który Bohdana Chmielnickiego z ustawnego pijaństwa szaloną głowę rektyfikował i wszystkie expedycye na ręku jego były, czego chciał łatwo Chmielnickiemu wyperswadował, ile, że jego rady, dobry skutek zawsze miały. Ten Wychowski, szlachcic polski, wiary ruskiej błahocześliwej, przedtem był kancellarystą w grodzie kijowskim - 22 za mankament w księgach poczyniony, na gardło wskazany, za instancyą panów uwolniony od tej kary, od jurystostwa ustraszony tym mankamentem, udał gig do wojska; wzięty w bitwie pod Żółtemi wodami, dla jednejże wiary życiem darowany, dla sposobności do expedycyi podobał się Chmielnickiemu, gdzie zostając, do wszystkich rad wchodził, i gdy starszyzna kozacka do upadłej Lachów gubić decydowała, a czerń kozacka t. j. pospólstwo jednostąjnemi glosy wolało wtedy na Lachów, i Wychowski musiał się zgodzić na toż zdanie, jednak powoli rektyfikował Chmielnickiego, aby nie tak szalenie w głąb zapuszczał się, mając przed oczyma, iż trzeba wojsku wytchnienia; wbrew jednak nie śmiał przeczyć Kozactwu; zaczem pokazując Kozakom, że idzie za onych radą i wolą, ruszył się pod Lwów i on obiegł. Lwów, stolica ruskich krajów obronnie ufortyfikowane miasto, gdzie prezydium ks. Jeremiasz Wiśniowiecki wsadził i dał komendę Krysztofowi Arciszewskiemu, staremu Półkownikowi wojska cudzoziemskiego piechotnego, obiecując wkrótce sukurs od Rzpltej; tamże szlachta okoliczna z żonami i dziećmi zebrała się i chłopstwo okoliczne jednejże z Kozakami wiary tam się zamknęło. Pierwszy Głowacki, szlachcic polski, z kozacką jazdą przyszedł pode Lwów; następował traktem gliniańskim z całą potencyą Chmielnicki, i założywszy o 2 mile obóz pierwej po przyjacielsku traktował, napisawszy do magistratu list „że „obrońca wiary i wolności ruskiej do stołecznego miasta ru „skiej prowincyi przybywając z wojskiem, chce was z niewoli „i oppressyi Polaków oswobodzić, gdyż wielu mieszczan i mie,,szkańców do mnie odzywało się, prosząc o to. Zaczem te„raz we 200,000 wojska przybywam do was, oprócz Ordy li,,cznej. Nie na was to wojsko ściągnione, ale na postrach „Polaków; zatem miasto wasze uczyni sobie pomyślny sku„tek, kiedy jednejże wiary z wojskiem zaporozkiem będąc, je,,dność z nami trzymać zechce, a Polaków z pod Piławiec „zbiegłych, i tam się tułających wyda, pierwszy dowód swej „przyjaźni pokażecie, i z nami zaprzysiężecie jedno rozumie - 23 „nie. Jeślibyście zaś pogardzili naszą przyjaźnią, samymże „sobie zaszkodzicie." Przeczytawszy list, zważali sztuczną nieprzyjaciela zdradę, do obrony jednostajnie wszyscy sprzysięgali się. Jednak żeby spostponowany nie szkodził okolicznym wsiom i folwarkom, respons dać umyślili, w ten sens: „Nie może pojąc miasto Lwów, że od hetmana Zaporo,,wskiego list z przyjaźnią odbiera, a wojsko zaporoskie po nie„przyjacielsku okolicznie postępuje. Przyjaźni, byle szczera „była, nie odbijamy, wchodzie zaś w ligę z zaporoskiem woj,,skiem nie możemy, ponieważ za skończoną elekcyą króla „wszystkie te differencye wojsk zaporoskich wkrótce uspokoją „się; a zatem spodziewamy się dobrej przyjaźni wojska za,,poroskiego, któremu żadnej okazyi do urazy nie daliśmy. „Panowie z pod Pilawiec przejeżdżali tędy i na elekcyą z mia„sta tego wyjechali; mieszczanie, tylko i przedmieszczanie „w mieście zamknęli się, zamki oba Rzpltej mają prezydia wo,,jennych ludzi, nad którymi, jak i nad miastem ma guber„nator kommendę. Zatem życzymy wszego dobra JWMci ..panu hetmanowi." Miasto Lwów, naokół góry opasały; co najwyższa zowie się Lysa, że piaski bielące się zdaleka widać. Na tej górze dawni książęta ruscy zamek założyli, bardziej dla apparencyi, niżeli dla obrony; bo miejsce ciasne i wody niemające, tylko jednę studnią, w którój woda nie zdrowa. Podczas pokoju, nikt tam nie bywa, podczas trwogi zaś, ludzi kommenderują, bo z tego zamku wszystko w mieście widać. Zaczem tam burgrabia z 70 ludzi wojennych osadzony, i ludzie ze wsi i przedmieść pouchodziwszy, tam się bronili. Do tego zamku kozacy najpierwej szturmować poczęli, łażąc na górę; ale kamieńmi od pospólstwa ranieni, na mury zaś wlażących, kosami, a po odpędzeniu od murów, strzelbą rażono. Za przybyciem Ordy 6 Października gubernator Arciszewski, przestrzegając całość miasta Lwowa, kazał popalić przedmieścia, żeby tam nieprzyjaciel nie krył się, a miastu ztamtąd nie szkodził; wnet popalono wszystkie tak domy jako cerkwie i kościoły. - 24 Przyszedł Chmielnicki z Kozakami do szturmu miasta, od ulicy garncarskiej, chcąc attakować; gdzie klasztór Karmelitów bosych. Szaniec usypawszy, przez dwa dni do miasta strzelał, potem weteranów kozackich do szturmu ordynował. Przy bramie halickiej insze wojsko około miasta rozłożywszy, zewsząd attakować kazał, sam biegając, ochoty dodawał. Półkownicy, każdy przed swym pólkiem, zachęcali kozaków, najbardziej Eystachi i Głowacki do szturmu ochoczy byli: przeciw nim Arciszewski miał ostrożność i przezorność wielką; szlachta także rezolutna, mieszczanie posłuszni i do obrony gotowi, tylko obawiali się, aby przedmieszczanie i chłopstwo z wiosek buntu jakiego nie uczynili, bo i Władyka był w suspicyi, ponieważ i listy do Kozaków pisane, przejęto. Jerzy, mieszczanin bogaty, pod pretekstem zbycia żelaza i ołowiu, różny apparat wojenny nieprzyjacielowi przygotował ale spostrzeżony, przykładnie ukarany. Zabiegając tedy zdradom pomięszani Ormianie, Ruś z katolikami, szlachta do każdej straży. Jak tedy nieprzyjaciel przymykał się do murów przez fossy, tak od murów zawsze odpór i wstręt odebrawszy, siła tracił ludzi. Wypadają z miasta wycieczką od Bazylianek, przeciwko Bernardynom, nieprzyjaciela poznosili; naostatek pod samym Chmielnickim konia z armaty zabito. Wycieczka druga od forty jezuickiej także nieprzyjaciół poraziła; znów z inszej strony mieszczanie wypadłszy, w aproszkach wycięli, a zatem do halickiej bramy szturm począł ucichać i już nasi ośmielili się z miasta wypadłszy, uganiać się za Kozactwem, których jednego dnia więcej niż 2000 zginęło. Ku wieczorowi odstąpili od szturmu, więźniów odsyłając do miasta, a w zamian swoich windykując; bo siła, jak pod mury miejskie w lochy trafili, od mieszczan Kozaków nabrano i w więzieniu chowano. Zatem słoty jesienne dokuczały Kozakom, przytem głód, gdyż naokół kraj zniszczywszy, sami potem nie mogli mieć żywności, Zaczem Chmielnicki musiał rozesłać w różne krainy wojsko, aby rabując tam się sustentowali. Ochoczych na rabunki co żywo znalazło się więcej, niż do szturmu. - 25 Ordynował półki po nad Wisłę, aby kraj rujnowali, nietylko ludzi zabijając, lecz domy, pałace, mury rujnując i pustosząc. Chmielnicki sam zostawszy pod Lwowem, szukał sposobów wszelkich dobyć Lwowa i sławy poprawić, ustawnie do murów bić kazał, stósy drew dla zasłony od miejskich kul, kopał aprosze ku miastu, wysypawszy wały od siebie, aby wycieczki z miasta szkodzić nie mogły. Zatem Głowacki, znajomy mieszczanom w częstych rozmowach, otrzymawszy pozwolenie do miasta wniść, wciągniony sznurami na mur, obaczył wszędzie gotowych do obrony ludzi stojących, odpowiedział: „że dość już tej bitwy, doświad,,czyliśmy, co wy umiecie; tak u was, jako i u nas ludzi wiele ,,jest do boju; tak u was, jako i u nas ludzie są śmiertelni „Jabym życzył, jeżeli chcecie siedzieć w pokoju i dzieci z żo„nami, aby bezpiecznie wyspać się mogły, dajcie na wojsko za„porozkie pieniędzy, jako są głodni, wnet pokój będzie." Lecz mu odpowiedzieli mieszczanie: „że bronić się, nie okupować ,,rezolwowaliśmy się wszyscy." A gdy w otwartych kramach widział różne towary i żywności podostatek, pokazując ręką: „czemu dla Kozaków nie posyłacie tego?" odpowiedziano mu: „posłać możemy, jeśli będą żyć z nami po przyjacielsku; ina„czej temi, co ongi, potrawami częstować będziemy." Azatem pokazał, że Kozacy już są umitygowani, pokoju żądają, którego i miasto życzy. Zaczem uczyniwszy radę, zgodzili się dać co Kozakom, już albowiem zamek górny na końcu Października poddał się, w mieście gromada ludzi, zatem głód aby nie przystąpił, obawiali się; choroby też już poczynały się, zatem i z Gubernatorem radę uczynili. Zdało się rozhowor uczynić z Kozakami. Pod Wilczą górą stali Kozacy, Chmielnicki z Tatarami stał w blizkiej wiosce Lesienice, zaczem sędyk miejski i kilku mieszczan expostulowali z Chmielnickim, aby dał pokój niewinnemu miastu, a wojsko ztąd odprowadził, obiecując mu na zapłatę Tatarom złożyć się. Trzeciego dnia przybywszy Chmielnicki pod mury, czapkę włożył na laskę, znak dając, żeby z obu stron wojna - 26 ustała. Zatem Głowacki i Pyr Aga Tatarzyn, weszli da miasta traktować o okup. Dla czego zebrali zewsząd od różnych ludzi, księży i klasztorów 100,000 talarów bitych; oprócz tego różnych sukien i kitajek, i zapchali paszczękę rozdziawioną na miasto Ordy i Chmielnickiego z Kozactwem. Zostawił Chmielnicki Zacharyasza, brata stryjecznego swego z 10 starszyzny kozackiej, w zastaw we Lwowie, że dotrzyma traktatów, kazawszy ognia z armat dawać na tryumf ugody: ruszył się ze Lwowa z wojskiem; miasto też Panu Bogu Te Deum laudamus śpiewało, że za radą dobrą mogli się okupić i zgubę od miasta ostatnią oddalić. Rozumieli wszyscy, że od Lwowa już na Ukrainę pójdzie; ale od czerni okrzykniony, do Zamościa poszedł, chcąc go obledz; albowiem starszyzna na rabunki wysłana, nie miała bezpieczeństwa w odlegle krainy na rabunek udając się. Władza Chmielnickiego nie zawsze była niezawisła, czasem musiał to czynić, co bunt kazał. Zaczem ruszywszy się z pod Lwowa, echo puścił, że pod Warszawę ciągnie, ale pierwej Zamość ma odwiedzić. Zamość miasto i forteca, w ziemi chełmskiej leży: przedtem mała wioska, Jelitów herbu gniazdo, trzy razy przebodzonemu kopiami w bitwie z krzyżakami rycerzowi, zkupiwszy sąsiada, od króla na uleczenie oddana, w domu Jelitów zostawała; aż Jan Zamojski, Kanclerz i Hetman w. kor., założywszy miasto, i fortecę regularną sporządził, Zomościem nazwawszy. Zakupił na okół wielką obszerność i królewszczyzny, w nagrodę jego sławnych i odważnych akcyi, Rzplta. w ziemskie dobra obróciła, pozwoliwszy mu ordynacyą swej fortuny uczynić, która konserwuje się posesyą pod jednem Zamojskich imieniem, aż do tych czas. Ta forteca ma wały podmurowane, fossy około wałów głębokie, nie wszędzie wodą oblane. Do tej fortecy, Władysław, margrabia Myszkowski Starosta grodecki, mając sobie od Jeremiasza ks. Wiśniowieckiego komendę nad dywizyą wojska, gdy tak wielkiej rebelizującego Kozactwa potencyi zatrzymać nie mógł, we czterech set konnych ludzi rejterował się. - 27 Dokąd Ludwik Wejer, Kasztelan elblągski z pólkiem piechoty niemieckiej wszedł, także Stefan Oborski, Starosta liwski i Bar, półkownik dragonii koronnej, 300 ludzi wprowadzili; za nimi ks. Jeremiasza Wiśniowieckiego węgierskiej piechoty chorągiew weszła na prezydium. Przytem Jan Zamojski, Ordynat, pan tego miejsca, 800 ludzi swym groszem na obronę tak tej fortecy, jako i zaszczyt Rzpltej chował, przy wszelkiej amunicyi wojennej w cechauzach będącej i prowiantach na oblężenie. Szlachta z domów pouchodziwszy, w tejże fortecy schronienie miała z którymi rachując, 3,500 ludzi do boju było, oprócz poddaństwa zewsząd zbiegłego. Armat, prochu, podostatkiem, także puszkarzów umiejętnych, przytem zgoda między rycerstwem ; jednego komendzie poruczona ta forteca jednego pana w należytym porządku była, a Rzpltej, że siła do nich interessuje się, mizernie niszczeją. Wysiał Chmielnicki półkownika Niebaba nazwanego, z przednią strażą, który chciał na rozmowę z Zamościa wyprowadzić kilku mieszczan, sam pod fortecę zbliżywszy się. Lecz z miasta wysłany trębacz kazał, aby się ztąd umknął bo przełożeni fortecy, zacni ludzie, niechcą dla swej powagi w żadną rozmowę wchodzić, a mieszczanom nie wolno. Zaczem w nadziei swej omylony, bramy widział miejskie otwarte, jak w pokoju na wałach rzadkie straże, czy z niedbalstwa prezydium mających, czyłi też że lekce ważyli potencyą; powróciwszy do Chmielnickiego uczynił relacyą, i aby wszystkiemi siłami dobywał Zamościa, instygował. Zatem pod miasto przyciągnął Chmielnicki z 80,000 Kozaków, oprócz Ordy zaciągnionej z Ali murzą i Wołochami. Tłum ten Judzi tylko ucierał się harcując, i okopy czyniąc. Chmielnicki pod wsią Labonki stal, i tam rady czynił, jak miał szturmować do Zamościa, czas przewłócząc. Zatem Pólkownicy poczęli na Chmielnickiego narzekać: iż rozpiwszy się, o niczem nie myślisz, strach cię opanował; najbardziej szalona głowa Czarnota na Chmielnickiego czynił inwektywę, iż po wziętych w niewolą Hetmanach, po zniesieniu wojsk - 28 polskich, po okupieniu się Lwowa, Zamość, prywatny zamek jednego Polaka, nie może naszej potencyi wytrzymać; tylko że Hetman już począł folgować Polakom, z nimi mając skryte fakcye. Nie miło było słuchać Chmielnickiemu, zważając, co za głowa Czarnota, nie tylko nieprzyjaciół, ale i samego Chmielnickiego główny adwersarz. Lecz daremna Kozaków była furya, już czas nie po temu był dobywać fortecy, dzień 4 Listopada jak pod Zamość podstąpili, mrozy i tumany wielkie, nie podobno było aproszów kopać. Zatem w kozackiem wojsku echo poszło, że się Zamość chce okupić. Chmielnicki chcący doświadczyć prawdy, wyprawił posłów i list pisał, zaleciwszy posłom, żeby się informowali o potencyi fortecy i o zamysłach broniących się. Najpierwej Myszkowskiemu kłaniał się, odwiedzając zdrowie jego i do szlachty znajomej pisał, osobliwie do Wejera, rozumiejąc, że cudzoziemiec, do swej onego zaciągnie partyi; ale Wejer odpisał Chmielnickiemu żwawo: „Ze ja Wejer, jestem nietylko szlachcic polski, ale wraz „i Senator król. polsk. Kasztelan, w Zamościu mam komendę „i na tern miejscu, przodków moich cnoty popierać, nie zdradą „mazać staram się. Mam więcej niż 3000 piechoty, którzy „lubo wszyscy po niemiecku ubrani, jednak z Prus, Pomorza, „Kaszub, Inflant i Kurlandyi zaciągniony żołnierz i z innych „król. pol. należących prowincyi, jako żyć w wierności ojczy„znie, tak pierwej poledz, niż zdradą zmazać się dadzą. Jeżeli „odstąpią rebelii i nieprzyjaznego umysłu Kozacy, będzie mię„dzy nami zgoda i wkrótce po obranym Królu, złączymy siły „i broń naszę na nieprzyjaciela Rzpltej." Ażeby pokazał przed Kozakami ochotę swoją do szturmowania Zamościa, kazał Chmielnicki przygotować się wszystkim do attaku, przeciwko armatom porobić kosze ziemią nasypane, na kolach one pomykając, faszyn, słomianych snopów i innych do zapalenia przygotować rzeczy, gorzałki kufami wystawić w majdanie, sam do Kozaków pijąc zachęcał Kozaków czerń; sporządziwszy z grubego drzewa zakrywki, aby się za niemi od impetu kul mógł ukryć. Z tyłu zaś, obtoczyć kazał - 29 żerdziami i ostrokolami, aby nie uciekali we środku będący, i do tej machiny popojoną czerń kozacką, aby weszli ordynował, i one podmykał pod mury, a za nimi weteranów Kozaków doświadczone półki, przydawszy po bokach konne wojsko kozackie. Zatem dano z burzących armat ognia; to było hasło do zaczęcia szturmu; lecz powoli ciągnęła czerń sporządzoną machinę, obawiając się z przodu Polaków, a z tyłu od jazdy sztychów, któremi leniwych i tchórzów popychali do szturmu. Taki był z obu stron ogień, iż dzień mglisty rozjaśniał; z Zamościa jednak rzucane kule, więcej Kozakom szkodziły, niżeli kozackie, bo ich tylko mury tłukły. Zaczem popojonym minęło i pijaństwo, że porzuciwszy machinę, uciekać poczęli, a co mieli zasłaniać weteranów, to onych pomięszali, uciekając, osobliwie jak z miasta wypadli nasi, siła w tej klatce, jak na rzeź wysadzonych wycięli. Z miejskich murów jak dano z armat ognia, zaraz zabito humańskiego setnika, Kos nazwanego, i kapelana Chmielnickiego, przy nim stojącego, kula rozszarpała. Zaczem zagniewany Chmielnicki, Czarnotę ordynował na mury od północnej strony, jako żarliwie instygującego, aby do Zamościa szturmowano. Poszedł Czarnota, jako desperat, faszynami kazał fossę napełnić, starając się przystąpić do murów z drabinami, a po nich wlazłszy, opanować mury i wały; lecz z drabin odważni pospadywali, jak kartaczami na nich wystrzelono. Daremne usiłowanie i szalona odwaga siła kozactwa tam padło trupem i sam Czarnota w lędzwie postrzelony, ukontentował się z przypuszczonego szturmu, a z ciężkiego bólu od postrzału, przeklinał swoję szaloną rezolucyą. Z polskiej strony tego dnia siedmnastu zginęło; Kozaków siła poległo w otwartem polu z golemi piersiami szturmujących od rana aż do wieczora. Noc ciemna dała odpoczynek z obu stron; ale Chmielnicki nie mógł spać dla myśli różnych, widząc że ciężko dobyć Zamościa, a odstąpić hańba; po tak wielkich sukcessach jedna mu się forteca oparła. - 30 Opuściwszy tedy z różnych stron daremne attaki nie po jednokrotnie przypuszczane, rzucił się do sztuki: Z pobliższych wiosek namówił i przekupił chłopstwo, aby zmyśliwszy, że niewoli kozackiej uszli, do miasta wpuszczeni ono zapalili, lub też tam będących zbuntowawszy, do uciekania z miasta namówili. Gdy się to nie udało, a już Listopad się kończył, posłał trębacza z listami, donosząc, iż „elekcya skończyła się, gdzie i Kozacy, jako tejże ojczyzny „synowie, dawali na króla Kazimierza głosy, i dla respektu „onych zgodzili się Polacy na jednego króla, bo Kozacy za,,porożcy tak kochają króla, jak synowie ojca, i póki ukoro,,nowany nie będzie, dla zaszczytu majestatu królewskiego. „wojsko zaporozkie w Polsce stać musi. Zaczem aby Zamość „bramy otworzył, jako swym przyjaciołom życzył po przyja,,cielsku, nie przywodząc Kozaków w desperacją do dobycia ,,zamku. Jeżeli to się nie podoba, macie przykład ze Lwowa ,,tak postąpcie i wy, a tym przykładem idąc, pokój i całość „mieć będziecie, nauczywszy się rozumu z rostropności lwo,,wskiej." Przyjąwszy trębacza z listami do Zamościa i onego udarowawszy i uczęstowawszy, odpisali z Zamościa do Chmielnickiego: „Dziękują tu będący w Zamościu JPanu Chmielnickiemu, „że gdy poczta nie mogła przejść dla rozruehów wojennych, „nowiny z Warszawy trębacz wojskowy nam kommunikował. „Mamy i my z Warszawy, że Jan Kazimierz obrany zgodnie ,,królem, ruszył do Zamościa dla uspokojenia kłótni wojen„nych, którego się tu wkrótce spodziewamy, który przyby„wszy rozezna, kto jest przyjacielem ojczyzny, a kto nieprzy,,jacielem, czy ten co broni całości Rzpltej, czy, co następuje „i szturmuje." Tak odpisał Gubernator, mieszczanie po przyjacielsku z Kozakami z murów rozmawiali, jeden z drugim żartując, oraz cztery kufy wina węgierskiego Chmielnickiemu posłali aby zagrzawszy sobie tym trunkiem głowę, wojennych zapomniał nieprzyjaźni. - 31 Stojąc pod Zamościem Chmielnicki, pisał do Warszawy na elekcyą, iż przymuszony do wojny, i gotów napowrót co prędzej odejść, byle krzywdy od kcia Jeremiasza Wiśniowieckiego i od Koniecpolskiego jemu poczynione, nagrodzone były. Tak albowiem nienawidził tych dwóch kawalerów, iż nieraz chlubił się: ,,gotów jestem wydobyć z niewoli tatarskiej „hetmanów, byle tylko Rzplta nie dała komendy nad wojskiem „Jeremiaszowi." Na konkluzyą elekcyi wyprawił posłów do Warszawy, Jędrzeja Huncel Mokrskiego, wyćwiczonego w zakonie różnych nauk, przydawszy mu stryjecznego brata swego Chmielnickiego, przez których skarzył się na opressyą swoję, dla której do tej rezolucyi udać się musiał, i w różnej przemieniającej się Proteusz figurze, wmawiał Polakom niewinność swoję, choć tak szkaradnemi uczynkami poprzysięgłym był Rzpltej nieprzyjacielem! Zaczem obrany Król naradziwszy się z stanami, wyprawił Jakóba Smiarowskiego, szlachcica ruskiej wiary, z oznajmieniem, że Królem zosta? Jan Kazimierz, który się starać będzie spokojnemi środkami ojczyznę i dyfferencye zmiarkować; niech tylko Kozacy spokojnie do swych krajów odejdą, spuściwszy się na klemencyą królewską; gdyż Król Jmść co się dotychczas stało w ojczyźnie, bardziej wyrokom Boskim i błędom wszystkich, aniżeli występkom partykularnych ludzi przypisuje. Z tem do obozu kozackiego wyjechawszy z Warszawy dnia 27 Września, przybył pod Zamość dnia 1 Października Smiarowski; mile przyjęty od Kozaków, bo już słoty, zimna i głód Kozactwu dokuczały. Przyszła też wieść, że dano kommendę, nad wojskiem Jeremiaszowi Wiśniowieckiemu, który zebrawszy wojsko, spieszy się na odsiecz Zamościa. Co Kozacy usłyszawszy, przyjęli ochoczo, i częstowali Smiarowskiego, i przez niego deklarowali, iż zasługując się na łaskę królewską Chmielnicki, ruszy się ztąd z wojskiem, a kazawszy z armat dać ognia, od oblężenia Zamościa odstąpił. Skoro się ruszył, zebrawszy się Polacy i cokolwiek jazdy było w Zamościu, z tyłu attakowali Kozaków, od rabun - 32 ków odpędzili, osobliwie w tej akcyi Jakób Regowski popisał się, który na przeprawach znosił Kozaków, najbardziej pólkownika Kalina nazwanego, dulającego w wielkę gromadę ludzi kozackich, w małej liczbie wojska prędkością zwyciężył i wyciął. Po odejściu z pod Zamojścia Kozaków, uwolnieni od oblężenia, co żywo z miasta wychodzili, oglądać obozowisko Kozaków, szeroko w okrąg rozciągnione; zważali okopy kozackie z rowami glębokiemi, szerokim i wysokim walem otoczone, winszowali sobie jeden drugiemu tak pomyślnego wypadku; żolnierzów nieustraszone serce i umysł, mieszczan ochotę i szczerość, obywatelów okolicznych odważne animusze wychwalając, Bogu dzięki czynili, Te Deum laudamus śpiewając w kollegiacie akademii zamojskiej. Do Aielkich czynów Jana Zamojskiego, Ordynata, Starosty kaluzkiego i to przydać należy, że nie żałował grosza dla żołnierzy, dając lemingi i każdemu podług proporcyi suplement obmyślił pieniężny, albowiem miał to w konsyderacyi, iż lepiej ojczyzny synom zasłaniającym się za całość Rzpltej to oddać, coby nieprzyjaciel dobywszy fortecę, tyrańską wydrzeć mógł ręką. Po elekcyi Król Jan Kazimierz wyjechał do Częstochowy, na granicy szlązkiej leżącego klasztoru na wysokiej górze; temu klasztorowi wesołość miejsca i osobliwe poszanowanie Matki Boskiej adoracyą od wszystkich sprawują; klasztór i kościół wystawiony zakonnicy Pawła ś. pustelnika reguły trzymają. Tam hojnych łask boskich nietylko Polacy, ale z dalekich niemieckich krain pielgrzymowie doznają Najśw. Panny, ręką ś. Łukasza ewangielisty obraz malowany tak, jako ją swymi oczyma widział, na drzewie. Na to miejsce, Król Kazimierz votum wypełniając, jechał dziękować Bogu i Matce Syna Bożego, za wywyższenie siebie na tron królestwa polskiego, oraz suplikując do majestatu Boskiego przez Matkę do Syna Jego za utrapioną Polską, aby wszechmocność Boska z tej toni onę wydobyła. Z Częstochowy Król jechał sanną do Krakowa, gdzie przybywszy na przedmieściu zaczekał, a nazajutrz publiczny - 33 wjazd odprawił do Krakowa, którego Senatorowie, Ministrowie i stan rycerski wprowadzali. Przodkowalo lekkich chorągwi 9, za niemi następowało 7 piechoty uszykowanej batalionów, przy każdym Oficyerowie szli porządkiem swoim; za piechotą 14 huzarskich chorągwi, ozdoba i siła wojska polskiego, a co najcelniejsi i najmoderowniejsi kawalerowie, na rumakach bogato ubranych przed chorągwiami lekkiemi popisując się, przodem jechali. Gdy przybyli przed kościół Śgo Floryana, Akademia krakowska ich spotykała. W bramie floryańskiej mieszczanie Króla przywitali, wystawiwszy bramy tryumfalne z różnemi inskrypcyami; 6 rajców niosło baldachim nad Królem; za tem niezmierna moc ludu po ulicach, po kamienicach, na dachu przypatrujących się. Potem do zamku Król jechał, którego Jerzy Lubomirski, Starosta krakowski, przyjmował, oddając dochowaną podczas bezkrólewia stółeczną fortecę w całości. Przed zamkowym kościołem Biskup krak. z całą Kapitułą Króla przywitał, potem szedł Król na Skałkę, gdzie oglądał znaki męczeństwa Śgo Stanisława. Na trzeci dzień pogrzeb Króla Władysława Król odprawiał, którego ciało z Warszawy przyprowadzono. Ten solenny akt zwyczajnym trybem pod koronacyą swoję czynią Królowie. Wszyscy w żałobie na pogrzebie byli; jak koronacya nastąpiła, świetno ubrani. Nową figurę z nowym Królem wdziewa Rzplta. JAN KAZIMIERZ KRÓL POLSKI. Król ubrany w stroju królewskim przybył na mszą solenną, przyniósł chleb i wino i na ołtarzu położył, do którego Arcybiskup odwróciwszy się od ołtarza, dał mu Ewangelią w ręce, na której położywszy palce, przysięgę wykonał w słowa: „Podług obowiązku prawa pospolitego królować będę, w obronnie Wiary katolickiej rzymskiej, staraniu o sprawiedliwość, „w szczerem utrzymaniu swobód wszystkich." Potem namaszczony Olejem świętym, i koronę mu Prymas na głowę włożył, a na majestacie królewskim po tej ceremonii usiadł. Nastąpiła akklamacya wesoła pospólstwa, w dzwony uderzono, potem z armat bito na tryumf. Z kościoła wyszedłszy, bankiet zawołany sprawiono, na który Posłowie cudzoziemscy zaproszeni; Ministrowie i Senatorowie z obowiązku swych funkcyi być powinni. Trzeciego dnia Król do miasta Krakowa x zamku jechał konno, przed nim Dominik Zasławski, Wojewoda sandomierski, niósł koronę, Kżę Jeremiasz Wiśniowiecki, Wda ruski, jabłko złote, Mikołaj Abramowicz, Wda trocki, berło złote, Alexander Koniecpolski chorągiew, królestwa polskiego herb, Michał Zebrzydowski, Miecznik koronny, goły miecz, insignia królewskie. Przyjechawszy Król, zsiadł z konia i na tronie na to przygotowanym usiadł. Przystąpił do majestatu Magistrat - 35 krakowski, złote klucze oddał Królowi i wierne poddaństwo poprzysiągł. Zatem od Króla rzucano numizmata złote i śrebrne; pospólstwo ubiegając w ciżbie gniotło się; i musiały gwardye królewskie rozpędzać tłum ludzi. Zatem noc nastąpiła, rzucano tryumfalne ognie, na które ciekawi zapatrywali się. Warty co porządek robiły, poczęły w nocy rozbijać, że Pokojowy Kazanowskiego, Marszałka nadwornego koronnego, do gospody idący, porwany od żołnierzy gwardyi królewskiej, z szat obdzierany, niemy będący, gwałtu wołać nie mógł, ale obłapiając tego, co z niego suknie zdzierał, poznaczył; nazajutrz gdy rewizya była, jednego i drugiego poznaczonego znaleźli. Musieli mu wrócić wszystko, a za rozbój skarani. Tak Bóg wszechmogący, że mowę odebrał, nagrodził mu ciekawością. Zaczął się i Sejm koronacyjny w Krakowie. Po wotywie do Ducha ś. odprawionej, Senatorowie do senatu, a stan rycerski do izby poselskiej udali się, gdzie Posłowie obrali Marszałka koła rycerskiego, Franciszka Dubrawskiego, Podkomorzego przemyślskiego, człeka mądrego i poczciwego; szczęściem, że nie był na wojnie pod Piławcami, gdzie sprawę pokawili; była bowiem akklamacya i Posłowie, sądu jako na zdrajców ojczyzny dopraszali się. Jakoż zabrali się wszyscy do sądu na tych, nie folgując nikomu, szukając winnego. W tej okazyi było takie zamięszanie, iż ledwie sejm koronacyjny nie zerwał się. Ale Król, dla pierwiastkowego panowania swego, starał się, aby sejm spokojnie doszedł, Posłów usilnie błagał, aby suppersedowali od tej surowości, widząc, w jakich opałach Rzplta zostaje. Napomniał Król Radziejowskiego, Starostę łomżyńskiego, który jednemu ze trzech, co komendę nad wojskiem mieli, czyniącemu relacyą o bitwie piławieckiej, odpowiedział: „nie tak było MCi Panie!" o co wielka wszczęła się burda, aby język swój miarkował: nie zawsze to wymówić, co chcemy, ale zważać trzeba czas, porę i osoby, i do nich z mową swą stósować się, bo raz bardzo wymowni stajemy się, niemając języka moderacyi, a potem tego żałujemy; 3* - 36 drugi raz, kiedy potrzeba i jawna jest Rzpltej zguba, jako niewolnicy zdrętwiały język mamy. Zaczena Król z wielką pracą ledwie umitygował rozjątrzonych posłów na komendatów zły proceder, komendanci zaś starali się o fawory drugich posłów, wielkim kosztem onych na swą stronę przeciągając, z której scyssyi jawny sejmu upadek byłby. Puścili to dla dobra pospolitego w niepamięć, a co traktować należało w tak gwałtownych Rzpltej potrzebach; ledwie wykierował Król temi środki: 1)      wojsko kwarciane do dawnej liczby i rezy przyprowadzić; 2)      wojska po kompucie 30,000 zaciągnąć; 3)      stanęła uchwała wyprawy nowej wojska, dając prowincyom dobrą wolę, czy tych, co mają gotowych, wyprawić mają, czy nowych zaciągnąć, byle co prędzej do obozu przybywali; które zaś prowincye chcą dać do skarbu pieniądze, mają co prędzej one komportować, a zaciągać żołnierza mają się starać naznaczeni Officya listowie; 4)      uchwalono na wojsko 13 podymnego; 5)      dano Królowi w ręce wolne wydanie rozkazu na pospolite ruszenie, uchowaj Boże nawałności na Rzeczpospolitą. Komenda nad tem wojskiem, komuby dana miała być, długo Król deliberował; Kciu Jeremiaszowi Wiśniowieckiemu oddana była podczas elekcyi, wszyscy go i teraz promowowali, albowiem zasłużył sobie na ten honor, w tak ciężkim razie sam jeden oponując się nieprzyjacielowi za Rzpltę. Lecz fakcya dworska ukrzywdziła w tem zacnego kawalera, i zagrodziła na przyszły czas każdemu ochotę do rycerskich akcyi; ponieważ tak płacą odważnym bohaterom, że z kąta wyrwawszy się, wyprobowanemu tak wielu bitwami i wiktoryami wsławionemu, umykają honoru z nieukontentowaniem całego wojska, które doświadczonego wodza potrzebuje, nie zaś takiego co dopiero poznawać się z żołnierzami, a wojennych trybów od nich uczyć się musi, - 37 Oddana komenda Jędrzejowi Firlejowi, Kasztelanowi bełskiemu, w leciech podeszłemu; przydani onemu kollegowie: Stanisław Lanckoroński, Kasztelan kamieniecki, i Mikołaj Ostroróg, Podczaszy koronny, którzy trzech równą władzą wojskiem rządzić, między sobą podzielić się mają. Zatem się sejm skończył, na którym Samuel Łaszcz, Strażnik wielki koronny zmarł, tak do żartów, jako i do żołnierskich akcyi sprawny; w wojsku komendę surowie zachowywał; żył zaś swobodnie, co każdemu żołnierzowi przyzwoito. Fortunę miał szczupłą, a zawsze wielką zgraję żołnierzy chował, ferezyą banicyami sobie podszyć kazał, zaczem Król musiał go okupić od tych banicyi, wziąwszy informacyą o jego wojennych akcyach; pogrzebiony u ś. Stefana w Krakowie. Tegoż czasu w zamku królewskim wszczął się ogień. Kurza noga, narożny budynek się zajął; nie daleko tego miejsca sypiał Król Kazimierz, szczęściem wielkiem ocknął się, obaczył blask wielki i zawołał ludzi około siebie będących, którzy porwawszy się, zwołali warty i innych do gaszenia ognia; przygasili, ale dach zgorzał; wróżyli różnie z tego ognia, co za skutki będą i jaki prognostyk. Zapusty Król odprawił w Krakowie przy wesołej krotofili. W post wstąpiwszy, wyjechał do Warszawy, Posła moskiewskiego tam przybyłego wysłuchać legacyi. Zaczem przybył, miał też chęć do ożenienia się z królową Ludwiką, wdową, bratową swoją, Króla Władysława żoną pozostałą; na co miał od papieża dyspensę przez Jana de Torres Arcybiskupa adryanopolitańskiego, Nuncyusza Innocentego, 10 Marca przysłaną. Nie długo zabawił się z konkurencyą, ostatniego dnia miesiąca Marca ślub wzięli, a wesele aż do Maja odłożono bo Królowa słaba była, dla tego ani na pogrzebie Władysława Króla, męża swego pierwszego nie była w Krakowie. Niepodobało się to ożenienie wielu Polakom, którzy w pokrewieństwie ożenienia choć z dyspensą odbiegają, mając dawną konsyderacyą, że takie małżeństwa niebłogosławieństwo Boże za sobą ściągają. Jakoż doznała Polska za Króla Kazimierza różnych wojen i plagi Boskiej, niemając - 38 odpoczynku przez całe panowanie tego Króla; nie to, to w lot co inszego na Rzpltą burzyło się. Dworscy i faworyci królewscy, wielbili to ożenienie, przywodząc przykłady różne, jako to, Emanuel, Król portugalski, za dyspensą papiezką, wziął swej żony zmarłej siostrę; a i Zygmunt III ojciec Kazimierza, miał za sobą siostrę po siostrze dwie żony za dyspensą papiezką; Henryk VIII., Król angielski, Artura, brata rodzonego żonę pojął, za dyspensą Juliusza II, papieża. Ale na to wyżej rezolucye Polaków obszernie położone. Chmielnicki powróciwszy z wojskiem z Polski, wjeżdzał do stolicy dawnej monarchów ruskich, do Kijowa z taką pompą, z jaką zwycięzcy wjeżdżają, na bogato ubranym rumaku; jaką czynił na wojnie figurę, fantazyą reprezentował; około niego jechali Półkownicy kozaccy w złocie, śrebrze, blask od nich, ukazując pospólstwu, że to wszystko zdobycze od zawojowanych Polaków. Niesiono chorągwie zabrane, armaty, buńczuki, inne wojenne rynsztunki prowadzono, ukazując pospólstwu na uhańbienie imienia Polaków. Zaczem pospólstwo okrzyki wielkie czyniło, wesołości znaczne i za Chmielnickiego do Boga wznosząc wota, wyszli zakonnicy z processyą przed wjeżdżającym, Akademia z professorami witała, wydawszy penegiryki, nazwała Chmielnickiego Mojżeszem wiary ruskiej, obrońcą swobód narodu ruskiego, mieniąc go rycerzem z rodzaju Machabeuszów, tłumiącym za wiarę nieprzyjaciół. Przytem powrócił Dzedzało, Półkownik kozacki, z legacyi od Cesarza tureckiego z pocieszną nowiną deklarowanej protekcyi Kozakom zaporoskim. Przybyli posłowie do Chmielnickiego od Cara moskiewskiego. Od Rakocego Kcia siedmiogrodzkiego, tudzież od Hospodarów wołoskiego i multańskiego z powinszowaniem szczęśliwych wiktoryi, z adoracyą powstającej kozackiej potencyi. Już wtenczas Chmielnicki nie Bohdanem być się widział; czynił się jednak nabożnym, padając w cerkwiach na oblicze swoje przed obrazami, kapłanom uczciwość i poszanowanie czyniąc, co mu zbywało zdobyczy polskiej, ofiarując - 39 na apparaty do cerkwi, w domu z kozactwem zabrat opływał w piatyce, czarowników i czarownic zażywał codziennie, aby mu przyszłe rzeczy wróżyły; pijany dumy nucił; szalona głowa! tyrańskie rządy, okrutne ukazy, w jednym momencie wszystko to mieściło się w jego osobie. Dopiero wszystkim wolny przystęp, w lot surowy, nikogo do siebie nie przypuszczał; znowu łaskawie rozmawiał, tenże w momencie okrutne wydawał rozkazy, a cokolwiek uczynił, czy złego czy dobrego z wielką radością przyjmowało pospólstwo, i wychwalając pod niebiosa wynosiło. To sławne miasto Kijów, stolica pierwsza niż Lwów ruskich monarchów, pierwej szczęśliwemi sukcessy, a potem wojną i ruinami wsławione, takiej obszerności było, jako latopiscy ruscy wyrażają, iż w koło miasta, przedmieść i folwarków ledwo za 7 dni obejść można było, teraz obaliny jednak pokazują, że coś było wielkiego. Wspaniała cerkiew Ś. Zofii przy niej pieczary, w których świętych i rycerzów sławnych są ciała. Przez zimę nic nie słychać było o wojnie, bo rezydent królewski Smiarowski będąc u Chmielnickiego, do króla pisał, iż pokój może uczynić Chmielnicki, byle kommissarze od Króla i Rzpltej do niego przybyli. Nie zrozumiał zdradliwej Chmielnickiego fantazyi, zaczem Król jeszcze przed koronacyą wysłał Kisiela, Wojewodę czernichowskiego, aby starał się uspokoić na Ukrainie bunty w imieniu Króla Kazimierza; przydano mu kolegów pod imieniem kommissarzów Wojciecha Miaskowskiego, Podkomorz. lwowskiego; Grzegorza Kisiela, Chorążego nowogrodzkiego i Jakóba Zielińskiego Podczaszego bracławskiego, którzy ubezpieczeni od Chmielnickiego, w miesiącu Styczniu do traktatów miejsce Kijów naznaczone sobie mieli, potem do PerejesJawia przeniesieni; z początku byli dobrze traktowani i wdzięcznie przyjęci, lecz gdy prosili o audencyą, naznaczył wpół rynku, niby to dla tego, że nie było takiego domu, aby w nim posłów przyjmował. Ale Chmielnicki chcąc swą pompę ukazać, żeby pospólstwo i postronnych monarchów posłowie widzieli, jak mu - 40 się posłowie polscy kłaniają, audencyą posłom polskim na takiem miejscu naznaczył. Zrozumieli kommissarze Rzpltej urąganie z siebie i ojczyzny i nie chcieli tam czynić legacyi; lecz Kisiel Wwda czernichowski odradził kollegom, mitygując okrucieństwo, o miejsce aby nie certowali i do traktowania pokoju przystąpili. Ofiarowali oni mu nasamprzód od Króla z napisem jego chorągiew, buławę znak hetmaństwa z przywilejem na to, oraz deklarowali amnestyą wszystkich uraz, szkód i krzywd, łaski przy tem i respekta królewskie. Wojewoda czernichowski, jako wielki mówca perorował, zalecając tak podarunki, jakoteż obietnice królewskie. Zebrane pospólstwo uczyniwszy okrzyk wielki, nie dało skończyć mowy posłowi, ani też Chmielnickiemu odpowiedzieć posłom; najbardziej Dzedzalo, Pułkownik, począł na kommisarzów narzekać: „Co, wy Lachowie przynieśliście te cacka od Króla zdradliwe, a przez to na nas jarzmo włożyć usiłujecie; niech zginą te pochlebne słodycze, nie słowami tu certować trzeba, lecz bronią; miejcie dla siebie Polskę, a Ukraina nam Kozakom należy." Ledwo potem ten huk uśmierzył się, skarzył się Chmielnicki hetman, że mu wybili odpowiedź z glowy, dał przecie replikę, że nie wątpi o klemencyi JKMci; co się stało z strony kozackiej, czasowi to złemu przypisać. Przystępując do pokoju, trzeba na to pierwej z Półkownikami, assawułami, setnikami, attamanami i wszystką starszyzną traktować powoli, umitygować i ugłaskać czerń, a dopiero do traktatu przystąpić, a teraz niemasz wielu Pułkowników bo jako JMMść z sejmu, gdzie się wszyscy zgromadzają Polacy wyprawił kommissarzy, dawszy onym informacyą, z kim i jak mają traktować, tak pułkom kozackim wszystkim trzeba przełożyć, z czem kommissarze przyjechali i co traktują. Niepodobał się respons Chmielnickiego kommisarzom, żałowali, że wylecieli z prezentami od Króla, trzeba było zatrzymać się i one po skończonym traktacie oddać. Mieli komissarze wielkie utrapienie i urąganie od Kozactwa, gospody dali opodal jednemu od drugiego; około Kozactwo szpiegu-jąc, co czynią, kommissarzów prześladując i łając, ustawi - 41 cznie im dokuczało. Na ostatek czeladź i ludzi im poodmawiali, jako to: od Wojewody Jarmołowicz, pisarz jego i pokojowy wiedzący sekreta pańskie, uszedł do Kozaków i wydał sekreta polskie. Wyby wszy w takim tarassie pół roku, udają się kommissarze do Wyhowskiego, pisarza i sekretarza kozackiego expostulując z nim, jeżeli pokoju nie chcą Kozacy, więc ich niech odprawią z uczciwością, aby to Hetmanowi Chmielnickiemu przełożył. Odpowiedział on, że trzeba czasu upatrywać, z nim o to traktować, aby go nie zirytować. Nakoniec wyperswadował Hetmanowi, żeby kommissarzów do pożegnania przypuścił. Gdy tedy kommissarze przystąpili, Miaskowski Podkomorzy lwowski rzekł: ,,Za co Hetmanie zaporozki, nie dając nam kommissarzom Rzpltej rezolucyi, przez czas nie mały daremnie nas zatrzymujesz? Jeżeli nie podoba się pokój i wojnę chcesz wypowiedzieć, odpraw nas, a nietrzymaj w niesłusznem więzieniu, czego i dzikie narody nie czynią z posłami." Na to zapytanie zdumiał się i nic nie mówiąc, porwał ze stołu papier i dał Kisielowi, Wojewodzie czernichowskiemu, na którym napisano: Dla łaski J. K. Mci pozyskania: 1)       Imię, pamięć i ślad unii przez całą Ruś aby nie były; 2)       katolicko-rzymskie kościoły, które są, niech będą; Jezuitów księży wypędzić; 3)       Metropolita kijowski, aby podle Prymasa w senacie siedział; 4)       senatorye i urzędy aby w ruskich województwach oddane były ruskiej wiary ludziom; 5)       wojsko zaporozkie przez całę Ukrainę zgromadzone aby przy dawnej wolności zostawało; 6)       Hetman kozacki, aby tylko od JKMci miał dependencyą; 7)       żydów z całej Rusi, aby wypędzono; 8)       Jeremiaszowi Wiśniowieckiemu aby komendy nad wojskiem nie dawano. - 42 Jeżeli na te punkta zgodzi się Rzplta i one wiernie dotrzyma, pokój uniwersalny będzie; na co około Świątek traktaty kommissarzów Rzpltej złożone być mają. Takowe dyktował kondycye pokoju Rzpltej przedtem pracowity poddany, teraz rozkazujący panom. Fortuny igrzysko! Przeczytał Wda czernichowski punkta, ścisnąwszy ramionami westchnął, dał kolegom do przeczytania, jeden na drugiego konimissarze obejrzawszy się, westchnęli. Zatem Wwda czernichowski wymówił do Chmielnickiego: „Nie zważasz przyszłych rzeczy, Hetmanie zaporozki, zaślepiony fortu,,ną teraźniejszą, a naszem nieszczęściem; spuszczasz się na jej „opiekę, która kiedy pocznie komu pochlebiać nad miarę, „wkrótce obiecuje go odstąpić, do szkła łyszczącego podo,,bna, które za małym upadkiem kruszy się. Racz dać wiarę „życzliwości mojej, jeżeli sobie i wojsku zaporozkiemu grunto„wnie chcesz radzić. Już dość masz szczęścia i fortuny, nie „spuszczajże go na wojny decyzyą, żeby cię twe szczęście „nie odstąpiło; porzuć tę dumę, staraj się co tobie i drugim „całość przyniesie, ani usiłuj zgubić Polski, Ruś chcąc wy„wyższyć. Albo rozumiesz, że się odłączywszy od Polski „Tatarom i Turkom obronisz się sam? bynajmniej! Wiesz, „co się przed tem działo, jakie Turków i Tatarów zamysły, „nienawidzili osiadłych na Budziakach ord, bliskiej nienawi„dzą potencyi, usiłując wykorzenić imię ruskie; ci, co teraz „pomagają, alboż to dla utrzymania wiary ruskiej czynią, lub „podniesienia potencyi kozackiej? nie, ale chcąc zawojować „Polaków, takowe rozróżnienie szczepią. Gdy zaś Polacy „obronią się, na was pogranicznych siły swe obrócą. Przez „rozróżnienie nasze z wami, oni srogość swą wspierają. Gdy „Polacy, Litwa, Ruś, Kozacy między sobą walczymy i swo,.jemi się siłami wygubimy, natenczas nas wszystkich obar„czą. Trzeba też zważyć, że masz sprawę z Królem potężnym, „który jako z tobą certuje łaskawością, tak urażony, że onę „postponujesz, ruszy swe siły na pomstę nad tobą. Więc ,,jako tęcza na niebie prognostykuje łaskę Boską nad swem ,,stworzeniem, tak łaskawość królewska ogłasza pokój mię - 43 „dzy ludem swoim, niechcąc zguby poddanych swoich. Od„dal od siebie zagniewanych na Polaków konsyliarzów, t. j. „gniew i nadzieję, którzy cię zdradliwie podbudzają do wojny, „a klemencyi królewskiej trzymaj się, mając porę potemu. Je,,żeli mą radą pogardzasz, zguba wiary i narodu ruskiego, „a niewinnej krwi wylanie na twą duszę padnie." Słuchając, że tak życzliwie Wwda mu perswadował, zapłakał Chmielnicki, czy skruszony, czyli też umyślnie płacz zmyślił. Na ostatek dał rezolucyą kommisarzom: „Na obronę „siebie wziąłem w ręce broń, a tę poty trzymać będę, póki „życia stanie i wolności nie dobiję się, chcąc pierwej głowę ,,położyć, niżeli do niewoli powrócić. Wiem, że ślizga for„tuna jest, sprawiedliwej sprawie dufam, która zawsze try„umfuje; Króla jako pana weneruję, Senatorów, panów „nienawidzę, i nigdy jeden drugiemu nie będziem przyja„ciołmi. Jednak, gdy szczerze chcą się zgodzić, te pun„kta do traktatu podane nie będą trudne, a jeśli się nie po„dobają, ja wolę otwartą wojnę, niżeli zdradliwy pokój. Mam „ja turecką protekcyą, zawartą z Tatarami ligę i okolicznych „potencyi deklarowaną pomoc, od Patryarchy wiary błaho,,cześliwej błogosławieństwo na wojnę z Polakami." A potem i zapłakał. Nadęty on był od Dziedziały protekcyą turecką, który imieniem Chmielnickiego w Konstantynopolu będąc, poddał się Turkom, obiecując coroczny haracz płacić, a za to otrzymał ordynans od Cesarza tureckiego do sylistryjskiego baszy, aby Kozakom rynsztunków wojennych i ludzi, jeśli będą potrzebowali, dodawano. Co zaś wspomina Patryarchę, nie konstantynopolitański to, ale inny episkop Eudoxus nazwany, od konstantynopolitańskiego wyklęty, do Moskwy nie przyjęty, do Kozaków udał się. Jaki biskup, takie znalazł owieczki. Czyniła mu powagę starość, rozum biegły, wymowa prędka, a z charakteru kapłańskiego i biskupiego miał poszanowanie i rewerencyą. Ten Patryarcha kozacki przywitał Chmielnickiego powracającego od Zamościa, dawszy mu tytuł JO. książę, za to, że Lachów dobrze naciął, i żeby w tern przedsię - 44 wzięciu nie ustał, patryarchowską władzą błogosławił mu, do Konstantyna W. heroicznych czynów za wiarę Chmielnickiego odwagę równając; a nietylko takowe panegiryki pochlebne wydawał, lecz odprawując mszą apostata, śmiał niezbożną mową i ręką Chmielnickiemu nie spodziewającemu się, nie proszącemu, ani za grzechy żałującemu, jeszcze z pijaństwa nie wytrzeźwiał emu dać absolucyą od wszystkich grzechów, co popełnił i popełnić ma, i nie chcącemu dał kommunią, oraz dał ślub Chmielnickiemu z Czaplickiego żoną gwałtem wziętą, której natenczas przytomnej nie było. To się działo w Perejesławiu przy Komisarzach polskich. Poseł moskiewski człek poważny nie chciał się na to i patrzeć, a Kozacy wkoło stojący applaudowali Chmielnickiemu. Komisarze odjeżdżający dwóch rzeczy od Chmielnickiego potrzebowali: pierwsza, aby uczynić linią, pokąd Polacy, a pokąd Kozacy kraj trzymać mają, żeby jeden drugiemu Zibiegami nie szkodził, ani nieprzyjacielskich akcyi nie czynił, wojska polskie kozackich granic, kozackie półki polskich nie attakowały; druga, aby więźniów uwolnił, oświadczając łaskawość swoje przed narodem polskim, że tejże ojczyzny sam będąc, szlachtę polską uwalnia. Więźniowie zaś ci byli: Koniecpolski, Potocki, Czarniecki, Grodzicki i inni w różnych bitwach wzięci, kajdanami brząkając, w ciemnych katuszach chowani. Na rozgraniczenie zezwolił, więźniów żadną miarą nie chciał uwolnić. Zaczem Miaskowski, Podkomorzy lwowski, Komisarz rzekł do Chmielnickiego: chrześciańska pobożność mieć ulitowanie nad więźniami. Turcy i Tatarowie poganie, mają ulitowanie nad ludzkim narodem i niemasz tak dzikiego narodu, coby niemiał baczności nad więźniów utrapieniem, spodziewając się wdzięczności i nad sobą wzajemnego politowania. Ja byłem Posłem do Ibrahima, Cesarza tureckiego do Konstantynopola, wielu więźniów nietylko z galer, ale z serajów cesarskich uprosiłem na imię Króla Władysława, jako i Król kazał wzajemnie Turków i Tatarów uwolnić, - 45 a WMCPan, MCi P. Hetmanie, będąc Rzpltej poddany, tak wiele dobrodziejstw uznając z ojczyzny łaskawej ręki, szlachtę wziętą, w niewoli tak ciężko trapisz, których, jeżeli nie z ulitowania chrześciańskiego, przynajmniej dla króla JMCi respektu, uczyń to, albo na okup onych pozwól oswobodzić. Na co Chmielnicki: daremno słowa tracicie, pozwalam wam odjechać, a więźniowie niech siedzą w więzach. Traktaty nad Ruszawą pozwalam rozpocząć z tym dokladem: jeśli Rzplta wyda mi Czaplickiego, którego gdy nie wydacie, pokoju nie spodziewajcie się. Tak tedy traktaty pokoju z początku, zdały się łatwe, potem trudne, skutkiem nie pocieszne, nakoniec z hańbą skończyły się. Piszą dyaryusze, że Wojewoda czernichowski Kisiel, mszcząc się swojej postpozycyi, buntował Harasyma Czarnotę na Chmielnickiego, obiecując mu hetmaństwo i inne respekta królewskie, byle też u Kozaków miłością, którą miał przed wszystkiemi Półkownikami, Chmielnickiego starał się degradować z komendy. Łaska Boska, że nie wydał sekretu Czarnota, pewnieby wszyscy Komisarze poginęli. Wszystkich sposobów używał, byle pokój skojarzyć z Kozakami. Król też nie opuścił starania o pokój, chcąc poddanym uśmierzenie sprawić w wojennej zawziętości, a lejącą się hojnie krew chrześciańską zatamować; lecz nie miała respektu nad staraniem królewskiem rebelia; wzgardziła Rzpltej usilne staranie, nie chciała być pod władzą, ale wynosiła swą głowę nad wszystką szlachtę i królestwo polskie i składała na Chmielnickiego, a Chmielnicki zwalał na Kozaków zawziętość i rozpustnych Tatarów. Po odjeździe komisarzów, wraz wszyscy do wojny udali się. Półkownik Haraśko nazwany, Ostróg zrabował; Polesie, młodszy Krzywonos; Pokucie zbuntowani chłopi pod różnymi hersztami, rujnowali; Samuela, Księcia Koreckiego, właśni poddani w zamku koreckim obiegli i gdyby wprędce nie zebrał był chorągwi, które zawsze swym groszem utrzymywał, a z nimi nie przebił się przez zajuszone chłopstwo pewnieby był zamęczonym został od swoich poddanych. Ta - 46 kże gdyby Kisiel, Wojewoda czernichowski w Bluszczy, dobrach swoich odpoczywając z podróży, nie przestrzeżony od Wyhowskiego przez list, żeby uchodził, nie uszedł był coprędzej, pewnieby i ten od chłopstwa swego zamordowany był. Sam Chmielnicki zalecił się Królowi, rezydenta jego Śmiarowskiego bez żadnej winy, nie mając nad nim juryzdykcyi, kazał utopić, tylko, że list cyframi pisany od niego do dworu przejęto, mimo narodów prawo, że posłów nigdzie nie ścinają. Gdy do Warszawy przyszła wiadomość, że Kozacy znowu do wojny zebrali się; dał ordynans Król do Firleja, aby był ostrożnym, żeby wojsko ściągnął, linii złożonej pilnował, Kozakom onej przestępować bronił, sam za nią nie przechodził. Lecz wojsko leniwie ściągało się po odmienionej komendzie: nie przyzwyczajony do posłuszeństwa, ani znający rezy wojennej żołnierz; a zatem musiał surowe wydać ordynanse na tych, którzy leniwie ciągnęli do obozu, bo to Hetmanów groźnych przyzwoita jest rzecz posłusznych łaskawością i akkomodacyą, upartych i nieposłusznych surową karą na pierwszym wstępie ukarać, gdyż srogiego Hetmana żołnierz obawia się, a zatem mu posłuszny; łaskawego mniej yaży ordynanse. Lanckoroński, drugi Regimentarz, cokolwiek było na Podolu i na Pokuciu buntowników, porozpędzał, nie leniwie uwijał się, i do końca tamten kraj uspokoiłby był, gdyby od drugich Regimentarzów, do generalnego obozu nie był zaproszony. Zdało się zatem z rady wojennej, aby nad Horyniem rzeką linii pilnować i Zasław, zamek z miastem, wojskiem osadzić, które kozaccy Półkownicy, Taboreńko i Doniec opanować chcieli, przeciwko którym wyprawił Suchodolskiego , Starostę lityńskiego z pólkiem Ordynatów ostrogskich, sam za nim z całem wojskiem deklarując pospieszyć. Zaczem Suchodolski dowiedziawszy się, którędy Kozacy dążą, w lesie zasiadł, chcąc na nich uderzyć zdrożałych. Szczęściem się trafiło, że i Kozacy do tegoż lasu na nocleg dążyli, których przednią straż, wzywającą Polaków do bi - 47 twy, skoczywszy rozpędził i za nią się aż do taborów zapędził, w taborach zaś nie mógł dobywać Kozaków. Zaczem dał Firlejowi wiedzieć, który w nocy nadesłał więcej chorągwi w sukkurs, Kłodzińskiego, Kossakowskiego, Różniatowskiego, Strzyżewskiego, Rotmistrzów i 800 dragonii konnej, którzy wielkim impetem attakując, tabory, z niemałą szkodą ludzi swoich do południa szturmując dobyli, część wyciąwszy, a część uszła do Sulczyniec: i z naszej strony zginęli: Kłodziński i Jukowski; pierwszy Leszczyńskiego, drugi Witowskiego, Porucznicy, bardzo ranieni. Po zniesieniu pierwszej straży, Setnicy czynili relacyą, że z całą potencyą nadciąga Chmielnicki, Hetman, którego różne półki uprzedzają. Zaczem rada wojenna stanęła, czy do Kamieńca z wojskiem rejterować się, a tam przy fortecy nieprzyjacielowi bronić się, czy do Lwowa, bo tam coraz z Polski będzie przybywać sukkursów. Lecz Firlej, Regimentarz, ordynansem królewskim składał się, którym ordynuje Król, aby nieprzyjaciela na Wołyniu wstrzymywali i konwinkował wszystkich: bo odszedłszy do Kamieńca z wojskiem, odkryją się wszystkie prowincye, po których Kozactwo grasować będzie, lepiej dobrowolnie na Wołyń udać się i w pośrodku stanąć, gdyż tam partye Księcia Jeremiasza Wiśniowieckiego i Koniecpolskiego, nie chcące się łączyć z wojskiem, w komendzie Firleja będącem, zostają, a zatem jeden z drugim łatwo może się zgodzić. Gdyż o komendę zasłużony książę Jeremiasz, słuszną miał urazę, i wojsko samo żałowało, że go Król ominął Zaczem Firlej do Księcia Jeremiasza i Koniecpolskiego wysławszy posłów, zapraszał onych do jednej gromady; jeśli idzie o komendę, deklarował onę zdać księciu Jeremiaszowi. Lecz Książę Jeremiasz i Koniecpolski, nie chcieli odbierać komendy, ponieważ onemu Król i Rzplta ją dali, ile wieku podeszłego człowiekowi; dla miłości ojczyzny ofiarowali P. Bogu ujmę honoru swego; obadwa zacni Panowie, Książę Je - 48 remiasz i Koniecpolski, ze 3,000 żołnierza doświadczonego weteranów przyszli i złączyli się z wojskiem. Islam-Gerey Sułtan Han Tatarów krymskich, na utrzymanie rebelii Kozackiej zaproszony od Chmielnickiego w sukurs, odpowiedział: „Lubo Polacy rocznej pensyi nie płacą „mi, jednakże onym teraz jawnej nieprzyjaźni deklarować nie „mogę; wy, coście z Chmielnickiem przeciw Polakom wojo,,wać się podjęli, zaczniejcie pierwej, zważywszy progressa „wasze, utrzymywać was gotów będę, jeśliby na was przy„ciężko było; jeśli zaś bez Tatarów wsparcia, rozpocząć nie „możecie waszej rebelii, wskazał palcem na Thochaj-Bega, „woluntaryusza, odważnego jednak w boju rycerza, możecie „go zaciągnąć." Zaczem Kozacy zaciągnąwszy Thohaj-Bega, w roku przeszłym nad Polakami tryumfowali; w roku zaś 1649, kiedy Polacy Króla sobie obrali, do jedności zabierali się, wojska rekrutowali i do większej potęgi przychodzić zaczęli; Chmielnicki, Hetman kozacki, starał się liana z całą potencyą zaciągnąć i z nim zligowac się, postąpiwszy Hanowi krom jasyru, roczny haracz z Ukrainy. Zaczem Han tatarski w 100,000 Hordy krymskiej ruszył się, przytem Hordy budziackie, perekopskie, nachajskie, dobruckie i inne w Bessarabii mieszczące się narody, do niego przyłączyły się, osobliwie Petychorcy-Czerkasowie. Dodał Hanowi basza sylistryj.ski rumelskich Turków 6,000. Także Hospodarowie, wołoski i multański, wysłali swoich Karałaszów liczne gromady; Kozacy zatem połączeni, przyszli w liczbie niezliczonej, w 17 półkach zawierającej się: 1szy pułk czeheryński, hetmańska gwardya; 2gi czerkaski, którym komenderował Worończenko; 3ci perejasławski, Łoboda; 4ty karwowski, Półkownik Kułak; 5ty bracławski, Pólkownik Nieczaj; 6ty białocerkiewski, Pólkownik Hyra; 7my humański, Pólkownik Stępka; 8my korsuński, Pólkownik Mrozowiecki; 9ty kalnicki, Pólkownik Eustachi; 10ty hadziacki, Pólkownik Burłaj; 11ty nilijowski; 12ty łochwicki; 13ty komneński; 14ty niżyński; 15ty ostreski; 16ty i 17ty Półkownicy prowadzili. Liczba nietylko w polu mie - 49 ścić się nie mogła, ale i na karcie nie podobno onę wypisać, bo ile miast, tyle półków; z mniejszych miasteczek, słobód i wsi, nikogo nie zostawując, wszystko chłopstwo w bunt poszedłszy, napełnili półki ludzi gromadą. Nie trzeba było na zaciąg pieniędzy, sami ochoczo w żołnierstwo udali się, którym Hetman Chmielnicki, Półkowników podawał; assawułów zaś, jak w regimentach Oberst-leutnanci; attamanów, jak Majorowie; Sotników, jak Kapitani sami sobie obierali, zważając, który odważniejszy. Każda chorągiew 1,000 ludzi liczyła, a chorągwi w pólku rachowało się 16. Na 200,000 jednych Kozaków było, którzy imię lachskie, sprzysięgli się wykorzenić. Zatem miasta, miasteczka, słobody i wsie, puste były, tylko niewiasty, kalecy i dziadowie zostali się. Rzemieślnika żadnego nie było, wszystko poszło w żołnierstwo. Zaczem wojsko polskie, zważając takie zgraje ludu, od Zasławia, rejterowało się do Zbaraża, po różnych z nieprzyjacielem utarczkach. Zbaraż miasto i zamek, leży na Wołyniu, od którego familia książąt Zbarazkich przezwana, tak na wojnach, jako i w pokoju wsławiona, od niemałego wieku kwitnęła, aż w Januszu, Kasztelanie krakowskim i Krysztofie Koniuszym koronnym; oba bracia nie żeniąc się, poumierali bez sukcessorów; dostało się to Księstwo bratu stryjecznemu, Księciu Wiśniowieckiemu; Korybutów familia do tych czas tam panuje. Na wschodzie pagórek, na którym stoi zamek, na dole miasto fossą i ostrokołem otoczone. Tam od południa obóz zatoczony, podług rozmierzenia Krzysztofa Przyjemskiego, inżynierstwo znającego, Generała artyleryi koronnej. Wojska polskie na pięć dywizyi dzieliły się: 1sza dywizya Jędrzeja Firleja, Kasztelana bełzkiego, Regimentarza 1go, u którego huzarska chorągiew jego własna; 2ga Jędrzeja Sierakowskiego, Pisarza Polnego Koronnego; Księcia Karola Koreckiego, Porucznikiem był Dowgerd; Margrabi Myszkowskiego, Porucznikiem był Trzebiński; Radziejowskiego, Starosty łomżyńskiego, wszystkie huzarskie chorągwie, przytem dragonii konnej kapitaństwa: lsza Kłodziń 4 - 50 skiego, 2ga Dembińskiego, 3cia Pogorskiego, 4ta Pigłowskiego, 5ta Kobierzyckiego, 6ta Jastrzębskiego, 7ma Mycielskiego, 8ma Tomickiego, 9ta Skórzewskiego, 10ta Onyszki. Pancernych chorągwi: 1sza Piasoczyńskiego, Podkomorzego nowogrodzkiego; 2ga Piaszczyńskiego, Starosty nowogrodzkiego; 3cia Kossakowskiego, Podsędka bracławskiego; 4ta Hulewicza, Starosty zwinogrodzkiego; 5ta Czetwertyńskiego: 6ta Rozniatowskiego; 7ma Strzyżewskiego; 8ma Holuba. Za niemi znowu dragoni 9 chorągwi, któremi komenderowali: Oborski i Smogulecki. Druga dywizya Lanckorońskiego, Kasztelana kamienieckiego, drugiego regimentarza. Huzarskie chorągwie: lsza królewska, Porucznikiem był Kłobukowski; 2ga Lanckoroński, Regimentarza; porucznikiem, Myśliszewski; 3cia Lubomirskiego, Generała małopolskiego; Porucznikiem był Niepokojczycki; 4ta Lubomirskiego, Starosty sandeckiego; Porucznikiem był Rajecki; 5ta Kalinowskiego, Oboźnego koronnego; Porucznikiem był Sokolnicki. Potem pancerne chorągwie: lsza Zamojskiego, Strażnika koronnego; 2ga Jerzego Kisiela, Chorążego nowogrodzkiego; 3cia Koniecpolskiego; 4ta Meleszki; 5ta Duszyńskiego; 6ta Ujejskiego; 7ma Falibowskiego; 8ma Rajeckiego; 9ta Wiażewicza. Za niemi ciągnął Suchodolski, z 4ema ordynackiemi ostrogskiemi chorągwiami; przy nich rajtarya, w komendzie Korfa, i 8 chorągwi dragonii konnej, 2 regimenta piechoty niemieckiej, w komendzie Przyjemskiego, Generała artyleryi konnej. Trzecia dywizya Ostroroga, Podczaszego koronnego, 3go regimentarza, 5 huzarskich chorągwi miała, do którego Adam Sieniawski, lwowski, i Marek Sobieski, Krasnostawski, Starostowie, zacni rycerze przyprowadzili, oprócz dwóch chorągwi huzarskich, 600 żołnierzy z własnej szkatuły zaciągnionych; przytem Lubomirskiego, Koniuszego chorągiew, której Porucznikiem był Chomentowski. Pancerne chorągwie; Hieronima Zbrożka, Starosty przaśniskiego, Karóla Potockiego, Jana Sokoła, Jana i Gabryela Axaków, Komorowskiego i Po - 51 niatowskiego; za temi 7 chorągwi dragoni koronnej, w komendzie Donhoffa i 3 chorągwie węgierskiej piechoty. Czwarta dywizya Księcia Jeremiasza Wiśniowieckiego, Wojewody ruskiego; huzarskie chorągwie Księcia Dymitra Wiśniowieckiego synowca, Porucznik Libiszowski. Samego Księcia Jeremiasza połkowa chorągiew, której Porucznikiem był Baranowski; Zamojskiego, Starosty kałuzkiego, Porucznikiem był Serebrygski. Oprócz tego, 1,000 wybranego rycerstwa, w różnych komendzie do obozu przyprowadził Książę Jeremiasz, ze swojej szkatuły, chociaż na Ukrainie tak wielką stracił fortunę. Piąta dywizya Alexandra Koniecpolskiego, Chorążego wielkiego koronnego; 1szy półk huzarski, Porucznikiem był Wyżycki. 7 przytem kwarcianych chorągwi, Rotmistrzami onych byli: Zaćwilichowski, Jelec, Kalinowski, Dzik, Ratowski, Cetner, Goliński. Dworskich Koniecpolskiego wybranych rycerzy 300, tegoż 400 dragonii konnej i 2 chorągwie piechoty węgierskiej; wszystkim tym wypłacał ze swej własnej szkatuły, a na usługę Rzpltej, onych stawił. Wyraziłem tych, co komendę mieli; a co w ich komendzie, regestrem byli mianowani, tych wszystkich nie podobno było wyrazić; dość, że dla zaszczytu Rzpltej pod Zbarażem w oblężeniu będąc, przy ustawnych bitwach, głody, niewczasy, ponosili różne, których cnocie nagroda, wiekuista sława. Liczba wojska rachowała się 12,000, ale ledwie do boju było 6 tysięcy. Na początku miesiąca Lipca, wyprawiony Sierakowski, Pisarz Polny Koronny, aby się o nieprzyjacielu, gdzie obraca wywiedział;' napadł na Ordę, która wsiadłszy na niego, aż pod wały obozowe przypędziła go; lecz on ustawnie z nimi ucierał się, ale tłumowi Ordy wystarczyć było niepodobno: w oczach wszystkich, kilku z ludzi Sierakowskiego, rozsiekali Tatarowie, aż z obozu sukkurs przypadł i Ordę odpędził. Pierwsze przywitanie niepomyślne; tegoż dnia na chorągiew piechoty węgierskiej, stojącej przy namiocie Firleja, 4* - 52 piorun uderzył, i urwawszy drzewa szmat, na warcie stojącego żołnierza ubił. Te dwa przypadki, za zły prognostyk sądzili, ale Bóg odmienił proroctwo. Zaczem wszyscy się rzucili do okopania się, pierwej piechota, ą potem jazda bez braku i powagi, cożywo do rydlów i motyk spieszyli, sypiąc wały i fossy; jakoż wkrótce podług reguły wojennej stanęły okopy formalne i regularne; naznaczono każdemu kwatery do obrony. Huzarye, rajtarye, pancerne i kozackie chorągwie, tak straże na wałach odprawowały, jak dragonie i piechoty; przytem wypadając z okopów w pole na podjazdy, i wyszpiegowanie nieprzyjacielskich zamysłów podczas ciemnej nocy, ochoczo czyniły exkursye. Obaczywszy nieprzyjaciela, przybliżającego się z za wałów i obozu, wyszli w pole, śmiało spotykając się z nieprzyjacielem, niezważając sił nieprzeliczonych Ordy i Kozactwa, jak mały Dawid na wielkiego Goliata śmiało następowali. Półku Jeremiasza Wiśniowieckiego wozy pod starym Zbarażem zostały się były, na które Orda strasznym impetem napadła, nietylko na łup chciwa, ale na pierwszym wstępie, krwią chrześciańską chciała się popisać, biorąc ztąd wróżkę z pierwszych sukcessów, dalszych progressów. Szli nasi z taborem we środku, mając 200 piechoty i dwie lekkie chorągwie; nie zważając na Ordy napadającej tłumy, prosto do obozu polskiego dążyli. Książę Jeremiasz dać onym ratunek usiłując, ruszył się przeciwko Tatarom, za nim i Koniecpolski wyszedł w pole, z okopów wyszedłszy, skoczyli obces na Tatarów, a zatem strzałami naszych nie mogli razić. Zeszli się z obu stron Tatarowie wielkim krzykiem, i strzały jak grad wypuszczali; nasi w szable wzięli, i z pistoletów razili, odpędzając Tatarów od taborów. Lecz nie wielka garstka Polaków, świeżym tłumem Tatarów, jak morzem oblana, chociaż to się w oczach całego wojska działo, odważnie bijąc się, spracowana większego żądała sukkursu. Zaczem Zamojskiego i Lubomirskiego 3 chorągwie przypadły i Tatarów zmięszały, a zatem Jeremiasza - 53 tabory sukkursem poprawiły się i do obozu przebrały się. Z wałów też armaty dobrze wyrychtowane, nieprzyjaciół niemało poraziły, że poszedł w rozsypkę, gdzie Kasnadery, hański Podskarbi zabity. Z ludzi Koniecpolskiego zginęło: Rotmistrzy; Katowski, Ossowski, Czarnowski, Bromirski. Z ludzi Jeremiasza: Rakowski, Omieliński i 20 towarzystwa, oprócz pocztowych. Pierwsza akcya, chwała P. Bogu, nadała się naszym, lubo z krwawym potem. Na trzeci dzień Chmielnicki zabierał się szturmować do obozu polskiego, najpierwej odgrażał się na naszych, i chlubił się, obiecując przed Tatarami, z którymi objeżdżał nasze okopy, iż wkrótce Polakom bankiet sprawi. Zatem uderzywszy ze 40 burzących armat, do szturmu dał hasło; a miał 70 armat i szańce wysokie usypał, aby z nich do obozu polskiego strzelał. Naokół wały polskie otoczone tłumem Kozactwa; tu z armat ustawny ogień i kule latały, od Kozactwa krzyk niezmierny i przechwałki na wycięcie naszych czyniącego. W polskiem wojsku cichuteńko zachowali się, i do spotkania z nieprzyjacielem stali w gotowości. Wodzowie biegali, zachęcając rycerstwo do obrony i ochoty dodając, sami przed szykami stawali, mówiąc: „jako ciężar na szali, tak „sprawiedliwość w boju przewyższa, sam Pan Bóg za spra,,wiedliwością stoi. Im się w większym niebezpieczeństwie „znajdujemy, tym większa sława, że w małej garstce ludzi, „gotowiśmy odpór dawać licznemu nieprzyjacielowi; sam nie,,przyjaciel zazdrości naszej rezolucyi, żeśmy wszystkie nie,,bezpieczeństwa, wspaniałym animuszem pogardzili, a jako „mężnych nienawidzi, tak wkrótce sam przyznawać będzie nie,,ustraszoną Polakom cnotę. Albo Polacy tylko na koniach „żołnierze? to koniowi, nie sobie przypisywać heroiczne dzieła. „Jako pole, tak i wał tejże Bellony robota, do tryumfów „w połu olbrzymowych, przyczynić należy rycerstwu mężne „bronienie się w okopach. A już to nie nowina Polakom „w fortecach się bronić; stolica moskiewska opanowana od Po„laków i przez lat dwa w niej bronili się i nie dali się dobyć. - 54 „A co tam czynili bracia nasi, opanowawszy cudze, to nam „trzeba pokazać na swoim zagonie, dla sławy narodu naszego. „Zbliża się i Król, ojczyzna na ratunek nasz pospolitem dąży „ruszeniem, trzeba, żebyśmy tę chwilę przytomną wytrzymali „odważuie, a uchowaj Boże, mielibyśmy pokawić sprawę, jak „w oczy spojrzeć Królowi? jak się z braćmi naszymi przyby„wającymi przywitamy?" „A jeśli piławiecka ohyda słusznej nie wzięła kary, pe„wnie jako niegdyś Rzymianie, po przegranej nowej, nie będą „nas żywić. Odważnie zaś stawających ojczyzny naszej dość „utrapionej całość wdzięcznie na was wyleje ozdoby; Król „ozdobiony i jego dostojeństwo przez nas windykowane, znie,,wolone być musi do nagrody i ukoronowania zwycięzkiemi ,,laurami, a co największa, wiekuista sława, w nieśmiertelnej „pamięci, każdego rycerskie akcye chować będzie." To wymówiwszy, wykrzyknęli: „do obrony, komu cnota miła." Zatem nieprzyjaciel nieustając, z armat do obozu strzelał, a Kozacy obces na wały leźli. Już z tej strony, gdzie była kwatera Firleja Regimentarza, Kozacy byli na wał wleźli i Chorążowie kozaccy poszli rozwijać chorągwie, lecz broniących się rezolucya popisała się. W lot tych pozabijali, a nie kontentując się tem, wypadłszy z okopów, wsiedli na Kozaków, a onych wycinając, od okopów odpędzili; gdzie Chmielnicki zatrąbić kazał na odwrot. Po spędzeniu z tej strony nieprzyjaciela, większe nastąpiło niebezpieczeństwo od stawu, gdzie jeszcze nieskończone były okopy. Burłaj z zaporozkimi Kozakami wypadł był; lubo chorągew piechoty węgierskiej miała tam straż, nie wytrzymawszy, uchodzić poczęła, a Półkownik Burłaj z Kozakami już był opanował tę kwaterę, aż Przyjemski Generał artyleryi przypadłszy, odwrócił piechotę węgierską, oraz cudzoziemskie piechoty ordynowawszy, Chorążego piechoty węgierskiej, mało nie przebił, aż się odwróciwszy, musiał poprawić i na Burłaja obces rzucili się i Kozaków tam wtargnionych, do jednego wycięli. Przypadł był w sukkurs Burłajowi Mrozowicki, Półkownik z jazdą kozacką, ale już uciekających Bur - 55 łaja Kozaków spotkał. A zatem Koniecpolskiego dywizya, uderzyła na niego i odłączyła go od obozu kozackiego. Tam mnóstwo' wycięto Kozaków, więcej natopiło się w stawie. W tej akcyi Rajeckiemu, Porucznikowi Lubomierskigo, gdy się zwarł z nieprzyjacielem, przywodząc chorągiew, z armaty kula szmat nogi urwała, z konia tedy szwankował. Zatem nieprzyjaciele chcieli go porwać, odważnie certując, chorągiew zaś, Porucznika swego broniąc, mężnie opponowała się; towarzystwo, by do jednego poledz mieli, nie dopuszczali go wziąść, aby nieprzyjaciel nie miał języka, a nad nim nie czynił urągania. Przypadli i Tatarowie chcąc go wydrzeć z rąk towarzystwa, zatem więcej przybyło sukkursu, odpędzili nieprzyjaciela, a porucznika towarzystwo żywcem uprowadziło, który potem czwartego dnia umarł. Godna pamięć Rotmistrza Poniatowskiego, który szwankującego z konia Pułkownika Mrozowickiego chcąc porwać, od nieprzyjaciół otoczony, rozsiekany został. Zginął w tej akcyi Burłaj, stary Pułkownik, sławny na Czarnem morzu z Turkami bojownik. Ten z Kozakami wpadłszy do Azyi przez morze Czarne, sławne portowe miasto Synopę dobył i wiele tam szkodził Turkom. Wielu ta akcya, z obu stron żwawa, Kozaków pogubiła, bo w szerokie jezioro napędzeni, potopieni. A potem nijak było wody pić Polakom dla trupów i robactwa, a inszej nie było, musieli więc głęboką studnią kopać dla wody. Zatem wstyd było Chmielnickiemu oczy podnieść do Hana, bo Tatarowie drwili z niego, pytając go: jak się nadał bankiet polski onemu? Zaczem chcąc powetować sprawy, oblężeniem umyślił naszych wymorzyć, zewsząd obóz polski okrążywszy. Różnych sztuk on używał: nasamprzód okopy przeciw okopom kazał pokopać; z redutami approszując się pod same wały, i tak się podsunął, iż jeden z drugim rozmawiali, nie przestannie hucząc z harmat, i wednie i w nocy kule w obozie polskim jak grad latały. Siła szkody w ludziach robili: Szwarszewski człek rozumny i jowialista wielki, Trzebiński Porucznik Myszkowskiego, Ja - 56 gielnicki Chorąży Zbrożka, rozszarpani kulami armatniemi, ksiądz Ząbkowski Bernardyn, przy Mszy z harmaty zabity. Zaczem Polacy porzuciwszy namioty, w ziemi kopali sobie szałase, a z namiotów porobili nakształt chorągwi i na wałach powytykali, któremi prospekt do obozu zasłonili Kozakom. Z harmat też naszych puszkarze sprawni strzelali szczęśliwie; żadnego darmo nie było razu, żeby w kozackiem wojsku nie uczynili szkody. Butler Kapitan i ksiądz Buchowiecki Jezuita także byli do wyrychtowania harmat sprawni, i zawsze jak do celu strzelali, do kogo skierowali, tego zabili. Dnia 16go Lipca znowu do szturmu Chmielnicki całem wojskiem rezolwował się; z wielką furyą i z wielkim apparatem kazał porobić drewniane zasłony, po kozacku hulaj horodyna nazwane, z grubych drewien zrobione, na kołach pomykające się; między niemi we środku mosty dla przebywania fossy, drabiny do włażenia na wały, i inne potrzebne instrumenta do szturmowania pospędzał, a najbardziej tak wysoki szaniec kazał wykopać, iż z niego w pośrodku obozu wszystko widać było, i kogo chciał, z tego szańcu raził. Około paszę zalegli Kozacy; nie było karmu dla koni, dla tego konie zdychały; zaczem na radzie wojennej proponowano , aby zamknąwszy w zamku zbarazkim piechoty, harmaty i amunicye sami z jazdą kommunikiem uchodzili. Przeciw czemu Książę Jeremiasz opponując się, powiedział: „Wsadziwszy dwa regimenta piechoty do zamku zbaraz„kiego ciasnoty, nie mówię o prowizyi onych i innych po,,trzebach, a z jazdą jak się przebrać przez liczne nieprzy,,jaciół szyki, którzy nas okrążyli? Chyba skrzydła koniom „i sobie przyprawimy, a tych gdzie podziać, którym konie „pozdychały; wydać onych na rzeź lub w niewolę tatarską? „a czeladka nasza, mieszczanie i tak wielu chłopów tu się „zebrałych i tułających? A i ci są chrześcianie, grzech onych „porzucić, trzeba konserwować. Cóż czynić, jeżeli wstyd nad - 57 „życie przekładamy, albo chcąc życie ratować na wstyd nie „zważamy. Obojgu temu dogodzimy, jeżeli rezolwujemy się „do ostatniego upadku w tern miejscu się bronić." Zaczem młodzi wszyscy zdrową radę i odważny umysł Kcia Jeremiasza chwalili, nie żałując sił i rąk, a do jedności łącząc serca, póki jednego stanie bronić się deklarowali, i co mówili, samym potwierdzali uczynkiem. Przededniem Kozacy z tej strony jak ku Załoźcom droga idzie, do szturmu zabierali się, nikt też tego nie zważał, bo i mgła prospekt ćmiła, i już przebywszy wał, ostrokół wycinali, gdy dziesiętnik od piechoty szedł do miasta, dla kupienia żywności, obaczywszy wpadających, gwałtu zawołał. Uderzono w dzwony, przypadli żołnierze, zatem mieszczanie i chłopstwo, cożywo rzuciło się do obrony. Tam Półkownika Fiedorenka, jak armatna kula rozszarpała, wszyscy Kozacy uciekać poczęli, za którymi goniąc się nasi, mnóstwo trupów położyli. Na huk ten, do obozu naszego zewsząd Kozacy szturmować poczęli całą potencyą, huczno z armat bijąc, dym od prochów dzień zaćmił o południu. Nasi, co najcelniejsi, rezolwowali się wypaść, przybierali sobie przysięgłych kompanów, każdy podufałemu rycerstwu zwierzył się, zebrawszy się wszyscy piechotą, jeden drugiego zachęcał. Nietrzeba było przywódzców, każdy jednostajnym umysłem i ręką przebywszy wały, nieprzyjaciół attakował i opierających się zabijał; gęstym szykiem aż do samych nieprzyjacielskich chorągwi, które poszarpawszy i drzewa pokrywszy, na hańbę Kozakom w liczbie tylko 500 ludzi napadli na te Kozaków zakrywki, ludzi tam będących pozabijali, 3 także sztuki zapalili. Nieprzyjaciel zdumany, tylko patrzał się. Gdyż w momencie deszcz lunął tak wielki, iż na 5 stóp woda ziemię okryła. Cud wielki, iż te zakrywki gorejące, deszcz nie ugasił. Do tej ekskursyi był motorem Książę Jeremiasz, i sam chciał z nimi pójść wespół z Sieniawskiin, lubo chorym, ale onych Regimentarze nie puścili. Potem Marek Sobieski, Starosta krasnostawski, Książę Dymitr Wiśniowiecki, Sieniawski, - 58 Potocki, Koniecpolski i wielu innych paniąt odważyło się; i zebrawszy ludzi poczet słuszny, także exkursyą chcieli uczynić, ale onym regimentarze zabraniali, mówiąc: „jeśli „się wam poszczęści, chwała Panu Bogu, a jeśli wam nie„posluży fortuna, wielka szkoda będzie Rzpltej. Nie trzeba „szukać niebezpieczeństwa, dość niedbać na nie, jest mę„żnego rycerza, a wtenczas gdy ordynans zajdzie od kom„mendy, to odwagę pokazać, nie po desperacku rzucać się, „szukając zguby." Lecz oni odpowiedzieli: „iż mężnych lu„dzi jest przymiot, czynić odwagi, a mądrych dysputować." Zatrzymani jednak na inszy czas, przyrzekali sobie tę rezolucyą jeden drugiemu. Chmielnicki też, gdy potencyą nie mógł dobyć w okopach Polaków, rzucił się do sztuk; najpierwej zaprosił do siebie Kisiela, Chorążego nowogrodzkiego i Zaćwilichowskiego którzy przedtem byli u niego od Rzpltej kommissarzami, chcąc z nimi znieść się i armistycyą ustanowić. Przybyli oba znajomi Chmielnickiemu i o jego chirchełach znajomi; wziął na stronę Zaćwilichowskiego, jako z nim przedtem mającego konfidencyą, pyta się: „jakże się wam w oblęże„niu powodzi? więc nie macie wygody? lepiej jako dawny „mój przyjaciel, do naszej strony przedaj się i drugich na„mów, bo mi żal srodze was." Zdumiały Zaćwilichowski, spytał się Chmielnickiego: „niemasz WM. więcej co powiedzieć i do traktowania przystąpić?" Widząc pijanego Chmielnickiego, pokłoniwszy się, oba z kolegą odeszli, Zatem Hana namówił, ażeby on powagą swoją, Polaków przednich na rozmowę do siebie zawołał. Han tatarski wyprąwuje od siebie Schefferkazego, z tą deklaracyą że Han chce być medyatorem między Polakami a Chmielnickim. z tym dokładem; jeśli się Książę Jeremiasz i Koniecpolski, przyszedłszy do Hana. prosić będą u niego, aby onym życie darował, gdyż to was wszystkich zbawić i ratować może. Odłożono do jutra widzenia się z Hanem kongres. Za łaską boską odkryła się zdrada nieprzyjaciela, bo w nocy z kwatery Firleja, wypadłszy 12 żołnierzy na pijanych, twardo - 59 śpiących napadli Kozaków, zabiwszy wielu, trzech żywcem przyprowadzili, między którymi, jeden z pólku Chmielnickiego był Chorąży; ten czynił relacyą. że przyszła wiadomość do Hetmana Chmielnickiego, iż Król polski z wielką potencyą wkrótce ma nadejść, dla tego uprzedzając niebezpieczeństwo chce koniec uczynić oblężenia wojska pod Zbarażem, wywabiwszy co przedniejszych panów na konferencyą, którzy jeśliby wyszli nieostrożnie, nie jutro onych wypuści z obozu, pokazywał i Schefferkazy minę zdradliwą i dla tego pochlebnie konferował z regimentarzami. Przyszła zatem konsyderacya: czemu nie Firleja albo Ostroroga, lub też Lanckorońskiego wzywa Han do konferencyi, którzy mają kommendę i są weterani, mający moc ustanowić armistycyą. Dorozumieli się, że to sztuka Bohdana Chmielnickiego, który różnych sposobów używa, a pijany i sekret wyjawić zwykł, chlubiąc się. Zaczem nazajurz Schefferkazy upraszał, aby tych wysłali na konferencyą, o których Han prosi. Janicki, towarzysz, języka tatarskiego świadomy, tłómaczył, że tych panów, których Han Jegomość potrzebuje wojsko z obozu wypuścić nie pozwala, choćby z duszy życzyli widzieć się z Hanem Jegomością. Zaczem w jakim interessie ma być ta konferencya, niech Han Jegomość opowie mnie, ja doniosę regimentarzom i tym panom. Zatem Schefferkazy rozgniewawszy się, iż pogardzają konferencyą z Hanem, i niedowierzają hańskiemu słowu, plunął i odszedł, posponując wysłanego Janickiego. Zatem z obu stron wojowali znowu, najbardziej z armat ustawnie strzelali do obozu Kozacy, z wielką szkodą naszych, gdzie Sierakowskiego, Pisarza polnego na wale zabito, także Silnickiego, Sługockiego , Porucznika Sieniawskiego brzydko postrzelono, Zbrożka Starostę przasniskiego zabito. Dalej podkopywali się Kozacy pod kwatery Firleja i Koniecpolskiego chcąc miny podsadzić, lecz bez żadnego skutku, bo ziemia zawalała się i mokre miejsce było. Wojenni ludzie chcąc się wywiedzieć, jeśli nieprzyjaciel kopie miny, stawiają wody w misach, która ruszać się będzie, je - 60 śli pod spodem kopią, albo też bęben dragoński położą ten wyda spodem kopiących, pocznie albowiem sam bębnić, zatem to postrzegłszy, zabiegają temu, kopiąc przeciwko nieprzyjacielowi; zowie się to kontraminy i temi nieprzyjacielski umysł odpędzają. Taka to zawziętość ludzka, małe im miejsce na ziemi wojować, pod ziemią trzeba szukać miejsca. Bliższe też tam na Ukrainie zawziętości ludzkiej piekło, które uczeni w pośrodku ziemi, in centro terrae być sądzą. Jak się tedy nasi dowiedzieli, że Kozacy kopią miny, poczęli z obozu puszczać z moździerzów granaty, które roztrzasłszy się, ludzi zabijają albo ranią, budynki zapalają. Największe tych ogniów wojennych sztuki, wyszły z nauk hollenderskich; lecz bodajby wiek nasz tych sztuk nie znał, niech pioruny Bóg wszechmogący na ukaranie złych chowa, a ludzie niewinni i nie przemożeni w bojach niech nie giną! bo kogo teraz wręcz zwyciężyć nie można, drugiemu strach w oczy spojrzeć dla mężności; sztukami niedołężni i nikczemni onych zwyciężają. Z obozu naszego, raz że tych granatów nie wiele mieli, a i prochu mało, którego szanując, beczki smolone zapaliwszy, żołnierze rzucali na Kozaków. Kozacy rozumiejąc iż to granaty lub bomby, wszystko porzuciwszy, uciekali, a smoła w oczy im pryskała, za szyję zalana parzyła. Doświadczywszy potem, co za sztuka nie tak się obawiali. Po różnych bitwach i obronach, kiedy w obozie ludzi ubyło musieli w okopach nowe okopy Polacy robić podczas ciemnej nocy, postawiwszy wiernych ludzi na straży żeby przez zbiegów nieprzyjaciel o tern nie dowiedział się. Zaczem osobliwie panowie kopali, osobliwie słudzy towarzystwo, pocztowi, robiąc w obozie nowy okop, ażeby przeniesione na nowy okop chorągwie nieprzyjaciela nie informowały, że Polacy ze starych umknęli okopów. Wory od zboża popruwszy, na tyczkach pozawieszali miasto chorągwi na starym wale, póki nie skończyli należycie nowych okopów, a do nich się ze wszystkiem nie przeprowadzili. - 61 Już dwa miesiące w codziennem niebezpieczeństwie i bitwach przepędzili, a przyzwyczajeni do ustawnych bitew, mniej ważyli inkursye nieprzyjacielskie, ale bardziej trapiło naszych to, że żywności nie było, głód wielki nie było czem się posilić, końskie mięso, nietylko piechota czeladź, ale i sami panowie jedli; albowiem gdy nie stało karmu dla koni, każdy swego zabijał, a uwędziwszy na zapas chował. Nie wszystkim i tego stawało, naostatek psom i kotom nie przepuszczali, nie zważali brzydkości, skóry szorów, ze skarbowych wozów odzierali, wywarzywszy w kotłach, jedli. Korzenia i przypraw różnych nie używali panowie, byle była wędzonka kobyla, z apetytem onę jedli; niebyło i napojów dobrych, a bazarnicy z wodą je mięszali i drogo przedawali, choć woda nawet ciałami zabitych ludzi, koni i smrodami ludzkiemi była zeszpecona i robactwem napełniona, pić jednak musieli, gdyż innej nie było, nim studnie pokopali. Chcąc uśmierzyć głód. (6000 było pospólstwa, które się wraz z wojskiem zawarło w mieście Zbarażu) niemając żywności, ledwo żywi. upraszali, aby onych z obozu wypuszczono. Nie chcieli regimentarze wypuścić, obiecując onym żywności udzielić; ale widząc, że sami nie mieli niechcąc więcej mrzeć głodem, na śmierć się odważyli i ledwo z obozu wyszli, okrążyli ich Tatarowie, wpół żywe zabijali trupy, do więzienia krymskiego nie prowadząc. Do głodu drugie utrapienie przybyło: prochu nie stało; puszkarzy jednych pokaleczono, drugich wystrzelano, inżyniera Ardeusz zwanego, zabito. Uciekali też do nieprzyjaciela zdrajcy, nawet konfidenci regimentarzów. od których jako o głodzie, tak o niedostatkach prochu i artyleryi miał informacyą nieprzyjaciel, nawet hasło nieprzyjaciołom wyjawiali. Zaczem przed najwierniejszymi musieli je taić regimentarze; czasem i o północy wstrzymywano i odkładano wycieczki, gdyż jedna, że dano wiedzieć nieprzyjacielowi, nie udała się, bo Jana Chreptowicza, wojewodzica nowogrodzkiego i Przedbora Lanckorońskiego Kasztelana sądeckiego - 62 zabito oprócz 30 towarzystwa, młódź piękna i wielką po sobie nadzieję ojczyznie obiecująca, od chłopskiej ręki poległa. Takto wojna nie respektuje nikogo! jednych honorami, drugich ranami i śmiercią traktuje, a najcięższe były nadewszystko utrapienia: niezgody i emulacye. Racya tej niezgody, że gdy podczas suplikacyi do Boga Najwyższego o pomoc i ratunek, przenajświętszy Sakrament z procesyą po obozie nosili, w namiocie predykanci kalwińskie śpiewali pieśni. Zaczem w wojsku tumult, nienawiść na regimentarza, predykantów chcieli rozsiekać, musiał onych do zamku odprowadzić, a żalił się na zazdrosnych z płaczem staruszek. Kozakom uprzykrzyło się też ustawicznie leżeć pod Zbarażem woleli ostatniej rezolucyi uczynić experyment, oraz zginąć niżeli w ustawnym mozole i niebezpieczeństwie zostawać, uprzedzając przybycie królewskie z wojskiem z wielką furją szturmować częściej zaczęli; nasi też zasłaniając się nieprzyjacielskim impetom, gdzie większa nawałność była, gromadno odpór dawali; porobiwszy reduty naokół wałów, z armat szturmujących, nabiwszy je kartaczami, razili, już po desperacku skamieniałe serce i umysł zatwardziały niosąc, żyć, albo mężnie zginąć; jeżeli prochu nie było, wtedy szable stępiałe, albo połamane na nieprzyjaciołach, strzelba poroztrzaskała się od częstego używania; drągami, żerdziami kamieńmi i od wozów ułamkami, a co kto mógł porwać, nieprzyjaciół gromili, wyrywając z rąk nieprzyjacielskich samopały bronie, z rogami prochy dla obrony swojej. Zatem spoczywali z obu stron, jakoby zgodnie rozmawiając; Kozacy urągali się z Polaków: „kiedy panowie czynsz „na Ukrainie wybierać będziecie? już to rok mija, czynsz za„legł; co za robotę poddanym rozkażecie? minęła wiosna, nie „braliście dziesięcin od bydła, koni, już teraz szaleje nazbyt „bydło i konie, do Wrocławia na jarmark pragnące." Nasi Kozakom odpowiedzieli: że mają teraz od roboty folgę, ale wkrótce pod Dniepr będą groble sypać. Czynsz też nie zalegnie, bo tam litewskie wojsko zimujące exekwować będzie, - 63 i dziesięciny nie zalegną, bo Tatarowie, miasto bydła żony i dzieci wasze do Krymu popędzą. Ostatnią sztukę umyślił Chmielnicki, Polakom wyciąć niemiecką piechotę buntując; gdyby mu się udała sztuka, właśnie, jak gdyby trzonowy ząb Polakom wyrwał; kilka tysięcy piechoty odmówiwszy! chcąc w sekrecie spraktykować i sposób do traktowania z piechotą mając przytrudny, pisze niby do księcia Wiśniowieckiego list, z takim tytułem: Jaśnie Oświeconemu Księciu, Wojewodzie Ruskiemu, przyjacielowi naszemu, choć nie szczeremu; we środku brednie popisał; tylko listy regimentarzów, któremi o sukkurs króla prosili, przejęte przysłał. Ten, co ten list przyniósł, ongi zbiegł od piechoty niemieckiej, począł rozmawiać z konfidentami, pokrywając swoję niecnotę pilną potrzebą. Chorążemu Korfa batalionu, spotkawszy go, oddał listy buntujące niemiecką piechotę, temi słowy pisane: „że do „tych czas w oblężeniu wojsko polskie, niemieckiemi piersiami „zakrywa się, będąc sami tchorzami, za was się chowają, „niepewnemi pieniędzmi zakupując mężnych zasługi, zawsze „obiecują, nigdy nie płacą, a jeśli co dadzą, to officerowie „wasi sami zjadają. Zważcie niebezpieczeństwa i nieraz wy„laną krew waszę, i to na wietrze zawisłą ceną wam płacą; „jeżeli zechcecie, pogardziwszy polskie usługi, do mnie prze„nieść się, większą i pewniejszą zapłatę mieć będziecie i wię„ksze pożytki, a wnet gotowy żołd odbierzecie, osobliwie za „waszę odwagę i wiktorye, podarunki mieć będziecie." Zkonfundowali się wierni żołnierze, że onych w suspicyą zdrady wprowadza i czyni niestatkami nieprzyjaciel; odpisali tedy: że my lubo w oblężeniu, mamy się dobrze i że nas do zdrady namawiasz, jakim sam jesteś, my takimi być nie chcemy. A tego zdrajcę, zbiega, co z listami przyszedł buntować, kazano powiesić na wale z listami, wetując za naszego, co go Chmielnicki kazał stracić, za korespondencyą z Kozakami. Takie stosy wycierpieli w oblężeniu Polacy cudem i osobliwą protekcyą Boga najwyższego wsparci, pod Zbarażem: - 64 ledwo 12,000 ludzi, a nieprzyjaciół więcej 300,000 było, dwa miesiące w ustawnym boju, 20 szturmów wytrzymali, 10 razy w pole wyszedłszy, wstępnym spotkali się bojem; wały, reduty, fossy, 4 razy kopane i poprawiane; 75 razy wypadali z okopów na nieprzyjaciela, z 70 armat burzących nieprzyjaciel ustawicznie strzelał, zkąd kule armatne, jako grad w obozie leżały, które czeladź pozbierawszy, stósy z nich porobiła, na znak nielitościwej wojny. Wszystkiego niepodobna wyrazić, gdyż słyszeć ciężko, a jakże dopiero czynić i cierpieć? jedna polska ręka miała na siebie 100 i więcej nieprzyjaciół; nie jestże to dar boskiej ręki, która, jako niegdyś szczęką oślą Samsona, tysiączne Filistynów zgromiła hufce? Godni wiekopomnej sławy wojownicy, gdy was niewdzięczna Rzplta złotym nie obleje Paktolem, a bohatyrskich czynów waszych nie ukoronuje zasłużoną nagrodą; Bóg wam zapłatę rzęsistą, wiekopomna pamięć a sława, wiekuistym będzie trębaczem. Semper honos nomenque tuum laudesque manebunt. Król Kazimierz, oprócz listu Firleja z Węgier i Wołoch dostawszy wiadomości, że Orda złączyła się z Kozakami, Turczyn wkrótce miał dać onyra protekcyą; począł się wszystkięmi siłami starać, jako windykować wojsko z oblężenia zbarazkiego; deklarował wyjazd swój z Warszawy do Lublina w dzień ś. Jana Chrzciciela (1649 r.) Wsiadającemu na koń oddano listy z poczty w których o oblężeniu wojska pod Zbarażem donoszono, oraz. że rzeka Smotrycz tak bardzo wylała, iż w Kamieńcu bramę Lacką nazwaną, wywróciła, i forteca w wielkim strachu zostaje. Czytał listy król pocichu, zatem koń pod królem zaczął się potykać, a nigdy tego nie było, bo pewnych nóg był. Żołnierze leniwo się zbierali, król niedziel cztery w Lublinie bawił się, czekając na nich. Wreszcie komput wojska sporządzony; dodano mu huzaryi 1200, pancernych 14000, piechoty z dragonią 7000 rachowało się; hetmanem nad tem wojskiem zrobił Ossolińskiego, Kanclerza wielkiego koronnego; generałem nad pie - 65 chotą, Krzysztofa Huwalda, Szweda. Jednak przez oddanie tych dwóch szarży, Król znowu sprawę pokawił i wielu zirytował, bo Ossoliński statysta, nie żołnierz, Huwald cudzoziemiec, pominąwszy godnych kawalerów tubylców, jako to: Wejera, Wojewodę pomorskiego, w różnych okazyach i bitwach doświadczonego i o ten honor starającego się. Złożona rada wojenna, na której panowie widząc, że Król w rozdawaniu kommendy pomylił się, aby większych nie było errorów, odradzali Królowi, żeby sam nie narażał się na takowe niebezpieczeństwo; Król urażony odpowiedział: to ja sam pojadę z wojskiem. Zatem o pospolitem ruszeniu, czy ma Król je ruszyć, czy nie? certowali Ministowie i Senatorowie różnemi racyami; pierwsi mówili: jeszcze nie tak upadła Rzplta, żeby przeciwko buntownikom chłopom, pospolitem wychodziła ruszeniem, ma jeszcze dawnych żołnierzy, niemałą gromadą nadejdą nowo zaciągnione suplementa, przytem różnych panów auxyliarne półki, sam zatem majestatu królewskiego przytomnego postrach, przy sprawiedliwej sprawie, dosyć mocy mieć będzie; a jako buntownicy obiegłszy wojsko pod Zbarażem, są ciężcy na naszych, tak usłyszawszy o naciągającym wojsku z Królem, nie wystarczą na dwa wojska, gdy z jednej strony straszne królewskie imię, z drugiej strony zatwardziałe na wszystkie niebezpieczeństwa serca rycerstwa zbarawskiego, nie leniwo następować będą. Ruszywszy pospolite ruszenie, obnażyć krainy i postronnym narodom, straszne siły na poskromierie chłopów obrócić a przez to narodu naszego estymacyą niezwyciężoną obnażyć, która niegdyś Osmana, cesarza tureckiego pod Chocimem, z potencyą trzech części świata przemogła, na jednego zdrajcę i hultajstwo ukraińskie obrócić? Trzeba też się oglądać na domowe kąty; Szwed, nienieuśpiony nieprzyjaciel, Moskal zawzięty, tylko pory czeka a i nasi poddani, żeby się czego nie domyślili, nie widząc nikogo na poskromienie swywolnych; nie wielka też zgromadzonego pospólstwa pociecha, nim się ściągną, zima na 5 - 66 dejdzie, a co swoi zniszczą, to w zysku. Zdaleka sławna potencya pospolitego ruszenia, jak się zgromadzą, więcej huku i akklamacyi będzie. Konkludując, powiadali: że jak przymrozkiem nocnym, wody szkłem się stają, a za słonecznym upałem znowu topnieją; tak rebellia zawziętością nadęta, za blaskiem majestatu pańskiego zmiękczeje i do weneracyi pana . ustraszona nakłoni się. Drudzy przeciwnie stawiali, między któremi Kaźmierz Lew Sapieha, Podkomorzy litewski, który kilka tysięcy bitnego wojska swoim kosztem na zaszczyt majestatu królewskiego przyprowadził i tak mówił: nie na obławę niedźwiedziego łowu, ani na Pawluka rodzącą się rebellią idziemy; ałe za wiarę świętą, za domy i fortuny nasze nieść trzeba na szańc życie nasze; stoi w gotowości moc wielka całej Rusi nietylko ogniem i mieczem nam odgrażająca, ale w nienawiści i żwawej pomście imienia polskiego, nieprzyjaciel złączony, Han tatarski z wielkim tłumem hord krymskich, nogajskich, tauryckich i innych dzikich narodów, chciwy na łupiestwo i krew chrześciańską; Kozacy pod pretextem wolności podnieśli rękę na Rzpltą; zaczem należy zważyć tak nieprzyjacielskie siły, jako i nasze; stoi w gotowości tłum rebellii krewieństwem zachęcony, z miast, miasteczek i wsi zgromadzone niezliczone Kozactwo, a mamyż do odporu równe siły? gdzie chód dziesiąta część proporcyonalnego wojsku weteranów, żołnierzy? zwinęliśmy posiłki auxyliarne różnych panów, nie wesprą nas, nowo zaciągnione chorągwie dopiero zbierają się; nie rychło, po wojnie sukkurs. Więc Króla JM. na te sztychy wydamy? uchowaj Boże, żeby tu Rzpltej głowa, którą wszyscy żyjemy, jawnie miałaby się poddać w niebezpieczeństwo! zkądże wsparcie? chyba dawnym trybem przodków naszych idąc, pospolitem ratować ruszeniem; każdy sobie przypomni powinność szlachecką, a zardzewiałe żelazo w obecności królewskiej, zaostrzy na karkach nieprzyjacielskich i wypoleruje: a co większa, kiedy wyuzdana rebellia wszystkiemi siłami, na całą następuje Polskę, zaczem całej Polsce bronić się należy. Kozacy chcą - 67 wykorzenić plemię szlacheckie, a szlachta, której powołanie wojować i swobód swych bronić, do oręża zabierać się nie będzie? Jakiemi środkami państwo nasze powstało, temi konserwować się powinno. Wiadomo jest wszystkim, że pierwsza Rzplta, pospolitem ruszeniem wojowała, przez pospolite ruszenie sławy i wolności szlacheckich nabyła, pospolitem ruszeniem trzeba, żeby tychże swobód broniła. A gdy wyjdziemy na pospolite ruszenie, tak uczyńmy, jako ostrożny gospodarz odjeżdżając z domu czyni: zamyka dom, poleca stróżom, zostawia w domu prezydia i paktami z postronnymi monarchami ubezpiecza się. — Zaczem Król trzecie wici wydał na pospolite ruszenie; wyjechał z Lublina d. 16. Lipca 1649. i spotkał w drodze Stępkowskiego, który od Regimentarzy wysłany z pod Zbaraża w ostatniej potrzebie o sukkurs, z wielką odwagą i rezolucyą czołnem się przez staw przewiózł, w nocy w trzcinie siedząc, w dzień w chrustach czołgał się, manowcami przebierał się, w błocie topiąc się, nieprzyjacielskie przebył straże. Że prawdziwą relacyą czynił, twarz świadkiem była chuda, blada i mizerna. Co Król w liście wyczytał, to z oblicza jego wszyscy wyrozumieli. Ruszywszy się przeciwko nieprzyjacielowi, postępowali z ostrożnością żołnierską; Król sam dawał hasło, w nocy przebrawszy się, nie tylko podsłuchy rewidował, ale samych strażników i hasła pytał się. Zaczem pilniejsi byli, spodziewając się rewizyi królewskiej, a żołnierze swych officyalistów. W nocy Król mało co sypiał, przed świtem wstawał, powracające chorągwie z placowej straży rewidując, ruszające wojsko ordynował szwadronami, informując, kto ma być na skrzydłach, kto w korpusie, rezerwy, odwody ordynując, aby, jak maszerują, czasu potrzeby wiedzieli, jak mają stawać do szyku. Jadąc i laską wskazując, w którą stronę który szwadron się udać powinien podczas nawałności, sam za młodu przyzwyczajony był w wojsku. Niewiedzieli tylko: gdzie się obraca nieprzyjaciel? podjazdów przed sobą sprawnych nie posyłając, szpiegów też nie mieli, a zatem nie wiedzieli o zamysłach nieprzyjacielskich; wyprawieni wyszpiegować, nie bywszy nigdzie 5* - 68 bajki prawili; drudzy do nieprzyjaciela przedawali się, trzecich przejmował nieprzyjaciel, podjazdy nie dotarszy, z niczem powracały. Pan ordynacyi ostrogskiej w Toporowie stał, przodem maszerując; gdy na Tatarów dotychczas niewidzianych odważnie się rzucił, chcąc języka dostać, od Tatarów spędzony, stracił Pełkę Chorążego, rodem Węgrzyna, człeka odważnego, i Żołkiewskiego starego żołnierza, których żywcem wzięli Tatarowie z kilkunastu innymi. Żółkiewski do liana przywiedziony głuchym uczynił się, i pytany o siłach królewskiego wojska, gdy prawdy nie chciał powiedzieć, Han rozkazał go naciąć bizunami. Ztąd nieprzyjaciel śmiało na królewskie wojsko nastąpić rezolwował się. Od naszego wojska połapani, drudzy za szpiegów poznani, że na zdradę przybyli, lubo onym obiecywano, odpuścić tę zdradę, nie powiadali prawdy i na konfessatę wzięci. Nie można też było ustrzedz się szpiegów, bo chłopstwo ruskie, przywożąc żywność do obozu na sprzedaż, wyszpiegowawszy wszystko, do Kozaków znać dawali. Taka zawziętość na stan szlachecki chłopstwa wyuzdanego w wojsku naszem! Pewnej o zamysłach nieprzyjacielskich nie było wiadomości, a tam codzienna przez zdradę uciekających. Przyciągnął pod Zborów Król. O nieprzyjacielu czynią relacyą, ci co widzieli Tatarów i cierpieli od nich rabunki, że nie daleko są. Biejkowski, nie leniwy młodzian, z drugim kompanem wpadli na konie, chcąc się dowiedzieć pewności. Nie daleko odjechawszy, ujrzeli, że czeladź na czacie ścinają; dalej nie docierając, lubo się za nim Tatarowie gonili, uszedł na rączym koniu. Zaczem przez Jacka Michałowskiego, Starostę krzepnickiego, co widział i w jakim był strachu, Królowi doniósł. Zaraz Król Rotmistrzów Gdeszyńskiego i Puzowskiego ordynował, żeby dotarli i pewnej rzeczy dowiedzieli się. Ruszyli się z chorągwiami, na podjazd nie daleko od wojska wyszedłszy; ordy nie widząc, powrócili, czyniąc relacyą, iż czeladź chyba sama między sobą - 69 bila się na czacie, a Biejkowskiemu przewidziało się, że się gonili, mogli chłopów uganiać, żeby dostać żywności od nich. Przez Zborów miasteczko rzeka Styrpa płynie, nie szeroka, ale głęboka; że deszcze wielkie były, woda zebrała dwa mosty na tejże rzece. Zaczem Król co prędzej kazał się przeprawować, bo brzeżystą rzekę wpław przebyć nie można było. W dzień Wniebowzięcia Najświętszej Panny Król na drugą stronę rzeki przejechał dla nabożeństwa do kościoła; aż tu dają znać, że Orda napadła, bo dowiedziawszy się Chmielnicki o przybyciu Króla z wojskiem, oraz o siłach wojska informowany, podzielił wojsko kozackie; z połową ruszył przeciw Królowi, a drugą połowę pod Zbarażem zostawił dla oblężenia kontynuacyi. Skrycie to uczynił, że nietylko oblężeni Polacy, lecz i Kozacy, co oblężonych pilnowali, nie wiedzieli, gdzie się Chmielnicki podział. W lewej stronie dębina była pod Zborowem, dokąd przededniem przybywszy Chmielnicki, wlazł na wysoki dąb i patrzał, jak się wojsko polskie przeprawowało, niemal wszystko przeliczył i pola do boju zlustrował. Powróciwszy, uczynił relacyą Hanowi i dał informacyą, aby w tym dębniaku stanęli, najpierwszą do bitwy ztąd rozpoczynając exkursyą. Zaraz się ruszyli Tatarowie, chłopi onych do tej dębiny prowadzili. Zaczem Polacy pierwej się spotkali z Ordą, niż o nich wiadomość mieli. Korycki będący na odwodzie z pólkiem ostrogskim, wstrzymał cokolwiek impet tatarskiej potencyi, a widząc, że go chcą od wojska odłączyć, powoli uprowadzał swoich ku wojsku, wiedząc manierę wojny tatarskiej, nie azardował się. Zaczem niedoznając odporu, napadli na wozy; przestraszeni woźnice i czeladź nagleni Tatarów napadnięciem, od wozów pouchodzili, na mostach porzuciwszy wozy, zatarasawali drogę, że ani posiłków dodać można było, ani wojska przeprawować, ni też uciekającym przebrać się do wojska. Kie było też nikogo, aby komenderował ludzi na Tatarów z odważnym ochotnikiem, chcąc ratować wozy i mostów obronić; póki Król nie nadciągnie z wojskiem i nie rozporządzi - 70 go do boju. Przybył nareszcie Ossoliński, Starosta stobnicki z ochotnikiem, za nim 5 chorągwi województwa ruskiego, wszyscy odważnie rzucili się na nieprzyjaciela. Przybył nadto Podkanclerzy litewski Sapieha z siedmiu swemi chorągwiami, i dodał serca i ochoty bijącym się, i co z tej strony rzeki było wojska, zebrali się do boju, jednak przeciwko tłumowi Ordy, nie wielka naszych była potencya. Odpędzeni Tatarowie przez mężnie stawających Polaków, dali trochę odetchnąć naszym, aliści świeżych gromada Tatarów tak na naszych następowała, że strzelby nabijać powtórnie nie dała. Wtenczas pod Witowskim zabito konia, Załuskiego, Oberstleutnanta zabito; Podkanclerzy Sapieha, w tymże opale był, bo koń pod nim postrzelony, nie mógł go wynieść z tej bitwy, dwaj kurcowie pana uratowali. Pierwsze początki wojny nieszczęśliwe: zginął Balwin Ossoliński w młodym wieku, i Porucznik jego Czeski z 16 towarzystwa na tymże placu polegli; zasmucił stryja, Kanclerza wielkiego koronnego, który z niego wsparcia familii spodziewał się. Tamże Felicyan Tyszkiewicz, Wojewodzic brzeski poległ, i wiele ruskiej szlachty i piechotę węgierską i cztery chorągwie dragonii Korniatka, po kiłku danych ogniach Orda wycięła. Odważna akcya w tej bitwie Kowalskiego herbu Korab , Chorążego ziemi lwowskiej, który gdy mu prawą rękę ucięto, lewą ręką utrzymał chorągiew, a gdy mu i tę nieprzyjaciel uciął, pod się chorągiew wrzucił, wielu ranami zadanemi poległ, chorągiew trupem padłszy przed nieprzyjacielem obronił. Zniosłszy tę część wojska znowu na wozy rzucili się Tatarowie, których odpędzając ordynowany Rzeczycki, Starosta urzędowski z 4 chorągwiami wysworowawszy się w pole za Tatarami, między opłotki wpędzony, zacięty został. Umiał on języki: perski, turecki, tatarski i arabski. Tamże Czarniecki, co wozy królewskie prowadził, zginął. Król Kazimierz nieustraszony takowem przywitaniem od Ordy, do batalii zabierał się, dając do szyku ordynans każdemu pułkowi, najbardziej, aby czemprędzej przeprawić się - 71 mógł. Po przeprawieniu się obóz założył i otaborowae kazał; zatem w pole szykiem wyszedł tym porządkiem: Na prawem skrzydle Ossoliński Kanclerz z Stanisławem Potocckim, Wdą podolskim, i Gabryelem Stępkowskim, Kasztelanem bracławskim, potem Denhoffa dragonie i chorągwie sapieżyńskie, zatem Wwdztwo bełskie i ziemi przemyślskiej szlachta. Na lewem skrzydle Jerzy Lubomirski Generał Małopolski miał komendę, i Jan Sobieski Starosta jaworowski także Karól Kżę Korecki, Zamojskiego Ordynata Starosty kałuzkiego, i Ostróżka pułki, i Witowskiego pułk sandomierski w przeszłej akcyi zrujnowany. Przy tym pułku stał Puzowski z woluntaryuszami, za nimi województwa ruskiego szlachta i posiłki panów ruskich i Krzysztofa Koniecpolskiego także Kisiela czernichowskiego Wojewodów chorągwie, za nimi rajtaryi Walurota i Tobiasza Minora dwie chorągwie stały w rezerwie, aby byli na pogotowiu tam skoczyć w sukkurs, gdzie będzie większa nawainość. Korpus szyków piechota niemiecka w komendzie Huwalda trzymała, przytem artylerya. Król przy korpusie stał, przy którym huzarska chorągiew, 500 koni, pilnowała ciała królewskiego. Na dwoje kazał się huzaryi rozdzielić przeciwko nieprzyjacielowi, których połowicę Mikołaj Gniewosz radomski Starosta komenderował, Chorążym był Mikołaj Michałowski; drugą polową huzaryi Ubysz Podstoli gostyński dowodził. Ta huzarya z najcelniejszych rycerzy złożona. Za huzaryą gwardya królewska stała w komendzie Fromholda Wulfa, Wiewiorskiego, i nadto oficerowie między pułkami i harmaty były przydane, aby z nich na nieprzyjaciela obces następującego kartaczami strzelano. Przy artyleryi dragonia koronna stała w komendzie Kossa i młodszego Przyjemskiego. W rezerwie był regiment pieszy Zamojskiego w komendzie Bergemana Półkownika i Leszczyńskich świeżo przybyłe chorągwie. O południu Król szyki objeżdzał, zachęcając rycerstwo, obiecując pewne zwycięztwo nieprzyjaciela, byle tvlko śmiało - 72 i rezolutnie stawali. Sześciu doświadczooych kawalerów pilnować Króla destynowano, których za poczęciem bitwy do chorągwi odprawił, tylko przy sobie Jędrzejowskiego i Sadkowskiego zatrzymał. Zatem Orda zebrawszy tłumy, gotowała się do boju, i Polacy póki ochota trwa, a okazya pożądana podaje się do bitwy coprędzej zabierali się. Tatarowie widząc, że Połacy na harc nie wypadają, hański dwór pod znakiem trzech zielonych końskich ogonów napada na skrzydło Lubomirskiego, dawnym trybem na lewe skrzydło impet wywierając, dla sposobniejszego strzelania z łuków. Wiedzieli już dobrze Polacy onych manierę, skoczyli na Tatarów z impetem, a zatem strzały skutku żadnego nie uczyniły, a jeszcze do tego przeciwny wiatr od Polaków wiał na Tatarów, dla tego nie szybkko leciały strzały. Krzyknęły tedy z obu stron wojska: „Polacy Imię Jezus wspominając, Tatarowie: ha ła „hała powtarzając, co się znaczy: Boże dopomóż." Na lewem skrzydle naszem wszystek impet oparł się : krew się rzęsisto lała, bo tak się zeszli Tatarowie z naszemi szyki, że z boku patrząc, rozumiałby kto, iż w pobrateństwo wchodzą. Przywódzcy ochoty dodawali i sami mężnie stawali; naśladując onych żołnierz, nie folgował Tatarom. Jednak od potencyi tatarskiej przełamani nasi, umykać poczęli na szyki w tyle stojące naszych łudzi, i onych zmięszali i zatrwożyli; przecie przywódzcy zamięszanych utrzymywali. Toż się działo i na prawem skrzydle, także nasi z miejsca uchodzić poczęli. Przypadł Puzowski, przestrzelone wargi mając, i strzała w obliczu tkwiała, wołając o sukkurs. Zatem Król Huwalda z piechotą ordynował, sam do konnego wojska pobiegł, wstrzymując uchodzących i chorągwie, aby się odwróciły rozkazał, kilku za cugle porwał i pod garłem aby się nawrócili nakazał, szpadą odgrażając uciekającego przebić każdego. Zaczem musieli się odwrócić w oczach królewskich, wstyd swój pokrywając i kary od zagniewanego Króla deklarowanej uchodząc. Jak się piechoty - 73 zbliżyły ku nieprzyjacielom, dawszy ognia, gęstem porazili Tatarów kul gradem, że musieli uchodzić, niejednego Tatara konia na piki wziąwszy, pokłuli. Nasi zatem poprawili się i Tatarów zamięszanych ścigali. Zatem po umknieniu się Ordy, równy bój i równa z obu stron strata ukazała się. Z armat też polskich ustawnie ognia dając, siła rażono tak Tatarów, jako i swoich w tern zamięszaniu. Ku wieczorowi Ordy z pola umknęły się, i nasze wojska do obozu z pola odeszły. Noc, która rozerwała obie strony, Polakom trwogi przyczyniła, albowiem ciemna bardzo była; tabory przeprawiwszy, wpośród obozu hałasować poczęli woźnice i czeladź jeden drugiego zwolywając, spracowanych bojem, którym w myśli wszystkie tatarskie tkwiały impeta, w nową bojaźń wprowadzili, ile co za koniec bitwy z nieprzyjacielami tak licznemi będzie, trwożących się. Jeszcze co więcej, poszło w obozie echo, iż Król i Panowie uchodzić myślą, układają swoje splendory, jucząc się, uwierzyli i odważni, i w ciemności wszystko przejęte strachem. Król, ordynowawszy straże i podsłuchy, z hasłem jeszcze zatrzymał się i myślil'położyć się, i spocząć trochę. Zatem co żywo przypadają, dowiadując się, co się dzieje u Króla. Ksiądz Cieciszowski i Tyszkiewicz, Cześnik litewski, dali wiedzieć Królowi, że, czy nieprzyjaciel na zdradę, czyli z tchorzostwa czyjego, rozsiano w obozie, że Król i Panowie uchodzić myślą, juczą się; na odgłos czego, wszyscy także do ucieczki zabierają się, zatem trzeba, aby Król radził, iżby pilawieckiej nie było konfuzyi. Wpadł Król na konia, kazał przed sobą zapalone nieść pochodnie, przed każdym pólkiem stanąwszy, wybija z głowy strach i zmyśloną trwogę i do ucieczki Króla zabieranie się. Mówiąc: „oto panowie, jestem Król wasz, który jako „z wami żyć pragnę, tak i ginąć gotowym. A dla Boga, „dla czegoż szlachta Króla, żołnierze Hetmana chcecie po,,rzucić, chwała P. Bogu, żeśmy wyszli z niebezpieczeństwa, ,,jutro z łaski Bożej, wiktoryi się spodziewamy. Przez gnu - 74 „śność i tchorzostwo nasze, wszystko stracimy; na co było „zaczynać, kiedy nie trwacie do końca? ja gotów jestem być „wraz przywódzcą, a jeżeli Bóg naznaczył, wraz z wami „głowę położyć na placu nie wzdrygnę się." Słowa królewskie nie tylko wskruszyły do żalu uciekających, ale wybiły z głowy trwogę i dodały rezolucyi; przytem panowie, co przy Królu byli, czynili relacyą, iż szlachta nadciąga z wielkiemi siłami; Tatarowie odstąpić chcą Kozaków, a do Króla przystąpić, co w oblężeniu byli pod Zbarażem, wycięli Kozaków, jutro mają się z nami złączyć. Co słysząc, wszyscy ożyli. Jednak ta noc nie bez przykładu popełnionej hańby była, dwóch zacnie urodzonych Króla i obóz porzuciwszy, uciekli z chorągwiami; chwała Panu Bogu, że noc ciemna zasłoniła drugim ten uczynek, boby się zgorszyć mogło więcej; jednak i tym nie na dobre wyszło, kazał Król infamizować i wytrąbić z wojska, od uczciwości i wiary odsądziwszy. Trzeciego dnia wyszli Tatarowie tlumem wielkim, Kozacy przez wały przeprowadzili swoje półki, chcąc z tyłu na Polaków uderzyć, albo jeśliby uciekać mieli, onym zastąpić. Lecz inszy w obozie polskim humor nazajutrz ukazał się: Półkownicy i Rotmistrze przed namiotem królewskim skoro brzask stali, czekając ordynansu, najbardziej ci, których był strach opanował, brzydzili się tym uczynkiem, obiecując rezolutną odwagą to nadgrodzić. Towarzystwo i żołnierze poprzysięgali, do ostatniej krwi kropli odważnie stawać, do domów chyba z zwycięztwem powracać, albo na placu poledz. Wyprowadzone w pole wojska, tym samym szykiem stanęły, nieprzyjaciel od miasteczka zaszedł, które w tyle obozu naszego leżało, ale do niego szturmować nie podobno było, bo klęski pewnej z obozu spodziewać się było trzeba nieprzyjacielowi. Z cerkwi ruskiej nasze prezydium wyrugowawszy Kozacy, od cerkwi na wały nasze leźli, i w pole ku nam wypadli. - 75 Agitymił, Bey i Tochakay Murza, bo Tohay-Bey już był zmarł na powietrze, osobliwy Kozaków obrońca, z Ordami na Ossolińskiego prawe skrzydło, a Chmielnicki na lewe skrzydło uderzyli. Hladki Polkownik między opłotki miasteczka wpadł, pomagali mu mieszczanie, we dzwony bijąc, oraz gdzie niższe okopy i nie głębokie fossy, słomy nakładłszy, one zapalili, pokazując drogę łatwą Kozactwu. Bili się z obu stron odważnie, nasi broniąc się od impetu nieprzyjacielskiego, żeby jazda uniósłszy się impetem, piechót nie odstąpiła, albo odpędzona, nie zmięszała drugiego wojska i swojemiż armatami nie porażona była, jak pierwej. Z obu stron bili się równem szczęściem, utrzymując pierwsze szyki plac swój. Król zatem lóźną czeladź, obiecawszy onym każdemu nagrodę zachęcił, aby na konie wsiedli, przydawszy onym za wodza Zabuskiego, który ochoczo podjął się komendy: podnieśli płocienne chorągwie w oczach królewskich odważywszy się. Już na królewskie chorągwie wsiedli byli Tatarowie i ciężko następowali na wszystkie szyki. Lecz regularnie stawali Polacy, posiłki weześnie nadchodziły, skrzydła z rezerwy nowym żołnierzem zamieniano, sfatygowanych świeże odmieniały szwadrony, osobliwie armaty w lukach ulokowane, raziły zręcznie nieprzyjaciół. Zatem lóźna czeladź z Zabuskiem przybyła, figurę świeżego wojska przychodzącego czyniąc, na Kozaków pod miasteczkiem uderzyła i tymże impetem za nimi się zapędziła, których Kozacy odwabiwszy od drugiego wojska, siła porazili. Lecz dragonia Oleśnickiego, Starosty opoczyńskiego, onych sekundowała, z temi był ksiądz Lisiecki, Jezuita, Kapelan królewski, który kiłka razy postrzelony na placu poległ. I na tym skończyła się tego dnia batalia, przy kim wiktorya była, łatwo zgadnąć, bo Tatarowie powtórnie uszli z tego pola i tak spieszno, że i trupów swych odbiegli, które po polu na tysiąc i więcej leżały, nie pogrzebione. - 76 Przyczynę niedokończej batalii, jedni na Hana zwalili, który nie kazał więcej na Polaków następować, ponieważ P. Bóg onych broni; drudzy na hańskich konsiliarzów składali, iż więcej spodziewali się Tatarowie pożytku, gdy się z Polakami zgodzą. Wzięty w tej potrzebie Adylmurza, znaczny w wojsku tatarskim, którego Król Szembergowi dał, aby brata swego Jacka Szemberga z Krymu mógł oswobodzić; między trupami tatarskiemi znaleźli niewiastę po męzku ubraną, zastrzeloną z flinty. Z naszej strony zginęli Czetwertyński, Paweł Świerski Miecznik podolski, Kaszewski i Chocimirski Rotmistrze i 47 z towarzystwa, a pospólstwa półtora tysiąca nie doliczyli się. Ranieni: Miaskowski, Podkomorzy lwowski; Stano, Chorąży sanocki; Gdeszyński i Brodowski, Rotmistrze. Ossoliński, Kanclerz wielki koronny i wódz wojska radził, aby pokój z Tatarami uczynić; na co i Król pozwalał, najbardziej aby ratować pod Zbarażem oblężonych, aby głodem nie wymorzeni byli, albo potencyą przyciśnieni nie poddali się. Zachodziła trudność, kto się do liana odezwie. Król żeby pierwszy pisał, nie rzecz, a ile czy zezwoli Han, albo nie; jeśli zaś czekać będzie, dopóki Han nie odezwie się, większe oblężonym przyniesie utrapienie. Odważyli się Ministrowie królewscy, pierwszy bród przełamać, napisali list do liana, wyrzucając mu niewdzięczność, iż życie i panowanie w Krymie za promocyą Królów polskich otrzymał, stawi się za to nieprzyjacielem, zligowawszy się z buntownikami, przedtem w przyjaźni z Królem będąc. Kozacy zawsze byli Tatarom nieprzyjaciele, lubo teraz z potrzeby ztowarzyszyli się, a jak się zpotężą, powstaną na tych, których silami wspierają się, Młodzi wilczkowie poty ssą kozę, póki młodzi, a jak urosną, swoją mamkę rozszarpią. W powietrzu i doktorowie zarażają się. Nikomu bardziej nie należy, jako panującym wiedzieć, że rebellia może być bez żadnej przyczyny, nie może bez kary, a zatem jego hańska Mość niech zważy przyczynę tej wojny, i do jakiego końca dąży? jeżeli sprawiedliwa tej wojny okazya, to i koniec mieć do - 77 bry będzie. I ten list przez wziętego Tatarzyna do liana posiali. Han przyjąwszy i przeczytawszy list, widząc przeciąg tej wojny ze szkodą Tatarów, a u Polaków nie znajdując żadnej przyczyny do urazy ku sobie, i owszem pożytek z przyjaźni polskiej mieć może, rezolwował się pokój z Polakami uczynić, i list napisał do króla. Tytuł: Szczęśliwy Islan Gerey Han, Najjaśniejszemu Polskiemu Królowi Janowi Kazimierzowi, życia i zdrowia. Po tytule, tym sensem pisze: „WKMośc jak się masz? ja „życzę wszelkiej fortuny i życia WKMci, i szczęśliwego „w długie lata panowania; oznajmuję przytem, iż mię list „doszedł, w którym przyjaźni odnowienie wyczytałem. Wy„dziwie się nie mogę, że WKMośc, zostawszy Królem, do ,.mnie nie odezwałeś się przez swego gońca, nie zważając „iż żadnego człowieka na świecie niemasz tak nikczemnego, „żeby się na co nie przydał sąsiadowi potrzebującemu. Ja„kożkolwiek ja tu przybyłem na zimową lokacyą, jednak „przyjaźni nie odbiegam i na konferencyą pozwalam." Kazał Han Chmielnickiemu, aby pisał do Króla. Musiał pisać tym sensem: „iż w młodości Królom Panom wier,,nie w wojsku służąc, więzienia i rany w boju ponosiłem, „potem z nienawiści nieprzyjaciół oskarzony fałszywie, ja„kobym miał czynić konspiracye, rad nierad dla obrony „swojej, musiałem się rezolwować na wojnę. Co za krzy,,wdy miałem, wyrażam: deklarował, iż gotów ustąpić het„maństwa Kozaków zaporozkich Zabuskiemu, kiedy WKMość „darujesz mi życie i łaskę." Chociaż nadzieja pokoju zajaśniała, przecież jeszcze przez trzy dni z obu stron wojować nie przestali. Tłumacz jednak tatarski i sam i tam przejeżdżał się, o miejscu i osobach destynowanych do traktatów znosząc się. Namieniają tłumaczowi: jakież to będą traktaty, kiedy Tatarowie następują na Polaków? Odpowiedział: „Han o tem „nie wie, i wkrótce ustanie wojna, kiedy zgodzicie się na „traktaty. " Na naznaczone miejsce do traktatów pierwszy - 78 Wezyr Hana przyjechał, czekając Polaków, i Kanclerz Ossoliński przybył, bo jego Han potrzebował, aby do traktatów był od Króla ordynowany; przywitawszy się, stali, zważając, który zacznie mówić. Ossoliński rozpoczął wyrażając: „co za racya, iż da,,wna przyjaźń między nami naruszona zostaje, dla czego „zligowane pobratymstwo rozstało się? Polska w przymierzu „zostająca, wojną prześladowana; zdrajcom, rebellizantom „dana protekcya, dla czego Tatarowie z przyjaciół, stali „się nieprzyjaciołmi, protektorami nieprzyjaciół polskich? „Polacy żadnej nie dali okazyi do urazy Tatarom." Na to Wezyr hański odpowiedział: „przyjaźń w całości „będzie, jeżeli zatrzymane coroczne haracze Polacy Tata„rom zapłacicie; z obu stron pogodziwszy się i przyjaźń od„nowiwszy, do domu pójdziemy." Zatem Ossoliński o haracz wspomniony urażony, odpowiedział: „haraczu Polacy, wolny naród, nikomu nie płacili „i płacie nie będą, od drugich narodów odbierać przywykli. „Jeżeli o deklarowaną pensyą za usługi i przyjaźń świad„czoną Rzpltej od Tatarów chodzi, tej nie odmawiamy, ale „za nią przyjaźni, nie z nieprzyjacielem polskim ligi na „Rzpltą potrzebujemy." Wezyr o przezwisko, czy haracz czy pensya ma się nazywać, nie certował, i tłumacz to wymówił nierozmyślnie: o sarnę rzecz i skutek onej, traktować należy; zaczem do jutra naszę konferencyą odłożymy. Nazajutrz rano zebrali się. Wezyr dając dowód, że szczerze chcą zgody Tatarowie, Chmielnickiego przyprowadził. Ten z daleka zdjąwszy czapkę, uczynił weneracyą Ossolińskiemu, i opodal, nie mięszając się do Kommissarzów traktatu, stał; Kommissarze byli przydani Ossolińskiemu: Kisiel, Wojewoda czernichowski; i Sapieha, Podkanclerzy litewski; z strony tatarskiej: Schefferkazy i Sulimacz, Agowie, Wezyrowi dodani. - 79 TRAKTATU Z TATARAMI PUNKTA: 1)       Odtąd między Najjaśniejszym Królem Polskim Janem Kazimierzem i sukcessorami jego, a IslanGerejem, lianem tatarskim i sukcessorami jego szczery pokój i przyjaźń stateczna zostawać będzie. 2)       Król polski żołd każdego roku Hanowi do Kamieńca ordynując, placić deklaruje; a Han z wojskami swemi Królowi i Królestwu Polskiemu w każdem miejscu i przeciw każdemu nieprzyjacielowi dopomagać i assystować obiecuje. 3)       Żadnych ekskursyi i czambułów w granicę Królestwa Polskiego Han czynić nie będzie, i żeby swawolnie Tatarowie wpadając, nie rabowali kraju, bydła i ludzi nie zabierali, przestrzegać obowięzuje się. 4)       Tatarskie wojska zaraz od oblężenia wojska polskiego pod Zbarażem odstąpią, odchodząc żadnej przykrości, szkody i krzywdy wojsku czynić, ani wychodzącego wojska polskiego attakować i prześladować nie będą. 5) Tak Tatarowie krymscy jako i inne nohajskie, te mruekie, budziackie, Petyhorcy, Czerkasy, Wołosza, Multani, Siedmiogrodzianie, jako i Turcy rumelscy i inne narody z Hanem na wojnę przybyłe, spokoj nie i bez żadnej szkody, nie zabierając jassyru, wy nidą zaraz z granic państwa polskiego. 6) Król polski wzajemnie nagradzając affekt dobry Hana Jmci, wojsku zaporozkiemu suplikującemu, odpuszcza wszystkie urazy, i łaskę swą pańską onym deklaruje, którzy wierne poddaństwo i sta teczną usługę przy posłuszeństwie prawdziwem po przysięgają. Te punkta traktatu z Tatarami wszyscy wdzięcznie przyjęli, bo ta pograniczna potencya wolna z wolnym narodem, że w traktaty weszła, rzecz chwalebna; ale z Ko - 80 zakami rebellizantami poddanymi Rzpltej w traktaty wchodzie, wielu mieli sobie za konfuzyą, osobliwie ci, co odlegli od kozackich krain, żadnej biedy nie doznali, ani też lali krew za obronę ojczyzny, nie spróbowali jako chłop bije; jednak musieli przyjąć te traktaty, które gwałtowna potrzeba wymusiła, a gdy Kozaków nie można było wyciąć, należało zniewolić, dając amnestyą. Klemencyą swą Król pokazał łaskę, chcąc przyciągnąć do posłuszeństwa rebellizantów, bo ich potencyą pokonać sił nie było. PUNKTA TRAKTATU Z KOZAKAMI: 1)      Wojska zaporozkiego wolności w całości mają być zachowane, approbowane przez wydane dyploma od JKMci. 2)      Komput wojska kozackiego 40,000 ma być, spisawszy roty ludzi w każdym pułku, przez Hetmana zaporozkiego, który ma je podać do ksiąg grodu kijowskiego, żeby każdemu było wiadomo. 3)      Zaciągi Kozaków z miast, miasteczek, wsi, słobód w dobrach królewskich mają być, nie werbując, ani przyjmując poddanych szlacheckich, wolno jednak będzie z dóbr szlacheckich poddanym przenieść się do królewskich nim się zakończy regestr komputowy, bez żadnej od panów przeszkody, nie buntując jednak poddanych szlacheckich. 4)      Hyberny stanowisk i różnych kontrybucyi żołnierskich w miastach i dobrach, Polakom na zaciąg ordynowanych, polskiemu wojsku naznaczać nie będzie Rzplta, tylko na Kozaków ową ordynowaną zapłatę. 5)      Przywileje dawne cerkwiom religii ruskiej, błahocześliwej przez konstytucye, Rzplta konfirmować powinna, które z dawien dawna są nadane, że onych cerkwi dóbr, funduszów i zakonników Unici nie mają zabierać. - 81 6) Godności i urzędy w województwach kijowskiem, bracławskiem i czernichowskiem, obywatelom tychże województw stanu szlacheckiego wiary błahocześliwej ruskiej mają być rozdawane. I siebie nie zapomniał Chmielnicki, chociaż pokazywał się być Promotorem kozackim, warowawszy sobie przez osobliwy traktatu artykuł, żeby starostwo czechryńskie lennem prawem Hetmanowi zaporoskiemu Rzplta oddała. W takiem utrapieniu Rzpltej na wszystko pozwolono, choć się nie wszystko podobało, byle pokój zkojarzyć. Chmielnicki przybył do obozu polskiego, 19 Sierpnia 1649 czynić deprekacyą Królowi przed namiotem królewskim; zdaleka zsiadł z konia, co i assystencya jego uczyniła; 100 ludzi rachowało się, których Kisiel, Wojewoda czernichowski wprowadzał do Króla, na ziemię spuściwszy oczy, potem do nóg padłszy Królowi, westchnął, mówiąc: „dawno życzyłem upaść do nóg WKMci P. N. M., ale nie„doli i wyrokom Boskim przypisawszy to nieszczęście, za wy,,stępki nasze, u nóg pańskich dopraszamy się odpuszczenia „i niepamięci onych. Sądzimy się, iż niegodniśmy klemen„cyi WKMci, jednak mamy nadzieję, że namiestnikiem Bo„skim, na ziemi będąc, bardziej do miłosierdzia, niżeli do „ukarania występków naszych skłonisz się; sam Bóg skru,,szone serce przyjmuje." Zatem Podkanclerzy litewski Sapieha w niebytności Ossolińskiego, od Króla czynił respons, jakie i jak wielkie przeciwko JKMci i Rzpltej popełnione zbrodnie i czasy nikomu nie tajne, a dopieroż od autora onych utajone być nie mogą; nie trzeba onych wyliczać, bo każdemu dostało się onych smaku. JKMość niechcąc ran rozjątrzać, spodziewając się, że po uznaniu klemencyi królewskiej, nadgrodzi się wiernem poddaństwem, naśladując słońce, które wschodzi tak dla złych, jako i dobrych; Król JMość spokojnych broniąc, rebellizantom przebacza, z tym dokładem, żebyście tak szkaradne uczynki, za zasłużoną i sprawiedliwą karę 6 - 82 sobie opuszczoną, stateczną wiarą i wiernem posłuszeństwem, Rzpltą broniąc od nieprzyjaciół, nagrodzili. Od Króla odszedłszy, przed delegowanymi jurament Chmielnicki wykonał, nie czyniąc żadnej dyskwizycyi przyzwyczajony przysiądz i zaraz zdradzić. Potem przywitawszy Ossolińskiego, Kanclerza i wodza wojska koronnego, odjechał z wojska, Lubomirski, General Małopolski powrócił się od Kozaków, który w zastawie tam był, póki Chmielnicki nie powróci się, bo Kozacy bez zastawy godnego Pana polskiego, nie pozwolili Chmielnickiemu jechać do obozu polskiego. Zatem Król posłał podarunki Hanowi: szablę turecką w złoto oprawną, drogiemi kamieniami sadzoną, przytem siedzenie i rząd bogaty. Han wzajem Królowi tarantowatego konia, sahajdak z lukiem tureckim i strzałami, i więźniów niektórych, między innymi: Żółkiewskiego weterana żołnierza odesłał, a na dowód większy zawartego traktatu, zastawy z obu stron dane: Król Donhoffa starostę sokalskiego, zięcia Ossolińskiego ordynował, a Han pierwej od Króla przysłał Suliman-Agę, między Tatarami zacnego urodzenia. Nieprzyjaciele od Zborowa ruszywszy się, do Zbaraża z wojskami maszerowali. A lubo podług traktatów zawartych obowiązali się odstąpić od Zbaraża i uwolnić wojsko w oblężeniu będące; warowali sobie u Króla, aby złożyło się wojsko, będące w oblężeniu na prezent Hanowi. Zaczem Król Ożgę, Pisarza ziemi lwowskiej i Tobiasza Minora, Rotmistrza, wyprawił z nowiną o uwolnieniu z oblężenia wojska oraz z perswazyą, żeby Hanowi złożyli się na prezent. Obruszyło się wojsko na Posłów o to: a bodaj tego my niedoczekali, płaćcie, jakoście obiecali. Nie mógł Król i Kommisarze na krzywdę naszą takowego obiecywać w niebytności naszej okupu, póki sił naszych stanie i broni w ręku naszych, póty bronić się będziemy. Okup na krwi nieprzyjacielskiej albo, jeżeli się to Bogu podobało, naszej będziemy czynić. - 83 Tak nieprzełamani rycerze nieustraszone mając serce, nie odstąpili od rezolucyi pierwszej, i dokazali tego, że nieprzyjaciel nic nie wskórawszy, odstąpić musiał, wysławiając odwagę w oblężeniu będących, iż pod Zborowem 10ciu Polaków przed jednym Tatarem, a pod Zbarażem od jednego Polaka lOciu Tatarów uchodziło. W dzień Wniebowzięcia N. Panny zaczęta bitwa pod Zborowem, pożądany ojczyźnie pokój przyniosła. Był też obraz Panny Przeczystej z klasztoru bełzkiego, Ojców Bazylianów wzięty, w namiocie królewskim, przed którym Król w nocy krzyżem leżąc, modlił się, aby Obronicielka Królestwa Polskiego z tej toni ojczyznę naszę wyprowadziła. Jakoż niechybnej pomocy doznał i na pamiątkę wygranej pod Zborowem i uczynionego traktatu, w Krakowie wieczny fundusz uczynił corocznej pamiątki kapłanom z intraty solnej, żup wielickich. Po odejściu Ordy i Kozaków, ruszył Król pod Gliniany, a potem do Lwowa, gdzie go miasto z wesołem pospólstwa przyjmowało applauzem. Król wjeżdżał, nie czyniąc żadnej pompy, którego magistrat lwowski przez Janczewskiego, Doktora medycyny, gładką witał perorą, winszując Królowi, że koniec wojny uczynił. Gdy Król po pracach wojennych spoczywał we Lwowie, przybyli z oblężenia zbarazkiego Regimentarze, Dygnitarze i Półkownicy, witali Króla, którym Król wielkie pochwały, podzięki i zalety czynił, z każdym rozmawiał i ściskał; oni wzajemnie obrońcę ojczyzny, ojca Polski i żołnierzów ogłaszali. Czem mógł i miał natenczas, akkomodował się; Firlejowi dał sandomierskie województwo, który wkrótce umarł; przynajmniej na nagrobku ten mu honor napisano. Sieniawskiemu, pisarstwo pol. kor. oddał; i ten nie długo cieszył się urzędem, wkrótce zmarł, zasmuciwszy Rzpltą. bo się spodziewała wielkiej od niego podpory. Księciu Jeremiaszowi Wiśniowieckiemu, przemyślskie, Lanckorońskiemu, stobnickie, z wielką intratą oddano starostwa; drugim obiecano w przyszły czas świeżą pamięć ich zasług. 6* - 84 Ta Półkowników i officyalistów była rekompensa, a rycerstwo głodem umęczone, pokaleczone, obnażone, spieszone, na ramionach broń swojej ostatki substaucyi noszące, nawet podwód przy nadesłaniu prowiantów nie miało; zaczem żołnierze wielkie akklamacye czynili, przeklinali kommenderujących, a Króla najbardziej, że po zginionem pod Zborowem w okazyi Rzeczyckim wakujące starostwo urzędowskie, oddał Grzemboszowi, dworskiemu swemu. Lepiej było na wszystkich oddać zrujnowanych żołnierzy; niech by to na zawinienie ran i postrzałów mieli, nim by się podała okazya akkomodacyi należytej wszystkim, zachęcając onych w dalszy czas do podobnej rezolucyi, i drugim dając przykład, aby tak stawali jak oni. Nim Król ze Lwowa wyjechał, zrzuciwszy strój niemiecki, w którym za młodu chodził, ubrał się po polsku, chcąc się przypodobać Polakom. Podobało się to wszystkim, lecz życzyli drudzy, żeby nietylko strój, ale i obyczaje polskie wdział na się, a baczność większą miał na żołnierzy, niż na dworskich swoich. ZDARZENIA W LITWIE. Litwa jako wieczną unią zligowana z Polską, w jednejże tarapacie od Kozaków zostawała, i ta w bliższych Ukrainie województwach i powiatach, gdzie Rusi schizmatytyków po miastach, miasteczkach i wsiach pełno, do tejże rebellii mięszały się. Pierwszy zburzyciel pokoju, Antoni Niebaba, rodem z Koresztyszowa, zaczął buntować tu chłopstwo, do którego przybywszy Napalisz i Chwiesko, na 30,000 tłumu buntowników zebrali, opanowawszy ponad Dnieprem miasta i miasteczka, jako to: Starodub, Homel, Łojów, Brachim, które buutownicy sami poddali. Był odległy Książę Janusz Radziwiłł, Hetman polny litewski, bo Hetman wielki litewski przy starości obłożnie chorował; jednak jak mu dano wiedzieć, ordynował Władysława Wołowicza, Pisarza Polnego litewskiego z wojskiem aby wstrzymał impet szerzącej się rebellii. Tamże ordyno - 85 wani: Jerzy Mirski, Strażnik; Samuel Komorowski, Oboźny litewski; Wincenty Gąsiewski, Horski, Niewiarowicz, Mirżewski i inni Rotmistrze i Półkownicy. Za zgromadzeniem wojska litewskiego Niebaba przeprawia się za Prypeć i tam za Prypecią czekał litewskiego wojska. W lot wojsko litewskie dobywszy zatopione pramy, a na nich przeprawiwszy się, śmiało stojącego attakowali i nikczemnie stawającego znieśli; potem do miasta Pińska, które ludne bardzo schyzmatyckiej wiary będące, zamknęło się, niechcąc wojska litewskiego przypuścić, przybyło, szturmem zdobyło i zrabowało je, wyciąwszy nie mało, bo gdy onym nakazano, aby kozackich wydali hersztów, odpowiedzieli: wolimy sami poginąć, niż wydać tych, którzy naszej wiary bronią. Dla ukarania tedy tej hardości zagniewany żołnierz nie folgował mieszczanom. Po tem zwycięztwie litewskiego wojska, ucichło było w Litwie, lecz usłyszawszy o przegranej pod Piławcami Polaków, pospólstwo buntować się znowu poczęło. Słuck obronne miasto Radziwiłłowskie i Bycliów fortecę dziedziczną Sapieżyńską ubiedz chciało. Lecz Bychów Sosnowski, Podstoli wileński, gubernator tameczny obronił. Od Słucka Łukasz Jelski z piechotą przybywszy, półk Hladki nazwanego odpędził. Ten Hładki przysłany od Chmielnickiego, aby miał komendę nad rebelizującem pospólstwem, buntowników do żołnierskiej rezy przyuczał i porządek wojenny między tłumem uczynił, formując sobie potencyą przeciwko wojsku litewskiemu. Zatem Kżę Radziwiłł Hetman, dowiedziawszy się o tem przybył w ten kraj z wojskiem, pan roztropny i żołnierz przezorny więcej przytomnością swoją w wojsku dodał śmiałości i porządku niż Regimentarze. Niebawiąc, lubo w jesieni, Czarnobyl, Grodek, Mohylew i inne za Dnieprem i Berezyną miasta i fortece od rebellizantów opanowane, za poddaniem się nieprzyjaciół, odebrał. Rzeczyca i Mozyr broniły się, bo z Kijowa świeże prezydia dostały. Przyszedłszy Książę Radziwiłł Hetman, kazał otrąbić, - 86 iż kiedy się poddadzą, żadnej nie będą mieli krzywdy; lecz oni pogardziwszy tą, co Hetman ofiarował deklaracyą, bronili się. Kazał wojsku do szturmu pójść; obces rzuciwszy się na wały, wlazło; wycięło broniących i miasto Mozyr opanowało, które pozwolił Hetman, zachęcając wojsko na postrach drugim zrabować. Bobrujsk powtórnie rebelizował; posłał tedy Książę Radziwiłł lekkie chorągwie z perswazyą, aby się poddali, na których wypadłszy z miasta, z dwóch stron wsiedli, gdzie Frąckiewicza Porucznika huzarskiego Księcia Radziwiłła brzydko ranili. Za przybyciem Hetmana, który już wszędzie był straszny, poddał się Bobrujsk pod temi kondycyami: że mieszczanom życie i zdrowie, także fortuny w całości mają być zachowane, buntownicy aby wszyscy byli wydani. Wydani też wszyscy i pokarani, między którymi kilku wolało w swych domach, zapaliwszy one zgorzeć, niż iść pod miecz katowski. Żołnierze też pilnowali, żeby który z ognia nie wyskoczył. Głowa rebellizantów i przywódzca siebie spalił Podubicz nazwany. Ten był na miejscu Hładkiego kommendantem, opalony nie ścierpiał pożaru ognia, z kilkunastu sotnikami wyskoczył, ale Książę kazał go powiesić. Micheńka kozackiego Półkownika, który po żołniersku bronił się w Mozyrze, kazał Książę katu ściąć i na bramie miejskiej na przykład i postrach drugim głowę zawiesić. Tern ustraszone inne obronne miasta, poddały się. To działo się w r. 1648. Roku 1649. na początku samym znowu robellia odzywać się poczęła, gdzie tylko imie ruskie, wszyscy do kupy zbierali się, bo gotując się na wojnę Chmielnicki do Polski, w Litwie bunt wzniecać ordynował Kozaków, aby zabawiała się w swym kraju, nie dając posiłków Polakom, oraz do Protekcyi Moskwy udawał się. Do wojny której z Litwą i Polską początki rebellią uczynił. Dziwna rzecz: gdy monarchowie wojnę prowadzą, stękają poddani, nieznośne dając podatki. Zebrawszy pieniądze zaciągają leniwie żołnierza, uciekają nowozaciążni; officerowie zbytkami, żołnierze rabunkami niszczą ubogich. Gdy - 87 każą ruszać na wojnę, niewyćwiczony żołnierz więcej zawadzi niż uczyni pomocy. Rebelizantom zaś ni kontrybucyi, ni zaciągów ni biją w bęben na werbunki. Nie starają się Pułkownicy o moderunki, o konie i prowianty; a co dziwniejsza, hołoty niedawno przez rabunki spanoszywszy się, szumieją jak szczury syte na cudzem zbożu. Książę Radziwiłł Hetman, rozłożył wojsko na zimowe kwatery po nad Dnieprem z tej racyi, iż gdyby co wybuchło, aby wojsko w pobliżu będące co prędzej mógł zebrać. Nie do smaku to było Chmielnickiemu, ordynował Eliasza Hołotę Półkownika, niespokojną głowę i okrutnego, który zabijać, nim wieść o nim przyszła na Litwę, chorągwie po za Prypecią rozłożone napadając, wszystkich z tego kąta rugował, bo zrujnowane chorągwie nie wiele miały ludzi w gromadzie, nie było nikogo, ktoby się miał oprzeć Kozactwu, nie było też przytomnego Regimentarza Wołowicza, który zachorowawszy, dalej odjechał na poratowanie zdrowia. Zaczem dowiedziawszy się Wincenty Gąsiewski, że spędzone chorągwie z kwater zimowych, z dragonią Otthenhauza i z Donhoffa piechotą, przeciwko nagłej inkursyi ruszył. Zatem Hołoty namysły nie udały się, 7000 piechoty między błotami Przypecia, na wyspie był się zamknął, gdzie za nastąpieniem Gąsiewskiego rozproszono gromadę Hołoty, mnóstwo wycięto, wielu wytopiono, między którymi, czy zabity, czy utopiony Eliasz Hołota. Lecz rebellia jest to hydra, której, jeśli jedne utniesz głowę, wiele głów odrasta; tak u buntowników na miejsce jednego zginionego, kilku Chmielnicki ordynował Półkowników i nowych jako to Krzeczowskiego, który oprócz licznego Kozaków wojska sławne swe imie żołnierskie niosąc, bo urodzeniem, szlachcic, powołaniem, żołnierz; dawny Półkownik kozacki, wyćwiczył się bojować w wojsku koronnem, a potem stawszy się nieprzyjacielem, bo podczas poczynającej się rebellii, Hetmanom koronnym ręczył za Chmielnickiego, nie dotrzymawszy onego w poręce i sam obawiając się, przy reb ellizantach został. Przydany Krzeczowskiemu drugi Pół - 88 kownik, Podobajło, aby staremu i doświadczonemu żołnierzowi młody kollega, a zatem porywczy, ochoty dodawał, a przez lekkoś swoję do ostatniej zguby przyprowadził. Przypec rzeka w ziemi chełmskiej z błot pod Lubomlem wychodzi, złączywszy się z drugiemi rzekami, przez Wołyń płynąc, do Litwy wchodzi, i do Dniepru wpada. Jak wielką cyrkumferencyą Przypeć czyni krainy, ta wszystka napełniona chłopstwem ruskiej wiary; a zatem, tak od przeciwnej strony, jako od Polaków, wszystek kraj zniszczony. Zaczem Krzeczowski umyślił dla pożywienia przeprawić się z Kozactwem przez Przypeć do Litwy. Książę Radziwiłł chcąc go zatrzymać nad Przypecią, kazał zbierać się chorągwiom, które po różnych miejscach i fortecach rozłożył; powoli zbierało się wojsko litewskie, a Krzeczowski mając podszczuwacza Podobajłę, leciał jak szalony, ile widząc humor Kozacki, którym podoba się przywódzca taki, co szalono postępując, ludzi gubi, niżli taki, co rozumnie i powoli kierując rzeczy, tryumfuje. Zebrawszy się Litwa, nie leniwie rzeczy robiła. Ostatniego dnia miesiąca Lipca 1649 r. pod Łojowem oba wojska spotkały się, bo gdzie Hetman odważny, bardziej niebezpieczeństwa spernuje niż nieprzyjaciół i żołnierz takowejże staje się rezolucyi. Mirski, Strażnik litewski, wstrzymał Kozaków Krzeczowskiego, dopóki insze wojsko litewskie nie przeprawi się przez rzekę. Nieprzyjaciel rozumiejąc że drwi z Kozaków, krzyknął na Kozaków: do oręża! Skoczyli na konie Kozacy, i natarli na Mirskiego a prawie obtoczyli, dopóki Gąsiewskiego i Chodkiewicza półki nie nadciągnęły, a za nimi całe wojsko przeprawiwszy się przez rzekę, na początek batalii przyszło. Książę Radziwiłł Niewiarowicza z dywizyą wojska na korpus Krzeczowskiego ordynował, zwłaszcza hussarye, które złożywszy kopie, uderzyły na nieprzyjaciela, iż zaraz go złamały i napędziły w ucieczkę, że piechotę samę w nadzieję pewnej wiktoryi z taborów wyszlą, w pole odbiegł i już przegrane rzeczy były u Kozaków. Ale Krzeczowski zebrawszy - 89 piechotę do gromady, i zaciągnąwszy samopalników, żwawą rozpoczął bitwę, i tak odważnie iż zabiwszy Kublickiego, Porucznika, pod Gąsiewskim konia rochatyną przebito, że musiał upaść i sam na ziemię. Litewskie wojsko rozpędzone uchodziło, i już przegrana była, chciała Litwa, otaborowawszy się do Rzeczycy obronną ręką uchodzić bo nie rozmyślnie na potencyą kozacką, których 40,000 było, do boju porwała z małą garnstką. Lecz P. Bóg, który upadających dźwiga, hardych popycha, już przegraną litewskiego wojska podźwignął małym przypadkiem, bo Książę Radziwiłł ordynował był do Mozyra, który znowu rebellizował, Komorowskiego w 500 koni; Pawłowicza zaś z 13 lekkich chorągwi na tabory Krzeczowskiego, aby tam pospólstwa kozackiego tłum rozpędził. Powracali się obadwa, usłyszawszy z armat bicie i z niego zrozumieli, że musi się bid Litwa z nieprzyjacielem. A że pierwszy Pawłowicz dowiedział się, iż biją się z Kozakami, uczynił rełacyą Komorowskiemu, który mężny rycerz, krzyknie na swoich do koni bracia, idźmy w sukkurs naszym. Tabory swoje Krzeczowski do gęstego lasu przytoczył z gęstwiny na attakujących żołnierzy litewskich dobrze razić Kozakom było, a od jazdy cierniami i drzewami zasiec się kazał. Przystęp trudny naszym był; na tych Komorowski z boku napadł, poczęli Kozacy strzelać, rażąc konnych ludzi ale widząc świeże wojska nadchodzące, a spodziewając się gromadnego sukkursu Litwie, porzuciwszy tabory, uszli. Poszła za nimi piechota Jelskiego i Juszkiewicza, którzy także od drzewa na Kozaków, jako na zwierza strzelali, i onych ztrwożonych rozpędzili, opanowawszy las i tabory. Jednak Krzeczowski nie tracił serca tą przegraną, wprowadził Kozactwo między gęstwiny i bagna, tam się zasiekł i okopał, spodziewając się, że Podobajlo przypłynie w sukkurs i że z taborów zostawających będzie miał wsparcie i prowiantów nadesłanie. Lecz omyliło to wszystko, bo Jurzyc w szczerem polu okrążywszy tabory, one zatrzymał, do których Wechman i Nołd z piechotami nadciągnąwszy szturmo - 90 wali i dobyli, gdzie 17 sztuk armat ze wszystkiemi ammunicyami wojennemi wzięli w oczach Krzeczowskiego, zgrzytającego zębami. Zaczem z desperacyi chcąc tabory ratować, wypadł z gęstwiny i zasieków; znowu stoczyli bitwę tem żwawiej, bo jazda z koni zsiadłszy, ratowała piechotę litewską, a Kozacy ustawnie strzelając, już prochu i czasu nie mieli nabijać, wzrącz się rąbali, ale obtoczeni, już utracili wygranej nadzieję, podczas ciemnej nocy w gęstwiny pokryli się, włożywszy postrzelonego Krzeczowskiego na wóz, chcieli uprowadzić do swych zasieków; ale od Litwy napędzeni, uszli, porzuciwszy wpół żywego na wozie. Do Księcia Radziwiłła Hetmana przyprowadzono go; tak był zawzięty, że gdy go Litwa żałowała, i różnie pytała się, odwracał się od nich i głową tłukł się, którą potłukłszy, przyspieszył sobie śmierci. JeszGze został się Podobajło, króry chcąc dać sukkurs Krzeczowskiemu, na bajdakach związanych do kupy, płynął Dnieprem, mając 12 tysięcy wojska kozackiego, już na brzegu gdzie wysiadać miał, zrobił z darny szaniec, dla bezpieniejszego debarkowania wojska. Zatem Gąsiewski ordynowawszy sprawnych ludzi, uderzyć kazał tak na szaniec robiących, jako i na wysiadających na ląd, ochoczo skoczywszy z całem wojskiem litewskiem, w kommendzie swej będącem; z brzegu wpędzeni w Dniepr, tonęli, wzięto 9 bajdaków, na których prowianta wieziono. Podobajło bardziej językiem szermował, niż ręką; zresztą floty na drugą stronę Dniepru przeprawił się za Dniepr Podobajło, uszedł z rozsypanem wojskiem. Poszczęścił P. Bóg Litwie, że więcej niż 30,000 znieśli w tym roku rebellizantów. Zasłużył sobie na nieśmiertelną sławę Książę Radziwiłł, nie tylko że odważnie szedł na nieprzyjaciela, niezważając na liczby buntowników, lecz nie dał się rozpatrzyć, uprzedzając onego rozgarnienie się, niedopuścił w głąb Litwy wkroczyć. Wsławili się na tej wojnie litewskiej zacni rycerze: Wincenty Korwin Gąsiewski, Podstoli litewski; Wołowicz, pisarz polny litewski; Michał Ka - 91 zimierz Pac, Alexander Komorowski, Jerzy Mirski, Strażnik w. litewski; Jerzy Horski, Starosta orszański; Niewiarowski, Chodorkowski, Podlecki i inni Pólkownicy i Rotmistrze ; z cudzoziemskiego zaciągu; Rejnhold Tyzenhaus, Grothuz, Ottenhauz, Nold, Ganckof zginęli w tych bitwach: Kotowicz, Rożyc, Młocki, Jerzykowicz największą mieli szkodę w koniach, do zasieków szturmując Krzeczowskiego. Pod Zborowem jak traktaty stanęły, i w Litwie pokój zawitał, a lubo osobliwie wojowali, za jedno pokój otrzymali. Wtenczas Stanisław Lubomirski, Wojewoda krakowski umarł, zacnego urodzenia, sławą słynął wszędzie, wspaniałego animuszu, rozumu doskonałego, wielką miał popularność u szlachty, a nietylko w ojczyźnie wsławiony, między europejskiemi monarchami, wzięty był; pod Chocimem przeciwko Osmanowi, Cesarzowi tureckiemu, gdy żadnego po cecorskiej klęsce nie zostało z Hetmanów, wojskiem koronnem komenderował, tenże po śmierci Chodkiewicza Hetmana w. koronnego w. ks. lit. nad całem wojskiem generalną miał komendę, umarł mając lat 66. Za życia synów rozdzielił wielką fortunę, pochowany w Wiśniczu u OO. bosych Karmelitów w kościele, który sam ufundował; a oprócz tego za życia swego 20 kościołów wystawił i onym fundusze opatrzył. Po śmierci Lubomirskiego zmarł Paweł Piasecki, Biskup przemyślski, sławny kronikarz i historyk, także w 66 r. ten świat pożegnał. Złożył Król sejm Rzpltej ekstra ordynaryjny, na utwierdzenie paktów Zborowskich bez konfirmacyi, szlachta wygnana z dóbr ukraińskich, nie mogła się powrócić do domu, także i dla zapłaty i ukontentowania wojska, w tak wielu okazyach z nieprzyjacielem rujnowanego, nie mogły podatki być bez sejmu. Do Cara moskiewskiego, dla odnowienia traktatów posłani; Ciekliński Kaszt. Czechowski,, i Wiazewicz, Podkomorzy mścisławski, powrócili z relacyą, że Car moskiewski na wojnę przeciwko Polakom zabiera się. Jan Wielopolski, Starosta biecki do Rakocego Księcia siedmio - 92 grodzkiego wysłany posłem, wyrozumiał, że i ten z Kozakami ma przymierze. Zjechały się tedy stany Rzptlej do Warszawy gromadnie na sejm, starając się, ażeby z wielkiem niebezpieczeństwem zakończona wojna pożądanym pokojem Rzpltą ucieszyła. Marszałkiem poselskim obrany Leszczyński, Generał wielkopolski. Winszował Królowi zakończonej wojny, wynosząc Króla rezolucyą i rycerstwa polskiego odwagę, przez które ojczyźnie pożytek z zwycięztwa, a dla nieprzyjaciół szkody z wojny ordynując. Za to rozumne powinszowanie, wziął w nagrodę podskarbstwo wielkie koronne, po śmierci Daniłowicza wakujące. Że się wywinęli z niebezpieczeństwa i nieprzyjacielskich pazurów, wiktoryą sobie przypisywali Polacy, prywatnie zaś, w jakiej byli tarapacie, i jak ciężko na nich było, każdy wspominał, radzi nieradzi, na traktat taki zezwolili. Którzy zaś tam niebyli, ani doznałi trudów i niebezpieczeństwa; paszkwile pisali, ganiąc ligę z Tatarami; nieprzepuszczając samemu Królowi, cenzurując onego całe życie. O co Senatorowie żwawie ujmując się, jako Kasztelan gdański Kobierzycki w swym głosie radził, aby na paszkwilantów kary i prawo ferować. Król jednak choć wiedział o autorze tych paszkwilów dyssymulowad kazał, cytując Lukana przysłowie: że takowe satyry zaniedbane wywietrzają, a gdy się kto o to gniewa i pomsty szuka, zda się poczuwad do tego, co mu satyra zadaje. Na Ossolińskiego zaś, Kanclerza koronnego w. i wodza pod Zborowem wojska, nietylko paszkwile, ale publiczne były inwektywy, zadając mu: 1)      Że dla przysługi Władysława, Kozaków od rebellii pobudził, łamiąc pakta konwenta, nienawiści pomiędzy monarchami postronnymi siejąc. 2)      Turczyna uszczypliwym listem; 3)      Hordę zatrzymaniem żołdu rocznego; 4)      Szweda, niechcąc mu przyznać tytułu królewskiego; - 93 5)      Moskala różnemi dysgustami zirrytował. 6)      Władysława Króla chciwego sławy, bez konsensu Rzpltej na wojnę z Turczynem podbudził. 7)      Z Wenetami wprowadził tegoż Króla do ligi przeciwko Turkom, bez wiedzy Rzpltej. 8)      Panów europejskich do tejże wojny zapraszał, 9)      Wziąwszy sumy posagowe Królowej Ludwiki, aby Władysław Król wojska cesarskie i szwedzkie, po uczynionym traktacie pokoju w Niemczech do Polski zaciągnął i wprowadził, motorem był. 10)     Kozakom rozdał tejże Ludwiki Królowej pieniądze, aby się nagotowali do Turcyi na wojnę, bez pozwolenia Rzpltej, któremi pieniędzmi i przygotowanemi apparatami wojennemi, gdy Rzplta Królowi wojować nie pozwoliła, i aby zaciągnione wojsko zwinął, na sejmie Króla obligowała, Kozacy na Rzpltą zbuntowawszy się, następują. 11)     Pod pokrywką pokoju zwinął wojsko stare, wyćwiczone w bojach, kiedy na Rzpltą ciężko było; nowe zaciągi wymyślił, podnosząc chorągwie pierwej, nim Rzplta na zapłatę wojsku uchwaliła podatki. 12)     Pospolite ruszenie, aby Król nie wyprowadzał w pole odradzał, przeciwko tak wielu Senatorów gruntownej radzie. 13)     Nieprzyjacielskie siły umniejszał, obiecując, że się Królowi poddadzą Kozacy, bez wojska i bez bitwy pokój uczynią; bez żadnego niebezpieczeństwa tryumf obiecywał Królowi. Czemu Król uwierzywszy w małej sile ruszył przeciwko nieprzyjaciołom, i gdyby łaska Boska Pomazańca swego nie ratowała, wszyscybyśmy wraz z Królem, za złą Kanclerza radą poginęli. Te i tym podobne zadawano Ossolińskiemu bardziej satyry niż akcye; ale rozumny Kanclerz gruntownie postąpiwszy, miał wiele przyjaciół i królewską wsparty łaska, wy - 94 trzymał te stosy z wielkiem sejmu chwiejącego się niebezpieczeństwem. Ledwo nieledwo zgodzili się na approbatę traktatów Zborowskich i to krótkim stylem. Zatem wojsku będącemu pod Zbarażem w oblężeniu, publicznie czyniono dzięki, pochwały i zalety; naznaczono komissyą w Lublinie dla komportacyi z województw, ziem i powiatów, pieniędzy z podatków przychodzących, na zapłatę temu wojsku ordynowanych. Przydanoż temu wojsku na zawinienie ran i reperacyą porządku donatywę. Nie były zasługi chwalebne, bohatyrska rezolucya Kcia Jeremiasza Wiśniowieckiego, Wdy ruskiego, bez nagrody; co mogła natenczas Rzplta świadczyła: wczystkę krainę, którą rzeka Horol oblewa, za konsensem stanów Rzpltej, wiecznością onemu oddano i do Zbaraża przyłączono. Książę też Janusz Radziwiłł, Hetman polny litewski, po otrzymanych różnych nad rebellizantami tryumfach, wjeżdżał do zamku królewskiego, za którym 40 chorągwi, zdobytych na nieprzyjacielu, niesiono, i tak wielu niewolników i różne wojenne zdobycze prowadzono, które pod nogi królowi złożył. Krótkim stylem po żołniersku wyraził niebezpieczeństwa, azardy swoje i odwagę wojska, wszystko to łasce Bożej i szczęściu królewskiemu przypisując, a przez to swoje chwaląc i wielbiąc dzieło, któremu że chlubić się tern nie należało, bardzo adwersarze jego cenzorowali, bo chciał u Króla przez to wymódz generalną komendę wojska, a mówiąc po prostu: za życia Kiszce, Hetmanowi wielkiemu litewskiemu, wielką wydrzeć buławę. Na co Król nie pozwolił. W nagrodę jego szczerej ku Rzpltej usługi, Siebież i Newel z przynależytościami, do tych czas lennem prawem w domu jego będące, stany Rzpltej wiecznością Księciu Januszowi Radziwiłłowi, Hetmanowi polnemu litewskiemu konferowały. O monetę na sejmie była kontrowersya, która prywatnym ludziom wiele czyniła szkody, osobliwie, że kopowce, - 95 alias, krystynki łatwiej w Polsce uszły, niż w cudzem państwie; do mennicy kazano je oddawać, gdzie na monetę polską przerabiane, na co kupcy i pospólstwo narzekało, i przeklinało tych; co kopowców cenę zniżyli. Tym, co rozrzutnie rzucali pieniądze, nie podobała się cena krystynek, a skąpi i łakomi, co ich siła nazbierali, w desperacyi byli, jako się trafiło, że nie daleko Ujazdowa, na dzwonnicy obwiesił się jeden duchowny. Przybył w nadziei traktatów Zborowskich Metropolita kijowski do Warszawy, aby podług traktatu w senacie zasiadł podle Prymasa, lubo się tego usilnie nie domagał, ale aby zadosyc się stało traktatowi ordynowany był z Kijowa. Natenczas Metropolitą kijowskim za przywilejem królewskim był Sylwester Kossow, szlachcic z prowincyi ruskiej, uczony i roztropny. Temu zasieść nie pozwolili Biskupi rzymscy; żeby zasiadł, obietnice przez traktaty królewskie i Komisarzów do traktatów wysadzonych, onego promowowały i Senatorowie świeccy byli tego zdania, iż dla pokoju może siedzieć w senacie, darmo trudnią katoliccy Biskupi i Arcybiskupi kontradykując, ponieważ ruska prowincya przyłączona do królestwa polskiego, z onych przywilejami duchownemi i świeckiemi, a Metropolita jest Prymas ruski i wielką ma władzę nad pospólstwem: niech więc siedzi w senacie; będziem mieli zastawę pokoju między nami a Rusią, i utrzymywać będzie ruskich obywateli w posłuszeństwie dla Rzpltej. Jeżeli nie będzie życzliwy ojczyźnie, wolno go potem rugować, może się też ukontentowany tem miejscem i honorem na drugi sejm tego nie domagać. Mamy też przykład, iż Senatorowe, kaliwini i lutrzy, także schyzmatycy zasiadają w senacie, a dobrze radzą dla Rzpltej. Za cóż kapłana ruskiego ekskludować? a w najpierwszym punkcie traktat zborowski rujnować? tego Chmielnicki tylko czeka. Na co Biskupi i Arcybiskupi nie pozwalali, odgrażając się wynieść z senatu, bo to wielkie praejudicium katolickiej wierze, zasiadać i spółkować z duchowieństwem schyzmatyckiem, Biskupów w Rzy - 96 mie za fautorów schyzmatyckiej wiary osądzą, i wszystkich nas, wespół z całem królewstwem wyklną, Senatorów dyssydentów i schyzmatyków, dla czego w senacie cierpimy, bo oni, jako świeccy, w politycznych radach ojczyzny dają swe zdanie, do artykułów wiary nie mięszając się; ale duchowni, tak dyssydenci, jako schyzmatycy, żadną miarą z nami się mieścić nie mogą. Oleśnicki, Biskup krakowski i Kardynał, wyszedł z senatorskiego konsylium i interdykt na całą dyecezyą krakowską wydał, że Władysław Jagiełło z hussytą, przybyłym z państwa czeskiego, miał konferencyą, a my mamy pozwolić, żeby głowa całej schyzmy, nieprzyjaciel papiezki, z nami zasiadłszy, w rady publiczne z nami wchodził? a co większa: tak wielu Biskupów i Arcybiskupa lwowskiego podsiadał? bodaj tego nikt nie doczekał! nie mógł nikt, ani Król nawet, na pohańbienie wiary świętej katolickiej, takowych stanowić traktatów. Zborowskie traktaty wymuszone w niebezpieczeństwie, nie mogą starodawnych praw duchowieństwa rzymskiego łamać. Zaczem zrozumiawszy Wojewoda czernichowski Kisiel że taka zawziętość Biskupów, pierwej radził Metropolicie ażeby zaczekał, niech się umitygują, potem aby odjechał, perswadował, niżeli z konfuzyą niedopuszczonym był. I na tem się sejm skończył, z którym i rok 1649 konkluduje się. Roku przeszłego na Króla i ojczyznę zawzięte rebellizantów chłopskich bunty, wiele krwi wylały szlacheckiej, ale i swojej zguby, nie małą uznali ruinę; a nie tylko też na polskie państwo Bóg zagniewany, wylał gniew swój sprawiedliwy: i cudzym państwom w Europie dostało się tej klęski. W neapolitańskiem królestwie, także z gminu pospolitego obrał się herszt, Massangieli nazwany, który zbuntowawszy pospólstwo na Vice-Reia, onego w zamku obiegł, aż włożone wymyślne ciężary i kontrybucye nowe musiał skasować. Lecz tam ten był sukces, iż przewódzcę zabiwszy, ustały w pospólstwie tumulty. - 97 Gorszy bunt na Króla wszczął się w Anglii, Panował tam Król z familii Sztuartów, syn Jakóba, Króla szkockiego który pierwszy Szkocyi, Irlandyi i Anglii królestwa zjednoczył i nazwał się Wielkiej Brytanii Królem, i do śmierci panował spokojnie, bo wiedział, jak miarkować rządy swoje. Lecz syn Karol, lubo Pan łaskawy i przystępny, ale dufając w kolligacyą z Królem francuzkim przez siostrę swoję za niego wydaną, i z różnemi monarchami mając ugruntowaną przez pokrewieństwo potencyą; w państwie swojem nie miał podufałej życzliwości, i owszem inwidyą sobie u pospólstwa zjednał, z tej racyi, iż Król chciał, aby podług jego zdania wszyscy wierzyli. Stany królestwa Brytanii przeczyły temu; chciał onych przez potencyą przymusić. Z tej dyffidencyi urosła nienawiść; przyszło do wojny. Parlament angielski jako to subselium najwyższe w Anglii, tak sprawiedliwości, jako rządów Rzpltej, kreował potencyą wojenną, obiegł Króla w Oxonii, z wojskiem szkockiem przy Królu będącem; dobywszy Króla z Hamiltonem który Króla bronił, do więzienia wtrącił*). Z tej akcyi naczelny wódz angielskiego parlamentu wojska, i Oliwer Kromwel, Kanclerz angielski tryumfują. Wojsko angielskie skorumpowane, aplauduje onym, pospólstwo wyperswadowane, że to jego interes, wszyscy obawiając się napaści, zezwalają; podano do uspokojenia punkta od parlamentu , Król przyjmuje bez żadnej kontrowersyi. Nie podobało się to parlamentowi, ponieważ Król łatwo na te punkta zezwolił, przymuszony; znać, że się spodziewa potencyi cudzoziemskiej, że te punkta, jako przymuszony przez potencyą, wzajemnie skasuje. Zaczem w Londynie, stółecznem Anglii mieście, opasawszy w koło wojskiem, Króla zapozywają, aby odpowiedział na to: iż parlament Król postponował, juryzdykcyą Król paramentu skasował, wyroki parlamentu za nieważne deklaro *) Nie widzimy potrzeby prostowania w tem miejscu pomyłek autora tych pamiętników: nie zupełnie świadomy obcych dziejów, nagradza tę niewiadomość stokrotnie dokładną znajomością rzeczy domowych. 7 - 98 wał, na zniesienie parlamentu uczynił konspiracyą, wojną domową Król, onej będąc przyczyną, Anglią zamięszał, Szkccyą zniszczył; Irlandyą, aby się od ligi z królestwem szkockiem i angielskiem oderwała, pobudził. W tem oskarzeniu przed 150 sędziami z panów, pospólstwa i żołnierzy, Króla pozwano; którzy nie chcieli podejmować się sędztwa, będąc wierni i życzliwi Królowi, jedni do więzienia pobrani, drudzy na wygnanie osądzeni. Ufundowawszy juryzdykę, kazali stawać Królowi przed swym sądem, zadają złe uczynki, produkując listy, stawiają świadków i inne dowody do konwikcyi. Spytany Król: co na to odpowiada? excypował sąd i sędziów, niesłusznie na się uformowanych. Znowu każą procedować. Staje kontrowersya przeciwko Królowi, każą mu na to odpowiadać; nic na to nie odpowiada, ale nad sobą sędziego żadnego, prócz Boga, nie uznaje wszystkie magistraty i subsellia, podlegać powinny władzy mojej, nie ja onych; parlament, Ministrowie, Senatorowie, Panowie, pospólstwo, wszyscy są poddani moi, nie ja onych; ja mam od Boga powierzone nad nimi rządy, panowanie i prawo. Zatem gdy niebyło aktora w tej sprawie skarzącego się, pospólstwo angielskie delatorami było: samo skarzyło się, samo i sądziło; to, że na to prawa nie miało, bezprawnie z wielką krzywdą, umyślony niezbożny uczynek do exekucyi przywiodło. Dnia dwudziestego siódmego Stycznia dekret mu przeczytano: „Karól Sztuart Król angielski wielu krymina,,łów winnym się pokazał, z których przed sądem niechciał „się przyznać; więc jako tyrana, zdrajcę, nieprzyjaciela ojczy,,zny na śmierć skazano i żeby ścięty był, niniejszem dekre„tem nakazano." Wyprowadzony na teatrum, 7 piędzi od ziemi wysoko wystawione, niewinność swoję przekładał wszystkim, naostatek to wymówił: „Sprawiedliwyś Boże i sprawiedliwe sądy „twoje, który przepuszczasz często, aby sprawiedliwą, choć „nie przez sprawiedliwy sąd karę poniósł grzesznik; przy - 99 „znaję się, że mię za Tomasza Straffordta Vice-Reja Ir„landyi nie słusznie i nie sprawiedliwie ściętego, Bóg tako„wąż śmiercią karze." Zatem darowawszy nieprzyjaciołom urazy, nie obawiając się śmierci, oznajmując, że w wierze luterskiej umiera, podał kark pod topór mistrzowi. Poczem ciało królewskie w Windsorze w grobie królewskim pochowane z takim napisem: Karól Anglii Król r. 1649. Tak się uśmierzył tumult w Anglii zabiciem Króla, niesłychanym od wieków przykładem w potomne czasy ohydnym. Piszą historye tamecznego państwa, że to z emulacyi o wiarę poszło, bo Karól naśladując Henryka Króla angielskiego, nazywał się angielskim Papieżem, chciał tego dokazać, aby Anglia luterskiej była wiary, a Parlament, książęta, ministrowie i pospólstwo przy kalwińskiej opponowali się. Ztąd sobie zgubę przyspieszył; a że się głową kościoła angielskiego pisał, bez głowy Królem upadł. Co potem wierszami łacińskiemi Anglii przypisał satyr w ten sens: Czemu Anglia szaleje? pytają się, samże sobie odpowiada: Bo nie ma głowy. ROK 1650. Roku 1650 na początku samym Adam Kazanowski, Marszałek nadworny koronny, zmarł, sławny Minister, choć do wojny się nie applikował, herbu i familii Grzymała. Ten w osobliwszych respektach był u Władysława Króla, który mu też pierścień matki swojej, od ojca Zygmunta sobie dany, oddał. Wzajemnie też Kazanowski świadczył się Władysławowi, w potrzebach jego swoję hartując fortunę. Królewicz Władysław widząc taki jego affekt, rzekł: „to ty Kazanowski dla mnie zubożejesz?" Na co on: „fortunę moję „z twoją łączę, za szczęściem twojem ubogim nie będę, „a bez ciebie nie chcę być bogatym." Po śmierci Kazanowskiego marszałkostwo nadworne koronne dostało się Jerzemu Lubomierskiemu, Generałowi małopolskiemu, co potem został wielkim Marszałkiem kor., po Opalińskim, który gotując się na śmierć, abdykował to ministeryum; resztę dni 7* - 100 Bogu poświęciwszy w Leżajsku u Bernadynów przy cudownym obrazie Panny Przeczystej, obrał sobie życie dokończyć. Jednak mu Król dał województwo rawskie, aby życia w honorze dokonał. Synowcowi zaś jego Łukaszowi Opalińskiemu, marszałkostwo nadworne koronne dostało się. Za nim i Samuel Książę Korecki, w samym kwiecie młodości, wielkiej estymacyi u Króla, i reputacyi w ojczyznie, umarł. Był familii zacnej od Olgierda, Księcia litewskiego pochodzący. Przodkowie jego Książęta na Korcu słynęli, dziełami rycerskiemi nad innych wsławieni, osobliwie Samuel, Książę Korecki, dziad jego bohaterskiemi dziełami głośny, Turkom straszny, którym, gdy się dostał do więzienia, w Konstantynopolu siedział. Wszyscy go Turcy bali się i w więzieniu będącemu przypatrywali się; tam rozsiekany został. Tego Samuela wnuk, Książę Korecki, prawdziwym był sukcessorem, i pewnieby tejże samej doszedł sławy, gdyby go w młodości czarami nie zgładzono, bo podczas weselnych gód, ostatni z domu Koreckich, przez zdrady niewieście zginął. O znikome świata marności! pod Zborowem dwa konie pod nim zabito: od nieprzyjaciół strzałami obsypany, wyszedł zdrowy, a w domu między przyjacielskiemi biesiadami, w łożnicy życie utraca. Tak to świat umie! ci, co są, ustępują; poczynają, co nie byli, urodzili się na łup śmierci; staramy się o sukcessorów, doczekawszy się, onym ustępujemy z tego świata. Niestateczna Ukraina odnawiać poczęła jad i rebellią. Chmielnicki przybywszy na Ukrainę nie z tą fantazyą, jak pod Zborowem przysięgał, postępować począł, ale szalonym apetytem w górę podnosił się, póki wybiwszy się z posłuszeństwa, udzielnym nie zrobił się potentatem, tłumacząc to ludziom, iż pod Zborowem na szali szczęścia, ważyła się potencya kozacka, w równym paragonie z Polską chodząc. Już teraz świat cały widzi i wie, co to za naród są Ko zacy, i jaką moc, jaką potencyą mają. Gwardye sobie uformował, 3 regimenta Kozaków, kwiat z całego wojska wybrawszy, 3000 Hordy nadwornej, także wybranych ka - 101 walerów chował. Pospólstwo ruskie wychwalało onego rezolucyą, przez którą z niewoli wyprowadził imie kozackie, a podeptał hardość i okrucieństwo Lachów. Wkrótce jednak Chmielnicki zaśpiewał pospólstwu nową piosneczkę, nakazawszy poglówne wszystkim na zapłatę tatarskiemu wojsku. Nastąpiła ciężka eksekucya po miastach, miasteczkach, wsiach i słobodach, co prędzej wybierając pieniądze; sam ze swojej szkatuły 500,000 talarów bitych wyliczył Hanowi, prosząc, aby Kozaków nieodstępował. Oto w krótkim czasie do jakich przybył pieniędzy, których może monarchowie tak prędko zebrać nie mogą. Wielka ekonomia i nazbyt intratna, — wszystko bierz! albowiem splondrowawszy krainy ruskie, wszystko to nań ściekało, a naostatek wszystkie krainy między Dniestrem, Bohem, Dnieprem i Prypecią położone, na pion Tatarom oddał; zabierając jassyr, do niewoli krymskiej niezliczone tłumy ludzi Tatarowie zaprowadzili. Król Kazimierz spodziewał się statku w Chmielnickim dla tego ordynował Kisiela, Wojewodą kijowskim, po zmarłym Januszu Tyszkiewiczu, od Króla deklarowanego, z Maksymilianem Brzozowskim, Kasztelanem kijowskim, obudwóch wiary schyzmatyckiej, aby do eksekucyi traktaty Zborowskie przywiedli. Obiecywali sobie kommissarze, iż wdzięcznie onych przyjmą na Ukrainie, ponieważ przedtem tam mieszkający, dobre mieli zachowanie; przy nich szlachta, wygnańcy, z dóbr ukraińskich, zapomniawszy krzywd i utrapień, szli do domów swoich z wielką nadzieją objęcia swoich fortun. Wyprawiony Tomasz Sośnicki z instrumentem, że od Rzpltej kommissarze przybywają, nie mile przyjęty, miesiąc zabawiwszy, z niczem odjechał. Naostatek posłał swego Chmielnicki z ceremonią: że ochoczo wyglądam takich gości, aby rozkazy królewskie do skutku przywiedli, i uśmierzyć burdy pospólstwa mogli, mnie powagą swoją, z którą tu przybyli dopomogli. Szlachta, aby się jeszcze zatrzymała, aż spisze się komput i regestr kozackich pólków; tam się - 102 pokaże, które są dobra królewskie, a które szlacheckie, natenczas szlachta do swych dóbr powróci. Teraz życzył nie irrytować Kozaków, a tymczasem gwałtownie wszystkie intraty kazał wybierać. Zatem przybyli kommissarze: od Chmielnickiego wdzięcznie przyjęci, jakoby szczerze pragnął pokoju, Chmielnickiemu list kredencyalny oddali, którym Król kommissarzów do niego ordynowanych mianował, a Chmielnickiego Hetmanem tytułując, podufale obligował do ugruntowania pokoju, obiecując mu wszelkie respekta. Przyjął Chmielnicki list ten z pocałowaniem, oblawszy się łzami; tak to umiał udawać prawdziwe posłuszeństwo i wierne poddaństwo! potem bankiet, pijatyka; gdy się już kilka dni z pijaństwa ocucił, Wojewoda wychwalał królewskie przymioty i jako estymuje szczerze Chmielnickiego. Chmielnicki też obiecywał wszystko do skutku przywieść, byle ten komput kozackich pólków skończyć, bez czego żadna ludzka głowa pokoju nie zrobi, ani ugruntuje: tyle komissarzów ułagodził, iż uwierzywszy mu; z sobą poufale mówili: „już też Chmielnicki porzucił dawne swe sztuki oszukiwać ludzi." Zaczem Wojewoda kijowski szlachcie wyperswadował, aby odjechali jeszcze na Wołyń, nie irrytując Kozactwa; potem bezpieczni w swych domach osiądziecie, zaczekajcie tylko miesiąc. Musieli zezwolić, zapłakawszy, odjechali nazad, ledwo który mógł dotknąć się granic swojej fortuny. Z dóbr pańskich tak wielkich, które widział, że się powrócić muszą onym, kontrybucye nieznośne nakazał na siebie, drugie Pólkownikom porozdawał, i innej starszyznie, pozajeżdżał starostwa, zamki, majętności, folwarki, pasieki, zewsząd na siebie zabierając intratę. Bydła stada i co można było wypędzić, aby się possessorom nie dostało wszystko to do skarbu jego sprowadzono. Bogacił się sam z ruiny wszystkich, a czego nie mógł zabrać, oto prawo do przystępu possessorom tych dóbr zostawił. Wytrzymawszy przez miesiąc Październik Wojewoda kijowski, już i Listopad w pół przepędziwszy, począł ekspo - 103 stulować z Chmielnickim. Zaczem Chmielnicki odpowiedział mu: „jedź sobie do Kijowa, jako Wojewoda, zajedź swą „stolicy." Wjeżdżał tedy Kisiel; za nim szlachta wygnana, do progów swoich powraca; pokazuje jakby szczerze onych wprowadzał, przykazuje poddaństwu posłuszeństwo. Ledwo wkroczyła szlachta do domów swoich, chłopstwo znowu do buntu, niechcąc cierpieć nad sobą panów, zabijać ich poczęło. Znowu musieli uchodzić, unosząc życie swoje. Do Kijowa niedopuszczono onych do miasta, na przedmieściu tułali się, rzadko któremu bułkę chleba, albo wózek siana, z domu przysłano, zatem drogość nastąpiła, cokolwiek jeszcze mieli zapasu, wyiskrzyć się musieli. Co widząc Wojewoda kijowski, udał się do Metropolity, aby do Chmielnickiego z Wojewodą szedł i onego obligował, jakby do skutku przywiódł traktat zborowski. Stanąwszy tedy Metropolita przed Chmielnickim, rzekł: „jara już „stary, nie mogę pracować, abym ustawnie służył WMP. „Hetmanie, Waszec sam ten interes zakończ, abyś imieniu „swemu u Króla i Rzpltej zjednał wieczną obligacyą, a od „Boga błogosławieństwo otrzymać mógł nad swemi dziatkami, „kiedy uśmierzysz krwi rozlanie, i łzy wygnańców z domów „zatamujesz, które na duszę twoję płyną z oczu ludzkich. „Przedtem mieli się jak i drudzy, opływali w fortunie, a te„raz kawałka chleba nie mają nasi współbracia, bo tejże „wiary, co WMPanie Hetmanie i ja, błahocześliwej zostają, „w urąganiu i łzach dni swoje prowadzą, drudzy z głodu „poumierali, wielu chłopstwo pomordowało. Na to Bóg pa,,trzy i pomstą odgraża." Chmielnicki odpowiedział: „że niemasz ze mnie zwłoki „żadnej pokoju do skutku przywieść, ale ten interes jest „ciężki, że się równa z grubym i wysokim dębem, który „nim zrósł, wieku było trzeba czekać." Zatem aby łatwość z siebie pokazał, magistratowi kijowskiemu wierne poddaństwo Królowi Kazimierzowi, przed Kisielem Wwdą kijowskim poprzysiądz rozkazał, o zabicie Holuba, szlachcica kijowskiego, inkwizycyą kazał uczynić, - 104 zabójców połapać i gardłem karać rozkazał, pokazując rygór sprawiedliwości taki, że każdy rozumiał, iż człek sprawiedliwy. Jak przyszło zakończyć komput, weterani Kozacy w komput zregestrowani zgadzali się na traktat Zborowski; lecz co dobra cudze opanowali i z pospólstwa hersztowie buntów, aby zastawić się od kary mogli za swe zbrodnie popełniane, chcieli mieścić się w kompucie, których oprócz sił dawnego na usłudze Rzpltej komputu, swywolnych ludzi, chłopstwa do panów posłuszeństwa powrócić niechcącego, rachowała się liczba sto tysięcy. Zaczem obrali posłów do Chmielnickiego z expostulacyą w te słowa: „Zasłużonych sobie porzucasz Panie Het„manie, na okrucieństwo Polakom wydajesz tych, którzy „cię bronili, i których nie odstępować przysiągłeś. Imie „pokoju jest to zdrada, a pod płaszczykiem pomiarkowania „kryje się oszukanie i pomsta, ażebyś dyzarmowany, stra,,ciwszy wiernych sobie żołnierzy, prędzej mógł zginąć. O! je„żeliś na to już się rezolwował, dać się Lachom* oszukać „i zginąć; będziemy takiego szukać, który wierniej i z le„pszem staraniem kozackie imie zaszczycać będzie." Takowa instrukcya posłanych do Chmielnickiego Kozaków od Dniestru do Bohu zebranych rozbójników, których przywodzcą i hersztem był Nieczaj. Wysłuchawszy tej legacyi Chmielnicki, zmieszał się, obawiając się, żeby tłum buntowników nie obrał sobie inszego Hetmana, opuściwszy go; zkądby urosła scyssya, i sami między sobą wojując, wygubiliby się, musiał więc tych błagać, którzy go do takich godności przyprowadzili. Począł się w głowę skrobać, a porzuciwszy regestra komputne, do Wwdy kijowskiego przystąpił, i swój sekret jemu wyjawił. Żeście mnie panowie Polacy pod Zborowem do niesłusznych rzeczy przymusili, decydowawszy, aby tylko 40,000 Kozaków był komput, a tak wielką liczbę gdzie podziać ludu? która z desperacyi, albo na mnie, albo na Polaków powstanie. - 105 Najbardziej dobra X. Wiśniowieckich i Koniecpolskich, liczne i ludne na Ukrainie zawadą były temu traktatowi, bo mieć tak potężnych Panów na Ukrainie trzeba prowadzić wojnę; lepiej raz na zawsze tę owym odebrawszy, Kozactwem osadzić i od zdrady się zabezpieczyć. Z Mliowa, dóbr Koniecpolskiego obszernych, za potasze Chmielnicki więcej 200,000 talarów bitych wziął w Wołoszech. Żal było tego ustąpić Polakom, ale czy jeden Mliaw? 70 miast, a wsi bez liczby, i pasiek niemiara, z których intrata była wielka, wojną kozacką odebrano Koniecpolskiemu. A co Książętom Wiśniowieckim i Zamojskim i innym, żal wspomnieć. Powrócili Posłowie z Moskwy, Cieklinski i Wiazewicz, żadnej deklaracyi pewnej i pokoju nie przywieźli; umyślnych Car miał przysłać Posłów, przez których o urazach swoich i o złamaniu traktatów obszernie Królowi i Rzpltej oznajmić deklarował. Przybyli zatem Posłowie Alexy Trubecki i Jerzy Puszkina w assystencyi wielkiej i z apparencyą przepyszną, ogłaszając wszędzie, iż jadą wojnę wypowiadać. Umyślnie starali się pakta rozerwać, pokój zbrzydziwszy, a zawsze łatwo temu o przyczynę wojny postarać się, komu pokój nie miły. Potajemnie zaś mieli appetyt na Ukrainę i ruskie kraje, aby monarchą całych Rusi Car ich został, a za wiarę ruską tocząc wojnę, protektorem wschodniej cerkwi i wiary nazwany był. Oglądał się jednak na potencyą turecką, ażeby wkroczywszy w Ukrainę, przez rebellią i wojnę zrujnowaną Cesarz turecki z Tatarami nie otworzył sobie drogi do państwa moskiewskiego. Dawną miał z Chmielnickiem Car moskiewski kointelligencyą; jeden drugiego ostrzegał w zachodzących niebezpieczeństwach. O to się starał Chmielnicki, aby zdrady swoje mógł pokryć powierzchowną szczerością, w małych rzeczach ostrzegając, a większe knując. Do Warszawy moskiewscy Posłowie przyjechali wpół miesiąca Marca, przeciwko których wysłany Kazimierz Tyszkiewicz, Podczaszy litewski, z Wojciechem Wesslem, Cho - 106 rążym nadwornym koronnym, i cały dzień strawili na ceremoniach przywitania Posłów; ażeby do karety królewskiej wsiedli, ledwie uprosili, wybadując się: jeśli to królewska kareta? Jadący dyskurowali z Tyszkiewiczem przez całą drogę, a Wessel milczał, nie umiejąc mowy moskiewskiej, ani ruskiej. Nie podobało się milczenie Wessla Moskwie, u których wielomówstwo jest znakiem mądrości. Zaczem Puszkina spytał się: a ty czego milczysz? odpowiedział Wessel: „po rusku mówić nie umiem, więc wolę milczeć." Zatem hardy Moskal rzekł: „A na co duraka przeciwko nas Król wysłał?" chcąc powiedzieć nieumiejętnego języka ruskiego. Czem urażony Wessel, odpowiedział: „nie ja durny, ale po durnych posłany jestem, z którymi stangret mój ruskiej mowy umiejętny, łatwiejby zmówił się. Obruszyli się posłowie i zagniewani będąc nietylko na Wessla, ale i na Króla samego, o shańbienie powagi poselskiej. Zwołał Król do Warszawy wielu Senatorów i ministrów, aby się przysłuchali, z czem ta dumna legacya moskiewska przybyła? Posłowie wszystkim rozgłosili, iż wojnę wypowiedzieć przybyli. Nie wiedzieli, co za racya do urazy i do wojny, choć się skrycie dorozumiewali, iż ten ogień rozdyma rebellia kozacka. Dana audyencya publiczna Posłom, powtarzającym słowa i tytuły Gara swego krain, i prowincyi, skarzyli się: iż Senatorowie polscy, pisząc do naszych Bojarów, nie wszystkie tytuły Carowi wyrażali, z krzywdą to odbierając, co mu Bóg dał. Kanclerz koronny Ossoliński, mając mowę do Cesarza, Władysława Króla nazwał północnych państw zwycięzcą i Carem moskiewskim, przez wojnę otrzymawszy to państwo. Kaznodzieja królewski, Jezuita Cieciszewski nazwany, różne na naród moskiewski wymyśla kabały, zchyzmatykami nazywając. Twardowski, poeta, w Lesznie wydrukował księgę wierszami, w której zawojowaną stolicę od Polaków w jarzmie niewoli jęczącą wyraża. Przypomnieli też, że Posłow nie uczcił Wessel, wysłany przyjmować - 107 onych od Króla, a przez to twierdzili być traktat zerwany, nie szanując dostojeństwa carskiego, którego Bóg na ziemi nad wszystkich Królów i Monarchów wywyższył, i ubogacił. Ubolewał Król nad nieszczęściem swem i Rzpltej, że tak się grube narody urągają z niego i ojczyzny, lecz onych dumę i głupstwo postponując, dał respons przez Wojciecha Radziwiłła, Kanclerza litewskiego, temi słowy: „że Król „i Polacy z Moskwą zachowują traktat należycie, świadczy „traktat polanowski, iż dla przyjaźni moskiewskiej, obszer,,nego kraju za Berezyną, z uszczerbkiem granic królestwa „polskiego ustąpił; czegóż potrzebuje Moskwa? chyba zmy,,śliwszy sobie urazę, drogę do wojny otworzyć chce; jeżeli „umniejszenie tytułów jest okazyą do wojny, każe JKM na „przyszłym sejmie w to wejrzeć, a jeśli się winnymi być po„każą, co do Moskwy pisali, należytą karę mieć będą, choćby „omyłki bardziej do nieumiejęjności ruskiej mowy, aniżeli do „obrazy należały." Księgi drukujący nie dają do cenzury królewskiej onych, ale ta do duchowieństwa należy; ani tak wielki występek to opuszczenie kilku liter, każdy zdrowym rozumem bydź sądzi , żeby za nie miliony ludzi ginęło, a niewinna krew chrześciańska lała się. Władysław Król, Carem moskiewskim nie przez oracyą Ossolińskiega został, ale przez elekcyą samejże Moskwy, i przez 2 lata tak się tytułował, aż przez traktat ustąpił tego tytułu. Drugie rzeczy za niepotrzebne skrypuly sądzić potrzeba, niechaj i Moskwa swoich latopisców napomni, żeby daremnie sławy narodu polskiego nie szarpali. Po tej audencyi posłów, kazał im się Król w Warszawie zatrzymać, aż od Rzpltej posłany do Cara dla grutowniejszego zniesienia się powróci. I tern urażeni, że onych w Polsce zatrzymują; ale onym replikowano: iż przez lat 2 za Dymitra Cara posłów polskich zatrzymano, a Polacy o to zgwałcenie prawa narodów nie pretendowali. Spuścili też nos na dół, że Marszałek wielki koronny kazał otrąbić, aby żaden z kupców polskich u Moskwy nic nie kupował, bez pozwolenia Marszalka, a posłowie 200 wozów kupieckich - 108 przyprowadzili, cło Rzpltej oszukując. Musiała tedy Moskwa kramy swoje zamknąć, ponieważ nikt nie przychodził kupować. Przy bytności Posłów moskiewskich w Warszawie, przybył Poseł od Hana krymskiego, Mustafa-Aga, rycerskiego animuszu pełen, a co dziwna w Ordzie, wielki polityk; przybył od Hana, pobudzając Króla na Moskala, tak Ordzie, jako i Polakom głównego nieprzyjaciela. Sam Bóg na pohańbienie dumy moskiewskiej to zdarzył. Przybył z Krymu Donhoff, co był w zastawie, traktatów Zborowskich dotrzymując, ten czynił relacyą wielkiej przychylności Hańskiej ku Polakom. Za Donhoffem powrócił Bieczyński, tłómacz od Hana, opowiadając o przyjaźni wielkiej Hana ku Polakom, nawet Hetmanów z niewoli deklarował uwolnić, byleby mu okup deklarowany odesłali, lubo Cesarz turecki chciał Hetmanów do Turcyi odebrać, 100,000 przytem Ordy na Moskala i każdego Rzpltej nieprzyjaciela, aby Poseł deklarował Królowi przywiózł od Hana, do Posła tatarskiego Emir. Zaczem Poseł tatarski na pokojach spotkawszy, lub na ulicy moskiewskich Posłów, do szabli się porywał, mówiąc: te kozy brodate tatarską szablą wkrótce wytniem: okazując ku Polakom nie zmyśloną przyjaźń, a na wojnę ochotę, bo u Tatarów wojować, jestto żniwo: nauczeni jesteśmy zręczniej głowy ścinać, niżeli żąć snopki. Dla tego u Ordy kto jest odważniejszy, ten bogatszy, największy zysk z niewolnika mając. O powrocie Hetmanów z niewoli, niepłonna była deklaracya posła tatarskiego, albowiem za odesłaniem pieniędzy, przez kupców Ormianów ze Lwowa, Potocki i Kalinowski w ojczyste powrócili progi, choć niezbożny Chmielnicki wszystkiemi siłami chciał ich do Turcyi zaprzedać. Wiedział o wszystkiem Car, bo mu Chmielnicki najmniejszą rzecz donosił, a widząc potencyą Ordy, z Polakami łączącą się przeciw sobie, przez gońca Rzpltej Galińskiego przysłał do posłów swoich inszy ordynans: jeżeli ci, co uj - 109 mę czynili honorów i tytułów carskich, po uczynionej ścisłej inkwizycyi, karani będą od Rzpltój i w inszych pretensyach zadość uczynie Rzplta obliguje się; tedy pokój zachować. Jeżeli zaś satysfakcyi nie chcą uczynić, natenczas krzywdy przez wojnę dochodzić będziemy. Jak tedy ten nakaz dostali Posłowie, zwiesili nos na dół i traktować po ludzku poczęli, wymawiając Polakom, że Pogan na Chrześcian zaciągają. Polacy wzajemnie Moskwie przymawiali, że wy dajecie protekcyą rebellizantom poddanym naszym, a przeciwko traktatom buntowników na Polskę wsadzacie. Potem od Króla zaproszeni na bankiet, uczęstowani solennie i udarowani, (bez czego u Moskwy obejść się nie może), powrócili się do domu. Król od Moskwy do wojny pobudzony, choć Orda sukkurs obiecywała, wolał jeszcze Moskwę umitygować, aby konserwowała pokój, niż nagle z Moskwą w wojnę wchodzić, choć tatarskie posiłki były pewne, a wszystko to zapatrując się na niepewny pokoj na Ukrainie z Kozakami; bo Chmielnicki Moskwę i Ordę błagał, aby onego utrzymywali, a widząc, że Posłowie tak od Moskwy, jako i od liana tatarskiego w Warszawie z Królem traktowali, rad nierad, musiał się odezwać do Króla przez swoich posłańców, którzy dnia 3go Maja przywieźli Królowi komput i regestra zaporozkiego wojska, a okazując dowód szczerego poddaństwa dla Rzpltój, podług traktatów Zborowskich, upraszał o approbatę tego komputu, którym wojsko zaporozkie na 16 półków podzielono. Obiecywali stateczne posłuszeństwo Rzpltej z lepszym porządkiem sposobiąc się do wojny i do usługi ojczyzny. Który półk jakiego miał Półkownika, i siła ludzi do boju, wyraża się specyfikacya: 1)      Półk czechryński, gwardya Hetmana Chmielnickiego, Półkownikiem był Teodor Jakubowicz, ludzi do boju na wybór rachowało się 3189. 2)      Półk czerkaski, Półkownikiem Jan Woronczeńko, miał ludzi 2989. - 110 3)      Półk kaniowski, Półkownikiem Siemion Pawicz, ludzi 3120. 4)      Pólk korsuński, Półkownikiem Lucyan Mozyra, ludzi 3472. 5)      Pólk humański; Półkownikiem Józef Głuch, ludzi 3083. 6)      Pólk bracławski, Półkownikiem Daniel Nieczaj, ludzi 3072. 7)      Pólk hadziecki, Półkownikiem był Czarnota, ludzi 3075. 8)      Pólk kalnicki, Półkownikiem Jan Ferodeńko, ludzi 2046. 9)      Pólk kijowski, Półkownikiem Antoni Adamowicz, ludzi 2008. 10)     Półk perejesławski, Półkownikiem Fiedor Łoboda ludzi 2015. 11)     Półk kropiwnicki, Półkownikiem Filon Dzedzały ludzi 2055. 12)     Półk ostręski, Półkownikiem Timoszko Nosacz, ludzi 1958. 13)     Półk mirchorodzki, Półkownikiem Maxymilian Hładki, ludzi 3158. 14)     Pólk półtawski, Półkownikiem Martyn Puszkareńko, ludzi 2783. 15)     Półk niżyński, Półkownikiem Prokop Szumejka, ludzi 983. 16)     Pólk czernichowski, Półkownikiem Martyn Niebaba, ludzi 990. Summa wojska zaporozkiego 40,000. Wdzięcznie to Król przyjął, spodziewając się już statku Kozaków, lubo przydano do supliki punkta, które głębokiej uWagi wymagały, a najbardziej rozkazał posłom Chmielnicki, aby radzili Królowi; żeby unią starał się z ruskich wyrugować krain, oraz ekskuzowali przed Królem Chmielnickiego, że Hanowi Krymskiemu posłał Kozaków na sukkurs przeciw Czerkasom. Łatwo było zrozumieć, iż tego - 111 u Króla katolika domagał się, na co żadną miarą król pozwolić nie mógł, jako i posławszy kozackie wojsko bez pozwolenia Króla ekskuzował się, że był zdrajcą ojczyzny i Króla. Czerkasi mięszkają na górach; niedaleko morza Kaspiskiego, lecz Hanowi krymskiemu hołdując, corocznie dają dziewczęta i chłopców w haraczu; mają początki chrześciaństwa, zmieszani jednak z sektą mahometańską, bo się obrzynają i chrzcą. Dużo się Chmielnicki z Hanem i Turkami zligował; Hana sekunduje, Turkom oddaje się w protekcyą, pokazuje jednak swoję potencyą, iż onego przyjaźń może się na co przydać. W takich kłopotach zostającego Króla Bóg pocieszył, dasvszy mu córkę; Królewicz Karól, brat Królewski, do chrztu dziecię trzymał; dano jej imię Anna Teresa, w dzień Maryi Magdaleny urodziła się. Nietylko Król i Królowa radowali się, że im P. Bóg dał potomstwo, ale cała Polska pomogła tych radości. Lecz nie długo żyło dziecię; po zbytniej radości zasmuciło rodziców. Chmielnicki wyprawiwszy do Warszawy w Maju swoich posłów, wszystkie dowody stałej wiary i poddaństwa Rzpltej pokazywał. Lecz nieczekając końca tego miesiąca, stał się jawnym Królestwa Polskiego nieprzyjacielem; wyjechał z Kijowa, lubo Metropolita staruszek i Kisiel Wwda kijowski, wszelkiemi sposobami onego zatrzymywali, do Czechryna; Osmana, Agę-Czausa od Cesarza tureckiego przybyłego przyjmował, który imieniem Cesarza tureckiego Chmielnickiego za przyjaciela i cząstkę państwa tureckiego deklarował, obligując, aby Króla i Rzpitą odstąpił. Pokazywał na to emir od Cesarza tureckiego Baszy sylistryjskiemu, przytem kaftan bogaty, szablę turecką z rękojeścią drogiemi kamieniami osadzoną w złoto oprawną, chorągiew turecką, na której miesiąc , herb turecki, buławę hetmańską szczero złotą, drogiemi kamieniami osadzoną przywiózł od Cesarza tureckiego, inwestującego na Księstwo Ukrainy. Obowięzywał Chmielnickiego, aby się z Ukrainą poddał Cesarzowi tureckiemu jako hołdownik, a Kamieniec fortecę aby dobywszy, na dowód wierności oddal Turkom. Pozwo - 112 lił na to, nic nie myśląc o Kamieńcu. Zalecił Czausowi, aby w sekrecie mając, i Cesarzowi tureckiemu, aby miał w sekrecie, doniósł to: że tu Posłowie polscy szpiegują, pobudzają mnie na wojnę przeciw wam Turkom, aleja wkrótce ich z niczem odprawię, a forteca Kamieniec nigdy nie dobyta, niespodzianie ubiedz się może. Tak wyperswadowanego udarowawszy, zaprosił na pijatykę trzeźwego człowieka, puchary za zdrowie Cesarza tureckiego wychylając i żadnej rzeczy nie opuścił, którąby mógł przekonać Turczyna o szczerej ku Turkom przyjaźni. O czem dowiedziawszy się Kisiel, Wwda kijowski, z desperacyi ledwo nie umarł, gdyż nie dawno do Króla pisał, assekurując się królowi za Chmielnickiego, iż odtąd wiernie i w pokoju żyć będzie. Zaczem aby skuteczną wziąść mógł relacyą, wyprawił brata swego Jerzego Kisiela do Chmielnickiego, który przybył do Czechryna; zaraz go Chmielnicki z tern spotkał: jużem przyjął Cesarza tureckiego protekcyą! chlubiąc się niezbożnym uczynkiem, jak czem dobrem. Zaraz Kisiel naganił mu to, i usilnie upraszał go, aby to sobie z głowy wybił, gdyż to na zgubę Rzpltej uczynisz, i samego Króla majestatu ruinę, albowiem idzie tu o wiary i wolność, w której oboje jesteśmy z sobą MPanie Hetmanie a jak długo nie wiem, bo Turczyn nie zechce konserwować tych klejnotów wiary i wolności. Już to widzę udzielnym się czynisz książęciem; od Turczyna przyjmujesz inwestyturę, Ukrainę, ziemię Rzpltej, Turkom poddajesz, posłów od monarchów postronnych przyjmujesz, nic ci nie dostaje tylko sceptrum i korony, które uzurpując sobie, chcesz Królowi wydrzeć, i onego jawnie zdradzić usiłujesz. Miło teraz między Kozakami Turkom jeździć, i onych siły lustrować, obiecując dać protekcyą, póki nie ugruntują się jako w Węgrzech za Solimana Cesarza tureckiego, a potem Kozaków wyciąwszy, bisurmanami osadzą krainy. Jeśli chcesz co czynić, zostawże jeszcze polityczny pretext, a zatrzymawszy Czausa, daj wiedzieć Królowi, czy go przyjąć, jak go odprawić, spytaj się Króla. - 113 O co rozgniewany Chmielnicki rzekł: „nie tylko Ukrainę, lecz i całą Polskę i Rzym i Papieża zawojowawszy, „Turkom oddam." Byli przytomni przy Kisielu różnych panów delegowani, z podarunkami dla Chmielnickiego, aby mogli zjednać u niego powrócenie dóbr pańskich; kazał tedy wszystkich wraz z Kisielem, jako szpiegów powiesić, i pewnieby to, co kazał, wkrótce do skutku było przywiedziono, ale Wyhowski appellacyą od pijanego do trzeźwego uczynił i do jutra exekucyą zatrzymał. Skoro się przespał, spytał się Chmielnicki: ,,czy żyje Kisiel?" Żyje, odpowiedziano mu, lecz pod ciężką jest wartą. Kazał warcie odstąpić, mówiąc: „ja wczora z gniewu upiłem się i oszalałem." Wypuszczony Kisiel z pod warty, dawszy pokój urazie, znowu perswadował wszystkiemi sposobami, aby dał pokój tej zawziętości, Na złość w oczach Kisiela odprawował Czausa z takim responsem w głos wszystek: „od Hetmana i X. Zaporowskiego „i od wojska kozackiego, Cesarz turecki za najwyższego pana „i protektora przyjmuje się, obowięzując się, iż odtąd wszy„scy my, i rzeczy nasze, w mocy i władzy Porty ottomań„skiej zostawać nazawsze będziemy." Oto pokój Zborowski do skutku Chmielnicki przywiódł. Cudzem dobrem szafuje, Ukrainę, której nie jest panem poddaje; dobry promotor wiary ruskiej, woli być bisurmanem niż uniatem! Dnia 9 Sierpnia Ossoliński w. Kanc. kor. i wódz wojska Rzpltej umarł w lat 55, za Władysława Króla u Papieża, Cesarza chrześciańskiego i u różnych monarchów odprawując legacye, wsławiony od Papieża nazwany Książe, od Cesarza Ferdynanda IIgo Princeps. O co potem Rzplta urażona, wielkie czyniła inwektywy, że konstytucyą r. 1635 ferowano, zabraniając używania takowych tytułów w ojczyźnie, któremi cudzoziemcy korumpują Polaków, a przez to równość szlacheckiego stanu upada. Wielki statysta, do wojennych akcyi nie applikowany pod Zborowem pokazał, iż insza radzić, a insza wojować. Wielkie zatem miał cenzury, bo sława bez zazdrości nie bywa; przy kanclerstwie 8 - 114 w. kor. miał wielkie i intratne krolewszczyzny. Pieczętując drugim królewskie przywileje, co lepszego z rąk swych nie wypuścił. Mówca był wieku swego przepyszny, osoba wspaniała, twarz poważna, przytem apparencyą dostatki czyniły przez co u wszystkich miał weneracyą. Ołtarz w Częstochowie wspaniały Panny przeczystej wystawił. W dobrach swych Klimuntowie kościół osobliwą strukturą zbudował, ufundowawszy przy nim kapitułę kanoników. Po śmierci Ossolińskiego, co żywo o pieczęć konkurowano, jednakże alternata była na duchowieństwo. Leszczyński, Podkanclerzy, został Kanc. w. kor., a podkanclerstwo oddał Król Hieronimowi Radziejowskiemu, star. łomżyńskiemu, do starego przybierając młodego, czego i Leszczyński Kancl. życzył aby młodszego mając kollegę, nie emulacyą z nim czynił, lecz miał od niego poszanowanie. Jeszcze przed Ossolińskim zmarł Jędrzej Szółdrski, Biskup poznański; po nim został Biskupem poznańskim, X. Floryan Czartoryjski, Kanonik krakowski. Jeszcze natenczas niebyło emulacyi w duchowieństwie, ani się tak ubiegali o honory, bo do honorów przybierano ludzi, ale nie intrygantów. Chmielnicki umyślił swego syna starszego Timoszka ożenić z córką Hospodara wołoskiego. O tym kraju wyżej masz opisanie. Wiara u nich różna, jako z różnych ludzi złożona kraina; są i katolicy. Biskup wołoski, raz z Franciszkanów, drugi raz z Dominikanów zakonu od Króla polskiego nominowany. Ruś schyzmatycką wiarę i patryarchę konstantynopolskiego trzyma. Panowanie u nich nie stałe, jako ludzie niestateczni, ztąd urosło przysłowie: „hospodarstwo wołoskie, jak przepiórcze pole," kto więcej da Turczynowi, ten będzie Hospodarem, azatem jeden drugiego podkupuje i jeden pod drugim dołki kopie. Za Dniestrem leży rzeka Prut i Dzieża w Wołoszech; rzeka zaś Mołdawa, dzieli państwo wołoskie od multańskiego. Ci, co z tej strony rzeki Mołdawy mieszkają, tych Polacy-nazywają Wołoszą a za Mołdawą mieszkających, Multanami zowią; dwóch też jest Hospodarów: wołoski i multański, ci przedtem do Polski na - 115 leżeli, teraz hołdują Turkom, i od Turków ustanowieni Hospodarami. Lud do wojny niesposobny, tylko do wzięcia języka podjazdami; do batalii nie jest stały żołnierz. Natenczas Hospodarem wołoskim był Bazyli Lupuli człek gospodarny, przezorny, umiejący sobie kaptować starszyznę dworu tureckiego; ustawnemi podarunkami i korrupcyami przeciągnął swe panowanie, azatem wielkie skarby zebrał; miał kilka córek. W szczęściu swem przy rebellii nie znający odmiany Chmielnicki, do tej ambicyi przyszedł, nie z prostym stanem czynić kolligacye. lecz ożenienie bogate upatrując, a przez ożenienie chcąc, teścia wyrugowawszy, zięcia a syna swego przez fawory, które miał u Cesarza tureckiego, Hospodarem kreować: „do Hospodara wołoskiego posyła swatów, Timo„szkowi, synowi starszemu córki hospodarskiej pretendując." Hospodar wołoski odpowiedział: „że nie może córki wyda„wać, bez pozwolenia Cesarza tureckiego, chcąc uniknąć ta,,kiego swatostwa." Bo dama wiedząc o początkach familii Chmielnickiego i obyczajach grubiańskich Kozactwa, ubieżona od Dymitra Wiśniowieckiego, familii zacnej, urody pięknej i młodego kawalera, upodobała, gdy nieznajomy przybywszy, z damą poznał się; wszystkiemi przymiotami, zacnością familii książęcej, i urodą Timoszka przewyższał. Imie było tej damie Dumna, siostra jej była za Księciem Radziwiłłem, i ta swatała siostrze Książęcia, nie Kozaka Timoszka. Wyjednali też indygenat hospodarowi wołoskiemu, zięciowie w Polsce. Czem urażony Chmielnicki, Hospodara wołoskiego oskarza przed Cesarzem tureckim, że wyjednawszy sobie indygenat w Polsce, z Polakami wchodzi przeciw Turkom w ligę. Wydawszy córkę za Księcia Radziwiłła, wszystkie skarby tam przeniósł, poddając się Polakom z wołoską ziemią. Co usłyszawszy Turcy, ucieszeni, że będą mieli racyą skonfiskować tak wielkie skarby Hospodara, pod pretekstem oskarzenia Chmielnickiego, nie tak zważali zgubę Wołoch, jako starali się przyłączyć do siebie potencyą Kozacką, z któ 8* - 116 rymi Polaków spodziewali się zawojować, umyślnie czyniąc zwady w sąsiedztwie, aby potem zwątlonych osiodłać. Tem Chmielnicki ożenieniem syna roztargniony, od Ordy otrzymał Ordynans, aby się gotował na Moskwę z Ordą wtargnąć, bo się spodziewali Tatarowie, że obaczywszy w Moskwie Tatarow, i Polacy na wojnę przeciwko Moskwie rezolwować się będą. Tu szalbierzowi przyszła rzecz na orzech z Moskwą, skryta przyjaźń, którą słuchając Tatarów, trzeba naruszyć, nie posłuchawszy zaś Ordy, ani się z nią nie złączywszy, wiecznie u Tatarów kredyt i protekcyą stracić. Tu Chmielnickiemu sztuk wszystkich trzeba było poruszyć. Czynił apparencyą, każe się wszystkim na wojnę gotować, armaty, wojenne ammunicye posporządzać, półkom do jednego miejsca zgromadzić się, sam też przybrał się tak spiesznie, iż zdał się wylecieć; ale dokąd miał się ruszyć, nie wzmiankował nikomu. Tatarowie rozumieli, że za ordynansem Nuradyna Sułtana, ta się gotowość dzieje, bo Tatarowie 2ch rzeczy nie lubią: „przeciągu czasu i sekretu wydania, którzy rady z uczyn,,kiem łączą, pierwej biją, niż się zamierzą." Nuradyn, Sułtan, przebywszy Dniepr, konie opasał, czekając drugich Tatarów i Kozaków z Chmielnickiem: A Chmielnicki chcąc się sztuką wywinąć od attakowania państwa moskiewskiego, taką zdradę wymyślił i na Polaków zwalił. Powróciwszy z niewoli krymskiej Potocki, Hetman w. kor. wytchnąwszy trochę w domowych progach, ruszył się do wojska, chcąc ono zgromadzić. Zaczem Półkownicy, Porucznicy, Rotmistrze i towarzystwo, co znaczniejsze, wszyscy do przywitania Hetmana, hurmem cisnęli się, mając tę z dawna ku Wodzom swym inklinacyą, a osobliwie ku Hetmanom. Łaskawością swą zjednał sobie u wojska wielką miłość, że go z radością wielką powracającego z niewoli tatarskiej wszyscy przywitali. Za ordynansami jego pod Kamieniec ściągnęło się wszystko wojsko, gdzie zapatrując się na obroty nieprzyjacielskie, wojsko w rezie trzymał. - 117 Dano mu wiedzieć, że rozbójnicy po Dniestrze rozbijać przywykli, mieszkają z obu stron Dniestru, wypadając, rabują, a co dostaną, na przemiany z naszej strony do Wołoch, a z Wołoch naszym w zamian dają. Ci tedy na paszy konie wojskowe kraść, przejeżdżających łapać i w ciemnościach lasu broniąc się, chować się zaczęli. Naprzeciwko którym Hetman wyprawił Kondrackiego, z kilku chorągwiami lekkiemi. Znalazł on ich w legowiskach gęstego lasu, i tam złapał tych rozbójników przywódzcę, Mudreńko nazwanego, i ze 20 hersztami do Hetmana przyprowadził. Ci przyznali się, że się zabierali napaść na obóz. Kazał onych Hetman na pale powbijać; drudzy rozpędzeni, obawiając się kary, do Kozaków pouciekali. Podobało się to Chmielnickiemu, i z wielkiej radości oszalał, że mu się sztuka udała: prowadzi rannych, prezentując przed wszystkiemi półkami okrwawionych, okazuje posłowi od Nuradyna, Sułtana, tatarskiemu przytomnemu wówczas: „oto pokój z Polakami okrutniejszy nad wojnę; ci pod „pokrywą traktatów okrucieństwo takie wywierają." Posła tatarskiego skorumpowawszy, płacząc obliguje, że Polacy zdradą i potencyą na nas następują, aby Nuradynowi, Sułtanowi doniósł; z jednej Kisiel, Wojewoda kijowski, przeciw Turkom zbiera wojsko, zaciąga półki, z drugiej strony Hetman Potocki, z wielkiem wojskiem następuje i już nie odgraża się, ale wykorzenić nas rezolwował się. Już ostatnia zguba na Kozaków przyszła, jeżeli Tatarowie ratować nas nie będą. Czem wyperswadowany Nuradyn Sułtan, porzuciwszy przeciwko Moskalowi zawziętą imprezę, na Potockiego, Hetmana odgrażał się, dając wiedzieć o tem Hanowi, który zaraz wyprawił Mechmet-Gazy-Attałykę, syna mamki co dzieci hańskie karmiła, do Króla, żaląc się Han, iż jako medyator, musi się o tę krzywdę Kozacką, jako o swoją ująć. Posyła i Chmielnicki do Hetmana Potockiego, Kozaka, nazwanego Kraweczeńko, który nie uczyniwszy pokłonu na - 118 leżytego Hetmanowi, wymówił zaraz: „czyś się jeszcze He,,tmanie nie dosyć napił krwi kozackiej, że traktat zborowski „rozrywasz ? zkąd to, że bez potrzeby ściągnąłeś wojsko pol,,skie nad linią, odgrażając Kozakom, a lud pospolity gu„biąc, który lubo poddany jest wam, ale do tego jarzma „i okrucieństwa nie przywykł." Na co Hetman napomniawszy hardego i głupiego chłopa, żeby otrożniej drugi raz do Hetmana przybywał i z nim rozmawiał, odpowiedział: „iż za „ordynansem królewskim stoję i stać będę, dopókąd inszego „ordynansu nie dostanę, lub też insza okazya ztąd umknąć „się nie poda." Starsi kozaccy wiedzą, że i podczas pokoju w pole wojsko wychodzi, a jak zima nadejdzie, na zimowe kwatery rozchodzi się. Stoję z wojskiem nad linią, choć i za linią, grunt jest nasz Rzpltej, niechaj tylko Hetman kozacki pochwali się z życzliwością ku Królowi Panu, jeżeli jest wierny Królowi? na cóż cała Ukraina do wojny armuje się? schodzą się tłumy ludzi, armują się półki; albo to rozumie, że ja nie zważam onego zdrady i chytrych jego postępków? Umyślnie Chmielnicki przysłał hardego chłopa na zirrytowanie Hetmana; lecz Hetman Potocki deklarował się na potem niewstrzemięźliwy kozacki język ręką żołnierską ukarać, przenikał myśli Chmielnickiego, który za nieposzczęszczeniem się w Wołoszech, furyą swoję miał na Kamieniec wywrzeć, niespodzianie napadłszy. Bo wkrótce Nosacz, Puszkareńko i Doroszeńko, Półkownicy w 16 tysięcy Kozaków do Wołoch wkroczyli, pod Soroką z Nuradynem, Sułtanem, we 20,000 Ordy ciągnącym złączyli się; albowiem tatarska hołota, jak na miód muchy, rzuciła się na rabunek Wołoch, gdzie ludzie majętni, jest co rabować, a jeśli się bronić będą, krwią się własną okupią. Lupuli, Hospodar wołowski, nie mając tak wielkiego wojska na inkursyą nagłą Tatarów i Kozaków, aby się mógł opponować, żonę z dziećmi do zamku jednego za Seret rzekę odesłał, gdzie gęstym lasem bukowiny, kazał się zasiec, - 119 a w niedostępnych górach, rowach i gęstwinach sam się tułał ; tem mizerny, że niewinien nikomu nic, nie mając wojska nieprzyjacielowi bronić się od inkursyi Tatarów i Kozaków nie miał zaszczytu. Zatem nieprzyjaciele nie wojowali, ale rabowali, ogniem i mieczem kraj pustosząc. Jassy stolica hospodarska, spalona jako Troja dla Heleny i wszystkie Wołochy zniszczono. Patrzał Bazyli Hospodar, i na wysokie drzewa wsadziwszy łudzi, kazał upatrywać, w której stronie ognie widać, zważał ruiny. Miał kilku sobie poufałych. Polaków, jeden nazwany Kutnarski, drugi Dobroszewski, doświadczony w domu i na wojnie; zwierzył się im; „co czynić w tym razie?" Oni mu poradzili, aby się nieprzyjacielowi okupił. Posyła tedy Hospodar jednego z nich, aby traktował z nieprzyjacielem. A już się Orda dość narabowała, Kozacy obawiali się Polaków, na granicy wołoskiej stojących obozem, zaczem do traktatów skłonni, za oddaniem 300,000 talarów bitych Nuradynowi, Sułtanowi, odstąpili z Wołoch. Oprócz tego starszyznie podarunki Hospodar posłać musiał. Chmielnickiemu też to zrabowanie Wołoch przydało się, bo mu Hospodar deklarował córkę za Timoszka, byle się po tej ruinie mógł rozpatrzyć. Tak przyciśniony, co przedtem swatostwa odbiegał, sam się teraz swata dla pokoju, wyliczywszy okrutnym swatom tak wielką sumę, nad spalonym i zrujnowanym krajem lamentował, dawnym trybem Wołoszy idąc, iż oni o przyjaźń u wszystkich starają się, a potężniejszemu kłaniają się, położeni we środku nieszczęścia: „ze spodu dym oczy je, a z wierzchu kapie. Te sztuki Chmielnickiemu udawały się. Szczęśliwy desperat Turków do protekcyi nad sobą zachęcał, Ordę od wojny moskiewskiej odciągnął, Moskwę pozorem przyjaźni zdradliwej uwiedzioną, nieprzyjaciołmi Polaków zrobił, Hospodara wołoskiego niewinnie oskarzył, zrujnował i syna skolligował. Nie opuścił żadnej okazyi, którąby nie miał szkodzić Polakom. Dziw wielki, człowiek urodzenia podłego, z rozumem - 120 naturalnym, takie miał zdradzieckie sztuki i przezorne rady, iż nietylko głupie pospólstwo oszukiwał, ale wielkich monarchów uwodził, a jako czarnoksięskiemi sztukami omamionych, na Polaków wsadzał i skonfederował: dość Tatarowie z natury przezorni i ostrożni, uwierzyli, że Polacy niemogąc potencyi kozackiej przełamać, pod pretekstem traktatu Zborowskiego dysarmowanych chcą wygubić. Moskal tatarskiemi silami ustraszony, przyjął nad Kozakami protekcyą, dla zabezpieczenia swego państwa. ' Turczyn chcąc Ukrainę zawojować, ofiarowawszy protekcyą, przez wojnę ustawną z Polakami osłabionych spodziewał się opanować. Jedna Chmielnickiego tak bystrego rozumu głowa, tak ciężkim na Rzpltą polską utrapieniom wystarczyła. Wszyscy wiedzieli, że to był wielki pijanica, że nigdy się nie przesypiał, a przecie tak wiele ruin, bied i krwi rozlania sam jeden był autor i motor; „kiedy Bóg chce kogo utrapić, i pro,,stakowi doda rozumu." Niecierpiałby Hetman Potocki takowych ruin czynić w Wołoszech, w malej kwocie Kozaków i Ordy, gdyby Król nie zakazał cudzego prosa oganiać, swoje porzuciwszy; samą też jesienną porą i długiem w obozie zatrzymaniem wojsko zniszczone, kwapiło się do zimowych kwater. A chciał Hetman pomścić się nad Kozakami tak hardej legacyi i urągania się, ale szemrali w wojsku dla zatrzymanych zasług, na co złożona była koinissya w Lublinie, gdzie porachowali Komisarze, siła której chorągwi się należy, i dali assygnacye do województw, ziem i powiatów, aby zapłaciły, kiedy do skarbu nie wnaszały pieniędzy, i tam nic nie wskórawszy, z hałasem powrócili, papierowemi pieniędzmi, że ich kontentują, narzekając, a ztąd związku obawiała się ojczyzna. Przezorny Hetman nie rozpuścił wojska prędko na hybernowe kwatery, nim się jednak wojsko rozeszło, czyniło popis, gdzie Baranowicz, towarzysz z regestru zawołany, wyjechawszy z pocztem pstryknął: „to za zatrzymane zasługi!" z drugiego zaś poprawiwszy się wypalił: „a to za gotowe!" 121 wszystkich tem ucieszył i sam Hetman przyznał, że głodny i niepłatny żołnierz nie uważa na komendę. Dotychczas siedział Kisiel Wojewoda w Kijowie, który miał o sobie dobrą opinią rozumu, a od prostaka Chmielnickiego złudzony nieraz, a naostatek różnemi machinacyami na życie własne, gdy uznał zasadzki umyślił ztąd odjechać bo go Chmielnicki już nienawidził, zadając mu, że on nieprawdziwy błahocześliwy: „oprócz żalu i niewinnej weksy, „podagra go trapiła." Niezważając nic na chorobę, zdał Brzozowskiemu, Kasztelanowi kijowskiemu, koledze swemu, dokończenie traktatów, a sam do majętności swej Trylisów odjechał, próbując odmiany powietrza, a potem z Ukrainy do Huszczy, dóbr swoich przeniósł się. Po odjeździe Wojewody, nie mógł nic wskórać Kasztelan Brzozowski, ani tej był przezorności, ani konfidencyi z Chmielnickim, ni też śmiałości, żeby mógł rozpocząć traktaty. Zaczem gdy coraz widział większą rozpoczynającą się burdę, i on odjechał spieszno. Gdyż Czerń kozacka chlubiła się publicznie, że czas teraz przyszedł ten, iż cośmy niezbożnym panom nikczemnie podlegali, teraz nad tymi samymi panować śmiele będziemy, i cożywo do wojny rzuciło się. Han krymski, który dotychczas w przyjaźni z Polakami zostawać zdał się, przyjaźń Królowi wypowiedział, ani tylko to słownie pokazywał. Nuradyn albowiem Sułtan zaprowadziwszy jassyr do Krymu, znowu z świeżą Ordą na Pokucie dążył, Kozakom posiłek dając, jakoby w ostatnim będącym upadku. Chmielnicki sam zgromadziwszy wojsko, na granicy Podola stanął, pokazując, że się bronić gotów, jeśli Polacy następować zechcą, lecz co inszego miał w nosie. Kamieniec obledz jak się wojsko na zimowe rozejdzie kwatery chciał, i onego niespodzianie ubiedz, a wypełniwszy obietnice swoje przez odebranie i Turkom poddanie Kamieńca dopiero z Turkami na całą Polskę formalną prowadzić zamyślał wojnę. Lecz to prowindencya Najwyższego Boga wywróciła i chytre zdrady podeptała; albowiem na początku tego roku nastąpiła gwałtowna śmierć Cesarza tureckiego, - 122 a domowa między starszyzną turecką emulacya, krwawemi bojami stan tej monarchii zmieszała. Na morzu też Wenetowie flotę turecką zbili, tym sposobem: Wenecki okręt wojenny napełniony prochami i różnemi ammunicyami wojennemi ognistemi naładowany, stał osobliwie; najbardziej na ten okręt Turcy następowali, bo na kotwicach stał przykowany, a przy nim drugie mniejsze uszykowane były okręta, chcąc ten okręt zapalić i z drugą flotą. Jakoż rzuciwszy ogniste kule, zapalili: trzask, grzmot wielki, zdało się wszystko morze gorzeć, a nietylko ludzie, ale i elementa same, poczęły między sobą wojować. Co widząc Admirał wenecki, spuścił się po linie do kotwicy i tam onę podciął, który okręt uwolniony, wiatr uniósł na flotę turecką i onę zapalił; azatem Wenetowie poprawili się i na flotę uderzyli turecką, i onę zwyciężyli; a Santoryni, odważny Admirał wypłynął żywy i na okręta weneckie wzięty, zwycięztwa tego aktor od Rzpltej weneckiej ukoronowany i ukontentowany z wiekopomną sławą. Po tej na morzu przegranej utarczce, Turcy niechcąc przeciw dawnym zwyczajom z wielu razem wojować, obiecanych sukkursów Chmielnickiemu przeciwko Polakom nie posłali. Obraz cudowny Matki Boskiej na górze Częstochowskiej od kilku wieków cudami wsławiony, że miał ciasny kościół i przyciemny, ten rozprzestrzenić, jakoby światlejszy był, podjął się Arcybiskup gnieźnieński, Łubieński nazwany, koszt wielki łożąc; natenczas i Ossoliński, Kanclerz wielki koszt łożył, ołtarz nowy wystawiając, do wspanialszego kościoła proporcyi, hebanem z wierzchu wszędzie wysłany, kapitele zaś i gzymsy dolne, śrebrem; do czego i Księża częstochowscy z wot ofiarowanych przykładali się; statuy także świętych bożych w stan człowieczy z srebra odlane, pokazują koszt niemały autorów swoich, za nimi do Boga wołając o nagrodę zbawieniem wiekuistem. Gdy tedy wystawiono kościół i ółtarz zewszystkiem, Prymas wspomniany z pięciu Biskupami, przybył na ten akt przeniesienia obrazu - 123 i ulokowania w nowym ółtarzu po śmierci Ossolińskiego, Kanclerza wielkiego koronnego, wystawionym. Przybył tam i Marcin Kalinowski, Hetman polny koronny, niosąc wotum Matce Bożej za oswobodzenie siebie z niewoii krymskich Tatarów. Na 40,000 ludu było na tej solenności, nietylko z Slązka, ale z dalekich krain niemieckich zebranych. Ten się akt odprawił dnia 6go Lipca. Już też Król wierzył, że z Kozakami buntownikami, klemencyą nic nie wskóra, sejm złożył, naznaczywszy przedsejmowe sejmiki po całem państwie, wydał uniwersały i propozycye do traktowania na sejmikach przedsejmowych, których sens taki: „Lubo wszystkim jawne jest utrapienie oj,,czyzny, jednak gdy codzienne wiadomości przynoszą o za„wziętości niepohamowanej Chmielnickiego, który knuje osta,,tnią Rzpltej zgubę; niedosyć mu pierwej było pobratym„stwa z Tatarami zawziętego, krwią polską i wycięciem „ruskich krajów zawartego, znowu teraz z temiż Tatarami „na Rzpltą zligował się; wyzuwszy się z poddaństwa na„szego i Rzpltej, Hanowi krymskiemu w poddaństwo pod„dał się, Rzpltej skonfederowanych attakuje, posiłki daje „bez wiadomości Rzpltej sąsiedzkim potencyom, z Moska,,lem uczynił na Rzpltą konspiracyą, aby wojnę Polsce wy,,powiedział, z Tatarami spiknąwszy się, do Wołoch wpadł, „Hospodara życzliwego Rzpltej z państwa wypędził, Woło„chy zrujnował, nieopuszczając żadnej akcyi nieprzyjaciel,,skiej, z gruntu wszystko wywrócił, dając okazyą do wojny „Turkom z Polską, którzy dawno szukają przyczyny ro,,zerwania traktatów, i dla tego protekcyą Chmielnicki przy,,jął turecką, poddając się Turkom z Ukrainą w opiekę; „Cesarz turecki przysłał mu przez Czausa swego inwesty,,turę na Księstwo ruskie w obecności Posłów cudzoziem,,skich; tenże Chmielnicki w Konstantynopolu chowa swych „Posłów, pochlebiając Turkom, za hołdownika tureckiego „ogłasza się; a nietylko z Turkami, Tatarami i Moskalami „na Rzpltą zligował się, jeszcze za morzem szuka nieprzy - 124 „jaciela, na ojczyznę pobudzając Szweda do wojny przez „legacyą tatarską, wzburzył zajuszone na stan szlachecki „poddaństwo, którzy ufundowani na traktacie Zborowskim, „do swoich domów powrócili, od swoich poddanych okrutnie „pomordowani; zaczem należy stanom Rzpltej zgromadzo,,nym radzić o całości ojczyzny, żadnych na wiosnę nie spo,,dziewając się, okrom wojny, pociech. Ja z władzy kró,,lewskiej nie leniwo applikować się gotów jestem do obrony „ojczyzny, wsparty radą i pomocą waszą." Zaczęty sejm gromadnie, ponieważ wszyscy niemając nadziei pokoju, do wojny gotować się życzyli, obawiając się tylko potencyi tureckiej, i aby onej do wojny okazyi nie dano, tego przestrzegając. Nieprzyjaciel miał na pogotowiu wojsko prędkie i ochocze, i nienawiść nieśmiertelną przeciwko Polakom, a Polaków żołnierz o zatrzymane zasługi markotny, w skarbie pieniędzy niemasz. Nie rychło uchwalone podatki składają; moderunków, ammunicyi, prochów, reparacyi artyleryi, prowiantów i innych wiele potrzeb niedostawało, i o to się stany Rzpltej biedziły. Lecz wszystkie te trudności przewyższyła rezolucya ratunku ojczyzny, i windykowania stanu szlacheckiego z oppressyi chłopskiej, iż porzuciwszy wszystkie okoliczności, do jednego zgodnie armowali się ratunku. Propozycyą od tronu przez Kanclerza wniesioną w senatorskiej izbie, jednym umysłem i zgodą wszyscy akceptowali, iż na tym sejmie o niczem nie traktowano, tylko co do wojny należy, lub gruntownego ustanowienia pokoju. Byli też Posłowie Chmielnickiego wcześnie przysłani z suppliką do Rzpltej, ofiarując to, co przeciwko Zborowskim traktatom wykroczył Chmielnicki, wierną nadgrodzić usługą w przyszły czas. Przybyli oni bardziej na szpiegi: co za rezolucya Rzpltej będzie do wojny i jaka Polaków ochota? Wielu z Senatorów nie życzyli onych przyjmować, ani dawać audyencyi; Król kazał, aby mieli audyencyą i po co przyjechali, przełożyli przed Rzplą. Przybyli z wilczą pokorą, mało co wymówiwszy, podali supplikę, oczy na zie - 125 mię spuściwszy, swoję submissyą zmyśloną pokrywając, choć do dalszej urazy ojczyzny. Suppliki tej, punkta były: „Do uspokojenia z Kozakami należy, aby traktatu zbo„rowskiego artykuły świeżą przysięgą utwierdzone były od „Senatorów celniejszych, to jest: od Prymasa, Arcybiskupa „lwowskiego, Biskupa krakowskiego, Hetmanów kor. i li,,tewskich, i Leona Sapiehy, podkanc. litew." „Żeby Książę Jeremiasz Wiśniowiecki, Wojewoda ru„ski; Koniecpolski, Chorąży w. kor.; Kalinowski, Oboźny „kor.; Lubomirski, Starosta sądecki, jako mający wielkie „na Ukrainie dobra, sami osobami swemi tam mieszkali, „niesprowadzając chorągwi." „Unicka wiara, aby na Ukrainie, na Rusi, w Litwie, „nie powstała; i na Ukrainie, jako z dawna było, wolne „i bezpieczne używanie błahocześliwej aby było, duchowni „ruscy, aby w tejże prerogatywie byli, jako i rzymscy." Naostatek dopraszali się, aby Król prostocie darował wszystkie urazy i występki, a jako ojciec łaskawie miał onych w swojej protekcyi, niedając ich w opressyą panom. Skomponowane dawno te punkta tylko dla pokrywki wyszpiegowania zamysłów polskich, dane wyprawionemu Kozactwu na sejm. — Każdy zdrowego rozumu łatwo osądzi, jeśli to nie wyrzut na illuzyą Królowi i ojczyznie punkta suppliki kozackiej: Król dla pokoju dawno onym wszystkie urazy darował, byle przestali buntów. Niedotrzymali tego, wszczęli bunty nowe; znowu przebaczył. Nie będąc z tego kontenci, nowego obowiązku od Króla i Rzpltej potrzebują; stałej wierności i poddaństwa życzliwego ojczyznie nie czynią. Zaczem Marszałek poselski, Wincenty Gąsiewski, dobry żołnierz, nie zły orator, i przezorny stanu rycerskiego moderator, wziął to do roztrząśnienia w izbie poselskiej. Azatem, przy bytności Posłów w senacie, czytany list od Kisiela, Wojewody kijowskiego, do Króla pisany z Kijowa, w którym o przydanie kommissarzów do siebie uprasza, a Kozacy zastawy domawiali się dla bezpieczeństwa Posłom - 126 swoim na sejm posłanym, którzy aby nie zostali, ale kommisarskim tytułem ordynowanym, aby dany był honor. W tym liście, jako sam schyzmatyk był, tak duch schyzmatycki popierając, bije na unicką wiarę, mówiąc: że wschodni i zachodni kościół, niech będzie jedna owczarnia, bo obydwóch Chrystus Pan jest głową, od Apostołów idzie sukcessya, doktorowie święci i nauka jedna, a jeden bez drugiego nie może trwać, że w ceremoniach i manierach różnią się, podług różnicy języków, mniejsza to, kiedy jednakowe mają fundamenta i początki od Chrystusa Pana, a nacóż pruć sukienkę Chrystusową niesposzytą, nazywając unitami i dysunitami, na co dzielić kościół, który Bóg złączył? ten fundament założywszy i ugruntowawszy, nie będzie różnicy w słowach, nie będzie też dyffidencyi między ludźmi, ustanie emulacya, ustąpi wojna. Używał na świadectwo tych, co wespół z nim pracowali około pokoju zborowskiego, iż się tam zgodzili byli do zniesienia tego imienia: unia; ale to słownie przyrzekli kollegowie dotrzymać, nie inkludując w instrument publiczny pokoju, aby to dobrodziejstwo było zgodnej ojczyzny, niewymuszone przaz wojnę kozacką. Jeżeli tego warte 30 cerkwi uniackich, żeby kilka set cerkwi błahocześliwych zniszczyć i spustoszyć, a przez to miliony dusz chrześciańskich, krew onych lejąc, wygubić? Jeżeliż ta mała latorośl, odszczepiona od greckiej wiary, do rzymskiej nie przyrosła, będzie słusznym fundamentem tak ciężkiej wojny, lepiej radzić teraz o bezpieczeństwie zdrowia i życia, a potem uspokoiwszy ojczyznę, dogadzając woli duchowieństwa, złożyć na to synód, którymby ta różnica zmiarkować się mogła. Na co w poselskiej izbie okrzyk wielki stanął: jako kozieł nigdy nie będzie baranem, tak schyzmatyk nie będzie katolikom szczerym obrońcą, a z chłopami buntownikami w jednej wierze będąc, wolności szlacheckich bronić nie może. Wiara bowiem jest dar Ducha świętego, Duch święty jest heroglifik wolności, gdzie chce i jako chce, daje natchnienie. To dla schyzmatyków, a jeszcze głupiego chłop - 127 stwa obżarstwa i buntów szlachtę niewolnikami zrobić, a nie pozwolić onym wierzyć, jak Duch święty każe, ale jako szalona i pijana głowa Chmielnickiego? pretekst zmyśliwszy obrońcy wiary, dyktuje i przykazuje! oto nowy z piekielnej akademii doktor, niedawno pracowity z chłopa licencyat znalazł się, wydziera dar Boży, wiarę świętą Polakom. Jeśli się słowo unia nie podoba, nie podoba się i schyzma; niechże patryarchy schyzmatyckiego, aryańskiemi kacerstwy zmazanego, bisurmańską potencyą poświęconego, bezrozumnego odstąpią nauki, a wszyscy zajedno złączą się z kościołem zachodnim i nazwą się prawowierni. Na to Polska zgodzi się łatwo, a Kisiel, Wojewoda kijowski, kaznodzieją nauki kozackiej rebellii związku. Jeszcze większą suspicyą i inwidyą u Posłów sprawił Kisielowi, Wojewodzie, zalecony pokojowy do Króla od niego, Wereszczaka nazwany, szlachcic urodzeniem, raźny i roztropny, ale wiary kisielowskiej. Stał się zdrajcą Króla i ojczyzny; wyśpiegowawszy najściślejsze sekreta i słowa królewskie, Posłom kozackim donosił, albo do Chmielnickiego przez listy korrespondując oznajmował. Już wszyscy gruchali, że musi być w pokoju królewskim zdrajca jakiś, bo kozaccy Posłowie czynili relacyą o tem, co się skrycie u Króla traktuje, pijani chlubili się, że my mamy takową szparę, przez którą wszystko widzimy i słyszymy, co się u Króla traktuje; jednak dociec nie można było kto taki jest, co skryte rzeczy Kozakom reweluje, póki nie zważyli, że Wereszczaka intryguje, do najmniejszych Króla sekretów nadstawia ucha, a najbardziej, kiedy wzmianka stanie o Kozakach. Zrewidowany, znalezione listy u niego cyframi pisane charakterem ruskim, wyjawiły onego zdradę, przez którego wszystkie sekreta z pokojów królewskich wylatywały. Nakoniec przyznał się do tego zdradziectwa, gdy znalezione u niego listów pakiety, przez które oznajmował o najmniejszej rzeczy, co się podczas sejmu działo, adressując do ruskich zakonników listy. Miał protektorów u dworu, co ekskuzowali niezbożny uczynek Wereszczaki swywolą mia - 128 nując, za co trzeba było go przykładnie karać: o to tylko odesłali go do więzienia, do Malborga, gdzie siedzącw więzieniu, nie wiedzieć, gdzie się podział. Już też miarkę przebrał i Kisiel, Wojewoda kijowski, tak w nienawiści był u Kozaków, jako i u Rzpltej w inwidyi, bo każdej stronie chciał się przypodobać: Kozakom starał się wmówić pokój z Rzpltą, a przed ojczyzną Kozaków ekskuzował. Na co nie zważali już Senatorowie, ani rad jego przyjmowali, mówiąc: „nie podobno pokoju z Ko,,zakami dojść, aż chyba onych przyciśniesz przez wojnę jak „węża, to dopiero będą posłuszni Rzpltej, a teraz nadęci „potencyą i sukcessami szaleją w swem szczęściu." „Znosić każą unią; a to nie w naszej mocy, Papież „nią włada, bo złączenie się duchowieństwa ruskiego z sto„licą apostolską i onej się poddanie, stało się na zgroma,,dzeniu duchowieństwa ruskiego, które się zowie Synod, „ten zaś do świeckich ludzi nie należy." Zaczem do obrony zabrać się a siły zgromadzać radzili; Król zaś perswadował, aby nie odbiegając środków pokoju, wszystkich sposobów szukali, jakoby uśmierzyć zajuszone chłopstwo. Zasiedli tedy w senacie wespół z Posłami Król i Senatorowie, wyrugowawszy nie należących do sejmu arbitrów, dzień i noc 27 godzin nie przestając, aż się w wigilią Bożego Narodzenia sessya skończyła wespół z sejmem, na którym to ustanowiono: „Jeżeli Kozacy szczerze wyprzesięgną się buntów, a pa„kta Zborowskie do skutku przywieść zechcą przed kommi„sarzami od Rzpltej naznaczonymi, jako to: Stanisławem „Zarembą, kijowskim Biskupem, Adamem Kisielem kijow„skim, Grzegorzem Horskim mścisławskim, Stanisławem Lanc„korońskim bracławskim Wwdami: także Jerzym Niemie„rzycem, Krzysztofem Tyszkiewiczem Czetwertyńskim, Kos,,sakowskim Podsęd. bracławskim od stanu rycerskiego, któ„rzy się znosząc z Chmielnickim: na Ukrainie uśmierzyć „mają zachodzące trudności." - 129 A jeśli do tej korabinacyi nie zechcą Kozacy przystąpić, dano ordynans Hetmanowi, aby ściągnąwszy wojska na linii stanęli, pilnując, aby nie było od nieprzyjaciela exkursyi w głąb ojczyzny. Kazano po wszystkiem państwie werbować i zaciągać ludzi cudzoziemskich; certowali posłowie o podatki, że nie podobna w tych ruinach ojczyzny składać, ale pospolitem ruszeniem do wojny wszyscy zabierali się: podatki dawać, i na konie wsiadać, z jednego wołu dwie skóry drzeć. Jednak dla miłości ojczyny i ratunku pozwolili na podatki, zabrawszy do wwdztw, ziem i powiatów na relacyjne sejmiki do ustanowienia kontrybucyi; surowe na nierychło wnoszących, albo sprzecznych, oraz na poborców założywszy kary, uchwalono generalne pospolite ruszenie. Przychęcając Kozaków do wierności ojczyznie , trzech szlachtą kreowali, jako to Margiewicza, Gurskiego i Iwana Dorosza. Król Angielski po straceniu ojca swego w Anglii bezprzykładnym, upraszał Rzpltej o sukurs pieniężny; pozwoliła Rzplta, aby wszyscy Anglicy, Szkotowie, kupcy, w państwie mieszkający ze wszystkich dóbr i towarów dziesiątą część wydali Królowi zrujnowanemu, ponieważ dziad Króla angielskiego podczas wojny chocimskiej z Turkami Rzpltej dał sukurs pieniężny. Jubileusz uniwersalny wydał Ojciec ś. Innocenty X. Papież w pół wieku t. j. r. 1650. przypadający. We Szwecyi po zabiciu Gustawa Adolfa pod Liitzen w Saksonii, córka jego Krystyna Królową szwedzką była. Ta panienka i po śmierci wojnę ojca wiodąc przez swych Generałów, sławy nabyła w całej Europie, w Sztokholmie od Arcybiskupa upsalskiego ukoronowana. Był przy niój Karól Gustaw, Książę z familii Palatinów Renu, bipontski, Gustawa Adolfa siostrzan; ten w wojsku szwedzkiem stopnie wojennych szarży przeszedłszy, do godności generalnej komendy nad wojskiem szwedzkiem w Niemczech doszedł po ustąpieniu Leonarda Torstensona za wolą Gubernatora królestwa szwedzkiego; tego Szwedzi promowo 9 - 130 wali, aby się z Krystyną ożenił. Lecz ona będąc królestwa szwedzkiego panią, nie chciała być królewską żoną; ponieważ jej wszystkie stany podlegały we Szwecyi, niecheiała podlegać mężowi; królestwa Szwedzkiego Karólowi Gustawowi ustąpiła, której obowiązał się Król Karól przez dyploma wydane weneracyą i posłuszeństwo. Zabrawszy skarby i klejnoty i warowawszy prowizyą coroczną sobie, jechała ze Szwecyi do Rzymu, gdzie zostawszy z luterki katoliczką, umarła. ROK 1651 Rok 1651. traktaty pod Zborowem stałe, tylko na odetchnienie przez rok trwały, albowiem z obu stron ucichło było żeby większym impetem strony na siebie następowały. Stan kraju wywrócony, majestat królewski zhańbiony, ojczyznę utrapioną Polacy chcąc windykować z oppressyi, starali się jednak o takie środki, któremiby to nieszczęście Rzpltej uśmierzyć mogli. Kozacy największe niebezpieczeństwo w pokoju zakładali; albo przez wojnę ustalić okrucieństwa swoje, albo też przez bój krwawy ujść kary za wszystkie swe występki poprzedzające usiłowali. W ten cel bili, aby wybiwszy się z poddaństwa, Ukrainę całą podbić i opanować mogli, starając się to wydrzeć panom swoim, co przez wojny krwawe i odważne akcye przodkowie onych zachowali, a przez rebellią umniejszyć granic królestwa polskiego. Polacy jako o swoje dziedzictwo dobijali się, Kozacy zaś to przyswoić chcieli, co przez bunt i opressyą panom wydarli. Póty łudziła onych fortuna ślizga szczęścia, koło wyniosłszy w górę, lecz długo na tym stopniu utrzymać się nie mogąc, musiała się pośliznąć. Zaczem Król tak wiele razy darowawszy urazy, gdy już znieść więcej nie mógł, do broni udać się musiał. Żeby więcej wyuzdana chłopska swawola nie broiła, lubo całej Polsce w gotowości do boju być kazał, jeszcze szukał pokoju, wyprawiwszy Machowskiego, starego Półkownika, do Metropolity kijowskiego, jako bogobojnego pasterza, aby - 131 Chmielnickiemu i starszyznie kozackiej uczynił skrupuł, na czyją duszę krwi chrześciańskiej rozlanie tak wielkie i kraju zniszczenie padnie? Dosyć na tem, że Król z całą Polską w ręku trzymając oręż, spuszcza go na dół i na duchowną zdaje się perswazyą. Nie wskórał nic Metropolitą u zawziętych Kozaków, ani Machowski mógł przywieść Chmielnickiego do uspokojenia się: dawnym trybem płakał, przysięgał, przeklinał i co mógł zmyślał, na okazanie swej niewinności różne figury wyrabiał a 9000 Ordy z Karasz-Murzą przy sobie w Ukrainie na żoł dzie chował, wszystkie półki kozackie trzymał, nowe pozaciągał, fortece, zamki i miasta pofortyfikował, w nich prezydium powsadzawszy, za linią będące chłopstwo do buntu pobudzał i co mógł do wojny sporządzić, żadnej nie opuścił rzeczy. — (Tu jest w rękopiśmie przerwane opowiadanie zdarzeń roku 1651). ROK 1652. Na konkluzyi miesiąca Marca 1652. gdy trzeba było radzić około dobra pospolitego sejm się zerwał. Przedtem Polacy na koniach sejmy odprawowali, tam sądy na złych, rekompensa zasłużonym były na tych koniach; jako bili się za ojczyznę, tak o onej radzili, w otwartem polu wolne rady odprawując. Za czasem dla wygody do gmachów przeniosły się; przed tera na pamięć sądzili, z czasem jak się pisma nauczyli, na piśmie prawa ustanowione; z początku krótkim stylem, ale sprawiedliwie i tylko na pohamowanie złym ferowane; lecz gdy nowych praw namnożyło się z czasem, wielkie praw Księgi urosły, prawa w prawach i prawdy długo szukać trzeba, coraz nowe poprawując, stare ferujemy, a nim się na to zgodzimy, sejmowy czas upłynie. Za Zygmunta I., piszą historycy z podziwieniem, iż do 9go dnia sejm się przeciągnął, potem stanęło prawo, aby co dwie lecie był sejm, a 6 niedziel czasu, sejmowi naznaczonych strawią. Czas ten wszystek na niepotrzebnych koncertacyach schodzi, na osta 9* - 132 tnich dniach Król przez dzień i noc siedzi na tronie, nic nie powstając, perswaduje, promowuje; senatorowie także starania usilnie dokładają, miarkują diferencye posłów, azatem jeden z posłów stanąwszy uporczywie, wszystkie materye z krwawym potem zakończone, jednem słowem protestor zagasi. Tak się na tym sejmie stało: jeden litewski poseł sejm zerwał, a bardziej po wyjściu sejmowego czasu nie dał sejmować, niewinnych Senatorów nazwawszy Katylinami, posłów spokojnych Klaudyuszami, Scypionów i Tuliuszów na wygnanie z ojczyzny rugował. Wtenczas posłowie od Cara moskiewskiego przybyli; dano im publiczną audyencyą; ekspostulowali o umknięte Carowi tytuły, mówiąc: że inaczej nie nagrodzi się krzywda naszemu Carowi, aż winni skarani będą, tak żywych, jako i umarłyeh oskarzając, coraz powtarzali skargi i urazy; przynieśli z sobą do senatu Kalepina dykcyonarz, co to jest perduelio, i na jakie kryminały kara za nią rozciąga się, dowodzili. — Posłowie wojskowi upraszają, aby Rzplta starała się onych słuszne pretensye uspokoić, roku przeszłego ustawiczne prace i zima w ustawnym z nieprzyjacielem boju, nie papierowej zapłaty, ale gotowych potrzebują pieniędzy; albowiem lubo Rzplta ustawnemi kontrybucyami obciążona jęczy, żołnierzowi zasługi i zaplata zatrzymana zostaje, ii żołnierz nie doczekawszy się pieniędzy gotowych, zbutwiałe towary od Ormian musi przyjmować w pieniędzach, ceną we troje podniesioną; dają też takowe asygnacye, za któremi jeżdżąc żołnierz, nic nie wskórawszy, jeszcze straciwszy, znowu je do skarbu przywozi. Lubo Podskarbi w. kor. Leszczyński, produkuje regestra, iż zapłacił i rachunki z powiatami czyni, cóż, kiedy wojska to nie doszło. Prosili imieniem Hetmana, aby wojsko na Ukrainie będące, zrujnowane, świeżemi zaciągami wsparła Rzplta, gdyż próżna nadzieja w tamtym kraju pokoju, a krnąbrności Kozactwa szczupłem? wojskiem wstrzymać me można. Kozaccy zaś posłowie dopraszali się, aby Rzplta traktat pod Białą Cerkwią ustanowiony, approbowała, konstytucyą także komput wojska - 133 kozackiego, aby Król ręką swoją utwierdził, to się wszystko na Ukrainie uspokoi. Zawołany do pokoju królewskiego Półkownik IUadki, spytany, czy zna rękę Chmielnickiego? odpowiedział, znam; gdy mu listy we Wołoszech przejęte ukazano, odpowiedział: podpis prawdziwy hetmański, a list zmyślony: Chmielnicki na hyberny lokując wojsko kwarciane i kozackie, tudzież szlachtę do domów onych wprowadzając, nieraz ledwie nie zginął od zajuszonego chłopstwa; omijał takie fakcye z Turkami robić, wzmacniał Hetmana swego. Przez zerwanie sejmu: ojczyzna bez obrony, Ukraina bez pokoju, żołnierze bez zasług, a Rzplta bez należytego bezpieczeństwa zostając, wydaną była na łup nieprzyjacielowi, stała się pośmiewiskiem, a jakom wyżej napisał, że ten rok feralny, bo nie tylko publiczne zamieszania, ale i prywatne działy się niesnaski. Mikołaj Gniewosz, Biskup kijowski następował na Szczawińskiego, Starostę brzeskiego kujawskiego, udając, że się z krewną ożenił, do drzwi kościelnych monitoria po całej dyecezyi honor imienia Szczawińskich szarpiąc, przylepiał; dla czego parentelaci w Kujawach urazili się na Biskupa, iż listy na sejmik pisane, czytać nie pozwoliwszy, Starosta brzeski z rąk chcącego czytać wydarłszy, poszarpał i na Biskupa czynił uszczypliwemi słowy akklamacyą. Biskup zawzięty o honor swój, zaczął czynić prawem świeckim i duchownem; Szczawińscy zaś wszędzie Biskupa z tulmutem szlachty prześladowali. Król perswadował Biskupowi, ordynował kilku Senatorów, aby Szczawińskich z Biskupem w uporze zmiarkowali, a chociaż Biskup już przestawał, Szczawińscy w prześladowaniu Biskupa nie ustawali, i tak passując się z sobą, do boju przyszło, aż się z obu stron kłótnia naprzykrzyła, to się pomiarkowali. Z drugiej strony Zborowski następował na Piaseckiego, synowca Biskupa przemyślskiego, mieniąc sobie krzywdę, że stryj jego pisząc kronikę Bobolego, kolligata Zborowskiego, nie dobrze wspomina; o co Piasecki na pojedynek Zborowskiego wyzwał; do spotkania oba dali sobie parol. Tym - 134 czasem Piasecki w trybunale konwinkował Zborowskiego prawem, kazano mu przez dekret rewokować, i w wieży siedzieć. Nieukontentowany tera Piasecki, nastąpił na Zborowskiego, a lubo Zborowski bił po kawalersku, ale przemożony od Piaseckiego, zabity zginął. Zborowski, człek rozumny i odważny, ale zwykł był językiem szermować, ludzi urażając. Duchowieństwo nawet w tym roku w różnych było zamieszaniach; były to apostazye, to z zakonów ucieczki; nawet jeden, nie poświęcony na kapłaństwo, mszą odprawiał; lubo uciekł do Franciszkanów i onych habit przyjął, wzięto go z klasztoru, habit Franciszkanom oddano, a samego w Krakowie spalono. Opusczam insze najazdy, rozboje i wzburzenia pospolitego pokoju, zagęszczone w tym roku. Zimę przebywszy jakożkolwiek w pokoju, za nadejściem wiosny i pokój na Ukrainie przez rebellią naruszony. Hetman polny w Bracławiu z wojskiem stał na lokacyi zimowej, odwiedzał i swoję fortunę, mając kilka miasteczek wieczystych, jako to: Tulczyn, Niesterwar, Bracław; miał oko na wojsko swoje, patrzał i na Chmielnickiego w Czechrynie na kozackie obroty. Siedział, gdzie było wielkie prezydium i miał wszelką gotowość do wojny. Za Dnieprem zamieszanie było; inszego sobie obrali Hetmana Buhaja, który zgromadził swawolnych chłopów, do posłuszeństwa panom powracać niechcących, a w kompucie nie mieszczących się, jako i w niżyńskim trakcie ciż chłopi, obrali sobie Mozyrę za wodza, którego Chmielnicki zrzucił z półku korsuńskiego. Przytem przydany Michał Wojniłowicz, z kilku chorągwi lekkich, dla lokacyi na zimę wojska i ubezpieczenia wygnanej szlachty, w dobrach swoich nie znalazł nic stałego , ani szczerego, ani bezpieczeństwa żadnego, bo ni szlachty do własnych domów nie przypuszczali, ani wojsku do hybernowych kwater przystępu nie było ; wsie, słobody i folwarki, wyprowadziwszy z nich zboże i siano, pusto pozostawiali ; chłopi do miast i fortec wszystko sprowadzili i sami się tam pozamykali; wojsko do nich chciało szturmować bronili się na potęgę. - 135 Zaczem Hetman polny wydał uniwersały, upominając i upewniając chłopów, aby w domach siedzieli spokojnie, wojska się nie obawiając, byle już bunty porzucili, żołnierzom chleba nie żałując. Odpowiedzieli: że i oni w kompucie zostają wojskowym, bo Chmielnicki spisawszy komput Kozaków regestrowych 20 tysięcy z traktatu białocerkiewskiego, Królowi go odesłał, a tu Kozakom na 40,000 komput zrobił i Króla oszukał, i chłopstwu dał okazyą do buntu, o co Hetman polny z nim ekspostulował, któremu Chmielnicki odpisał: że inaczej nie można było zajuszonego chłopstwa ugodzić, ale się to powoli utrze. Widział Hetman Chmielnickiego chytry dowcip, ale i Chmielnicki strzegł się Hetmana, lubo wiedział, że szczery żołnierski pan, ale wojennych sztuk świadom, obawiał się blizko przystąpić, zmyślał pokorę i submissyą, szpiegował o najmniejszych zamysłach Kalinowskiego, a przez listy, albo posłów, zdaleka tylko traktował; zkąd nienawiść i suspicye między dwoma rozjątrzonymi: ten tego chciał, a ten czego inszego żądał. Zdarzyło się, że Polacy nawiedzając Chmielmielnickiego, pytali się: czemuby nie żył w konfidencyi z Hetmanem i onego poufale nie odwiedził, a z sobą się porozumiawszy, adwersye nie zjednoczyli, odpowiedział: iż wąż uciętego ogona obawiając się pomsty, nie chciał z gospodarzem powrócić do zgody poufałej, a do tego kilka razy na mnie zasadzone były zdrady, wolę z daleka żyć bezpieczny. Dyssymulowal Hetman polny, póki nie przejęto listów w Wołoszech Chmielnickiego i drugich od liana, przez Szachdemir posłanych, których nie dostał. Już też więcej nie mogąc wytrwać, wyrzucał na oczy zdrady Chmielnickiemu, do czego Chmielnicki nie przyznawał się, i owszem na Hemana narzekał, że takiemi zmyślonemi racyami Króla irrytował, nietylko zawzięty na mnie i radby w łyżce wody utopić, ale pokój publiczny radby zburzyć; Hanowi krymskiemu perswadował, aby krzywdy swej rozbitego posła upominał się, szukając przyczyny jakiejkolwiek, aby, gdy padnie los niefortunny, miał się czem złożyć. - 136 Na Hospodara wołoskiego Bazylego Lupuli, że w Wołoszech stało się przejęcie posłów, Chmielnicki i Han źli byli, który po pierwszym przestrachu, nim się zrekolligował, wyznał, że to polscy ludzie zrobili, nie Wołosza, chcąc się z tej napaści wywinąć. Zaczem przysłany był do Hetmana Dedysz Aga, uskarzając się imieniem liana o takie przejęcie posłów bańskich, któremu Hetman dał z siebie ekskuzę, iż nie z wojska jego to się stało: od dworu królewskiego Hetmanowi tę nowinę przysłano. Tatar zdał się być wyperswadowany, taił gniew, który za podaniem okazyi wywrzeć dezygnował. Za Dnieprem coraz bardziej rebelia górę brała, niechciano chorągwiom na Ukrainie będącym dawać żywności; musiał żołnierz o kawałek chleba krwawo zapocić się; zatem w trakcie ostreńskim napadli na Wojniłowicza, i Siemiaszki chorągwie, ze 20 zabiwszy towarzystwa z Drochiczyńców miasteczka rugowali; niepodobna było chłopstwa uśmierzyć, chyba nadesłaniem wojska. Na Zadnieprze ordynowany ze 3,000 ludzi Jerzy Potocki, choć spieszno przybył, już znalazł większą potencyą, chłopstwo co żywo do gromady się zebrało. Chmielnicki lubo się cieszył z tego, jednak dał wiedzieć Hetmanowi, iż bez wiadomości i ordynansów jego znowu tumult powstaje, który uśmierzając trzeba spokojnych środków, trzeba żeby Hetman polny, wysłał kogo dla inkwizycyi, z jakiej okazyi ta burda poszła i ja, albo się tak będzie Hetmanowi polnemu zdawało, sam pójdę i zburzenie publicznego pokoju przykładną swawolnych karą windykować będę; ale mi się zdaje, że lepiej gdy Kommisarze z Polaków i Kozaków wejrzą w to, i winnego osądziwszy, ukarzą. Pozwolił na to Hetman polny, naznaczył Kommisarzów; pokazało się, że Mozyra buntował pospólstwo: ze swoimi officyalistami wskazany na gardło i skarany; z lóźnej czeladni naszej winni pościnani; te rozruchy uśmierzać tym środkiem, z obu stron podobało się. Obrani z obu stron Kommisarze, żeby pokój utrzymywali; naznaczył Hetman polny - 137 Kalinowski, Wojewodę bracławskiego, aby prezydował na sądzie, przydani od Kozaków do każdej chorągwi Kozacy, co gospody żołnierzom polskim wydzielali. Takie to pozory przyjaźni czynił Chmielnicki, póki nie wzięli ludzie na wiosnę zboża! Jak się Kozacy dowiedzieli o zerwanym sejmie, i wiosna przyszła, co żywo do buntu i wojny. Nuradyn Sułtan opasłszy konie w Maju, do Wwdztwa bracławskiego ponad Dniestrem wkroczył, pokazując niby do Wołoch miał dążyć, dokąd wyprawiwszy takiego śwata, i Timoszko, syn starszy Chmielnickiego, z Kozakami ciągnął. Hetman polny obóz założył pod Batochem, nie daleko Bohu, którędy Timoszko trakt kierował; trzeba było onego się strzedz, bo na wszystkie niecnoty był rozpasany i Tatarów także obawiać się należało, ponieważ urażeni rozbiciem posłów; ale stary Chmielnicki ubezpieczył Hetmana listem, w te słowa pisanym: „Syn mój Timoszko, bez woli mojej idzie do Wołoch, „jednak nic nie myśli Polakom złego zrobić, bo tam idzie „w zaloty, chyba Tatarowie, naród swawolny, onym wie„rzyć nie trzeba." Jedni twierdzili, że szczerze postępuje Chmielnicki, drudzy radzili strzedz się tej. zdrady, iż syna nie mogąc wymówić od inkursyi gwałtownej do Wołoch, siebie wcześnie ekskuzuje. Jakożkolwiek nie było przezorności w naszych, która jest siostrą prowidencyi, bo w wojsku nie służy to słowo: nie spodziewałem się. Zawsze żołnierzowi ostrożność nie zawadzi. Przeczuwszy to, należało Hetmanowi umknąć się ze ślaku, wojsko z Zadniepra i zewsząd do gromady zaciągnąć, co i Póikownicy radzili i Hetman na tern był przestał; lecz potem raz tak, drugi raz inaczej myślał; już pono na zgubę mu szło, że się nie złączył z ludźmi. Zaczem Nuradyn napadłszy, wiele koni na paszy zagarnął, potem impetem wleciał na wojsko; lecz widząc naszych w szykach, wstrzymał się i starzy żołnierze powiedzieli, iż Orda otarłszy się, pójdzie precz, a wzięci w niewolą Tata - 138 rowie czynili relacyą, że ominąwszy Batoch Timoszko, prosto poszedł do Wołoch. Gdy się tedy zaczynała bitwa, choć nie rychło udałi się do rady nasi; Hetman od Półkowników zaciągnął porady, między którymi Przyjemski rzekł: „Dobrze „co chwalebniejszego radzić, a czynie co potrzebniejszego, „jako i nam, gdy nie ma czasu, to czyńmy, co musimy, bo „w tym teraz stopniu fortuny jesteśmy, iż każdyby lepszej „życzył. Już nie ma czasu narzekać na fortunę i radę ga,,nić, jeżeli Bóg chce nam dać życie i całość z odwagą wi.,ktoryą. Ja w młodości przywykłem czynić, mówić wiele „nie umiem, słowa nie odpędzą od karku szabli tatarskiej, „a w niebezpieczeństwie perorować szalonego jest. Dwa spo„soby znajduję, albo chce nas nieprzyjaciel obledz, jak pod ,,Zbarażem, albo natarłszy raz i drugi raz na nas, odejdzie ,,precz. Daj Boże, żeby ta nawałność była tylko mimocho„dem i ten w amorach utopiony młodzian, spieszył się co„prędzej z amorami do Wołoch; lecz mnie się widzi, że ta „nawałność nie momentem skończy się; nie pierwej nieprzy,,jaciel ztąd odejdzie, aż Tatarowie nasycą się łupem, a re„bellia Kozacka krwią naszą zafarbuje weselne gody. Je„żeli zabawią się tu, nad nami niefortunny skutek wisi; oprócz ,,zguby koni, które życie nasze dźwigają, siedzieć będziem „jak wilki w jamie póty, póki albo nikczemnie nie poddamy „się, albo jeden przy drugim niepowetowaną śmiercią nie po,,giniemy. Zatem Hetmanie z jazdą umkniej się i tę młódź „ojczyźnie w przyszłe czasy uprowadź piechoty, z któremi ,,ja zostanę w okopach, zamkniejmy się, impet nieprzyjaciel,,ski utrzymując, byle ammunicyi i prowiantów stawało. Tak „odszedłszy coprędzej, zbierz wojsko, strasznym będziesz nie,,przyjacielowi, nie opuścisz wojska, ale część zostawisz „i wkrótce możesz przybyć. W niebytności twojej my cię „w pamięci i myśli chować będziemy, zkadinąd szkodząc nie,,przyjacielowi, którego oszukiwać i rozdwajać, pierwsza wo„jenna sztuka. Ja sprobuję, co cnota polska, a co szaleń,,stwo nieprzyjacielskie umieją; za Bożą pomocą obiecuję, „w okopach dwa miesiące bronić się dokładnie; jeżeli dłużej - 139 „wytrzymać nie będę mógł, tu chwalebnie polegnę, a ty ży„jąc sądzić będziesz, czy dotrzymałem obietnicy i czy cnoty „czyli mnie fortuny niedostawalo." Wszyscy chwalili zdanie Przyjemskiego, który w różnych bataliach i fortecach wyćwiczony był w cudzych krajach był pod Bryzakiem w oblężeniu, we francuzkiem także i szwedzkiem wojsku za Półkownika służył; lecz Hetman na nieszczęście swoje uparł się. Żołnierze dotychczas posłuszni, narzekali na Hetmana w głos. Chorąży jego huzarskiej chorągwi, gdy chorągiew podniósł, koń pod nim obalił się i chorągiew na ziemię rozesłała się, pierwszy zły znak. Zatrąbiono do boju, wychodzi szykami w pole wojsko. Nie wątpił Hetman, iż tabory i okopy tył mu zasłonią, a on wygra z Tatarami batalią; inaczej gdyby Ordę przepuścił, nie uniósłszy onych, nieśmiertelnąby ohydę w wojsku otrzymał, z urąganiem się dzikich pogan. 6000 jazdy, 3000 piechoty było polskiego wojska; chociaż znużone chorągwie, ledwie trzecia część komputu; jedni dla zasług na deputacyi, a drudzy w domu zgubionej fortuny pilnowali; trzeci nie pilnowali chorągwi, nie mając zapłaty; rzadkie chorągwie czeladzią tylko nadstawiały się i bazarnikami. Okop przestronny bardzo zrobili, tak dla swego wojska tu będącego, jako i z Ukrainy przychodzącego, tudzież dla Kozaków od Humania przez Chmielnickiego przyjść obiecanych; same obszerne okopy zaszkodziły, które zmniejszyć nie było czasu, gdyż Orda nad karkiem wisiała. Zaczem musieli się z Ordą spotkać. Marek Sobieski, Starosta krasnostawski i odrzywolski, Kasztelan czernichowski impet tatarski z dywizyami swemi odpędzili; lecz Tatarowie zrobiwszy fintę, uchodzić poczęli. Kalinowski nie kazał daleko zapędzać się za Tatarami, lepiej wniść do okopów, zkąd z armat Tatarów razić będzie można; ale Tatarowie obiegłszy okopy, na których z armat strzelano, opodal stanęli, żeby onych z armat nie rażono. Tymczasem z Kozakami Tymoszko w tył okopów zaszedł i z wielkim impetem attakował, iż od armatniego prochu świata widać nie było. Bronił się należycie z piechotą - 140 Przyjemski, odważnie potencyą swoją Kozaków od okopów odpędził. Hetman nie wiedział, co za tumult w tyle okopów, aliści Wincenty Zieliński Rotmistrz przypada do Hetmana, prosząc o sukkurs. Co tylko miał ordynować, aż tu ak na zwierza Tatarzy na jazdę uderzyli; w obozie zaś siana słomy zapalone, zatem i szalasze żołnierskie zajęły się. Tu od Ordy i Kozaków ustawny nieprzyjacielski impet, w obozie ciężki pożar, przytem dym zakrył prospekt, gdzie się co dzieje, nie wiedział Hetman, której stronie sukkursować; mężnie jednak i odważnie stawał srodze zraniony. Co widząc Marek Sobieski, wziął kommendę i wstrzymał nieprzyjacielską furyą, a lubo zwyciężyć nieprzyjaciela było niepodobno, jednak nieustraszony rezolutnie stawał, aż póki go przed bramą okopów Odrzywolskiego z wielu godnych Półkowników nieprzyjaciel trupem niepołożył. Jeszcze nasi nie desperowaliby o obronie, gdyby byli mogli do okopów rejterować się, bo nagłym pożarem we środku okopów piechoty trapione walów bronić nie wystarczyły, a Kozacy obces na wały włażąc, Polakom do okopu wniść nie dopuszczali. Był między Kozakami Złotarenko, główny Polaków nieprzyjaciel, dla czego Chmielnicki onego nad drugich Półkowników estymował. Ten gdy obaczył w okopach ogień, zachęcał Kozaków wszystkiemi sposobami, aby leźli na wały, mówiąc: dajcie pokój strzelaniu, nie mordujcie się, rąbiąc Polaków, gołemi rękoma onych weźniem, wpędziwszy onych w ogień przyduszą się sami. Pomścić się krzywdy swej Beresteckiej starajcie się, okrążywszy onych w swoim ogniu, tyranów spalić napędzicie w ichże własnym okopie, jako w więzieniu zamkniętych oblężecie. Widząc Hetman ostatnią zgubę, dwa razy raniony, skoczył na nieprzyjaciela, nie dając się żywcem wziąść, rozsiekany został. Mężny i nieustraszonego serca, był rycerz surowy w komendzie, ale w swem zdaniu uporczywie kochający się, do pomsty chciwy, nie zważał, jak przyszłym zabieżeć rzeczom. Kozacy onego za nieubłaganego mieli, trzeba było postrach łaskawością pokrywać. Tąż śmiercią Marek - 141 Sobieski, Starosta krasnostawski, wspaniały kawaler, w wojennych akcyach wypolerowany na placu poległ. Samuel Kalinowski, Oboźny koronny, syn Hetmana polnego zaufał szybkiemu koniowi, umknąwszy z rąk nieprzyjacielskich, błądząc po lasach od zajuszonego chłopstwa zabity; drudzy rozumieli że od Ordy wzięty, Zygmunt Przyjemski, Pisarz polny, Generał artyleryi koronnej, rozsiekany został. Krzysztof Grodzicki Półkownik piechoty niemieckiej dziwnym sposobem ocalał, w niewolą tatarską dostawszy się. Porucznicy Gorka, Kossakowski, Niepokojczycki, Bałaban, którego Tatarzyn poznawszy, iż pod Korsuniem wzięty, nie zapłacił mu okupu umówionego, zabił go na tem samem miejscu. Szczęśliwszy Korycki, Pólkownik ostrogskich Ordynatów, iż dostał się Chamambet Murzy, swemu krewnemu. Jerzy Czerny, herbu Nowina, w wojsku hiszpańskiem służący czas nie mały, do ojczyzny powróciwszy, był przy znajomym swym Generale Przyjemskim, pod Batohem, przypatrując się wojnie polskiej, położył życie swoje dla ojczyzny w tejże potrzebie. Tatarowie otrzymawszy wiktoryę, tryumfowali nazbyt i cieszyli się, kazawszy uciąć głowę Hetmana Kalinowskiego, Nuradyn Sułtan na dzidzie utkniętą przed sobą woził, mówiąc, nie dopłacił mi jeszcze okupu. Przegrana bitwa pod Batowem na wielką hardośc Kozaków wsadziła. Złotarenko tryumfując, powiedział: zdechły pies nie kąsa. Zaczem nie kontentując się w potrzebie pobitymi Polakami, wespół z drugim Półkownikiem kozackim Wysoczany nazwanym, namówili Nuradyna Sułtana, aby wziętyeh w niewolę Polaków wszystkich wyciąć kazał. Zajadła pomsta ztąd poszła, iż powróciwszy z niewoli tatarskiej Kalinowski, żwawie Ukrainę od Kozaków odwojować starał się, dla tego chcąc się ubezpieczyć, instygowali, aby wszystkich Polaków wycinała Orda, jakoby tak wiele w Polsce było rycerstwa. Leez tego okrucieństwa stary Chmielnicki był autorem, który trzy mile odeszlego od siebie Tymoszka z Kozakami dogoniwszy, nauczał, jak miał zwyciężywszy Polaków, sobie z nimi postępować. Nie chciał długo - 142 Nuradin pozwolić na toż okrucieństwo, nie tak z kompassyi nad Polakami, jako żałując okupu, który mu zginie przez wycięcie więźniów; sama Orda żałowała mówiąc, że nam zdobycz ginie. Kapłam i Chamambet, Murzowie, kazali się wstrzymać Tatarom ścinającym Polaków, Nuradynowi perswadowali, żeby tej ohydy i okrucieństwa tatarskiemu i swemu imieniowi nie czynił. Wstrzymał się trochę, aż Kozacy i tych Murzów przekupili, wysadzili Ordę nohajską, tłum hultajski na wycięcie więźniów polskich jednych ścinali, drugich na śmierć kłuli, a gdy więźniowie konając wołali Jezus! przestraszyli Tatarów, a zatem po gardłach siekli, żeby imienia Jezus zbawiennego nie wspominali; 5000 znaczniejszych jako i czeladzi wycięto na tenczas; piechoty z oficerami broniące się, na placu położono trupem. Jeżdżąc na koniach instygowali Półkownicy kozaccy, aby nie folgowali Tatarowie już konającym, urągając się potem, 3 dni szukali między Tatarami, jeśli którego nie utaili Polaka miłosierniejsi poganie. Niektórych przechowali, jednych po tatarska ustroiwszy, drugich po białoglowsku, między którymi Krzysztof Grodzicki, Półkownik piechoty niemieckiej, że mu twarz proch od armaty zapałem wyskoczywszy, okurzył, niepoznany ocalał i potem Generałem artyleryi koronnej był. Maciej Kadzidłowski rodem z Kujaw, towarzysz Myszkowskiego chorągwi leżał związany między drugimi więźniami, a widząc okrucieństwo nad kolegami, rozerwawszy więzy, wyrwał szablę Tatarowi i odpędził kilku od ścięcia, naostatek okrążony od Ordy został rozsiekany. Męczennicy za ojczyznę, nieśmiertelnej sławy godni, pewno w niebie zbawienia dusznego otrzymali koronę! O tej batochowskiej akcyi, relacyą pewną Jan Szaniawski od Ordy przechowany, czynił na potem, wyszedłszy z niewoli i Reformatem został. W Ładyżynie, mieście Książąt Wiśniowieckich nad rzeką Bohem, w jaskini odgłos wydawał czy pokutujący za grzech człek, czyli to szatan głos ludzki zmyślający, albo sam człowiekiem być się mienił i Spasowskim przezwał się, różnemi językami, jak spytany odpowiadał. Tam żołnierze nasi z cie - 143 kawości do tej jaskini przystąpiwszy, z onym rozmawiali, który im odpowiedział słowy: idźcie co prędzej powiedzieć Hetmanowi, aby się z tego kraju umknął, albo też miał się na ostrożności, bo przychodzi szalony pijak, który mu brodę chce ogolić, obawiać się trzeba, żeby ta brzytew ostra bardzo głowy razem z brodą nie urwała. Natenczas śmieli się z tej powieści, a jak się sprawdziło, nie rychło dali wiarę. O temże czyni Kochowski relacyą: ja sam rozmawiałem i na uszy swoje z jaskini głos słyszałem oznajmujący w Warszawie o sejmie, jak się skończył, czyniący relacyą, że żołnierz zbytkuje na stanowiskach, dzwony od cerkwi zabiera, Chmielnicki z Carem moskiewskim się zligował, inne sekreta wyjawiający: Pólkownika regimentu w Ładyżynie stojącego, Francuza po francuzku napominał, iżby należytą miał ostrożność. Z komet i zaćmienia różni astrologowie różne czynili konjektury, opisując wojny kraju, zniszczenie, głód, powietrze drogość zboża, panowanie ogniowe, burze wielkie i powodzie, jednem słowem wyrazili: dopóki wąż oręża nie połknie, nie będzie smokiem. Mikołaj Zurawski, astrolog królewski, ostrzegł Króla, żeby się łaskawie z poddanymi obchodził, położywszy Seneki wiersze łacińskie w ten sens po polsku przetłomaczone: Wy monarchowie, którym Bóg dał świata rządy, —Życia i śmierci ludzkiej poleciwszy sądy — Porzućcie dumną władzę, karzcie lud z litością — Najwyższy rządzca zdjęty waszą łaskawością,— Wzajemnie każdemu z was wkrótce odwetuje, —Jak was ukoronował, tag złych zdegraduje." Po tej nieszczęśliwej przegranej bitwie batohowskiej, nastąpiło powietrze po całej Polsce i na Ukrainę przeniosło się, skądże Orda po wygranej bez jassyru wyszła z granic polskich i obawiała się do Krymu zanieść powietrze. Widzieć było po miastach, miasteczkach i wsiach, jako snopy walące się trupy ludzkie, po lasach i puszczach tułali się, a zwierzęta z lasów i jaskiń do miast, miasteczek i wsiów na żer trupów ludzkich się rzuciły; nie było komu - 144 trupów chować, bo nie tylko zarażali się od dotknienia, ale sam wiatr ludzi zabijał. Kraków miasto ludniejsze, najwięcej powietrze trapiło. Zaczęło się w roku 1651 w jesieni i przez zimę, która zwykła humory zaraźliwe mrozami wyciągać, aż do roku 1652 do miesiąca Oktobra srożyło się. 36,000 ludzi tą plagą boską umarło, prócz tych, co w lasach między górami, w polach, piwnicach i ciemnych lochach polegli bez wiadomości. Królowa Ludwika pobożny uczynek świadczyła, dawszy pieniądze dla skupienia żywności, któremi zarażonych po szpitalach prowidowano. I magistrat krakowski miał staranie, wystawiwszy lazaret, doktora i cyrulików namówiwszy, aby około chorych chodzili. Najbardziej Zacherle Burmistrz miał staranie nietylko broniąc miasta od zarazy, lecz aby hultajstwo domów i kramów nie rabowało, pilne miał straże. Grabarze najęci do chowania umarłych ludzi nietylko po zapowietrzonych zabierali wszystko, ale żywych i majętnych starali się zapowietrzyć, dobywszy mózg z głowy trupa zarażonego, podworze i drzwi w kamienicach majętnych ludzi namaszczali, aby za dotknięciem się zapowietrzyli. Nie dosyć tego, miasta zapalano natenczas: Lublin, Kalisz, Częstochowa i Uście pogorzaly. Wylała Wisła z ustawicznych deszczów, wywróciwszy slupy mostu; od miasta Krakowa do Kaźmierza aż do Bernardynów klasztoru, na łokieć się woda na ulicach podniosła. W mieście Kazimierzu z brzegów wystąpiwszy, siła ludzi potopiła, domy powywracała; wielu na belkach i deskach się ratowali, potem ich przewoźnicy przyjmowali; na kupie siana wilk z kozą płynął w nieszczęściu zgodnie, przypłynęła do brzegu chałupka, w której matka z 3ma dziećmi siedziała. Rozeszła się po całej Polsce nowina o strasznej klęsce wojska pod Batohem, wszystkich przeraziła. Którzy uszli z tej toni, bajali więcej niż było. Utrapiona ojczyzna straciwszy kwiat wojska z Hetmanem, druga część wojsk za Dnieprem od chłopstwa rebellii osaczona, wewnątrz nie było żadnej zawady. Jeszcze to łaska Boża była, że Tatarowie - 145 w głąb nie wtargnęli. Chmielnicki Kamieniec zapowietrzony nie attakował, Tymoszko z przyrodzonego szaleństwa przez Podgorze z Wołoch do Krakowa nie przypadł, Moskwa na Rzpltą zwaśniona, do Litwy nie wkroczyła, jako się byli zmówili z sobą nieprzyjaciele. Ostatniaby zguba na ojczyznę padła, ale Bóg, któremu jeszcze raz dźwignąć Polskę podobało się, pomięszał onych zamysły. Król przeczuwając tę ruinę w ojczyznie, sejm ekstraordynaryjny złożył, dawszy instrukcyą na sejmiki przedsejmowe, aby co żywo do ratunku ojczyzny zabierano się; zaczem Polska co przeszłego roku tryumfowała z Kozaków, za powinieniem się ślizgiej nogi fortuny, w ostatniem została utrapieniu. A nim się sejm zaczął, ruskie województwo do obrony ojczyzny rzuciło się: Stanisław Potocki, podolski; Lanckoroński, bracławski, wojewodowie, zjechali się do Lwowa najpierwej rozbiegłe wojsko zbierać; Lanckoroński pod Glinianami stanąwszy, zasłaniał Lwów; Potocki pod Strumielcem, Kamionką, zbierał ludzi. Od Ukrainy wyglądał Potocki wojska, które, gdy Chmielnicki na weselne gody w Wołoszech oglądał się, z Zadnieprza uchodząc od tłumu rebellizującego wojska, przebierało się, udając się ku Nowogródkowi siewierskiemu i że niby do Litwy dążyć miało, puszczając echo; a zatem odsaczywszy od chłopstwa wozy, popaliwszy je i czeladź na konie pobrawszy, prosto do Dniepru udało się, a znalazłszy bajdaki i czołna, konie w pław, samo się przeprawiło na bajdakach; drudzy płyty sobie porobili, i jak ptacy w prędce za Dniepr przelecieli, ztamtąd do Pawołoczy udali się. Chmielnicki obawiając się, żeby w niebytności jego nie byli goście ciężcy na Ukrainę, ile od pospólstwa kozackiego urażeni, musiał się cofać od Kamieńca ku Ukrainie. Dnia 23go Lipca zaczął się sejm, jedyny sposób ratowania ojczyzny; a już województwa, ziemie i powiaty uchwaliły werbunki i podatki na nowego żołnierza; przytempopisy na pospolite ruszenie, nim sejm stanie, gotowe już były. Krakowskie województwo, jako pierwsze w Małej Polsce po 10 - 146 czątek uczyniło; 1200 ludzi zaciągnęło, obrawszy Rotmistrzów: Samuela Scibora Chełmskiego; Stanisława Nieczuja Dembińskiego, Stanisława Morsztyna, Krzysztofa Krupkę, Aleksandra Chrząstowskiego, Wojciecha Rarowskiego. Akademia krakowska zacną młódź nietylko w naukach poleruje, ale i do obrony Rzpltej sposobi. Król na febrę zachorował, którą maligną zowią, przez dni 16 w paroksyzmie zostawał; wielu mowiło, że już umrze. Przytem powietrze wszczęło się w Warszawie, kilku z dworskich już umarło; zatem gdy ludzkie ustają rady, Boska moc dźwiga, począł Król do siebie przychodzić, co widząc wszyscy, żwawiej rzucili się do ratunku ojczyzny. Alexander Sielski, Starosta stężycki, był Marszałkiem poselskim, obrany zgodnie: pierwszy dar Ducha świętego! Szwecya po niedejściu traktatu w Lubeku, na wojnę gotowała się przeciw Polakom; pierwsza o tem była sejmowa konsyderacya; wyprawieni znowu Kommisarze, aby się starali o pokój, w czem i Cesarz Królowi dopomagał. Jeszcze i Moskal przez Witowskiego, Kasztelana sandomirskiego, nie dał jawnej ku wojnie z Polską deklaracyi. W Lublinie ustanowiona kommissya, aby zapłatę skuteczną obmyśliła; uchwalono podatki na 50,000 wojska, pospolite ruszenie generalne. Przyjaciele Radziejowskiego, chcieli Króla ubłagać w teraźniejszym rosole zostającego, rozumiejąc, że będzie łatwiejszy; lecz przejęta korespondencya pogrążyłą onego. Odjechał Radziejowski po odsądzeniu od honoru i fortuny do dwom cesarskiego, spodziewając się ratunku od Cesarza; trafił do takiego dworu, który Martwe morze zowią; trzeba rok czekać, nim rezolucyą otrzymasz. Widząc, że tam nic nie wskóra udał się do Szwecyi, która go albo przez traktaty pokoju w Lubeku reassumowane, albo przez wojnę może podźwignąć. Szukał różnych z Wiednia wyjechania przyczyn, gdy mu pieczęć podkanclerską porwaną ukradkiem, Hrabia Sztaremberg, Marszałek dworu cesarskiego, odesłał do Króla Kazimierza do Polski, musiał z Wiednia do Karóla Wrangla Admirała Szwedzkiego do Kroneburgu odjechać, a ztamtąd - 147 do Sztokholmu, stolicy królestwa szwedzkiego z honorem odesłany; albowiem Szwedom do Polski gotującym się na rękę było dostać takiego człowieka, który Ministrem był u Króla Kazimierza. Tam mieszkający pod protekstem protekcyi Radziejowski, wyprawił Jana Jasińskiego, konfidenta swego, jako starego sługę do Polski, bo ten chciał ojczyznę odwiedzić, i pana prosił, aby go uwolnił; przez którego do przyjaciół swoich pisał Radziejowski. Miał też jechać i do Kozaków z Polski, wytchnąwszy trochę. Gdy przebył Morze bałtyckie, spotkał go Porucznik Koniecpolskiego, Wyżycki, w drodze, spytał się z kąd idzie i dokąd? odpowiedział: iż powraca ze Szwecyi, odstawszy od Radziejowskiego. Czynił relacyą, jak powodzi się jego panu; powiedzieli ludzie Wyżyckiego, że ma juki ten człowiek, więc przetrząsnąć go zawinęli się, rozumiejąc, że znajdą pieniądze, aż w jukach pełno papierów, a pieniędzy nie masz, zaczem mając go na oku, zaprowadził go Wyżycki do Warszawy. Tam lepiej zrewidowany, znaleziono u niego blankiety Radziejowskiego z podpisem i pieczęcią, które zapisać podług potrzeby zlecił Jasińskiemu; między temi znaleziono i listy do Chmielnickiego i innych Pólkowników kozackich, żaląc się na utrapienie swoje, od Króla poniesione; że nie życzył zaporoskiego wojska naruszać praw i swobód; oraz, że odradzał Królowi, aby z pod Beresteczka prosto do Kijowa nie dążył na dogonienie Kozaków, a zatem odsądzony od honoru i fortun, tułać się musi za granicą, ale dostał we Szwecyi protekcyą u Królowej, która chce utrzymywać prawo wasze kozackie i obiecuje dać protekcyą wam, zaczem posyłam wam dla korrespondencyi podufałego człeka swego, nie mogąc wszystkiego listownie powierzyć, na onego ustną relacyą feruje się, którego nie bawiąc proszę z rezolucyą odesłać. Więc kazano Jasińskiemu, aby dobrowolnie wyznał: z czem i po co posłany? Dobyto notacyą, aby Chmielnicki posłów do Szwecyi przysłał pisma ruskiego umiejętnych, ktore Królowa czyta; żeby ci Posłowie mieli plenipotencyą do zawarcia 10* - 148 traktatów z Królową szwedzką, i żeby zakonnik ruski przysłany był na rezydencyą od Kozaków; wojsko szwedzkie liczne po zakończonym traktacie z Kozakami wkroczy w granice polskie: Król polski stara ze Szwecyą o pokój wiekuisty, ale Królowa daleka od tego, trzeba, żeby się starali Posłów bezpiecznie przesłać i prędko, gdyż ta rzecz potrzebuje sekretu i prędkiej rezolucyi. Z Ordą pobratymstwa nie odstępować i siedmiogrodzkiego Księcia na swoję stronę starać się przeciągnąć, obiecująe onemu poprzysięgłą pomoc od Szwecyi; Hospodarowi wołoskiemu nie wierzyć, gdyż człek nie stały i inszej partyi z Kozakami; nie staczać bitwy, ni w traktaty wchodzić, zatrzymując onych na rzeczy, póki się nie złączą wojska; jak Szwed opanuje Prasy, część onych Szwedowi od morza Bałtyckiego będzie należała, a Ukraina Kozakom na wieczne dzierżenie przysądzoną będzie. Listy i notacye jak będą przeczytane i strutynowane, spalić, ażeby się nie dostały w ręce Polaków i onych nie ostrzegły. Data w Ssztokholmie, 20 Maja, roku 1652. Pisał i doWychowskiego, także Półkownika, oznajmując o przychylności Królowej szwedzkiej ku wierze ruskiej, a zatem pociągając onych do ligi z Szwecyą. Wyrozumiawszy z listów i relacyi Jasińskiego, iż Radziejowski jawnym Króla i Rzpltej stał się zdrajcą, i ci, co byli dotąd przyjaciołmi, odstąpili go. Jednak drudzy nie wierzyli temu, twierdząc iż to zmyślili jego nieprzyjaciele, chcąc go do szczętu potępić; powiadali niektórzy, iż już Radziejowski nie żyje, iż ze Szwecyi do Transylwanii idącego zabito, i że trupa w Bełżycach na marach widziano. Przyjaciele Radziejowskiego broniąc, wydali skrypta w ten sens: zdesperowanych ludzi bronią, albo ucieczka, albo wywód niewinności jawnej; dowodząc winy, trzeba było go odesłać do trybunału, nie sądem parcyalnym pospieszając dekretować, tamby dano czas obwinionemu do wywodu. Ucieczka, że często ratuje utrapionych, jawne w Dawidzie przykłady, który zginąłby od Saula niewinnie, gdyby się między góry nie skrył, albo u Hetejczy - 149 ków pod pretekstem szalonego nie przechował; toż się pokazuje i w Sieciechu. Odjechał Radziejowski do Cesarza szukać pomocy swej niewinności, prosił Króla francuzkiego, nawet Ojca ś. protekcyi, aby był ratowany z tej opressyi. Gdy nie mógł nic wskórać, udał się za morze do Szwecyi, wiedząc, że ratowany tam być może dwoma środkami: przez traktat w Lubeku agitujący się, lub przez wojnę, na którą się Szwecya gotowała. Przybywszy do Szwecyi, znalazł protekcyą, posyła do Polski, dowiadując się o dzieciach i przyjaciołach swoich i co się dzieje w ojczyznie. Jeśli się nie nasycili Adwersarze jego takiem onego utrapieniem, jeśli Król w swym gniewie nie umitygował się, dal blankiety swemu słudze, żeby według potrzeby pozapisywał. Trzeba do reszty zgubić człowieka, zmyślić fakcye z Kozakami, onych buntować i do szwedzkiej namawiać partyi: Rakocego i Ordę ligować: tak prędko z Ministra polskiego, został Ministrem i Konsyliarzem szwedzkim! niech każdy bez passyi osądzi, a choćby i tak było, to człeka niewinnego z honoru i fortuny wyzuć, wolność i życie odebrać niewinnemu godzi się? a jemu swej krzywdy windykować niewolno? Na ojczyznę następuje! powiadają, a ojczyzna, czy ratowała jego? przez szpary patrzała, nie oglądając się na przyszłe rzeczy, wolno puściła cugle swywolnym Królowi w zawziętości upartym bydź dopuściła, na siebie też i pomstę zaciągnie, bo szukając winnego i niewinnym dostanie się. Nie puszczać cuglów passyi zawziętych, hamować niesnaski domowe, publiczny pokój nie naruszy się, bo rzecz uniwersalna z partykularnych powstaje. Znać we Szwecyi ludzi nie było rozumnych, statystów penetrujących konjunktury monarchii i narodów, aż przybywszy Polak nauczył ich, jak sobie postąpić, a takowe fakcye robiąc, nie miała Szwecya ludzi swoich, i drogi inszej nie miała, jak przez Polskę i trakt gdański, nie mogła z Rygi przez Inflanty do Smoleńska, z Smoleńska do Kijowa bezpiecznego znajść traktu. Nie konwinkowali też Jasińskiego, aby sarnę prawdziwą rzecz na konfessacie wyznał, do Malborga go odesłali gdzie siedział z Wereszczakiem korrespondentem kozackim, - 150 aby go nauczył lepiej korrespondować z Kozakami; cudownym sposobem Dedala skrzydłami z malborskiej klatki wyleciawszy, zniknęły takowe skrypta, które czy przyjaciele Radziejowskiego, czy sam ze Szwecyi przysławszy, między ludźmi po Polsce rozrzucił, na które nie zważając, na sejmie za zdrajcę osądzony przez konstytucyą w te słowa: „Osobliwie łaska Boska okazała się, iż przejęty Jan Jasiński, konfident Hieronima Radziejowskiego, wysłany z listami, ręką pana swego podpisanemi, do nieprzyjaciół ojczyzny, szkodliwe rady i fakcye na zgubę Rzpltej niosący, jako przedtem nieżyczliwy syn ojczyzny, oprócz popełnionych ekscesów, miał kointelligencye z rebellizantami, sekretne rady nieprzyjaciołom ojczyzny wydawał, tak i teraz środki i sposoby do wojny przeciwko Polakom podaje, Szwecyą buntuje i przynagla, sam się zatem zdrajcą ojczyzny pokazuje, zaczem z dowodów jego listownych na zgromadzeniu stanów Rzpltej publicznie przeczytanych i okazanych, rady stanów ojczyzny zgodnej i jednostajnej posłuchawszy, żeby ten złośliwy i wiarołomny Rzpltej a niewierny człowiek między uczciwymi ludźmi miejsca i wiary niemiał, onego za zdrajcę i nieprzyjaciela ojczyzny, za wiecznego infamisa deklarujemy i osądzamy mocą sejmu teraźniejszego, nie derogując honorowi synów jego i dobrom jego, zachowawszy prawo, wszystkim kredytorom wolne dochodzenie summ swoich." Tym skarany dekretem wielki niedawno Minister u dworu Radziejowski, wpisanym do konstytucyi, póki w czasie przyszłym do dawnej reputacyi ojczyzna onego nie przyjmie, skasowawszy dekreta i wygluzowawszy konstytucyą. Pokazuje jawnie, iż gdy zasługi coraz przybywają u dworu, drzemie natenczas łaska pańska, a jak cokolwiek tenże wykroczy, zbyt czujna podług owych wierszów: „Dissimula, simula, servi bene sed male fide, Denique nula bonus vir tibi dona pete:" które nauczają machiawelstwa i nieszczerości dworskiej, przeciw przykazaniu Boskiemu, dla czego pobożny człek przeciwną naukę podał katolikom: - 151 Aula vale mihi, caula placet nemorumque recessus, Cultor ego sancta rusticitatis ero. Jasiński, o którym namieniło się, pod wartą siedząc, do Malborga zasłany, niewiadomo z tamtąd gdzie się podział. Stanęła też na sejmie cirkumskrypcya żołnierzy, którzy się byli bardzo rozpuścili na rabunki i gwałty, wszystko sobie wolno być powiadając, a po ruinach na rekruty i wytchnienia ordynowani, dziwnemi sposobami niszczyli ubogich ludzi podwodami, stacyami, karmieniem siebie z czeladzią w jakiej od nieprzyjaciół oppresyi byli żołnierze, tymże sposobem biedy swej wetując na kmiotkach, owych niemiłosiernie dręczyli, a nietylko dobra królewskie i duchowne rujnowali dostało się i ziemskim, lubo one od tych ciężarów zdawien dawna są uwolnione, jako z nich pospolitem ruszeniem panowie wojują. Nie było natenczas Hetmanów, żołnierz niepłatny, Pólkownicy nie mogli występnych bezpiecznie karać, bo nie słuchali starszyzny, nie mając płacy, ledwo proźbą onych mógł utrzymać przy chorągwiach; jednak stanął rygor prawny, aby tych niesprawiedliwych eksekucyi żołnierz nie czynił, bo cokolwiekby nieprzyjaciel miał uczynić, rabując, pustosząc, to żołnierz samo czynił rujnując to, czego bronić nieprzyjacielowi obowiązał się; ztąd urosło, iż Polskę nazwano: piekło poddanych, którzy ustawnie panom robią, po tyrańsku onych panowie traktują, podatki czynszowe z gruntów, od soch, od dymu, pogłówne, od każdej głowy i inne wymyślne opłacają. Cięższy nad publicznych eksaktorów żołnierz, cokolwiek mizernym ludziom od podatków zostanie się na wyżywienie z żoną i dziećmi, to przyszedłszy żołnierz strawi, a nie dosyć jedna chorągiew przyjdzie, nastąpi druga, czasem i dziesiąta: wszytkich trzeba karmić, każdemu dać; kiedy niechce, albo nie może, to go na gorzkie jabłko stłuką, a na ostatek czaty, woźnice i lóźna czeladź wszystko zabiorą, i prochu ubogiemu człowiekowi nie zostawią. Nie mogąc wytrzymać chłopkowie, uciekają , wsie sputoszeją, niszczeją miasteczka, nie zasiane pola, ustają - 152 handle, rzemieślnicy wakują, nie mając komu i co robić panom intraty giną, podatki skarbowe zalegają. W ustawnej ruinie będący od żołnierzy, co nieprzyjaciel napadłszy chybaby uczynił. Zaczem dla utrzymania rezy żołnierskiej; podzielono ich na Wwództwa, ziemie i powiaty, aby podług przypadłych do skarbu podatków, wojsko pewną miało zapłatę i swojej broniło repartycyi, krzywdy drugich dochodząc. Na tymże sejmie indigenaty i nobilitacye godnych ludzi stanęły: Franciszek Herman, Książę saski, zrodzony z Brandenburczyka córki, zacności elektorskiej, familii wsławionej, Saksonowie albowiem Anglią zawojowali, Danią posiedli, z Witekindem przez Kapeta we Francyi królewską familią wprowadzili, Ks. Sabaudyi i piemonskie jednej naturalności polskiej został uczestnikiem, dobra i honory w Polsce mieć wolnym stał się, z tym dokładem jako poprzysięże wierność Rzpltej i do Polski na mieszkanie przeniesie się. Bóg wszechmogący w utrapieniu ojczyznę będącą pocieszył tą akcyą, kiedy Książę absolut w Niemczech, równości szlacheckiej w Polsce przystąpił. Przyjęci do indygenatu Uldaryk Graf Szafgocz i Krysztof Houwald. Także Mikołaj Konstanty Giza, rodem z Frankonii; Klaudyusz Perpessa Francuz, którego Królowa Ludwika, jako współziomka, promowowała. W tymże samym roku umarł Maciej Łubieński, herbu Pomian, Arcybiskup gnieźnieński, więcej mając niż 80 lat. Ten był miechowskim Proboszczem zakonnikiem, którego wuj Pstrokoński Kancl. wielki kor. promowował na różne biskupstwa, nakoniec i na Arcybiskupstwo gnieźnieńskie, po Janie Wężyku; miał trzech braci, wszyscy byli Biskupami. Dom Łubieńskich, lubo u Królów miał wielką Prymas łaskę, nie starał się w honory i fortuny zbyteczne wynieść, dość onym ukazał drogę, jak się mają zasługować u Monarchów i ojczyzny. Po Łubieńskim został Arcybiskupem Leszczyński, Kanc. w. kor.; Kanclerzem świeckim z alternaty Koryciński, Podkanclerzem przedtem będący; Andrzej Trze - 153 bicki, duchowny, został Podkanclerzem; Gembicki, Sekretarz koronny, został Biskupem chełmińskim po Kanclerzu Leszczyńskim: buławę polną Król Stanisławowi Potockiemu Wojewodzie podolskiemu konferował, z wielką zatrzymał się, ruskie Lanckorońskiemu; brzeskie kujawskie, Piotrowi Szczawińskiemu, po Szymonie bracie wakujące; Piotrowi Potockiemu, Staroście kamienieckiemu, bracławskie; Krzysztofowi Tyszkiewiczowi, czernichowskie województwa konferował. Stefanowi Czarnieckiemu, oboźnictwo koronne; Janowi Sapiesze, pisarstwo polne koronne; Jędrzejowi Potockiemu, który z Zadnieprza dywizyą wojska od rebellii Kozackiej uprowadził, starostwo winnickie konferowano. Na tymże sejmie Jan Wejhard, Graff Wrzesowicz, rodem Czech, otrzymał kontraktem żupy solne pod Krakowem, kwartałami opisawszy się placić Królowi; potem nie doglądając żupnej intraty, hojnie żyjąc, straciwszy gdy nie płacił kwartałów, odebrano mu żupy. Po uczynionej rewizyi upominał się wniesionej summy, na co już miał intraty z żup; gdy nie odebrał rozgniewany do nieprzyjaciół przyłączył się napotem, windykując swoję pretensyą. Na konkluzyi sejmu przybyli Posłowie Kozaccy, ciekawo zapatrywali się wszyscy, chcący wiedzieć, z czem przybyli, ile pod Batowem okrucieństwo zrobiwszy. Timoszko w Wołoszech zabawiony weselnemi godami, gdyby był impetem, dawszy pokój zalotom, rzucił się na Polskę, wielkiego narobiłyby strachu; lecz gdy amorami bawi się, Polska tymczasem zebrała rozpierzchnione wojska i do obrony ojczyzny przysposobiła się. Chmielnicki zgładziwszy tych, których się obawiał, udawał, że bez wiadomości jego stało się to nieszczęście, ganił synowi to okrucieństwo i lekkomyślne szaleństwo, a niemogąc onego wymówić, że sami Polacy onego zaczepili, udawał: ustąpić było z drogi szalonemu, nie zasiadać na drodze. Taki albowiem frant, na różne figury miotał się: zmyślił niewinność, a sam subordynował; pokazując kommizeracyą, co tylko po tej bitwie batowskiej żywych znaleść mógł - 154 Polaków, onych odziawszy i nakarmiwszy, wolnych wypuszczał. Stał z wielkiem wojskiem pod Winnicą, zapatrując się, co zamyślają Polacy czynić i jakie Timoszka w Wołoszech będą sukcessa, na wesele liana krymskiego zaprosiwszy, na dzień 19 Czerwca podług ruskiego kalendarza, a gdy wziął wiadomość, że Bazyli, Hospodar wołoski, zwłacza swej córki oddać za Tymoszka, wszystkiemi sposobami Tatarów pobudzał na Hospodara wołoskiego, bo Bazyli Hospodar, nie mile przyjął tak wiele swatów, odpisawszy do Tymoszka, że Bellona, bogini wojenna, nie zwykła chodzić w dziewosłęby; miłość w pokoju, słodycz zakładu w wojnie gorzknieje, niemasz jak w taniec chodzić przy tak wielu zgromadzonych pólkach, jeżeli chcesz mię mieć za teścia i sam być zięciem, Tatarów nie miłych odpraw, kozackie tłumy niespokojne odeślej do ojca, z assystencyą sług i pokojowych spokojnie przyjedź, ojca swego Chmielnickiego, aby z Kozakami do Wołoch nie przybliżał się, uproś, dopiero zjednawszy sobie miłość u damy, możesz z moją córką ożenić się. O czem dowiedziawszy się Chmielnicki zirrytowany, ruszył się do Wołoch i Tatarów nad Dnieprem stojących zaprosił, przymuszając Hospodara do oddania córki. Wyprawił też jakem wyżej nadmienił, do Warszawy posłów na konkluzyą sejmu, aby wyrozumieli, co Król zagniewany myśli czynić, którzy płacząc, przeklinając się, iż Hetman Chmielnicki o tem okrucieństwie, ani wojsko zaporoskie nie wiedziało, zjednali sobie audyencyą. Do wysłuchania onych ekspostulacyi, wysadzeni z senatu i poselskiej izby; Król ich już do siebie nie przypuszczał, doznawszy tak wiele onych zdrady i krzywoprzysięztwa. Za najwyższy dokument niewinności Chmielnickiego, pokazywali list od niego pisany do Hetmana Kalinowskiego, którym nie tylko ostrzega, ale i napomina, żeby Tymoszka idącego do Wołoch, nie wstrzymywał i swywolny naród tatarski, aby wolno przepuścił, kędy chcą przyjść, który list w kieszeni zabitego Kalinowskiego znaleziony, ojcu syn Tymoszko odesłał, wymawiając, że nie po ojcowsku z nim idzie, z nieprzyjacielem swoim i synem, takową miał kor - 155 respondencyą. Między delegowanymi do wysłuchania Posłów kozackich legacyi, był Leszczyński, Kanclerz i kilku Senatorów. Kanclerz napominał Posłów kozackich, iż jako krokodyl zabiwszy człowieka, płaczą, a przeciwko Króla, pana łaskawego i przeciwko Rzpltej niezliczone zdrady czynią, ale krew chrześciańska niewinnie przelana, pomsty do Boga woła, nieba o pomstę wzywa, tak wiele krzywoprzysięztw płaczem zmyślonym chcecie pokryć? bynajmniej! Bóg naród chytry temi samemi co Kaina, bratobójcę za Abla was skarze plagami; ostatni raz jeszcze Król, pan łaskawy udziela wam klemencyi, przyśle Kommisarzów do was, którzy wyrozumiawszy, zkąd okazya zburzonego pokoju, naznaczą czas i miejsce kommissyi i pokaże się tam, czy prawdziwej pokuty wzywały wasze łzy, czy też zdradliwej a zmyślonej chytrości były pokrywką. Starajcież się odtąd pokazać, żeście nie na bunty stworzeni, ani na utrapienie ojczyzny od Boga uzbrojeni. Wymawiali oni się też przed Senatorami, iż gdy im Król i Rzplta tego nie przebaczą, będę szukać przeciwko Polakom cudzoziemców Monarchy protekcyi. Pisał też list natenczas Chmielnicki do Margrabi Myszkowskiego, Wojewody sandomirskiego w te słowa: „Zginął Kalinowski, He,,tman polny bez winy syna mego, bo następował na nie,,winnego, bez żadnej okazyi:" „czy miał położyć się sro„żącemu się tyranowi? sprawiedliwie każdy wojuje, który „broniąc się, bije i wojna ta jest sprawiedliwa i pobożna, „która życia broni. Jako Kalinowski, Hetman, przez czas „władzy swej hetmańskiej, nie po chrześciańsku z Kozakami „walczył, co przedtem było, nie wspominam, a co przed „śmiercią, trudno tego zamilczeć. Ten podczas nieszczęśli,,wej pory napadł na Ukrainę, onę porabował, zrabowaną „wyciął, ile mógł, beresteckie pola przez niego trupami za„słane, jeziora, bagna, pola i lasy napełnione zabitymi, za,,broniwszy pogrzebać trupów, na żer bestyom leżały; doku„ment okrucieństwa jego pod Białą Cerkwią, nie życzył po„koju, chyba Kozaków wyciąwszy, tylko zostawić pragnął, „coby się uchronić jego ręki mogli. Przez zimę nad podda - 156 „nymi niepowetowanem okrucieństwem srożyl się i na mnie „samego zdradliwe porobił zasadzki, nieubłagany, w gniewie „zawzięty, nietylko ludziom, ale cerkwiom i ołtarzom nie prze„puścił, pozabierał cerkwiom dzwony, których ludzie do na,,bożeństwa używali, one po świętokradzku na armaty kazał „przelewać; azatem czego chciał, tego dostał. Szedł mój „syn do Wołoch żenić się; Hetman zazdroszcząc postano„wienia syna mego, zastąpił mu z wojskiem na drodze, aby „przeszkodził ożenieniu, albo jeźliby udało się, życie wydarł. „Tak weselne pochodnie dymem pod nos zakurzyły przeszka,,dzającemu, a do łożnicy nagotowane ku wycięciu ludzi świe,,ciły, będzie się jednak syn mój starał, że, co przez lekko,,myślność zgrzeszył, jeśli mu to Rzplta daruje, nagrodzić „odwagą przeciwko nieprzyjacielowi jeżeli zaś pomsty szu„kać będzie, obawiać się trzeba, żeby z desperacyi osroży„wszy się, nie szukał sobie gdzieindziej protekcyi. Sam to „nieprzyjaciel wyzna, iż Hetman polny nie miał albo zdro„wej rady, zaczepiając niewinnych, albo też szczęścia do „zniszczenia uzbrojonych." Takie listy rozpisał do wielu panów polskich, bardziej urągając się z nieszczęścia naszych, niżeli wymawiając syna fałszywemi słowy, któremu nie trudno o kłamstwo, bo niem się przez całe życie bawi. Wspominają historye francuzkie, iż Spinola, Wódz hiszpańskiego wojska, co tylko wezwany do pokoju królewskiego , zaraz nie dając inszego zdania na podane do rady materye, z tern wyleciał: „ja życzę dać sukkurs Roszelii; podobny miał apetyt Chmielnicki na Kamieniec podolski. Czy na Ukrainę szedł, Kamieniec chciał dobydź. Czy z Ukrainy na ekspedycyą inszą, o Kamieniec pierwej otarł się, chcąc szczęścia spróbować, chociaż zawsze siła ludzi utracił. Naostatek już się rezolwował, co bądź, to bądź, onego dobydź, a jeszcze nie dobywszy Kamieńca i jeszcze nie poślubił był syn jego Hospodara wołoskiego córki, już do Kamieńca młode państwo na przenosiny zapraszał, synową swoją, Księżną podolską, pisząc list nazywał. Był natenczas Kamieniec w wielkim strachu, bo okolicznie powietrze grassowało, nie - 157 zasiewali ludzie, trudno było bardzo o prowianty, bo co było zboża, to ludzie na wiosnę w ziemię wrzucili; nie było Gubernatora Potockiego w Kamieńcu, który Morawieckiemu zdał komendę, ani szlachta podolska podług zwyczajów była w Kamieńcu do obrony wszystka, bo wielu onych dla powietrza oddalili się, jednak dowiedziawszy się, że Chmielnicki chce do Kamieńca szturmować, wprowadzono na prezydium 4 chorągwie, bo więcej dla niedostatku prowiantów wprowadzić było nie podobno. Chmielnicki swój zamysł chcąc do skutku przywieść, wysłał przodem z listem do oblężonych i strasząc i głosząc, i co mógł zmyślić, tentując wierność na prezydium będących, także mieszczan; oznajmując, iż Polska w takiem teraz utrapieniu jest, jako nigdy nie była, azatem życzył, aby się jemu poddali, obiecując wszelką łaskę i protekcyą." Zaczem odpisali do niego: wiemy dobrze, jakie na świecie odmiany fortuny, ale i to nam nie tajno, że żołnierze są to Kadmeusza nasiona, które w ziemię wrzucone, bujne wydają rycerstwa, żniwa i niewiasty w Polsce nie przestały rodzić, a przytem trzeba wiedzieć, że Kamieniec nie zakłada nadziei w potężnych murach, albo w ludzkich posiłkach, ale w jednej Boga wszechmocnego mocy i obronie; trzeba, żebyś WM. Chmielnicki wiedział, iż Bóg tak jest miłosierny, jako i sprawiedliwy; wojenny los jest niestateczny, nie zawsze pomyślnie padnie. Po odebranym responsie, kazał po górach szańce usypać i z nich do miasta z armat strzelać, bardziej strasząc, niż szkodząc; Półkownicy mu pochlebiając, obiecywali dobry skutek dobycia Kamieńca; tudzież zbiegowie fortecy, że w niebytności Potockiego, Gubernatora i wielu szlachty niespodzianie oblężone miasto, przez ustawne szturmy może dobydź, obiecywali. Była na wysokiej górze cerkiew Kiesienia nazwana; tam znaleziona w rowie droga, którą ochoczych do szturmu ordynował, ażeby podczas ciemnej nocy, jeżeli pierwszym impetem miasta opanować nie mogą, przynajmniej w rowach pod miastem, szańce zrobili, z których do miasta szturmować i z armat bezpiecznie strzelać można było. Do - 158 zamków na równinie leżących, chciał pierwej szturm przypuścić, ale doznawszy odwagi na prezydium będących, tentował szczęścia z innej strony; uprzedziło go atoli prezydyum, zrobiło wycieczkę, ubiło 400 Kozaków, wzięło wielu do niewoli; między tymi Pisarza samego Chmielnickiego. Tymczasem powietrze morowe wkradło się między Kozaków; zaczera zasławszy pola okoliczne trupami, Chmielnicki od oblężenia odstąpić musiał. (Tu opuściwszy autor resztę zdarzeń w r. 1652 i wypadki początku r. 1653., przystępuje do opisu wyprawy pod Zwaniec). ROK 1653. Najbardziej Król tu się oponować myślił, że i Kamieniec blizko i tuż wołoskie państwo, od których wzajemnego spodziewał się jako i od Siedmiogrodzian sukkursu. Byli przytomni przy Królu, Potocki Hetman polny, Lackoroński ruski, Piotr Potocki bracławski, Tyszkiewicz czernichowski Wwdowie, przytem sandomirski, poznański, kaliski i halicki, Kasztelanowie, Marszałek wielki Lubomierski, Koryciński Kanclerz i Trzebicki Podkanclerzy kor. Bogusław Radziwiłł Koniuszy lit. Jan Zamojski kałuzki, Jan Sobieski jaworowski, Daniłowiczowie: jeden parczewski, drugi czerwonogrodzki Starostowie, Sapieha Pisarz pol. kor., Dymitr i Konstanty Wiśniowiecki, Czarniecki i inni weterani Pólkownicy. Przyszło też z zaciężnego wojska 8,000 i kolligackie wojska pod Chocimem stanęły 22 Octobra; 10,000 liczyło się onych. Siedmiogrodzianie w komendzie Janusza Kimeni, Wołosza i Multani w komendzie Duraka i Bohusza. Pod Zwańcem jako Król obóz zatoczył, nieprzyjaciele czas przewłóczyli, podjazdy tylko spotykały się między sobą. Orda pod Oryninem stała; nasz podjazd w komendzie Tuleżyńskiego zniosła, lecz Szemberg, złączywszy się z Michałem Michessem, 300 Węgrów mającym, spotkawszy pod Zynkowem Ordę znieśli, a Hohoł, Potockiego Porucznik, pod - 159 Smankowcami w nocy na śpiących napadłszy Tatarów, poraził owych nic nie spodziewających się. Jeńcy tatarscy wzięci, zgodnie czynili relacyą, że Han jeszcze się do attakowania królewskiego obozu nie rezolwował, ani o batalii nie myśli, aż pierwej okrążywszy wojsko i Króla, i onych ogłodziwszy, przymusi do poddania się. Gniewało Króla, że czas letni straciwszy, niemial nieprzyjaciela do spotkania się, aż gdy jesienna pora słoty i niewczasy wojsku dokuczą; nieprzyjaciel tylko wiesza się około wojska, niestaczając bitwy, a tu święty Marcin nadchodzi , którego czasu wojsko na kwatery zimowe rozpuszczać jest zwyczaj i skolligowani także do domów spieszyli się, nie dbając o Polakow; chwała Bogu że sami ocaleli. Najbardziej czaty Polaków Wołochom dokuczali nietylko wioski i dwory rabując, ale i panienki gwałcąc. O co urażeni, po nieprzyjacielsku onych znosili, nie jeden skoszturowany tam został, wielu po błotach topili łub na gałęziach wieszali. Siedmiogrodzkie wojsko rozłazić się poczęło, drudzy przyśli prosić Króla, by ich do domu uwolnił. Król starszyznę prośbą i obietnicami żołnierzy po dwa bite talary na tydzień każdemu deklarując płacić, utrzymał. Pospolite ruszenie, które Król do domów uwolnił, zawdzięczając Królowi, kilka tysięcy wyprawnych chorągwi przysłało, jako się wyżej namieniło, 8,000 zapłaciwszy owym za kwartał umundorowawszy należycie, officyalistom onym ludzi godnych i w wojsku zasłużonych przybrawszy, i nazywało się łanowe. Ci jak wyszedł kwartał, poczęli prosie Króla, aby ich uwolnił. Tu Hetman, Senatorowie, Ministrowie, i różni Półkownicy onym perswadują, aby mieli bojaźń bożą i wstyd w oczach, nic nie zrobiwszy, ani zasłużywszy Rzpltej tego grosza, który odebrali gotowy, do domu powracać, opuścić Króla i wojsko, Rzpltą nieprzyjacielowi wydać na zrujnowanie, konfuzyi sobie, rodzicom i tym, którzy onych na miejscu swojem wyprawili, przyczynić nie chcieli, a zatrzymali się w wojsku, dopóki nieprzyjaciela nie odpędzą i kampanią nie zakończy się, obiecując onym zapłatę i nagrodę. - 160 Nie chcieli pozwolić, poczęli z wojska uchodzić, których Orda potem przyjmowała, a miasto do domu w niewolę krymską zaprowadziła. Tam się dłużej zabawić musieli i wykupować się z niewoli. Officyalistowie i znaczniejsi ludzie dla wstydu u wojska zapalili drugich, Senatorowie i Ministrowie utrzymali trzecich, bracia i krewni w kompucie zostający przy sobie utrzymali. Han zawsze zwloczył bitwę z Polakami, Chmielnicki onego znowu pobudził, aby teraz attakował wojsko i Króla gdy Wołosza i Siedmiogrodzianie odstąpili Polaków. Zaczaj Han od Latyczewa, ku Hussiatynu ruszać się, jakoby sieć rozciągając na zagarnienie umykających z wojska; lecz oszukał się Han, albowiem Król wyszedłszy z szykami w pole, z Tatarami chciał stoczyć bitwę. Sprobowali Tatarowie, że jeszcze są Polacy w obozie, nie pouchodzili, jak Chmielnicki przed nimi bajał, lubo siła od koni odpadło, a piechota niemając żywności, z głodu umierała; Król chciał kommunikiem iść na Ordę, zostawiwszy piechoty i tabory, lecz Lubomierski Marszałek nie radził rozłączać się, żeby rozdwojonych nieprzyjaciel nie oszukał, odsaczywszy jazdę od piechoty. Zaczem Król ofuknął się na Lubomierskiego, dał pokój, więcej nie mówił. Zaczem pieczętarze Lubomierskiego utrzymywali, aby nie ustawał w swej życzliwości ku Rzpltej; Król też reflektował się i za radą Lubomierskiego poszedł, a Tatarowie się już zbliżyli, znak dając, że chcą uderzyć na obóz polski, bo i onym i koniom ich słota dokuczała, gdyż Polacy w obozie ufortyfikowawszy się, porobili sobie szałasze i dla koni stajnie. Żywności też dla ludzi i koni z Woloch dowożono, ba i kolligackie wojsko rezolwowało się naszych nie odstępować. Tatarowie bez jassyru do Krymu powracać mieli sobie za konfuzyą. Zaczem partyami poczęli nacierać na siebie, jakoż Potocki Wwda bracławski kilku znacznych murzów na przeprawie rzeki Smotrycza zniósł; potem Sapieha Pisarz polny koronny pod Barszczowem napadłszy na wielką gromadę Tatarów; onych rozproszył, nasiekłszy co nie miara. - 161 Król też wszystkie obowiązki przezornego, mądrego Hetmana i odważnego pełnił, przez perspektywę upatrywał tatarskie obroty, obaczywszy znaczniejszych, z armat do nich kazał strychować zawsze nie darmo; harcowników ordynował, za nimi partye wojska w sukkurs posyłał, w nocy straże wizytował, wyprawiwszy Kłodzińskiego we 2,000 lekkich żołnierzy, aby umyślnie Tatarów nagabając, umykał, naprowadzając onych na harmaty. Poszedł ochoczy żołnierz, aż gdzie sam Han stał, pod Kudryńcami, kilku z Ordy złapał; lecz dowiedziawszy się Tatarowie, nagotowali się i osaczyli Kłodzińskiego; ci, co mieli Kłodzinskiemu dać sukkurs, wcześnie zemknęli. Jednakże nasi mężnie stawając, umykali się ku obozowi; uganiają się za nimi odważnie Tatarowie, aż świeże z obozu wypadły chorągwie, które obaczywszy Orda, nazad umknęła się. Zginął w tej akcyi Sławiński, Łysek nazwany, Rotmistrz; także młodszego Liniewskiego zginął Porucznik; mnóstwo było rannych i postrzelanych, wielu w nocy po chróstach uszło pogoni gdzie i Alexander Minor, Porucznik chorągwi w chróstach od Tatarów wyrwawszy się, do wojska przybył. Zatem Bogu podobało się wstrzymać rozlanie krwi chrześciańskiej, a niespodzianie Tatarów do pokoju nakłonić. Był u Lubomierskiego Marsz. w. kor. Tatarzyn w niewoli na zwany Fetak, o tym Wezyr hański uwiadomiony, że jest w wojsku, chcąc go uwolnić, pisał list do Lubomierskiego, przypominając affekt swój dawniej Lubomierskiemu świadczony, a teraz upraszał, aby tego Fetaka Tatara do niego przysłał, temi słowy pisząc: „Jeżeli Fetaka wiernego mego sługę i doświadczonego uwolnisz WMPan, zniewolisz mię do wzajemnej wdzięczności; a jeżeli się podoba, to wojnę bez dalszego krwi rozlania będę się starał zakończyć pokojem, aby obaj Monarchowie w statecznem żyjąc przymierzu, bez szkody do domów wrócili." Data w Hussiatynie 26 Września 1655. Drugi list pisany od samego Hana, do tegoż Lubomierskiego przyszedł, którym do ustanowienia pokoju skłonnym 11 - 162 być się pokazuje, odgrażając się jednak na Polaków; a nasi jeszcze nie odzywali się do traktatów z Hanem. Taki sens listu: „Ojciec twój, Marszałku, Wojewodo krakowski, zgody między Monarchami tego świata był Autorem i Promotorem, a moim wielkim przyjacielem; życzę zatem, abyś ty, jako jego syn', w tymże został paragonie, a między stronami zawziętemi, starał się pokój skojarzyć; jako u dworu Króla polskiego w urzędzie jesteś pierwszy, rozumiem, że i w łasce jego przodkujesz, a do odnowienia przyjaźni i ustanowienia pokoju, nie jestem daleki; rozumiem, że i Polacy w tych konjunkturach życzą pokoju; a jeżeli Królowi waszemu, tak podoba się wojna, niech wynijdzie w pole, otwartym bojem spróbujemy się, albowiem wstyd z takiem wojskiem w obozie między taborami i okopami chować się." Na to respons Hanowi dano: „Polacy nie potrzebują, aby onych przynaglać do boju, gotowi wydać batalią, z kim i którego czasu i na którem miejscu będzie się im podobało; toż samo co dawno mają serce, i teraz nieraz zwyciężyli wojska tatarskie, co się jawnie nie dawno pod Beresteczkiem pokazało; Król też, jako gospodarz w swoim domu, tam rezyduje, gdzie mu się podoba, zaprasza więc do Zwańca do siebie gości, a tam pokażą Polacy, czy się słowa z sercem zgadzają; jeżeli kraj niszczyć podobało się Tatarom, trzeba na to zważać, że i Polakom tak daleko do Krymu, jako i Tatarom do Polski. Stał się też przypadek ucieszny: Oboźny koronny, Kalinowski, w młodym wieku pod Batowem poległ; miał za sobą Ossolińską, która kochając męża passyami, srodze żałosną była; ani jeść, ani pić nie chciała. Przyjaciele i duchowieństwo z rady doktorów, od niej troski odwodząc, przekładali, że się sama zabije, niejedząc, ani pijąc, bezsenne pędząc życie; zaczem na rozweselenie onej udali, że mąż jej żyje w niewoli tatarskiej w Krymie. Uwierzyła stroskana, ucieszyła się tem, jeść i pić poczęła i snowi dała miejsce, starając się o pieniądze na okup męża, posyłała do Krymu, chcąc zapewne wiedzieć: czy żyje mąż jej; posłani powróci - 163 wszy, łudzili ją; Tatarowie sami dowiedziawszy się o tern, echo puścili, że żyje Kalinowski i z Tatarami przybył do Hussiatyna, swojej majętności. Nietylko poddaństwo, chłopi jego, chcąc swego pana przywitać, zabierali się do Hussiatyna, a przedtem między górami i lasami przed Ordą kryli się; ale już i w wojsku uwierzyli, że żyje Kalinowski, Oboźny; między którymi Sułowski i Chlebowski, Rotmistrze Kalinowskiego, chcąc przywitać Półkownika, do Hussiatyna udali się, których Tatarowie uchwycili i do Krymu zaprowadzili; przypłacili drogo łatwowierność, musieli się lat 2, cierpiąc niewolą, wykupować. Przejęli Tatarowie pocztę ze Lwowa idącą do wojska, którą przejąwszy, znaleźli wielkie listów pakiety; tryumfowali, że wszystkie sekreta wiedzą, które się dzieją w Polsce, jednak nic takiego nie doczytali się, czemby wojsko i Króla mogli w desperacyą wprowadzić. Gdyby z wojska idącą pocztę wzięli, wtenczas by mogli wyrozumieć, w jakich niedostatkach i ostatniem utrapieniu w obozie wszyscy zostają. Attałyka od Hana przysłany, wypytując się: czy chcą Polacy zacząć traktaty pokoju? A to był syn mamki Hana dzieci, które zowią Attałykami; temu gdy okazano wojska polskie, oraz jak do pokoju gotowość widział; i że nie ubiegają traktatów, byle słusznych, wziął respons Polaków i rezolucyą. Han nie wywołał armistycyą między Tatarami; Polacy także w ostrożności byli i ustawne podjazdy Tatarów attakujące posyłali; naostatek Tatarowie około z wojskiem nasz oboz obiegli, spodziewając się na czacie lóźnych woźnic i różnej czeladzi nachwytac, gdy nasi za Dniestr czatować kazani, nie wymykali się z obozu. Tatarowie przybliżali się do okopów, i ukazywali się to po chróstach, to polach, jakby na obóz uderzyć myśleli. W dzień świętej Barbary mgła naokół była; Król ordynował kilkanaście chorągwi, aby obaczyli, co po rowach i chróstach dzieje się, jeźli nieprzyjaciel z całą potencyą nie zbliża się ku obozowi; gdy tedy nasi śmiele na Tatarów natarli, Tatarowie do wię 11* - 164 kszej gromady zebrawszy się na naszych impetem uderzyli, chcąc onych pochłonąć; zwarli się z obu stron żwawie; kommenderował Król więcej wojska w sukkurs i sam za niem, kazawszy być w gotowości wojsku całemu, za obóz wyjechał. Tatarowie widząc, że coraz więcej Polaków przybywa, cofnęli się w chrósty i rowy, nie staczając bitwy formalnej, i Król dowiedziawszy się, że tylko partya Tatarów była, nie całe onych wojsko, swoim także do obozu powrócić kazał. Zatem powtórnie Attałyka przybył od Hana, oskarzając Chmielnickiego, iż to ów niezbożny człek nahajską swywolną Ordę nasłał attakować Polaków, a Han sprawiedliwie chce traktatów, aby coprędzej stanęły; ażeby mu zaś Polacy wiarę dali, przekleństwo wielkie na Hana i siebie czynił, jeśli niesprawiedliwie powiada. Król nie chciał wiary dawać, że i traktaty ofiarują Tatarowie, i ustawnie atakują Polaków. Lecz Panowie i Półkownicy wojskowi, nie życzyli Królowi przewłoki czynić, gdyż nietylko nieprzyjaciel, ale ustawne słoty, głód i chłód dokuczały wojsku, i kolligaci nie mogąc wytrzymać niewczasów, oboźnym odgrażali odejściem, jeśli traktatów co prędzej nie zawrą Polacy. Zaczem z powracającym Attałykiem posłany Wojniłowicz, Hetmana polnego Porucznik, aby początki traktatu zaczął, oraz wyrozumiał, czego Han i Orda pretenduje. Był w strachu nietylko Wojniłowicz, lecz i Attałyka od hultajstwa nahajskiego Ordy w nocy atakowany, aż gdy dzień rozjaśniał, i zważyli, że od Hana dla traktatów ordynowany, puścili go wolno. Wojniłowicz nim wyrozumiał rzeczy; trzy dni tam bawił ; nasi desperowali o sukcessie traktatów, ponieważ ustawnie Tatarowie napadali, nasi zaś onych odpędzali, w dole przebywszy Dniestr i Wołochy rujnowali, zaczem Król w dzień Niepokalanego Poczęcia N. Maryi P. kazał wojsku wyniść w pole i uszykować się. Radzili niektórzy iść przeciwko Tatarom kommunikiem, i natrzyć na nich, a prędzej do zgody nakłonią się; jednak drudzy tego nie życzyli, ale tu - 165 w polu spotkać się należycie nie odsadzając się daleko od taborów i okopów, któż wie, czyli Kozacy w tyle Tatarów nie stoją uszykowani. Ledwo co uszykowali się nasi, Orda z wielkim hałasem na naszych natarła, rozszerzywszy się około naszych szyków, pokazywali, iż niby całem wojskiem następowali; zaczem prawe skrzydło naszych na Tatarów z wielką furyą uderzyło, a Tatarowie utarłszy się, gdy widzieli potencyą Polaków, poszli w rozsypkę, najbardziej gdy ich z armat gęsto prażyć poczęto. Nie kazał też Król daleko się zapędzać, obserwując święto tak wielkie Matki Boskiej, dość, że nieprzyjaciela z placu spędzili. Wojniłowicz z Osmanem agą powrócił, któremu do jutra Król odłożył audyencyą, nie chcąc go i przyjaźnią hańską spernując, przypuścić do audyencyi; aż Wojniłowicz wytłómaczył, iż szczerze Han zgody pragnie, obiecując odstąpić Kozaków pobratymstwa. Zaczem zważywszy Król rzecz szłuszną, dnia 16 Grudnia 1653 wyprawił Lanckorońskiego Wwdę ruskiego, Lubomirskiego Marszałka i Korycińskiego Kanclerza wgo koronnego ordynował. 1 Han z swoich Wezyra, Suppenkazego i Sehin-Bega. Przydał Król Kasztelana sandomierskiego, Han też dodał z Tatarów KaroszMurzę. Wyjechali wszyscy od Króla ordynowani do traktatu, którym pięciu horda dała dla Konwoju, aliści około po chróstach pełno Ordy swywolnej. Zważyli, że rzecz niebezpieczna puszczać się bez zastawy od Tatarów, żeby potem nie zdradzono jak pod białą Cerkwią Kommisarzów naszych, którzy w ciężkim byli opale, ledwo onych wyprowadzono do wojska naszego, albo jak pod Zbarażem, że chcieli wywabić co najcelniejszych panów na zdradę od Kozaków. Wrócili się, pókąd Han nie przyśle dla bezpieczeństwa zastawy. Tak tedy Han przysłał Murtazy agę, a Król Kazimierz posłał J. Sobieskiego, Starostę jaworowskiego do Hana w zastaw. Dany przytem od Ordy należyty konwój. Zjechali się Kommisarze z obu stron do pokoju wysadzeni; po przywitaniu się, nie rozwodząc się słowy Lancko - 166 roński, Wojewoda ruski powiedział: ,,Jeżeli Han JMść życzy sobie pokoju z Królem polskim i Rzpltą, trzeba trzech rzeczy, żeby Han JMść odstąpił: pobratymstwa z Kozakami; żeby zaraz Ordy wyszły z krajów polskich, żadnych szkód nie czyniąc; od Króla coroczną pensyą kontentowali się, tym przyjaciołami byli, którzy są Królowi, a nieprzyjaciołami tych, którzy Królowi i Rzpltej są nieprzyjaciołami. Za temi kondycyami przyjaźń między sobą Monarchowie odnowią, kolligacya szczerej przyjaźni stanie i pensya roczna dochochodzić będzie." Trzech rzeczy i Tatarowie pretendowali: żeby zatrzymane pensye Rzplta zapłaciła; jassyru powracającej Ordzie z wojny, żeby Polska nie broniła; Kozakom, aby pakta Zborowskie we wszystkiem utrzymano. Zobopolnie gdy trutynują propozycye, zdawało się, iż nie kontenci będąc, rozerwą traktaty. Lubomierski Marszałek, mający konfidencyą z Szeferhazym Wezyrem, z którym już to drugi raz na traktaty wyjechał, począł poufale rozmawiać; zatem koń Wezyra pośliznął się, Lubomirski rzekł' do wezyra: pokoju z Polakami nie chcecie kończyć, a konie wasze kłaniają się i o pokój proszą. Wezyr odpowiedział: koń mój dla rozmowy nogom folguje, a jak mu rozkażę do boju rączym będzie. Zatem odprowadziwszy na Stronę Lubomirskiego do ucha mu powiedział: „Nie tak Han pobratymstwo z Kozakami szacuje sobie, żeby przyjaźń z Królem polskim odbiegał, byle mu się nadgrodziło od Króla, że Kozaków odstąpi, a to zaś tem się okaże, że zaległe pensye punktualnie Rzplta zapłaci." Tatarowie lubo straszyli, jednak na siły polskie oglądali się; podczas samych traktatów Han tatarski rozpuścił Ordy okolicznie, chcąc wystraszyć na Polakach jaki taki pożytek sobie, i Kommisarze Ordami opasani powracali do obozu nie zakończy wszy traktatu, przestrzegając Króla, aby miał na pogotowiu wojsko. Zaczem Król kazał wyniść w pole wojsku wszystkiemu, uszykować się formalnie jako do boju i szykami ruszył się attakowac Tatarów. Przyszła ochota - 167 Polakom nad zwyczaj do boju, gdy słoty i niewygody dokuczyły im, głód. chłody i ustawne prace uprzykrzyły się, postanowili raz na zawsze wybić się z tej opressyi tatarskiej. Oba skrzydła rzuciły się z furyą na Tatarów, a Orda zwyczajnie w rozsypkę poszła. Widząc, że Polacy nie żartują, poczęli Tatarowie jawnie domagać się zakończenia pokoju z Polakami. Han jednak kazał swoim Kommissarzom, aby trudności czynili w traktatach , najbardziej nalegając to, jeżeli Król chce być przyjacielem Hanowi, niechże Kozakom Zborowskie traktaty cale zatrzymuje. Nakoniec pozwolił Król na to i na dowód większy dotrzymania umówionych traktatów, dał Król zastaw, Hieronima Lanckorońskiego, syna Wwdy ruskiego i Stanisława Oleśnickiego, Podkomorzego sandomierskiego syna, grzecznych młodzianów do Hana ordynując. Han także dwóch Tatarów zacnego urodzenia do Króla przysłał. Chmielnicki usilnie ekspostulował z Hanem, aby onego nie opuszczał, którego do tej perfekcyi przyprowadził; ale że po dawnemu pieniędzy gotowych nie dawał, nic nie wskórał, bo Han odpowiedział, że trudno głodnych Tatarów utrzymywać przy Kozakach, na obietnicę onych i gołe słowa. Han odchodząc do Krymu, przysłał podufałego swego Tatarzyna do Króla z tą deklaracyą: jeżeli Król chce Kozaków w dawne jarzmo posłuszeństwa wprowadzić, niech Tatarów na wojnę moskiewską wezwawszy i Kozakom iść każe, tam onych tak polskiem wojskiem, jako i Tatarami okrążywszy, do posłuszeństwa przyciśnie; także Ordę nahajską, swywolnych ludzi, nie słuchających i Hana, aby Król, mająe ostrożność, swem wojskiem onych zgromił, bo oni na odchodzie ogniem i mieczem kraj niszczyć zechcą. Naprzeciwko których, Hetman polny Potocki, Jana Sapiehę, Pisarza polnego z chorągwiami orydnował, który spieszno ruszywszy się, gdy chorągwie znużone konie mające, nadciągnąć z niemi nie mogły, spotkawszy się z Tatarami nahajskimi, pod Tajkarami zwyciężony od Tatarów, straciwszy siła ludzi, w niewolą dostał się z bratem Tomaszem, nie - 168 dawno z niewoli krymskiej powróconym; tak żwaniecka kampania zakończyła się; gdy Król trzeci raz z Hanem spotkał się, już znalazł życzliwego sobie Hana. Zaczem Król dnia 16go Grudnia ruszył się z obozu żwanieckiego, którego półk konny i regiment piechoty, gwardyą nazwanej, konwojował; za nimi i wojsko ruszyło, któremu w Polsce kwatery zimowe rozdano, gdzie stojąc i dążąc do swych stanowisk, dało się we znaki chłopom ubogim. Islan Gerej, Han krymski, powróciwszy do Krymu, nie długo żył: wsławił był się na wojnie z Polakami, Krym wzbogacił łupami polskiemi, a postrach imienia swojego w Europie rozniósł. Tatarski naród idzie od Ismaela, Abrahama syna „spłodzonego z Agar; powiadają, że idą od Hama, syna Noego, ztąd się onych monarchowie Hanami nazywali. Pod górą Imaus w Azyi wielkie onych państwo; monarcha ich Han Ordy azyatyckiej zowie się, zkąd wyszedłszy i Tanais przebywszy, osiedli nad Czarnem morzem; Tatarami nazywani od okrucieństwa, bo kto w ich ręce wpadnie, jakby do piekła dostał się, naród wojenny, jako ubodzy są, tak nie znający delicyi, co zawojują, to mają. Za naszych czasów poczęli używać bogatych szali, futer; zegarków, pistoletów już używają co możniejsi, żon siła mają, dla tego rozmnożywszy się w Azyi, z Tamerlanem, wielkim Hanem Tatarskim, który strach świata nazwany, dla wielkich tryumfów i na wojnie szczęśliwych sukcessów, wyszedłszy z Państwa azyatyckiego, po różnych świata krainach rozszerzyli się i do granic królestwa Polskiego z Edygą, Sułtanem przybliżyli się. Koku 1289, krymską pół wyspę między Czarnem morzem, a Owidowem jeziorem, Palus-Maothis, słynącem, od Genueńczyków zawojowani; zostawili mieszczan i pospólstwo Greków, żeby mieli nad kim panować. Panowie pograniczni nie zważali powstającej onych potencyi, a Królowie polscy i Wielcy Książęta litewscy, jeszcze im pastwisk pozwalali w dzikich polach, za co czyniąc się hołdownikami, czasu potrzeby, onym służyli i przy nich wojowali, a jako Micha - 169 lon, latopisca litewski stary, wyraża, iż Tatarowie rozmnożywszy się w Krymie, obrali sobie Hana Temirkutla; zatem Książęta litewscy z nimi wojnę stoczywszy, onych zawojowali, część ich do Litwy zaprowadziwszy, osadzili, a z familii Tatarów litewskich dawali Hanów Krymowi. Ostatni z familii Adzy-Gerej, urodził się w Trokach, przez Witolda na krymskim haństwie osadzony; spłodził w Krymie MengliGereja Hana, Sapha-Gereja, Hana, ojca; to ten autor wywodząc, przydaje, iż dla niedbalstwa i lenistwa Litwy i Polaków, do tej potencyi Orda przyszła, iż Polakom i Litwie jest straszną. Z tego pokolenia Islan-Gerej Han poszedł, wsławiony wojną z Polakami, który pod Uściem na Pokuciu złapany na wojnie, był niewolnikiem. Me wiedzieli Polacy kogo mieli, aż go Władysław IV., Król polski uwolnił; do haństwa krymskiego przyszedł, a zamiast wdzięczności dla Rzpltej polskiej, bratu króla Władysława, Janowi Kazimierzowi, ciężkim był nieprzyjacielem. Racyą śmierci Islana-Gereja Hana, jedni dają, że nadpijał gorzałkę alembikową i umyślnie chował niewiastę z Polski, co mu ją przepędzała; drudzy powiadają, że Chmielnicki mszcząc się na Hanie, iż go odstąpiwszy, zgodził się z Polakami, niewiastę przekupił, iż w gorzałce Islan-Gereja Hana otruła; trzeci powiadają, że w gardle wrzód mu się zrobił, przytem miał wielką gorączkę. Filip cyrulik, Niemiec, Jerzego Oleśnickiego, wziął go był w kuracyą i już gorączkę uleczył; ale Tatarowie zazdroszcząc Chrześcianinowi tego szczęścia, odpędzili cyrulika, powiadając, że Hana otruje, a chcąc się popisać, gdy po swojemu leczyć go poczęli, umorzyli. Syna tylko jednego zostawił, Mengli-Gereja; Mechmet-Gerej, brat Islan-Gereja, tak wiele lat w pałacu i na wyspie rodijskiej w zastawie u Turków będący, został Hanem, bo u Turków nie syn po ojcu, ale brat po bracie na haństwo następuje, chyba, żeby brata nie było, to syn starszy Hanem będzie. Na końcu tego roku 1653. Mikołaj Bieganowski, Chorąży lwowski, do Konstantynopola był posłany, odnawiając traktaty z Turkami ustanowione, przez Solimana, Cesarza - 170 tureckiego z Zygmuntem I, Królem polskim; potem, gdy się rozpruły były przez wojnę chocimską, za Osmana Cesarza tureckiego Jakób Sobieski, Krajczy koronny, znowu te traktaty pod Chocimem skojarzył, a Krysztof, Książę Zbaraski, Koniuszy w. kor., Poseł do Konstantynopola z bogatą apparencyą, ze skarbami wielkiemi przybywszy, Turków łakomych na bogate prezenta wszystkich zniewolił, i lubo w cięższym zamięszaniu w Stambule będąc, chwalebnie traktaty utwierdził zostawiwszy Posłom polskim mniejszej kondycyi i fortuny będącym nienawiść, iż takiej apparencyi, ani bogatych prezentów nie mając, nie mają też takiej estymacyi u Turków. Zaczem i Bieganowski nie mając czem Wezyra, Baszów, Janczarów, i Muftego ująć, niewiele mógł wskórać; jednakowo Turcy wdzięcznie go przyjęli. Miał też w kompanii z sobą Jana Sobieskiego, Starostę jaworowskiego, potem Króla polskiego, chcącego się przypatrzyć wspaniałości dworu tureckiego Cesarza; ani wielkiej apparencyi czynił, nie znajomie peregrynując, osoba jego wspaniała, wzrok rycerski, fantazya żołnierska, wydały onego, kto i czem był. Bieganowskiego w miesiącu Czerwcu w roku przyszłym, approbowawszy traktaty z Polakami, jako Posła odprawili, a Sobieskiego zatrzymali.        ROK 1654. Po odejściu Ordy, Rzplta zdawała się odpoczywać po nieprzyjaciołach, lecz tylko co z pod Żwańca, do Lublina Król przybył, wszczęły się na obłokach i powietrzu łuny, co Orda na Podolu i Pokuciu, Wołyniu rozpościerając się kraj paliła. Przyszły nie pocieszne listy do Króla, że Moskal z wielką potencyą na Polaków idzie, od trzech lat wybierając się na wojnę, bo mu Kozacy w protekcyą poddali się. Ta jaszczurka, złość rebellii kozackiej, różnych szukając protekcyi, na nas pobudzała Turczyna, Szweda, Duńczyka, Hollendrów i inne nacye. Z Niemiec, Hollandyi, Szwecyi Moskal zaciągnął inżynierów; ammunicyi wojennych, armat, moździerzów, bomb, granatów, z Amsterdamu, Antwerpii - 171 naskupował; Tatarów chcąc od Polaków odciągnąć, bagatelne posławszy do Hana podarunki, na swą stronę namawiał: racya wojny wymyślona, umknięty tytuł jedynowładzcy Rusi, który Wiaziewicz opuścił, będąc Posłem, a większy pretekst Kozaków, poddanych Rzpltej rebellizujących przeciwko ojczyznie, wziąść w opiekę i całą Ruś opanowawszy, generalną ruską monarchią przywłaszczyć sobie. Obawiał się jednak Polaków, żeby Kozaków do posłuszeństwa przymusiwszy, złączeni z Ordą, ciężkiemi nie byli. Wolał Polaków uprzedzić, a Kozaków do siebie odmówić, Ordę przez Posłów swoich przy bogatych podarunkach korumpując na swoję stronę. Orda podarunki pobrawszy, taki respons dała: „jeżeli za rzeką Donem opanowane ziemie tatarskie, oraz Królestwo Astrachańskie i Ordy kałmuckie, Car moskiewski przywróci Hanowi; życzliwych sobie mieć będzie Tatarów, jeżeli zaś nie zechce tego uczynić, niech się spodziewa w państwie swoim gości." Wyprawiony z senatorskiego konsilium do Moskwy Jan Młocki, list niosący królewski, w którym niesłuszną a niesprawiedliwą wojnę Król być mienił, obligując Cara moskiewskiego, aby tej imprezie dał pokój, nie rozlewając krwi chrześciańskiej nadaremno. Pisał i Prymas do Metropolity moskiewskiego i Ministrów dworu carskiego, obligując onych miłością Boską, aby perswadowali swemu monarsze, by się wstrzymał od tej persekucyi chrześciaństwa. Nikon nazywał się Metropolita moskiewski; ten Carowi wszystkiemi sposobami odradzał tej wojny; matka carska również syna obligowała, aby tej zawziętości poprzestał, różne też przypadki wróżyły zły skutek tej wojny. Siedm burzących armat przez most idąc, z mostem się załamały i utonęły; w nocy straszydło jakieś ukazało się Carowi, zwiastując, że z Litwy nie powróci żywym; wyprawiony Poseł do Króla z wypowiedzeniem wojny skoro wsiadł na konia, koń pod nim padł, a on złamał szyję. Nic na to Car Aleksy Michałowicz nie zważał, w obecności Młockiego, kazał ruszyć się wojsku do Litwy i Ukra - 172 ny, 150 burzących armat, moździerzów, wozy z artyleryą i ammunicyami ładowane, przeszło 300, za tem 40,000 wojska, w kommendzie Serebrnego i Chowańskiego, do Litwy ordynowanego maszerowało; z 80,000 wojska Antym i Buturlin, Wojewodowie, na Ukrainę ordynowani, także ruszyli się , którzy wszystkie ciężary na rzekę Dniepr złożywszy, szli pod Kijow i tam wojnie założyli stateczne miejsce. Przybiegł Chmielnicki, mile przyjmując zaproszonych gości. Antym, Wojewoda moskiewski, odbierał od niego miasto Kijow i prowincyą Ukrainy. Tak się stało: Chmielnicki poddał na imie carskie miasta i prowincyą, wykonali wszyscy jurament poddaństwa wiernego Carowi, poodbierała Moskwa zamki i fortece, w celniejszych miastach juryzdykcya moskiewska ustanowiona, prezydia moskiewskie wprowadzone, ceukhauza opatrzone. Bohdan Chmielnicki za przywilejem carskim, ogłoszony Hetmanem całej Ukrainy, od jednego Cara protekcyi dependujący. Nastąpiła radość pospólstwa, że jednej wiary schyzmatyckiej rządy nad nimi ogłoszone; i szlachta, co przy Polakach była, dla fortuny tam zostawszy, zmyśloną wesołość pokazywała. Ale ta radość wkrótce w smutek zamieniła się; chcieli duchowni moskiewscy, aby zakonnicy i popi ukraińscy pod jednym Metropolitą moskiewskim, wszelkie cerkiewne obrządki trybem moskiew- skim czynili; chcieli Moskale, aby powtórnie po moskiewsku dzieci chrzcili, na co ukraińskie duchowieństwo nie pozwalało; chciała Moskwa, aby Metropolita kijowski odstąpił Patryarchy konstantynopolskiego, był pod władzą Patryarchy moskiewskiego z całem ukraińskiem duchowieństwem; lecz on na perswazye, ani na proźby, ani na groźby nie zważając, nie chciał tego uczynić, dla czego za szyję wzięty i do stolicy zaprowadzony. Dopiero po radości smutek nastąpił u Kozaków, zamki i dworv królewskie z intratami na Cara zajechano. Szlacheckie dobra Wwdom i Półkownikom porozdawano moskiewskim, nakazano pospólstwu podatki, nikogo od kontrybucyi nie uwalniając, wszystkich w sołdaty podstrzyżono. Ale najbardziej Kozacy nos zwiesili, że ni - 173 komu nie pozwolono wódki pędzić, piwa, miodów robić, wszystko to z kabaku carskiego brać kazano za pieniądze, cła przytem ustanowiono, jak w Moskwie od najmniejszej rzeczy; zakazano strojów chyba w błahem suknie, w czarnych bótach, albo łapciach chodzić, i nie pozwalali inaczej chodzić. Na pierwszym wstępie przycisnąwszy, próbowali kto się odezwie do buntu; starszyznę kozacką z pierwsza mieli w poszanowaniu i onym dawali słobody. Postrzegli się Kozacy, że nie poczciwie zrobił Chmielnicki; poczęli wbrew na niego łajać i wymawiać: ty żeś nas w tak ciężką niewolę wprowadził. Bohun i Sierko Półkownicy najbardziej na Chmielnickiego następowali, jako w wojennych akcyach wsławieni i w konfidencyi z Chmielnickim przedtem będący. Znosił cierpliwie wszystko Chmielnicki i nadewszystko onych obawiał się, jednak upewniony pomocą moskiewską, kazał onych zapozwać do sądu swego hetmańskiego, jako buntujących się Kozaków. Nie czekali sądu; Sierko za porochy uszedł, Kozaków swobodę kochających zbierał i z Tatarami zawarł ligę. Bohun nie wierząc Chmielnickiego deklarowanej przyjaźni, udał się do Potockiego, Hetmana polnego koronnego, donosząc, co się dzieje na Ukrainie: jako Moskwa opanowawszy wszystko, jest harda; jako Chmielnicki okrutnym stał się, na życie Bohuna zasadzki różne porobił, a za to tylko, że pułkom kozackim odradzał iść pod władzę moskiewską, z tych racyi musiał się tułać, nie mając żadnej protekcyi; zaczem z tem do Hetmana poufałych wyprawił, aby Hetman wojsko w ten kraj ordynował. Hetman, jako pan poczciwy uwierzył, że Bohun szuka protekcyi polskiej, ordynował dywizyą wojska, a Bohun pogodziwszy się z Chmielnickim, takim, jako i przedtem był zdrajcą. Złożył Król sejm stanów Rzpltej, lecz nie mógł nic wskórać; wszyscy w zamięszaniu; Franciszek Dubrawski, Podkomorzy przemyślski, Marszalkiem był poselskim, człek wędrowny i dobrze stan Rzpltej penetrujący; lecz kiedy od stanu poselskiego perorował, więcej niż Posłowie onemu polecili, - 174 promował, o co u dworu był w nienawiści. Wielu Senatorów na Króla było złej woli; Litwa sarkała, że wydano onych jako na mięsne jatki, przeciwko Moskalowi; Wołynianie i Podolanie ruiny od Ordy i popieliska przekładali. Wszyscy instygowali, aby senatorskie konsylia wszystkie przerewidowano; narzekali, że Król 4 miesiące siedząc we Lwowie, darmo czas tracił, wojsko na kampanią wcześnie nie wyprowadziwszy; drudzy markotni byli, że Kozaków z Soczawy wypuścili, skarby Tymoszka z zdzierstwa całej Polski powstałe, prywatni rozszarpali, a Rzplta w ustawnym ciężarze jęczy, tak ciężkie podatki składając i te pieniądze na zapłatę krwawych zasług żołnierskich destynowane, dworscy królewscy rozszarpali. Wejrzeć tylko w taryffy: od sejmu roku 1652go przeszło 9,000,000 Rzplta wypłaciła, przyłożyć insze podatki skarbowe, hyberny. wydzierstwa, ustawne wojsk przechody, do tego czasu przeszło 17,000,000 wybrano; najbardziej też markotnymi robiły zatrzymane wakanse buław wielkich, tak koronnych, jako i wielkiego księstwa litewskiego , które przedtem Królowie Hetmanom polnym zwyczajnie rozdawali; Potocki, Hetman polny nie nalegał o to, ale Janusz Radziwiłł, żwawie tego pretendował, jako zasłużonego sobie stopnia; zadawali Królowi, że się daremnie do wojny i wojska interessuje, mniejszym kosztem i prędzejby Hetmani nieprzyjaciela podchodzili, gdyby się nie mieszał Król, a powagi swej przestrzegając, siedział w ojczyznie. Ubolewał srodze Król na te słowa, mając wrodzoną do wojny inklinacyą szczerą, oraz, że mu wakanse chcą wydrzeć, nie uprosić; najbardziej Książę Radziwiłł nadęty dostatkami i szczęśliwemi sukcessy nad nieprzyjacielem, wynosił się nad wszystkich, nikogo sobie w ojczynie nie licząc; Król zaś to wszystko znał i widział i odwłoczył umyślnie rozdanie tych wakansów; zatem Poseł ziemi pruskiej sejm zerwał. Zmarł Król francuzki w tym roku Ludwik XIII., zostawił syna jednego z Hiszpanki spłodzonego, której rządy państwa francuzkiego w młodości syna powierzył; ta na Ministrów spuściła się, mimo francuzkich Książąt i krewnych - 175 ustanowionych. O co Książęta urażeni, złej woli na Królową i Ministrów onej byli i temi niechęciami Francya roztargniona była; godni jednak ludzie na tych ministeryach byli i sił dobrych Francyi przyczynili; jako Rychelieu, Kardynał, a potem Mazaryni, Kardynał; gdy tedy do wielkich zawziętości przyszło, Kardynał Mazaryni i Książę Kondeusz z państwa wyjechali. Zatem Król w lat 17 ukoronowawszy się podczas święta Bożega Ciała, w mieście nazwanem Rheims, wziął rządy na się państwa francuzkiego; co widząc Książęta francuzcy, do Króla się zebrali i zawziętościom koniec uczynili podczas aktu koronacyi: Król kommunią bierze tak, jako i Ruś pod osobami chleba i wina, ten namaszczony bywa olejem z nieba spuszczonym i ma ten dar Boży, że po koronacyi ściska gardła wolowatym ludziom zropiałe i nieuleczone przez tuwalnią, a od dotknięcia ręki królewskiej uleczeni bywają, z nabożeństwem i ufnością do tego przystępujący; Król też dotykając się tych wrzodowatych wol mówi: jad się dotykam, Bóg niech cię uzdrowi. Król Kazimierz po zerwanym sejmie widząc, że na Rzpltą zewsząd walą się niebezpieczeństwa, a niechcąc ojczyzny bez rady mieć, złożył sejm ekstraordynaryjny w miesiącu Czerwcu; był Marszałkiem poselskim Krzysztof Grzymułtowski, Podkomorzy kaliski; jednostajnemi głosami sejm dwuniedzielny o niczem traktować nie chciał, tylko o obronie Rzpltej; wojsko na przeszłych sejmach zaciągnione, tak w Polsce, jako i w Litwie płacono, pospolite ruszenie generalnie uchwalono. Do rady wojennej w Litwie Mikołaj Korf, Wojewoda wendeński i Eustachi Kordej, Kasztelan żmudzki, naznaczeni, aby przy Hetmanach rezydowali, prezydya po fortecach aby opatrzyli, najbardziej Smoleńsk, na który Car moskiewski gotował się; przydani kommissarze, aby ludziom dawnym na prezydium w Smoleńsku będącym zapłacili, więcej ludzi wojennych do fortecy wprowadzili, szlachtę smoleńską do obrony fortecy obligowali, prowiantów, prochów, ammunicyi do potrzeby przystarali się. Za - 176 tern Król uśmierzając adwersye konkurujących o buławy wielkie, i przeto zachęcając onych do wiernej obrony Rzpltej i szczerej usługi ojczyźnie, a zniewalając sobie onych, dał buławę w. kor. Stanisławowi Potockiemu, Wojewodzie podolskiemu; polną buławę Stanisławowi Lanckorońskiemu, Wojewodzie ruskiemu; buławę wielką litewską, Księciu Januszowi Radziwiłłowi, Wojewodzie wileńskiemu, którą jakby niechcący przyjął, że nie wtenczas Król dał, kiedy o nię prosił, onę za życia jeszcze Kiszki chciał odebrać żywemu człowiekowi, lubo chorującemu; polną buławę Król dał Wincentemu Gąsiewskiemu, Podskarbiemu w. lit., którego Kżę. Radziwiłł nienawidził, a cale mówiąc prawdę, postponował. Ten bowiem przy podskarbstwie wielkiem lit. onemu oponował się, jako mogąc się przysłużyć i zaszkodzić, gdy się na to usadzi; Książę ten honor jakoby postponując miał za nic, więcej w głowie swej coś ułożywszy. Gąsiewski zaś powagę hetmańską należycie utrzymując, w ustawnej z Księciem zostawał emulacyi, i to wtenczas, kiedy Litwa potrzebowałą ratunku i zawzdy mając nieprzyjaciela Moskala, dążącego do Litwy. Radziejowski, czy sprzykrzywszy sobie wygnanie, czyli chcąc powrócić do ojczyzny i dawnych honorów, udając się do klemencyi królewskiej, list pisał w te słowa; „ręka pańska nowe cuda w stworzeniu swojem sprawuje; iż „nie podnosząc, upuściłeś, naczynie honoru w ohydę obró,,ciłeś, jednakże skruszony i upokorzony wzdycham, zmiłuj „się Panie! wyznaję, żem odebrał dobrodziejstwa i uznaję, „eż zazdrosnych nieprzyjaciół ręka, w tę mię nienawiść „u Pana wprowadziła. Lecz gdy już żałuję za występki „utraciwszy szczęśliwość i honory przeszłe, żyjąc w cudzych „krajach z uproszenia, stałem się i teraźniejszemu i przy,,szłym czasom na przykład, jako dobrego i łaskawego Pana „wenerować. Dla czego miłościwy Królu zdeptawszy win,,nego, podnieśże supplikującego, a podług wrodzonej swej „łaskawości, bądź miłościw błąd wyznawającemu, o odpu,,szczeniu i zmiłowaniu się nie daj desperować." List podpisany ręką Radziejowskiego; miesiąca i dnia nie było, także - 177 i roku i zkąd pisał. Zaczyni różni o tym liście różnie tłumaczyli: mówiąc, że ten wąż łasi się, a jak go przypuścisz żeby żądła nie pokazał; wiedzieli jednak wszyscy, że był we Szwecyi i trutynowali, jako dwóch królestw obywatel i dwóch państw sługa, może obydwom dogodzić, nie uraziwszy którego? wiedzący jego humor Ministrowie Króla polskiego, obawiali się, żeby za powrotem do ojczyzny i ubłaganiem Króla, nie oddał za swoje. Król przeczytawszy list, żadnej nie ukazał miny, ni łaski, ni gniewu, tylko że synom Radziejowskiego pięknym i raźnym paniątkom deklarował łaskę swą i respekt pański. Na tymże sejmie Jerzego Rakocego, Księcia siedmiogrodzkiego synowi, Rzplta dała indygenat, nie inkludując go dla Turczyna w konstytucyą, ale skrypt do skarbu koronnego oddała dla wiekuistej pamięci. Wilhelm Donawaj, w Litwie Półkownikiem w regimencie będący, nobilitowany, także Dziboni Włoch, że na kampanią berestecką idącemu Królowi, armaty żelazne i moździerze sporządził, tudzież kule armatne, granaty i bomby. Trudno też w skarbie i u Króla o pieniądze było, już i ekonomią nowodworską Król zastawił Krysztofowi Gębickiemu, Kasztelanowi gnieźnieńskiemu. Szukano różnych sposobów dostania pieniędzy, szlachectwo najdroższy klejnot, w tandetę poszło; kto w tak ciężkiem utrapieniu Królowi i Rzpltej pieniężnym sukkursem popisze się, obiecywali onemu szlachectwo; rzadko który odważył się z pieniędzmi konkurować o to, bo srodze poczęła szlachta utyskiwać, iż żydzi opanują senat i urzędy, byle się odezwali z pieniędzmi. Niebo nie chcąc patrzeć na taką ohydę Polski, zaćmiło swoje luminarze, kometa niezwyczajna się ukazała, przyszłej nieszczęśliwości w ojczyznie wszystkie były presagia. Na konkluzyi sejmu, następujący na Litwę Moskal wszystkich strwożył. Król, choć mu senatorskie konsylia nie radziły, wyjechał do Litwy, gdy nie widział znikąd ratunku ojczyzny, wyrokom boskim poleciwszy się, ruszył się w litewskie kraje, jak mogąc, chcąc zasłonić kraj tamten. Najbardziej turbował się Król, że Książę Radziwiłł, Hetman 12 - 178 wielki litewski, bardziej kłócił się z kollegą swoim i panami litewskimi, niż na nieprzyjaciela Moskala zabierał się srożyć, w ambicyi takiej był, że nikogo przed sobą nie miał. Wojsko też koronne w zimie na Ukrainie wojując znużone, na Polesiu i Wołyniu było na wytchnięciu; piechoty, żwaniecką kampanią znędznione, rekrutów po całem państwie rozeszłych oczekiwały huzarskie półki i regimenta dragonii. Przez zimę odpocząwszy, ruszył Lanckoroński, Hetman polny pod Zborów, ściągając wojsko, ponieważ Król chciał do Litwy je zgromadzić; lecz Polacy nie radzili tego kąta ogołacać, obawiając się, żeby Kozacy nie wtargnęli do Polski. W takim opale była Polska: tu od postronnych nieprzyjaciół, w domu zamieszania nie ustawały, przybył też Poseł od Króla szwedzkiego, Kork nazwany, do Warszawy, po odjeździe Króla do Litwy, postulując, aby Król Jan Kazimierz zrzekł się tytułu dziedzicznego królestwa szwedzkiego; jeźliby zaś dobrowolnie tego nie uczynił, wojną szwedzką odgrażał się. Car moskiewski w 80,000 wojska wszedł do Litwy, oprócz Kałmuków, 20,000 Kozaków miał przy sobie w kommendzie Półkownika Złotoreńko; Dorohobuz dobył i wyciął; Newel, Sierpiejsko, Mohylów, Połock nad rzeką Dzwiną fortecę opanował. Ruszył przeciwko Moskałom Książę Radziwiłł żołnierz odważny i wojennemi wsławiony akcyami gdyby ludzkiej rady słuchał, a ludzi nie postponował, w swojem się zdaniu kochając; w 8000 wojska, które miał przy sobie, nie podobno było oprzeć się potencyi Cara moskiewskiego; nie używał do tej akcyi Hetmana polnego, Gąsiewskiego, ani się z dywizyą jego chciał łączyć, także pospolite ruszenie lekce ważąc, nie potrzebował. Przybywszy pod Orszę Mirskiego i Ganckofa, Półkowników, z 3000 wojska lekkiego wyprawił, rozkazawszy, aby z nieprzyjacielem spotkali się, lub też na obóz uderzywszy, szałase onym zapalili, a znak na sobie z nieprzyjaciela przynieśli. Moskwa dufając potencyi swojej, kraj obstraszywszy, nie zbyt była ostrożna, aliści - 179 Ganckof w 7 chorągwi manowcami przybywszy, na same gwardye carskie uderzył. Moskwa twardym snem po pijatyce uśpiona, przez rany i zabójstwo ledwo obudzona; gdy w trąby zatrąbiono i huk zrobiono, podczas ciemnej nocy zapaliła kilka stogów słomy, dając swoim wiedzieć o inkursyi nieprzyjacielskiej. Dogodziło to Litwie, jaśniej było zabijać: zabili Arthemona, Wojewodę i różnych z 1000 wycięli, wzięli 16 Bojarów i carskiego buńczucznego z buńczukiem; zatem dnieć poczęło, Litwa na odwrot zatrąbiła, ledwo można było odciągnąć żołnierzy, tak się zawzięli w passyi do zabijania Moskwy; potem Moskwa zebrawszy się, goniła wielkim impetem, iż zdobycz musieli topić, a więźniów starszyzna kazała ścinać. Ten szczęśliwy podjazd wzbudził w Księciu Radziwile desperacką imprezę, iż z całem wojskiem litewskim na tak wielką potencyą ruską ruszył, chcąc wydać batalią. Król zakazywał i Prymas pisał, żeby Króla słuchał, a nie narażał się na takową potencyą, nie gubił wojska, nie czynił dyffidencyi z kollegą, złączył się z dywizyą onego i z pospolitem ruszeniem, wszelkim sposobem otwartego unikając boju, partyami nieprzyjaciela infestował. Nie słuchał ni Króla, ni Prymasa, swoją prezencyą nie łącząc się z nikim, tylko z 10,000 ledwie mając na 40,000 Moskwy pod Szkłowem nastąpił, spodziewając się, że Moskal ustraszony sławnemi akcyami Księcia Radziwiłła przedtem dokonanemi, będzie umykał; ale Moskale na niego z całą potencyą ruszyli się trzema kolumnami; na pierwszą kolumnę odważnie Książę uderzył, lecz gdy drugie kolumny otoczyć onego usi-, łowały, ustała ta buta i z owej odwagi do ucieczki przyszło. Zmięszały się szyki litewskie; biegał wszędzie Książę zachęcając, nie mógł nic wskórać; tabory litewskie z armatami opanowali Moskale; co najsłuszniejsi rycerze polegli, sam Książę mało co nie utonął. Moskal ucieszony tą wiktoryą, wyprawił wojsko swe do Litwy, kraj niszcząc; sam Car pod Smoleńsk ruszył się. Smoleńskie księstwo na granicy moskiewskiej przedtem swych udzielnych Książąt miało. 12* - 180 Swiętosław, ostatni z Książąt smoleńskich od Witolda, który po koronacyi Króla Jagiełły, złączył się z polskiem wojskiem, zawojowany, do Litwy i Polski Smoleńsk przyłączoną synowi Świętosław Jerzemu, lennem prawem do rządów oddany, z podprzysiężeniem wiernego poddaństwa, Rzpltej polskiej. Lecz gdy w roku 1403. rebellizować począł, zwyciężony, z Smoleńska wypędzony, na wygnaniu w Węgrzech mizernie życia dokonał. Potem Iwan Wasilewicz, Car moskiewski za zdradą Glińskiego Michała, w roku 1514 Smoleńsk opanował. Zygmunt zaś III, Król polski, po dwóletniem oblężeniu, odwojował. Władysław IV, syn Zygmunta III, gdy Moskal z licznem i potężnem wojskiem przyciągnął Smoleńsk dobywać, wojsko zniósł i Smoleńsk od oblężenia uwolnił. Zatem wszedłszy z wojskiem do Moskwy, dał się we znaki moskiewskiemu państwu, aż miłosierdzia prosić musieli Moskale i kompassyi nad krwią clirześciańską; zawarł tedy traktaty pod Polanowką, jako się wyżej opisało. Smoleńsk miasto Dniepr oblewa, od południa piaszczyste ma pagórki, które miejsce zowią się Pokrową, błotami i bagnami otoczone, na 40 mil kraina smoleńskiego księstwa rozciągnęła się, aż do Berezyny rzeki; około miasta zamki i mury z ciosowego kamienia zrobione, tak szerokie i grube, że po wierzchu 2 wozy rozminąć się mogą; przytem strzelnice wystawione, co muru bronią. Król Władysław przydał fossę i wał szeroki. Miał kommendę w Smoleńsku Filip Obuchowicz, nie dawno Wojewodą smoleńskim od Króla uczyniony. Prezydium w zamku 2,000 ludzi w kommendzie Wilhelma Korfa, Starosty orzelskiego, pod nim officerowie byli: Mikołaj Tyzenhauz, Jan Daka, przytem stare prezydium kommenderował Piotr Świadzki, Szlachcic smoleński; miasta broniła szlachta smoleń-: ska, których 4,000 rachowało się pod urzędnikami ziemskimi, Podkomorzym i Chorążym (przezwiska onych nie wzmiankują); Hieronimem Ciechanowiczem, sędzią; Unichowskim, Podsędkiem; Bakanowskim Podczaszym; byli i Meszczeryn, Limunt, Giełgut i inni Rotmistrze; najpierwej ta - 181 była ostrożność, że mieszczan, schyzmatyków wszystkich dysarmowali. Jędrzy Kwaśniewski, przezwiskiem Złoty, Arcybiskup smoleński, był ruskiej wiary, ale tak życzliwy ojczyznie, iż ustawnie Ruś napominał, aby nie mieli konszaftów z Moskwą. W dzień ś. Antoniego padewskiego, Moskwa otoczyła miasto i zamek, sam Car przytomny był, Trubecki wojsko kommenderował, tudzież Serebrny, Jakof, Chowański, Dołhoruki i inni Officyalistowie, Inżenierowie, z Genui i Hollandyi: tudzież z Francyi Gryon i Spervil; ze Szwecyi, Erken i Bilsaw, którzy oraz byli u Moskwy Półkownikami, wkrótce naokół aprosze pokopali, tak jako Władysław Król gdy Sehina odpędził. Zamknęło się miasto; Wojewoda starał się utrzymać miasto, jak przedtem Antecessorowie jego; wycieczkę uczynili z miasta; Plater 400 ludzi kommenderował, napadł na kopiących aprosze i wyciął Moskwę, porobione retranszamenta począł rozrzucać; potencya moskiewska napadła, odpędziła go, zginęło w tej wycieczce 36; zatem z armat gęsto poczęli strychować, Moskwę odpędzili. Potem najprzedniejszy Puszkarz żonę i dzieci porzuciwszy, do Moskwy uciekł i wydał wszystkie defekta fortecy, jako to: że podle michałowskiej bramy, mur woda podmyła, łatwie się może obalić, byle go trochę podkopano. Zaczem w dzień świętego Jana Chrzciciela, podług kalendarza ruskiego sam Car ordynował szturm pierwszy; kazał z armat gęsto zatoczonych bić; kiedy muru nadtłukli, zawołano do szturmu o pierwszych kurach, zewsząd wojsko na mury lazło najbardziej do bramy michałowskiej impet wywarli. Lecz, tam znaleźli wał usypany i miny zakopane, zaczem około sztrzelnic szturm się zabawiał i aż pod same fossy drudzy przebrali się, wywijając chorągwie moskiewskie. Prezydium należycie stawało, Korf ordynował dragonią: z miasta wypadła szlachta na troje staj, odpędzili Moskwę; Moskal opanował szaniec z ziemi zrobiony, nazwany Żelazny, nie wiedząc, że tam miny zakopano, długo nasi certowali o ten szaniec z Moskwą, naostatek ustąpili nasi, a tu miny zapaliły się, z wielkim grzmotem ziemi - 182 o kilka mil słyszanym; nie tylko minami Moskwa wysadzona, ale w tem zamieszaniu i zaćmieniu od prochów, nasi na Moskwę wsiedli, nie wiedząc dokąd uciekać mającą i na kilka tysięcy trupów położyli. Nazajutrz trębacz moskiewski przybył o armistycium prosząc dla pochowania trupów, na co nasi pozwolili; potem kazał Car tego puszkarza, co z miasta do Moskwy przybył, i relacyą uczynił o słabości miejsca podle bramy michałowskiej, że nie tak się ukazało, obwiesie, a do innych przemysłów udał się. Kilka dni spauzowawszy Moskwa, tylko z armat mury tłukła, innych nie czyniła nawałności, a nowe czyniła fortyfikacye około miasta dla przybliżenia ku murom bez szkody sobie od oblężonych uczynienia; Wwda też zakazał wycieczek z zamku i miasta, że przez to umniejsza się prezydium, zaczem siedzieli darmo zjadając prowianty, o co urażona szlachta i urzędnicy, powiadali, że nieznając się na wojnie, dyskurować nie wojować przyuczony, zgubi nas i fortecę; co i żołnierze i Officerowie potwierdzali. Unikał zatem przed urzędnikami i szlachtą; czasu jednego szlachta go przydybała i poczęła mu wymawiać: za co folgujesz nieprzyjacielowi, a srożysz się na swoich? odpowiedział: że przodkowie nasi siła czasu strawili nim Smoleńsk od nieprzyjaciela odzyskali a WM. panowie chcecie w krótkim czasie zgubić. Lecz mu szlachta replikowała, widząc jawnie: co starożytność prostotą odważną od Moskwy wydarła, to ty swoją szaloną mądrością chcesz zgubić. Prosił Car na rozhowor wywabiając; nasi długo, niepozwalali, potem zezwolili tą kondycyą, aby Car nie kazał strzelać i zabraniać poprawy murów i wałów; ale Podkomorzy smoleński nie życzył rozhoworu z Moskalem, który bez żadnej okazyi stał się ojczyznie nieprzyjacielem. Lecz już poczęli desperować o wytrzymaniu Moskwie, tak Wojewoda jako i duchowni, a Wwda powiedział: że ja mam od Króla moc z Carem traktować. Duchowni dla kościołów obrony, pospólstwo dla osta - 183 tniej zguby życzyli traktować, mówiąc: Król daleko, Radziwiłł zniesiony, Gąsiewski Hetman polny, skarbem zatrudniony i nie wielkie ma siły, znikąd sukkursu spodziewać się nie możemy, chyba z nieba, nie stanie prowiantu, na długie oblężenie prochów, także dla ustawnego strzelania Moskwa coraz większe wojska mieć może, nie tylko atakować nas, ale czapkami zarzucić mogą, możemy przez traktaty i wiarę utrzymać i wolność, a jak przez potencyą dobędą, wszystko razem stracimy i sami zginiemy. Siła co tam w oblężeniu była, czyniła relacyą, iż w nocy z Moskwą wielu znosiło się, i żołnierze stojący na warcie widzieli, że do zamku fórtę otwierano, a fórtą bogactwa i pieniądze do zamku z workami eiężkiemi wnoszono; zatem Podkomorzy smoleński nie chcąc na zgubę ojczyzny patrzeć, szczęśliwie zmarł przy wolności, i konając szlachtę obligował, aby się do upadku broniła. Dnia 29go Września stanęły w zamku traktaty poddania się Carowi moskiewskiemu. Wszedł z wojska częścią Serebrny, bramy w zamku i mieście opanował; witali Burmistrze Moskwę i częstowali mieszczanie. Car tryumfował, że w dzień świętego Michała polskiego, polska forteca Michałowiczowi Carowi dostała się; we cztery dni potem, piechoty i dragonie rozwinąwszy chorągwie z lątami zapalonemi i bronią żołnierską w bębny bijąc, wyszli z miasta, drudzy do Moskala przystali, mając w mieście żony swoje i obejście ; przeciwko bramy namiot turecki rozbity był, w którym Car siedział, rozwinione chorągwie polskie pod nogi Chorążowie słali, wychodząc z miasta. Korf, który miał kommendę nad prezydium, przystał do Moskwy służyć z swojemi żołnierzami, gdy Car na konia wsiadł, uchwyciwszy za strzemię, adorował Cara. Żegnał Cara i Wojewoda smoleński, Obuchowicz, któremu Car kazał powiedzieć: idź hultaju, a swemu Królowi opowiedz, jakieś widział wojsko i w jakich byłeś opałach! a jak już odszedł Obuchowicz do swoich, Car wymówił: nie chcę ja, aby który z was onego - 184 naśladował, a który tak będzie robił, zapewne na haku wisieć będzie. Nowy pan, Car moskiewski, wnet należyty porządek zrobił w Smoleńsku: Antyma, statecznego człeka, Wojewodą smoleńskim ustanowił 9,000 piechoty zostawiwszy w komendzie jego na prezydium; miastu i okolicznym włościom nakazawszy karmić piechoty, a z kaźni carskiej żołd ustanowił; urzędnicy szlachty smoleńskiej do stolicy zaprowadzeni, niby w zastaw, których potem uwolnił do domu Car i swych dóbr używać pozwolił; Dominikanów i Obserwantów przy swych kościołach zostawiono w Smoleńsku, innych rugowano, pozwoliwszy jednak wywieść kościelne rzeczy. Powiadano, że w zamku znaleziono w skale wielkie skarby, które podczas wzięcia Smoleńska za Króla Zygmunta zakopał Gubernator zamku Moskal; lecz drudzy twierdzili, że obraz Najświętszej Panny częstochowskiej z Moskwy przez Polaków wzięty, i tu przywieziony i od Dominikanów do różańca aplikowany, z bogatą sukienką znaleziony, który Car nazad do stolicy zawiózł z wielkiem uszanowaniem. Po wzięciu Smoleńska Car moskiewski do stolicy odjechał, zostawiwszy 40,000 wojska moskiewskiego i 20,000 Kozaków, przykazał onym aby fortecę i miasta litewskie dobywali. Racyą prędkiego odjazdu carskiego dawano, że się zaraził chorobą, którą Moskwa nazywa dzierga; drudzy powiadali, że Turcy chcieli na morzu kaspijskiem flotę sporządziwszy, spróbowawszy nawigacyi, Astrachan, królestwem nazywający się attakować, do czego pobudzała Turczyna Orda mieszkająca nad rzeką Wołgą, płynącą do Astrachanu; ta Orda jeden rodzaj jest z Tatarami azyjatyckimi i utyskuje na panowanie moskiewskie. Po wzięciu Smoleńska w Litwie wielka trwoga była, przeto Król Kazimierz do Grodna przybył, nie miał z sobą wiele wojska, oprócz gwardyi swojej w kommendzie Wolfa i drugiego regimentu pieszego Królowej, chorągwi polskich tylko było 17; przybyli Paweł Sapieha, Wojewoda wileński i Tyszkiewicz, Podczasy litewski we 2,000 ludzi; zbierał Książę Radziwiłł po przegranej pod Mińskiem wojsko, Gą - 185 siewski skarbu pilnował, jeden drugiego przed Królem oskarzając. Miał Król radę z Senatorami, jako upadłym rzeczom w Litwie zabieżeć i pozbyć. Ordynował Sapiehę, Wojewodę witebskiego i Chlebowicza Starostę żmudzkiego, aby tam zebrawszy ludzi, do Mohylowa udali się, zabraniając Moskwie krainy niszczyć. Wydal też Król wici na pospolite ruszenie do szlachty; ale szlachta mając w domach swych nieprzyjaciela; drudzy spodziewając się onego zbliżenia ku sobie, nie chciała zbierać się na pospolite ruszenie. Zaczem Król opatrzności Boskiej poruczywszy litewskie interessa, wkrótce potem wyjechał z Grodna do Warszawy. Nieprzyjaciel też rozszerzał się, i opanowawszy oba brzegi Dniepru, łatwo sukkursa wodą na Ukrainę mógł posyłać. Zatem Witebsk oblężony, który po Smoleńsku Moskwie się oponował; dobyła go Moskwa i ludzi wycięła; Szkłow na to nic nie zważał i mężnie bronił się, niechcąc przyjąć moskiewskiego prezydium, pięć tysięcy ludzi Moskale i Kozacy stracili, zginął tam Złotoreńko, Półkownik, co okrutnie Polaków pod Batohem zbił. Moskale tak się w Litwie srożyli, że kościoły katolickie profanowali, księży zabijali, ni starych, ni młodych, ani niewiast nie szanując; miasta, wsie i dwory palili, powiadając: „że my to kwitujemy się z wami, co „przedtem Litwa i Polacy u nas robili." Tegoż samego czasu Mikołaj Wojciech Gniewosz, herbu Rawicz, Biskup kujawski, zmarł; nie bardzo się głęboko uczył, lecz naturalny rozum mając i bystrość dowcipu, wiele doświadczenia doszedł, polityczne sztuki przerozumiał, iż drugich uczonych przewyższał; obyczaje miał staroświeckie, gorączka był wielki, mowę miał prostym stylem, ale racye wielkie i nieodbite, makaronizmów nie znał, jako teraźniejszy wiek, że mało co polskich słów usłyszysz; rządził się w domu skrzętnie, a nie chciwie zbierał pieniądze, ani nazbyt szumniał; szlacheccy synowie tam szkołę u niego mieli, jednych do stanu duchownego applikował, drugich na usługę Rzpltej ćwiczył; gdzie się staruszek obrócił, szlacheckich - 186 dzieci wszędzie za nim grono, jak mak kwitło, których narybek Rzpltej. Nie tak żyją tego wieku Panowie, którzy poddanymi swymi, albo mieszczanami, lub też Niemcami się opasali; ci dwór, ci intratę na ręku mają; a szlachcic mający gromadę dziatek, nie mając onych dokąd oddać, ani też takiej fortuny, by je wyżywić, przeklina swą płodność, nie ma zkąd na szkoły, nie ma o czem i z czem wyprawić do wojska; zatem w domu zarzuceni, grubych obyczajów nabierają, którzy, gdyby między ludźmi zrośli, i z onych by byli ludzie. Car moskiewski kozackie interessa miał na wielkiej pieczy, a bardziej swój interes przez Kozaków promowował, aby był jednowładnym całej Rusi monarchą. Między Moskwą, a Ordą nieśmiertelna nienawiść. Jak się Tatarowie dowiedzieli, że Kozacy zligowali się z Moskwą, dawne pobratymstwo z Kozakami porzucili; Han zagniewany na Chmielnickiego, dopiero uwierzył, że był zdrajcą Polaków; żałowała Orda, że do tych czas Kozaków w rebellii przeciwko Polakom utrzymywała, spodziewając się, że oni do skończenia świata w opiece tatarskiej będą, a Chmielnicki poddawszy się Moskalowi, o Hana i Tatarów już przyjaźń nie dbał. Czem srodze Han rozgniewany, szukał pomsty na Moskwie i Kozakach, a co przed czterema laty Islan Gerej Han przez Solimana Agę pobudzał Króla na wojnę przeciwko Moskwie, z którą spodziewał się Król traktaty utrzymać, odłożywszy z Tatarami ligę w przyszły czas; jej teraz i Han Mechmet Gerej z duszy sobie życzył z Polakami, i Król oraz Polacy do Hana rekurs czynić przymuszeni nawałnością nieprzyjaciół, bo Tatarowie teraz i Moskwie i Kozakom nieprzyjaciołmi się stawszy, w jednym z Polakami umyśle razem obu nieprzyjaciół pogrążyćby chcieli. Chmielnicki jeszcze Tatarów chcąc ułagodzić przez Murtazy Bega, radził nowemu Hetmanowi, aby zawojowaną Ukrainę przez Islan Gereja Hana tak utrzymywał jako Czerkasów i Petyhórców: większa sława będzie Ordzie, gdy swoje - 187 panowanie na Krym i Owidowe jezioro, niż na Ukrainę przeciągnie; jeżeli naród tatarski nie łakomy na ziemię, będzie płacił z Ukrainy, albo Cara moskiewskiego radą swą nakłoni Chmielnicki do płaty takowej, jaką od Polaków zwykli brać. Lecz Mechmet Gerej Han informowawszy się przez swoich posłanych, że Moskal Ukrainę nie przez potencyą zawojował, lecz że Chmielnicki dobrowolnie się Moskalowi poddał; wyprawił do Kozaków Kara-Bega Posła z tą deklaracyą: jeżeli bojarów moskiewskich powiązawszy, wydadzą Tatarom; jeżeli odprzysięgną się tej zdradzieckiej ligi z wiekuistym Ordy nieprzyjacielem Moskalem, tedy Mechmet Gerej Han znowu zawrze pobratymstwo. Tymczasem Maryan Jaskólski Strażnik polny kor. od Króla i Rzpltej wyprawiony, czekając, nim nowy Han u Tatarów będzie ustanowiony, przybył do Bakczyseraju, gdzie inauguracya Mechmet Gereja była na państwo. Otrzymał audyencyą, na której doniósł, że Islan Gerej Han krymski Króla i Rzpltą polską pobudzał na Moskala, chcąc ligę uczynić: tej teraz Król i Rzplta przyjaźni szuka przezemnie Posła swego, do waszej bańskiej Mości przysłanego. Jeżeli się podoba z Polakami liga, trzeba na to traktaty poprzysiądź, wojska tatarskie z Polakami złączyć, kolligatów, siedmiogrodzkiego Księcia, Hospodarów wołos. i multańskiego, do tych traktatów przyjąć, więźniów polskich uwolnić. Mechmet Gerej Han wziął to sobie na deliberacyą, bardziej czekając powrotu Karabeja od Chmielnickiego, który gdy powrócił i uczynił Hanowi relacyą, że ligę jawną z Moskalem ma Chmielnicki i Kozacy zapraszają do przyjaźni z Moskalem i z sobą Tatarów, Mechmet Gerej Han rezolwował się zawrzeć ligę z Polakami, a Moskala, jako wiekuistego nieprzyjaciela, i Kozaków zligowanych z onym po odstąpieniu ligi tatarskiej, za wiekuistych nieprzyjaciół deklarować; na co złożył radę tatarską generalną mussawara nazwaną, na której przełożył zamysły swoje, pytając się Tatarów: co za zdanie onych będzie? Znalazł Han między starszyzną Ordy, kozackie duchy i moskiewskie, którzy wzią - 188 wszy korupcye od Chmielnickiego, tak mówić poczęli: „Pókiśmy mieli z Kozakami pobratymstwo, napełniliśmy Krym więźniami polskimi, a teraz obróciwszy wojnę na hołyszów Kozaków, nie siła wskóramy. Bili się natenczas Kozacy za wolność, a co oni zawojowali, nam Jassyr dostawał się; nie będziem tego pożytku mieć od Polaków, którzy w bogate szaty ubrani, w drogie futra ustrojeni, w tureckich bótach chodzą, hardy naród nie będą się bić dla naszego pożytku." Zatem Han traktaty podpisawszy, poprzysiągł i z honorem Posła odprawując, to w głos wymówił: „Brat mój Islan Gerej 6 lat z Polakami wojował, na końcu żałował, i uczynił przed śmiercią z nimi traktat; ja ni przyjaźnią, ni nieprzyjaźnią jeszcze Polakom nieznajomy, przystępuję do ligi z wami, wojsko pierwej złączywszy; nim przyjaźni doświadczę i szczerości waszej, wojną się przeciw Moskalowi, obudwom narodom nieprzyjacielowi, i obudwom szkodzącemu pokaże, czyli szczerze dobrą wiarą zligowaliśmy się; wreszcie niech Bóg da szczęśliwy sukkurs." Zawarłszy traktat, kazał, aby 30,000 Ordy z Krymu ruszywszy się na sukkurs Polakom, czekało na pograniczu, nim Polacy przyjdą i złączą się, ciągnąc na Ukrainę. Pokazując szczerą przyjaźń, kazał Han więźniów polskich uwolnić: Jana Tomasza Sapiehów, Kossowskiego Kasztelana wendeńskiego, Chlebowskiego i Sułowskiego; oprócz nich 200 innych. Lanckoroński i Oleśnicki w zastawie się zostali, póki traktatów skutek złączenie się z wojskiem polskiem Tatarom pożytku nie przyniesie i ustanowiona pensya od Rzpltej nie dójdzie. Romaszkiewicza niechcieli Tatarowie uwolnić, który syna Potockiego Hetmana, w zastawie będącego, póki zapłata onym za ojca nie stanie, z Krymu uprowadził; za to jako zdrajca i jako w niewolą wzięty, siedzieć musi. Jak się dowiedzieli Hetmani o zawartym traktacie z Hanem krymskim, zaraz pod Bar dnia 28go Października z wojskiem polskiem ruszyli się. Lubo takie słoty były i łamania, iż co za dzień uszły wojska to armaty, ammunicye, - 189 wozy i piechoty ledwo dnia 4go przybyć mogły. Jazdy więcej 20.000 było; 8,000 piechoty, suplementa piechotne nierychło także z Polski nadciągały. Tym porządkiem szły wojska konne: pierwszy pułk królewski, którego Czarniecki, Oboźny koronny był Pułkownikiem. Drugi Potockiego Hetmana wielkiego koronnego. Trzeci Lanckorońskiego Hetmana polnego. Czwarty Tyszkiewicza Wojewody czernichowskiego. Piąty Potockiego Wojewody bracławskiego. Szósty Cetnera halickiego Kasztelana. Siódmy Koniecpolskiego Chorążego koron. Ósmy Sobieskiego Starosty jaworowskiego. Dziewiąty Kcia Dymitra Wiśniowieckiego. Dziesiąty Potockiego Starosty winickiego. Jedenasty Balabana. Dwunasty Szemberga. Przedniej straży dwie chorągwie; od Książęcia pruskiego Wilhelma, elektora brandenburgskiego: regiment dragonii w którym 12 set żołnierzy było w komendzie Hieronima Kalsztyna Półkownika; ten sukkurs za lenność kstwa pruskiego. Te wojska od Tarnopola przeszło 70 mil uszedłszy pod Szarogród, które miasto jest bramą do Ukrainy, złączyły się z drugiemi chorągwiami; gdy przyszła nowina o przybywającej Ordzie, kazano z okolicznych miast i miasteczek zwozić prowianty, chorym nadano gospody, piechotom kwatery, jako na prezydium będącym. Morachwa i Krasno, miasteczka, wiedząc, co przedtem było upartym, poddały się, także i Czerniejówce przez poddanie się od zguby ratowało się. Busza bramy zamknęła, nie daleko od Dniestru leżące miasto, w podobnem położeniu jak Kamieniec podolski, nazywając się potomkiem onego, dwa miasta na wysokiej skale miała. 3ci zamek, Przygrodek nazywający się. Miasto bardzo obronne, gdzie się kryli buntownicy ponad Dniestrem mieszkający, tam żony, dzieci, dostatki i zdobycze chowali, prezydium na 6,000 mieszczan oprócz wygnanych hultajów z Wołoch liczyło się. Półk królewski na przedmieściu strzelaniem gęstem przywitany, potem wycieczka z miastem wypadła siła i poraziła, gdzie Janicki, Porucznik pancernej chorągwi Myszkowskiego zginął; cieszyli się Kozacy, że odpędzili, po wszystkich cerkwiach - 190 w dzwony uderzywszy; zatem Czarniecki, za przybyciem chorągwi zmocniwszy się, że do bramy dolnej przystęp na równinie był, znowu tam impet odwrócił odważnie, opanował bramę azatem i miasto, które zapalone nie wiedzieć od kogo, zkąd nasi łatwo rugowani, z tyłu ogień, a z przodu nieprzyjaciele dokuczali; Czarniecki w nogę postrzelony, gdy wstrzymywał zmieszanych, także Wilczkowski, huzarski Porucznik w głowę raniony; Gembart Półkownik dragoński, rohatyną przebity, zmarł i 30 z towarzystwa zginęło. Hetmani spodziewali się, że się oblężeni upamiętają, wysłali trębacza, ofiarując oblężonym łaskę i niepamięć rebellii. Ufając miejscu obronnemu i swej potencyi, trębacza strzelając zabili; zaczem na oblężonych czasu nie tracąc, generalny szturm przypuścić deklarowano. Za danym znakiem zewsząd rzucili się nasi, na wielu miejscach na wały wleźli, lecz wnet spędzeni gęstem strzelaniem zabijani; już Hetman polny jeździe zniść z koni kazał, woźnice i lóźna czeladź na skały leźli, aż Czarniecki, który choć postrzelony był na straży, obaczywszy, że od stawu nie wiele ludzi wałów broni, porwawszy chorągwie, tam one nagle przywiódł; miałka woda była, przekopano albowiem groble; zsiedli z koni żołnierze, do palisad przebrali się, na których wiszące kłody spuszczono Balent, Chorąży Koryckiego, odważny młodzian, wpadłszy na strzelnicę, chorągiew, na której obraz był świętego Michała, podniósł i nią wywijał, zachęcając wojskowych odwagę; spędzili jednak onego Kozacy; zapalił ktoś z żołnierzy strzelnicę, zatem gdy się ogień szerzyć począł, nieprzyjaciół strach opanował i szaleństwo, że własne swe domy sami palili i sami się zabijali; toż niewiast szaleństwo: same w ogień lazły z dziećmi, albo w studnie dzieci powrzucały, potem same topiły się. Zawisnego setnika żona po zabiciu męża, wsiadłszy na beczkę prochu, onę zapaliła i w górę wyleciała, niechcąc być lubieżności igrzyskiem. Dobywszy miasta szturmem żołnierze, w pień wszystkich wycięli, nie folgując nikomu; przez całą noc z siedmiu cerkwiami paliło się miasteczko, 16,000 ludzi wycięto, mało kto w nocy mógł - 191 mógł uciec, bo pilnowały straże i przejmowały uciekających od ognia, noc też ciemna rozjaśniała; z Polaków zginęło przeszło 200, oprócz Półkownika Gembarta i Bydłowskiego Rotmistrza, i Morawca Kapitana piechoty. Przeciwko miasteczka była jaskinia w skale, zakryte było wejście do niej cierniem i chróstem; przeszło 70 ludzi tu się schowało podczas ciemnej nocy, lecz ślad białych głów i namiotki pogubione, uciekających wydały; najpierwej postrzegła lóźna czeladź, kazano tedy Celaremu, Pułkownikowi piechoty, aby tam tułających się, do poddania się przymusił. Lecz ani ofiarowane miłosierdzie, ani przyobiecane onym życie, nie skruszyły zajadłych na swoję zgubę, jeszcze za obietnicę zdrowia i całości onych substancyi, strzelali do mówiących; zaczem onych przynaglić do poddania się, podobał się sposób taki: w górze wyskakiwało źródło, z którego woda ciekła, strumyk ten odwrócić da tej jaskini starał się Celary, z którego zbiegająca się woda jaskinią zatopiła; tak ledwo zwyciężeni, woleli się topić, niżeli na widok wyjść. Ztąd rozeszło się echo po całej Ukrainie. Wydali Hetmani uniwersały, napominając pospólstwo, aby się panom swoim zdawali, nie czekając na się nieszczęścia takiego, jako Bnsza doznawała. Lecz zatwardziała rebellia, żadnej nie przyjmując nad sobą kompassyi do upadku broniła się. Trzeba było wszystek kraj ponad Bohem przez szturmy do posłuszeństwa nachylić. Najpierwej Tymonówka doświadczyła, w której Macherzyński, rebellizantów herszt zamknął się był. Lubo nie długo bronił się, widząc, że do szturmu ordynowano ludzi, opuściwszy miasteczko, uszedł. Dokąd się miało wojsko ztąd udać? radę wojenną złożyli Hetmani; Potocki, Hetman w. kor., powiadał, że Król dał ordynans, aby Kijow opanować dla rzeki Dniepru; lecz Hetman polny i drudzy Półkownicy radzili: między Dniestrem a Bohem jeszcze zabawić się, oczekiwając na przybycie Tatarów, za złączeniem się z Ordą, dopiero do łoża nieprzyjacielskiego udamy się. Z tej racyi ruszyć się do Bracławia z wojskiem ryzykował - 192 się. Opanowawszy Bracław, jako głowę drugich miast i miasteczek, drugie muszą się poddać. Lecz Bracławia dobyć nie podobno było, aż pierwej wykurzywszy nieprzyjaciół, bo tam Bohun, Zeleniecki i Puszkareńko, Półkownicy, że 12,000 Kozaków zamknęli się; zaczem około pułki rozstawiwszy, wyprawiony Czarniecki, Oboźny koronny, z Jędrzejem Potockim, aby przeszedłszy gęstwinę lasów, wywiedzieli się, jaka siła nieprzyjaciół i co za impreza? Chciał Chmielnicki, aby Bracław w całości zostawał, aby onym całą Ukrainę mógł zasłonić; szpiegowie donieśli, iż ani straży w polu, ani na wałach do obrony Kozaków, bramy jak pośród pokoju odemknięte. Lecz Czarniecki nie próżno zważył, że to Bohuna zdradliwa sztuka, jakoby niedbałym i ospałym został, a on w pogotowiu do obrony miał ludzi. Przybliżył się w szyku na pole pod Bracławiem, aż w lot z armat strychować poczęto, na wałach pełno Kozaków i do obrony zabierano się, jakoby dopiero usłyszał o niebezpieczeństwie; zaczem, żeby nie wpadł w sidło, które Bohun nagotował, wieczorem nazad ruszył się Czarniecki, nic nie wskórawszy, wkrótce powrócić mając, aby Bohun sztuki jakiej nie pokazał. Ośm razy około Bracławia okrążył Czarniecki, obchodząc, nic nie mógł także wskórać. Zatem przyszła nowina, że Hetmani ciągną z całem wojskiem pod Bracław, chcąc go dobyć; obawiał się Bohun, raz dla rebellii, drugi raz dla zdrady, którą nie dawno Hetmana wielkiego złudził, obaczywszy przychodzące wojsko, wyprowadził Kozaków w pole i jakby miał dać batalią, nad Bohem uszykował. Zaraz Czarniecki ordynował z Potockim Kossakowskiego, Borowskiego, Pruszkowskiego i Gołuchowskiego, Poruczników, aby spotkali się z Kozakami, sam z dywizyą swoją ponad Bohem udał się. Spotkali się Kozacy odważnie, aż Kaliński z trzema chorągwiami z boku wpadłszy, jakoby świeży od wojska, gdzie sukkurs Kozaków strwożył, iż poczęli uchodzić; zabity Nakaźny przyboczny Chmielnickiego, Juszczyc, Blizny, Półkownicy; Zeleniecki i Macherzyński bardzo ranieni i dwa tysiące Kozaków trupem padło; z naszych Ba - 193 lenth zabity, który w Buszy odwagę sławną okazał, tu uganiając się za nieprzyjacielem okrążony i rozsiekany. Złapali też nasi zbiega od Kozaków, Bulgarczyka, który doniósł, że Kozacy opuściwszy Bracław, uchodzić mieli; i prawdę powiedział, bo 3nia 19go Grudnia większą część spaliwszy miasta, część prochami wysadziwszy, fossę i wał zrównawszy, potopiwszy armaty, wyszli, most na Bohu zrujnowali i inne rzeczy zdziaławszy, odeszli, i że się nazad wrócić nie myślą, ukazali takim procederem. Myślą było Hetmanów, restaurowawszy Bracław, tam chorych i ciężary złożyć; lecz potem insza rada nastąpiła, że siła czasu stracić trzeba na restauracyą tak zrujnowanego miejsca, prezydium wsadziwszy wojsko podzielić i umniejszyć; potem żałowali, że pobłądzili, ale nie mogli powetować. W takich progressach wojennych zostając Hetmani nasi, gdy z Bracławia zamyślają dalej; Chmielnicki Moskwę na nich wezwał. Dwóch Wojewodów, Szeremet i Buturlin Moskwę kommenderowało, w Kijowie artyleryą z Moskwy Dnieprem przysłaną odbierali, sam Chmielnicki w Czechrynie siedział, Hetmanom upokarzał się, u Króla przez list miłosierdzia prosił i różnych sztuk używał, to chorym się czynił, puścić kazał echo, że już zmarł i często zmyślał takowe nowiny, kiedy co nowego na Polaków knował. Wystawił w Czechrynie nową drewnianą cerkiew, w której umyślił pogrzeb odprawić zabitemu pod Szkłowem w Litwie Półkownikowi, Zlotareńko nazwanemu; na pogrzeb przybyli duchowni Moskale i starszyzna kozacka od Chmielnickiego zaproszona. Gdy się zaczął pogrzeb, trup zaczął się ruszać, powstawać, jęczyć i straszyć, czy za dyspozycyą Boską, czyli też zły duch wlazł w trupa; wielu temu nie wierzyło; lecz na katafalku leżący, podniósł ręce z trumny, krew się z nich lać poczęła, już się wszyscy polękali, aliści począł wołać trup: „utykajte, utykajte, utykajte!" wszyscy w nogi ruszyli się tłumem i od ółtarzy zakonnicy, siła ludzi zagnietli, a świeccy zapalone lampy porzucili; zatem ogień wszczął się, którym cerkiew i z trupem i ze wszystkim 13 - 194 splendorem zgorzała. Z tego przestrachu i Chmielnicki chorował ; pisze Kochowski, że w 6 lat potem Daniel Wychowski, w Warszawie spytany: jeśli było to w samej rzeczy? odpowiedział, że na to patrzał, jak się stało. Przybył zatem od Kodemu Menli Gerej Sułtan, syn zmarłego Islan Gereja Hana, chcąc w niepamięć puścić nieprzyjazne akcye ojca swego, a przyprowadziwszy posiłki tatarskie, zacząć ligę z Polakami przez traktat świeżo zakonkludowany ; było 18,000 wybornego z Krymu żołnierza. Sam młody, bo tylko 16 lat miał nieszpetny młodzieniaszek, twarz i gesta jako nauczony statecznie ukazował, nauczony milczeć, mowy cudzej cierpliwie słuchał. Stali przy boku jego, jako młodemu przydani moderatorowie, Achmet i Axa Murzowie; Chamambet miał komendę nad Tatarami. W Obodówcach wczasującego się z podróży Hetmani przywitali, ciesząc się z przybycia, nie siła dyskurując o wojnie i progressach onej, nie czynili z młodym żadnej rady. Po utraktowaniu gościa i podarunków jemu i starszyznie ofiarowaniu, odjechali Hetmanowie, a Chamambet kazał obwołać, żeby Orda niewolników nie zabierała przed wojną: żeby polskich koni i rzeczy kradzionych nie przechowywała; żeby z Kozakami nie współkowała; który naprzeciwko temu zakazaniu czynić się odważy, gardłem karany będzie. Ażeby złączone wojska nie próżnowały, Tatarowie do podjazdu prędcy, poczęli przejmować Kozaków, owym zaległszy pasze. Mało miasteczek dobrowolnie poddało się; inni ogłoszone od Hetmana przystępującym do Polaków miłosierdzie spernowali, miasta pozamykali, musieli Polacy do nich szturmować. Zynkowka, Balanowka, Łysianka, Kotarszym zdobyte i spalone. Dembówkę ks. Dymitr Wiśniowiecki, że nie chciała własnego pana znać i słuchać i onemu się poddać, obiegł: a że miasteczko obronne było, prosił Hetmanów żeby piechót i armat dodali; gdy z armat bito, i piechoty szturmować poczęły, mężnie się broniło; aż wrzucone ogniste kule zapaliły domy, a tymczasem szturm przypuszczony; opanowali Dębówkę nasi, gdy już żołnierze wpadli, - 195 ścinali, do zamku uchodzili, w którym gdy się wszyscy nie mogli zmieścić, wielu żołnierze wpień wycięli, reszta musiała się poddać zwycięzcy na zmiłowanie się. Buntu hersztowie Zarudny, Jakobeńko i Jurkiewicz wnet na pal wbici. Korsunia i Kowaleńko z dziesięciu innymi Sotnikami do Hetmana w. odesłani; i drugim żołnierze nie folgowali bo 400 naszych zginęło, dla tego zirrytowani z impetem do zamku wpadłszy, poddających się i broń odrzucających w pień wszystkich wycięli. Lubo nie należała taka surowość, ale któż natenczas w tumulcie mógł uhamować zagniewanych? podług żołnierskiego przysłowia: że pies zabity nie kąsa, a co pokój zrodzi, wojna wygubi. ROK 1655. Po dobyciu Dembowki pod Humań ruszyli się Hetmani. To miasto i z włościami dziedziczne domu Kalinowskich, na granicy Ukrainy w obronnem miejscu leży; ludzi ma wojennych, bo mieszczanie z Ordą często ucierając się, wyćwiczyli się w wojennych akcyach. Wały koło Humania zbyt wysokie, w nocy wodą polewane, mrozem w lód się obracały. Jak słońce zajaśniało, świeciły się wały jak szkło; przeciwko miasta obóz zatoczony dla pokazania potencyi, okopów kopać nie było można dla mrozów, na harc wyjeżdżali, piechoty czyniły wycieczki, jeśli się gdzie nieprzyjaciel ukazał. Grodzicki, Generał artyleryi, rzucał kule ogniste do miasta, obawiali się oblężeni, lubo w wał ufali, ale od ognia nie mogli się obronić. Jakoż te kule ogniste zapalały browary, strach był koło samych domów, zrzucali dachy, płótnem mokrym przykrywali, i co może wilgoć czynić, używali. Przypadł zatem Tatarzyn dając wiedzieć, iż wielkie wojsko idzie na odsiecz Humania. Moskwa chciała, opuściwszy Humań, do Biało-Cerkwi dążyć; tam stara jest fortyfikacya: Chmielnicki przeparł Moskwę, przysiągłszy onym z Półkownikami: powtórnie idzcie na Polaków, a spraco 13* - 196 wanych i mrozami zniszczonych, choćby żelaźni byli, zwyciężycie. Żeby onemu wiarę dali, Jerzego, syna swego onym w zastaw dał, którego przedtem do dworu królewskiego nie chciał dać; Chmielnickiemu pomagał radzić Bohun; na co mu Moskal powiedział: czemu, kiedy Polacy nie wielkie mają wojsko, uciekasz porzuciwszy Bracław? replikował Bohun, przychęcając ptaków, rzucają żywność, do której jak przywykną, łatwiej w sidła onych schwytać można. Po odstąpieniu naszych od Humania, Tatarowie dali wiedzieć, iż nie daleko Kozaków gromada, którzy z naszymi spotkawszy się, do Ochmatowa weszli; zaczem zatrąbiono na trwogę i zakazano na czaty jeżdżać. Hetman polny z Czarnieckim, Oboźnym koronnym ruszyli się przodem, dowiedzieli się, że Puszkareńko, strażnik kozackiego wojska, w miasteczku jest, rozumieli, że tylko podjazd kozacki przypadł; Czarniecki chciał uderzyć na Kozaków; Lanckoroński odpowiedział: wnet piechoty i armaty nadciągną, nie gubmy darmo szlacheckiej krwi, za kilka razy uderzeniem z armat, dostaniem tych Kozaków; zatem dzień upływał, nim regiment piechoty przyszedł i dwie armaty; jak wystrzelili, bardziej przychodzącą Moskwę ostrzegli, niż zaszkodzili Puszkareńkowi. Podobno Chmielnicki i Buturlin śniadanie zjadłszy, sanną jechali; lecz usłyszawszy bicie z armat, zatrzymali się obadwa, a dowiedziawszy się, co się dzieje, w nagłym razie nadchodzące wojska zaciągnęli; jednak nasz podjazd napadł na uchodzących w kommendzie Rosczyca, tylko, że przybyła większa potencya nieprzyjaciół, wydarła mu z rąk niemal Chmielnickiego i Buturlina; zaczem uszykowani nasi, rzucili się przeciwko Moskalom, za jazdą w gromadzie pułki uszykowano piechoty postępowały do boju gotowe, tył tabory utrzymywały; jednak tylko łaski Bożej potrzeba było, żeby słońce nazad się cofnęło, pożądanej wiktoryi pomagając. Tu z jednej strony wojska polskie i Tatarowie, z drugiej strony Kozaków wojennych gromady i potencya moskiewska. Polacy o swoję Ukrainę, którą Moskwa i Kozacy wydarłszy z rąk polskich, przy possessyi onej zostać usiło - 197 wali; na zmierzchaniu 30go dnia miesiąca Stycznia, starły się konne wojska, przodkujące pułki wstrzymywały nieprzyjacielski impet, póki Hetmani wojska nie uszykowali, zatrąbiono do boju, objeżdżali Hetmani i zachęcali rycerstwo do odważnej rezolucyi. Tak się żwawie zwarli nasi, że chcieli z rąk nieprzyjacielskich wydrzeć wiktoryą; straszna z obu stron bitwa w pociemku, tym gorsza, iż nie widać sztychów nieprzyjacielskich; 80,000 piechoty moskiewskiej z Kozakami było, 20,000 Kalmuków, 70 burzących armat mieli, a naszych 15, a resztę z rzeczami w Ładyżynie zostawili nasi. Moskwa regularnie dawała ognia z armat, a naszym na rękę było, że widać każdego, gdzie który stał; piechotom naszym starszyzna kazała się nachylić, bo strzelba moskiewska górowała; jakże rozerwali szyki moskiewskie nasi, rozpędzili zaraz jazdę moskiewską i Kałmuków; górować poczęli Polacy, piechoty nasze gęsto dając ognia, razić poczęły Moskalów, rozumiejących, że świeże przybyło wojsko; azatem chwiać się poczęli, już była wygrana nasza, aż Oficerowie, żołnierze, Półkownicy jazdę wstrzymywać poczęli: stójcie! stójcie! stójcie! dajcie pokój, oto miłosierdzia proszą i poddają się nam. Kochowski pisze, że sam w tej akcyi był i już cale przegrała Moskwa, bo rezolutnie jazda polska we środku szyków moskiewskich, jak bydło ścinała. Przyszedł ordynans dać pokój z nieuważnej kompasyi: skutek wiktoryi uronili, upuścili, bo kiedy Polacy umitygowali się w zawziętości, Moskwa poprawiła się i odstąpiwszy z pobojowiska do taborów, uszła, a tam zapomniawszy o poddaniu się, z większą furyą bić się poczęła za taborami, śmielej razić Polaków z harmat poczęła, tym gorzej na naszych strzelając, także ognie gęste wzniecono, celniej Moskwie z armat strzelać było; zatem dzień zajaśniał, chcieli to poprawić, co w nocy pokawili. Pytano się starszyzny tatarskiej: czemu podczas bitwy z pola się umknęli? odpowiedzieli: że w nocy do bitwy nie przywykli, a czeladzi nie mamy, żeby w dzień koniom spracowanym jeść dała w nocy. Mróz był straszny, rzadko - 198 kiedy trafił się taki, ziemia jak kość zmarzła, żołnierz głodny nie miał się czem posilić, Hetmani umyślili Moskwę i Kozaków obledz, chcąc onych wymorzyć i wygłodzić, bo ani wody nie było, ani lasu na drwa; blizko onych osaczywszy, poczęli gnębić. Zatem piechoty nasze gołe i głodne, mrozami przyciśnione umierały, konne wojska wkoło okrążyły Moskwę, które uciekających a ruszyć się chcących, zatrzymywały. Przez trzy dni nasi to ustawnie napadając na Moskwę, w taborach się bili, dokuczając Moskalom, aby się czem prędzej zdali. Chmielnicki żadnych kondycyi pokoju nie pozwalał przyjmować Moskwie, twierdząc, że przez pokój ostatnia przyjdzie na mnie zguba. Zaczem podjął się Moskwę uprowadzić, uszykował w kwadrat wozy w trzy szeregi, wóz do wozu łańcuchami żelaznemi przykówawszy, postawił półki we środku, kwatery podawszy każdemu, porozsadzał armaty na wszystkie strony, jazdę w środek majdanu wziął i to sporządziwszy w dzień Najświętszej P. Gromnicznej ruszyli się z tym taborem. O dwie mile była forteca Buki nazwana, dokąd idąc żadnej przeprawy ani żadnej rzeki nie było, byle polne wojska odpędzić mógł, półki Sobieskiego i Kasztelana halickiego na połowie straży byli, poczęli przeszkadzać ruszonemu taborowi, póki całe wojsko nie nadspieszy. Przybyli Hetmani i oba na sztychy i podstrzały narazili się, ordynując wojska do atakowania, nacierali piersiami końskiemi na wozy z wielkiem niebezpieczeństwem, rozerwać taborów nie mogli, tylko na końcu taborów na 2000 wozów i 7 armat urwali, z resztą uszedł nieprzyjaciel do Ochmatowa i oblężonego Puszkareńka ratował. Polacy, że Moskwę z pola spędzili, wiktoryą przypisywali sobie; jakoż trupem padło Moskwy i Kozaków 9 tysięcy, a więcejby onych legło, gdyby nie potrzebne folgowanie i żywcem onych wzięcie nie omamiło starszyzny. Armat Polacy, oprócz 20 wziętych w nocy na pobojowisku porzuconych bardzo wielkich, znaleźli wiele, ale zapakowane zapały i napakowane otwory kamieńmi były, żeby niezdatne - 199 do używania stały się; 7 także armat z 2 tysięcmi wozów od taboru oderwali, w ogóle dostali armat 45; tudzież chorągwie moskiewskie z obrazami świętych Bożych. Lecz siła naszych ludzi stracili godnych i żołnierzy doświadczonych; jako to: Łabęcki, Grodecki, Siemaszko, Wierzchliński, Rotmistrze; czterech Poruczników, 13 Chorążych; oprócz tego Poradowski i Sporog, Porucznicy huzarscy, jeden Margrabiego Myszkowskiego, drugi Biskupa krakowskiego, i z towarzystwa przeszło 200 poległo, oprócz pocztowych, tudzież pieszych, siła zginęło, więcej jednak od mrozu, niż od nieprzyjaciela: Grodzicki, Generał Artyleryi, zginął; J. Paweł Celary, Półkownik piechoty, Jakób Czarnowski, Oberstleutnant, godni Rzpltej bohaterowie, zalegli pasy nieprzyjaciołom do ojczyzny. Tatarowie nie szczerze z Rzpltą szli; dowiedziano się potem, że Chmielnicki skorumpował Chamambeta, komraendę nad Tatarami mającego; potem gdy Sułtan Gałga przyszedł, był od niego naganiony, lecz się wywodził, że byli od Chmielnickiego Posłowie, upraszając, żeby nie bardzo następowali na dawnego swego przyjaciela, ale nie pozwoliliśmy na to. Siła Moskale naszym z armat chcieli szkodzie. Lecz z podziwieniem nie wiele uczynili szkody: Borakowskiemu kula armatna konia zabiła, kulbakę skruszyła, sam żywym został; Raszowskiemu kita nad szyszakiem będąca ustrzelona; Otfinowskiemu rękojeść z krzyżem od szabli urwano, samemu nie szkodziła; Kochowski o sobie pisze, iż z konia zsiadłszy, biegał zagrzewając się, kula armatna od ziemi odskoczywszy, w lędźwę go uderzyła, suknie poszarpawszy, ciała nie ruszyła, sam strach zszybł człeka, nie rychło mógł do siebie przyjść, wzdychał do Matki Boskiej, mówiąc modlitwę: „Monstra te esse matrem." Komorowskiego, w zbroi będącego, towarzysza Hetmana " polnego, armatna kula wskroś przenikła, na ramieniu pocztowego zawiesiwszy się, wyniesiony z pobojowiska , także ratunku Matki boskiej wzywał, krew z niego jak z beczki lała się, doczekał żywy, dopóki kapłan nie przypadł, a po skończeniu ostatniego słowa absolucyi, z grzechów - 200 przez kapłana wymówionego, Panu Bogu ducha oddał.—Od Ochmatowa do Żywotowa ruszyło się wojsko polskie, po drodze piesi żołnierze i czeladź lóźna, jak snopki pomarzli leżeli, z żalem wielkim przejeżdżających ludzi, więcej od mrozu, niżeli od nieprzyjaciela zginęło ludzi; zaczem Hetman wielki użaliwszy się nad piechotami, onych i artyleryą do Szarogrodu odesłał; sam z wojskiem w Tetyjowie został, mając oko na obroty nieprzyjacielskie; siła się zdarzało okazyi atakować Kozaków, nie podobna było ruszyć się dla krnąbrności Ordy, która do boju leniwa, a na rabunki ochocza, ustawnie nalegała, aby ją uwolnić do Krymu. Była nadzieja drugiej Ordy z Krymu przychodzącej, bo Menli-Gerej młody jeszcze na radzie drugich polegał, a ci narabowawszy się, spieszyli się z jassyrem do domu Gdyby drugi kommendant nad Tatarami był wyćwiczony w wojennych akcyach, tak Kozacy, jako i Moskale w strachu by wielkim byli od Polaków i Tatarów, gdy mrozy błota, rzeki i przeprawy ścisnęły. Zaczem Hetmani, dopóki ustraszone Kozactwo i Moskwa, nie dając odpoczynku, często wysyłali podjazdy lekkich chorągwi, aby miasta i miasteczka do poddania się Polakom nakłaniały; lecz tak zawzięci rebellizanci byli, iż mrozem i głodem ginąć, albo w tatarską niewolą pójść woleli, niżeli panom swoim poddać się, którzy onym łaskę swą i życie, oraz całość dobytków ofiarowali. Rozłożyła się Moskwa w Biało-Cerkwi, Stawiszczach i innych w około obronnych miejscach, mając przygotowane prowianty; Kozacy po swoich kwaterach i miastach rozeszli się, najwięcej nie daleko Bohu rzeki, czatując na przychodzących Tatarów z Krymu, chcąc ich z miasteczka attakować; już i oni wiedzieli, że wkrótce Orda ma przybyć. Zaczem Chmielnicki chcąc wywiedzieć się o zamysłach naszych i wstrzymać Ordy z naszemi złączenie, Bohuna z Zelenieckim wyprawił, aby spracowanych i mniej ostrożnych Polaków atakowali; ale od zbiega informowany Hetman polny, z lekkiemi chorągwiami i z Wołoszą, z którą Wojciechowski, Półkownik, ze 27 chorągwiami do Polaków przyszedł, przytem - 201 z Czarnieckim, Oboźnym koronnym złączywszy się, onych zajął i rozpłoszył, Bohun i Zeleniecki uciekli. Kiesińce, zamek z miasteczkiem na skale, dokąd rozpłoszeni uciekli, szturmem zdobyte i wycięte; także do Krystyanopola, Kiryjowki, Leszczynowki i Berestek szturmować musieli, onych do posłuszeństwa nakłaniając; wszystek kraj między Bohem a Dniestrem mógłby był Hetman zawojować gdyby Tatarowie zatrzymali się przy naszych, a to przed nadejściem wiosny; którzy narabowawszy, z jassyrem starali się coprędzej powrocić; przydane onym chorągwie, bo o to najbardziej upraszali, aby onym konwoj dodany dla ubezpieczenia jassyru, czem i Sułtana Gałgę sobie zniewolicie, gdy obaczy wasze sukkursa Tatarom dane. Wojsko też nasze ogłodziwszy ten kraj, ruszyło się na Poddniestrze gdzie ludne miasteczka i wsie, oraz z Wołoch żywności można będzie dostać; pod Sawraniem nakoniec Tatarowie mając wielkie tłumy niewolników moskiewskich i kozackich, tudzież różnej zdobyczy, odłączyli się od naszych, przy których wyprawiony Stanisław Jordan do Krymu po tatarskie wojsko, ponieważ Menli-Gerej z Tatarami odszedł do domu. Na początku Marca Sułtan Galga przyszedł, więcej niż 60,000 Ordy mając; spotkali go Hetmani w Dąbrowie, wyjechał przeciwko Hetmanom Themir Aga, Kanclerz Sułtana Gałgi; siedział Sułtan Gałga w namiocie, naokół wały porobione z śniegu, które namiot otaczały; przychodzących Hetmanów przycisnąwszy rękę do piersi, przywitał, Hetmani schylili głowy onego witając; około Sułtana straże, Ordy stały; zatem opuściwszy hardość, do Hetmanów przemówił: „żałuję, żem nie przybył do was na początek wojny z Moskalami i Kozakami, pokazałbym dowód szczerej naszej z Polakami kolligacyi; jednak rozumiem, że jeszcze zdarzy się okazya do ukazania niezmyślonej ochoty mojej, przysłużę się wam, Królowi waszemu i Rzpltej." Na co Potocki, Hetman odpowiedział: że wojny czasem, okazyą i porą wygrywają zwycięztwa, a jako czas służy, nie trzeba go opuszczać: kiedy błota, rzeki, przeprawy Bóg pomościł, naten - 202 czas służy, natenczas było nieprzyjaciela atakować. Gdyby WMPan, jakoś przez Jaskólskiego obiecał, przybył był z tak gromadnem wojskiem, niepopasywałby w Ukrainie dotychczas Moskal i kozacka rebellia nie podnosiłaby hardej głowy; jeszcze w Bogu nadzieja i teraz za złączeniem się nie damy tej bestyi w onej legowisku spokojnie wyleżeć się. Czynił relacyę, jako się po desperacku z Moskwą i Kozakami bili, i jak onych hardość przytłumili, gdyby nie rezolucye te nastąpiły, za złączeniem się WMPana, pewnieby do szczętu onych mogliśmy wykorzenić. Zrozumał Gałga, że się nazbyt chlubią Polacy, widząc onych znużone srodze konie, odpowiedział: dziękuję wam, za affekt dobry, żeście mieli ufność w mojem imieniu i siłach tatarskich. Przepraszał Hetmanów, że się zabawił, bo Kozaków po porochach skradających się na Czarne Morze i do Krymu pilnował, aż onych i czajki ich pogrążyła Orda. Skończył się rozhowor z obu stron, aby oba wojska konie odpasły i sami wytchnęli; ponad Dniestrem w miastach i wsiach pospołu Tatarowie z naszymi rozłożyli się i prowianty pospołu odbierali. Stał w Oraczkowie, obszernem mieście z pólkiem królewskiem, Czarniecki, tamże stał Moniak, Sułtan grzeczny i polityczny; trafiło się, że Polak z Tatarzynem o wóz siana powadził się, potem do szabli porwawszy się, uciął Tatarowi ucho, który porwany na uczynku, do Sułtana zaprowadzony; odesłał go Sułtan do Wilczkowskiego w niebytności Czarnieckiego mającego komendę, aby go za to skarał; wysadzeni sędziowie, oskarza przed sądem Polaka Tatarzyn. Kazano kijami dać plagi Polakowi; co widząc Tatar przyskoczył do Polaka, porwawszy go zębami za ucho ugryzł mu ono, i począł za nim prosić, żeby Polakowi dali pokój, bo to rzecz niesłuszna, ażeby co ręka zgrzeszyła, niewinny zadek pokutował; a tern samem pokazał u Tatatarów sprawiedliwszy sąd, głowę za głowę, członek za członek dać skazujących; dla tego u Tatarów rzadkie zwady, o pojedynkach ani zabójstwie nie słychać, bankietów nie sprawują, ani zbytków nie czynią, złodziei niemasz, a u nas, dla oka - 203 zania ludzkości pijatyka; popiwszy się zwady, potem czuby, a zatem do siekaniny przychodzi. W takich na Rzpltą naszę zewsząd walących się niebezpieczeństwach, wielu postronnych monarchów żałowało, drudzy zaś nienawidzili nas, żeśmy się z poganami dla obrony złączyli, zadając z pisma ś., iż w starym zakonie, nie kazał Pan Bóg z poganami spółkować; dowodzili i przykładami , że się nie nadało Herakliuszowi Cesarzowi zligowanie z Saracenami, także Andronikowi Cesarzowi konstantynopolitańskiemu , że się z Turkami zligował. Genueńczykowie przeciwko Grekom w Krymie używali Tatarów, którzy broniąc Krymu, sami potem ów opanowali, i dotychczas tam stolicę swoję założywszy, po wyrugowaniu Genueńczyków, panują. Lecz drudzy przeciw temu stawali, powiadając, iż Bóg i natura bestyom i bydlętom dali różne do obrony sposoby, lwowi moc, tygrysowi drapieżność, niedźwiedziowi pazury, wilkowi zęby, wołowi rogi, także jeleniowi, łosiowi kopyta, najmizerniejszemu zającowi rącze nogi, człowiekowi silne ręce, śmiałość i dowcip, przytem rozum, oraz na obronę życia i niewinności używając sił i rozumu, jeśli nie wystarczy sam nieprzyjacielowi, pomocy bliźniego wołać i szukać pozwoliła. Ztąd Aza, Król Judy, Bennadada, Króla syryjskiego wzywał na posiłek (3 Regum. 15 cap.) Judasz Machabejski przeciwko Soterowi Rzymian wezwał; a Jonatas z potężniejszym i sąsiadami miał ligę; tebański półk Maxyminowi Cesarzowi pomagał (Gregor. Turon.) Kalikst III Papież Persów i Tatarów na Turczyna używał; (Platyna) Królowie hiszpańscy przeciw adwersarzom Maurów używali (Maryana), Karól V Cesarz kalwińskiemi półki nieprzyjaciół gromił, które czarne nazywał, (Strada), Król francuzki bronił się Holendrami; Wenetowie przeciwko Pawła V Papieża Holendrów zacfągali; a nadewszystko dawne przysłowie: jako cię mogę chociaż przez nogę. Jeżeli słoni, wielbłądów używają na nieprzyjaciela, także i rączych koni; a czemuż i ludzi nie używać? a do tego Tatarowie przedtem hołdowali Polakom i - 204 Litwie, a teraz za pieniądze najęci, nasi żołnierze nazywać się mogą. Jako ciepło nastąpiło, lasy liściem, ziemia trawą pokryła się, poczęli Kozacy ożywiać. Zbierali się w gromady, napadali na Tatarów, będącą na czatach czeladź naszę, żeby tym ustraszyć Tatarów i naszych robotników zasiewających na wiosnę, bez czego głód by jawny w przyszły czas nastąpił. Umniejszone siły wojska polskiego; wymarły, wymarzły i wyginęły piechoty, chude i sedniste konie, żołnierz nie mający zapłaty nie chciał być posłusznym starszyznie, powiadając, iż kwartały żołdowe odsłużył. Zatem powietrze nastąpiło, dla tak wiele niepogrzebanych w ziemię ludzi, a Hetmani próżnować niedawali. Szturmował Hetman polny do Mankówki, nie mógł onej dobydź. Uście, Bersady, Kamienica szczęśliwie dobyte i zrujnowane; Polacy do miast i zamków szturmowali, Tatarowie niewolnika brali; żal się Boże! tak wiele chrześcian w niewolą tatarską poszło, nie można było niewolników inaczej poskromić, których gdyby Polacy nie wygubili, pewnieby oni Polaków wygładzili. Rzadkie polskie chorągwie były; unikała starszyzna i Rotmistrze od chorągwi z różnych przyczyn, a najwięcej że nie mieli co dać żołnierzom. Jednak drudzy jako mogąc przy wojsku zostawali, różnemi sposobami utrzymując żołnierza, mianowicie Hetmani. Oboźny kor. Czarniecki, Sobieski Starosta jaworowski, Potocki Starosta winnicki, Kaliński Starosta bracławski, książęta Wiśniowieccy, Piasoczyńscy, Daniłowiczowie, Cetner Kasztelan halicki, Wyżycki, Wojniłowicz, Korycki, Makowski, Sokolnicki i Suchodolski Półkownicy. Zatem inszy wiart od północy zawiał; przyszedł ordynans do Czarnieckiego, aby z częścią wojska do Króla przybywał, a tu całe wojsko ledwie się nieprzyjaciołom mogło oprzeć. Gdy się ruszył, narzekała Orda, że tego odesłano który najśmielszy i najszczęśliwszy do dobywania miast i fortec, podobało się albowiem Ordzie, gdy Czarniecki sztur - 205 mem dobył, a oni łupy odnosili; gdy odszedł, jeden tylko Hetman w. z wojskiem znużonem i Ordą został się. Papież Innocenty X w tym roku umarł. Wszyscy go żałowali, nawet heretycy, bo srodze był pomiarkowany, za Urbana Papieża wszystkim rządził, z familii rzymskiej Panfilów, po Urbanie VIII. był Papieżem, ten zrobił pokój w Niemczech po długiej wojnie; został Papieżem w roku 1644., z puchliny umarł, Kardynali aż do dnia 25 Aprila nie mogli się zgodzić na nowego Papieża. Siła poumierało Kardynałów w konklawe zamkniętych ledwo mogli się zgodzić, i obrali nazwanego Fabius, Chisius, który potem przezwał się Alexander siódmy. Przyszłej zimy wojna na Ukrainie zirritowała, nieuśmierzyła Kozaków, bo Moskal onych pobudzał do rebellii. Nie dosyć tej biedy, nowa z zamorza od północy zawiała. Szwedzi do Polski wkroczyli; mało było nieprzyjaciół, Kozacy rebellizanci i Moskal, potem Szwed a zanim Rakocy wtargnęli, chcąc rozszarpać utrapione królestwo polskie, które lubo w tak ciężkich opałach było, tym sławniejsze, że zwyciężywszy te wszystkie przeciwności sprzysiężonych na zgubę swoję, z tryumfem wypędziło nieprzyjaciół, niosąc prawdziwej opatrzności Boskiej za sobą hieroglifikę, iż niesfornych Polaków jedyna opatrzność Boska broni i utrzymuje. Przyczyny wojny szwedzkiej w Zygmuncie trzecim Królu polskim szukaj: temu niesłusznie wydarłszy dziedziczne szwedzkie królestwo stryj jego rodzony, Karól Suderman, a przy nim i Polakom Estonią, Inflanty prowincye i Rygę miasto i tytułu, wojną domagał się, wszakże śmierć go zakroczyła. Syn jego Gustaw Adolf znowu wojował; po różnych z obu stron, jakie zwykła wojna rodzić niebezpieczeństwach, stanęło armisticium. Potem z Władysławem Królem polskim Zygmunta III. synem, Królowa szwedzka córka Gustawa Adolfa, pod Liitzen w Saksonii zabitego, z stanami szwedzkiemi reassumowała to armisticium, które w roku 1651. 1go Lipca prolongowała w Sztumdorfie. Królowa Krystyna mając intencyą do Rzymu jechać, a ostatnia będąc z familii - 206 Gustawa Wazy pominąwszy najbliższego sukcessora Kazimierza Króla polskiego, z tejże familii Gustawa Wazy idącego, przeniosła królestwo Szwedzkie na Gustawa Karóla z familii Palatynów reńskich, Zwej-Brukkien nazwanej, z Karóla Sudermana córki Katarzyny zrodzonego. Zostawszy tedy Karól Gustaw z łaski KrystynyKrólem szwedzkim, został oraz niesłusznej pretensyi sukcessorem, aby wydarłszy Królowi Kazimierzowi sprawiedliwie należące dziedziczne królestwo szwedzkie, wydarł i tytuł, aby się nim tytułować. O znikome tytuły Polska tak wielką ruinę i krwi rozlanie ponosiła, i mało w poddaństwo szwedzkie nie wprawiona; gdyby ją Boska opatrzność nie windykowała. Sam Król Kazimierz sobie winien i Rzpltej, że podczas koronacyi Karóla Gustawa, posławszy posła Kanazyla nazwanego do Szwecyi, protestował się, iż należy Kazimierzowi. Królowi polskiemu, wieczyście królestwo szwedzkie, i z tej racyi wszystka bieda, utrapienie i ruiny nieoszacowane, na kilkadziesiąt milionów, przez lat 4 trapiły Rzpltą polską, a to jeszcze wtenczas, kiedy Moskale i rebellia kozacka Litwę Ruś, Wołyń, i Ukrainę ogarnęły. Ucierpiawszy tak wiele bied, musiał po staremu zrzec się publicznie i abdykować królestwa szwedzkiego tytuł, co gdyby był pierwej nie irrytując tej protestacyi, uczynił, przynajmniej przy Rydze, Inflantach, Estonii mogłaby Rzplta ostać się; a to razem z tytułem królestwa szwedzkiego, wszystko zginęło. Tak wiele bied i ruin, takie utrapienia w zysku, przyniósł i płatkę wielką zapłacił Kazimierz, bo ratując się, Cesarzowi chrześciańskiemu zrzekł się milionów na księstwie medyolańskim i królestwie neapolitańskiem leżących, od babki królowej Bony, Zygmunta I żony wniesionych, za sukkurs danych, 10,000 wojska cesarskiego, przeciwko Karólowi Gustawowi; przytem soli lodowatej z zup bocheńskich i wielickich, na 2 miliony otaksowanej. Starał się Król Kazimierz ułagodzić zawziętość Karóla Gustawa, jako swego kolligata; wysłał posłów do Szwecyi: Jędrzeja Morsztyna, Podczaszego sandomirskiego Zbigniewa Gorajskiego, Kasztelana kijowskiego, który z ap - 207 popleksyi zmarł, na jego miejsce Jana Leszczyńskiego, Wojewodę łęczyckiego obrano. Morsztyn, który przed Posłami przybył do Sztokholmu, przyniósł list od Króla Kazimierza w którym, że trzecie „et cetera" opuszczone w tytule Króla Gustawa i że nie położono w liście Króla Kazimierza regi, nie przyjęty, audyencyi onemu nie dano, ledwo widzieć mógł i pokłonić się Królowi Gustawowi. Taki wiek nastał, a w nim panowie niespokojni, że o marną rzecz, tytuły i litery wojują: Car moskiewski o tytuły umknięte, Król szwedzki także o tytuły; a insi monarchowie tego nie zważają, jako Król francuzki pisze się Nawarry Król, a hiszpański to królestwo trzyma. Król duński wandalskim się pisze Królem, i Król szwedzki wandalskim, a przecie o to nie wojują; na tern trzeba traktaty w Lubeku rozrywać, jeden dla tytułu, że Król Kazimierz pisał się Królem szwedzkim, a Król Karól Gustaw wydarł mu królestwo szwedzkie, trzeba i tytuł wydrzeć; drugi konwent w Lubeku rozerwał się o herb, że Kazimierz na pieczęci położył herby szwedzkie: czem się miał pieczętować, kiedy z tej familii zrodzony, która herby i panowanie szwedzkie miała; nietylko królestwo, ale i szlachectwo trzeba było wydrzeć. Król Kazimierz widząc, że Lubek do traktatów nieszczęśliwy, dla pokoju i Sztokholmu do traktatu szukając, posłał Kanazyla i Morsztyna, lubo to przeciwko honorowi było Króla Kazimierza i królestwa polskiego, do Sztokholmu jechać, pokoju jak zawojowany dopraszać się; nie zważał na to, byle pokój otrzymać, uniżał się. Zatem brat Króla Kazimierza, Karól Ferdynand, Królewicz polski i szwedzki, wrocławski i płocki Biskup kompetytor do sukcessyi królestwa szwedzkiego zmarł; (urodził się 7go Października roku 1613 umarł 20go Maja r. 1655). w Wyszykowie; dostały się Królowi Kazimierzowi w Śląsku księstwa opolskie i raciborskie, sprzęt i summy pieniężne, niemała dostała się i bieda na jednego Króla Kazimierza, spadły sukcessye herbu i tytułów szwedzkich, o co Króla Kazimierza, polskie wojny, ruiny i utrapienia ogarnęły. Złożył Król Kazimierz w Warszawie sejm, który się 19go Maja - 208 ekstraordynaryjnie zaczął, tylko szczególnie dla ratunku ojczyzny obmyślenia; był Marszalkiem poselskim Kazimierz Umiastowski, sędzia ziemski brześciański; nastąpiła akklamacya na Filipa Obuchowicza, Wojewodę smoleńskiego, o poddanie Smoleńska Carowi; kazano instygatorowi litewskiemu dać mandat, tak Obuchowiczowi, jako i urzędnikom szlachty smoleńskiej, tudzież Officerom, kommendę mającym nad ludźmi w Smoleńsku. Wszyscy zwalili na Obuchowicza, on do wywodu zabrawszy się na inkwizycyą, z sejmu tego zwlekł sprawę; zatem w zamieszaniu Rzpltej zmarł, osądzony od Boga, tam i karę musiał wziąść. Na tymże sejmie ustanowiono pospolite ruszenie generalne, zbieranie piechoty z miast, miasteczek i wsiów królewskich; ceughauzy opatrzono, uchwalono podatki na zapłatę żołnierzom, podniesiono cła i w portach morskich, ustanowiono podatki: wszystko dobrze, tylko niewczas, jako zwyczaj u Polaków, zakazano strojów przywoźnych, napojów, bankietów i innych ekspens niepotrzebny, ustanowiwszy prawo i konstytucyą. Jeszcze pokoju szukając, uniżyć się Królowi i Rzpltej podobało się; nazraczeni posłowie: Jan Leszczyński, Wojewoda łęczycki i Naruszewicz, Pisarz w. litewski, przybył do Sztokholmu w miesiącu Lipcu: na konkluzyą sejmu szwedzkiego trafili; przybyli do nich Rozinhanes, Podkanclerzy szwedzki i Banier, Senator, zapraszając do Króla szwedzkiego. Naruszewicz wywodził Króla Kazimierza niewinność i królestwa polskiego, a jako między krewnymi Królami stany Rzpltej szwedzkiej, z stanami Rzpltej polskiej, aby uczyniły pomiarkowanie, dopraszał się konsensu Karóla Gustawa, ofiarując swoją pracę z kolegą, żeśmy po to przysłani. Piotr Brahe, Arcybiskup szwedzki luterski w Upsalu i ten życzył pokoju. Lecz Król Karól Gustaw odpowiedział: już czasu nie masz tu do traktowania, bo wsiadam na okręty i do Wolgastu w Pomeranii jadę, tam bliżej z Polską może się traktat skojarzyć: wsiedli więc i Posłowie nasi na okręt, których do Gdańska wiatry niosły. - 209 Tegoż czasu Ferdynandowi, Cesarzowi chrześciańskiemu umarł syn, Ferdynand IV, Król rzymski; młodszego syna Leopolda, zrobił Królem węgierskim; cieszyli się z początku Węgrowie, ale potem zapłakali krwawo, kiedy co znaczniejszych panów i szlachtę Frangipanich, Nadeżdych i Serenich na pale i haki wskazano, dobra pokonfiskowano; drudzy obawiając się podobnego traktamentu od Niemców, pod protekcyą Cesarza tureckiego udali się i do Węgier Turków sprowadzili. Na końcu miesiąca Lipca Arfryd Wittenberg, Wódz wojska szwedzkiego, wszedł do Wielkopolski w 6,000 żołnierzy; potem Konigsmark z Pomeranii i z Niemiec zebrawszy więcej wojska, przybył mu w sukkurs; przybył ze Szwedami i Hieronim Radziejowski, któremu Podkanclerstwo niesłusznie odebrano, mścić się na nieprzyjaciołach i instygatorach; bez miłosierdzia z państwa wypędzony, niewinny wygnaniec, nieubłagany na swych nieprzyjaciół i gotowy do pomsty. Im sroższy na Polaków, tym Szwedom przyjemniejszy i poufalszy. Cóż miał czynić? Rzplta na niego instygowała; Papież, Cesarz, Król francuzki nic nie wskórali, musiał się udać do Szwedów, kiedy mu przyjaciele nie pomogli; u nieprzyjaciela ojczyzny szukać pomocy. Pierwszy szturm na Wielkopolskę obrócił się, gdzie mieszkał Opaliński, Marszałek nadworny koronny, nienależyty i niesprawiedliwy Radziejowskiego sędzia, pierwszy musiał się sprawić przed sądem szwedzkim; niemiał patrona, któryby onego bronił, lubo się zebrało czterech Wojewodów: Krzysztof Opaliński, poznański; Jędrzej Grudziński, kaliski; Jakób Rozrażewski, inowrocławski; Piotr Opaliński, podlaski; oprócz Kasztelanów i różnych panów urzędników koronnych i ziemskich, zgromadziwszy szlachtę Wielkopolską nad Notecią rzeką, pod miasteczkiem Uście nazwanem, nie mając między sobą zgody i sworności, chcieli stawać i bronić Opalińskiego, Marszałka. Lecz statutu konstytucyi nie mieli; insi się przygotowali do obrony, ale nie wiedzieli, z której beczki zacząć i na illacye 14 - 210 i oskarzenie Radziejowskiego, jak odpowiedzieć. Insi albowiem nie wierzyli o wejściu szwedzkiego wojska, próbowali sił swoich na niewinnych chłopkach, onych rabując i ciemiężąc, miasto wyjść przeciwko nieprzyjacielowi wiary. Chcąc się dowiedzieć o przybyciu Szwedów do ojczyzny naszej, Opaliński, Wojewoda podlaski, jako pan fantazyi żołnierskiej, poszedł na podjazd, 9 Szwedów przyprowadził; Kłodziński, także weteran żołnierz, Kapitana w Drahimiu szwedzkiego napadłszy, wziął i przyprowadził, z których wyrozumiawszy, że już Szwedzi wkroczyli, stchorzyli, nie wiedząc, na którą nogę skoczyć. Zatem Wittenberg przesłał trębacza z listem do panów wielkopolskich, wyrażając nieszczęśliwości Rzpltej polskiej, którym gdy Kazimierz Król rady dać nie może, Król szwedzki, Karól Gustaw, pan mój miłościwy, spieszy z licznem wojskiem do Polski na ratunek onej, jako spokrewniony z Królem polskim; życzy tedy, aby Wielkopolanie wdzięczni byli (:!!:) z przybycia wojsk przyjacielskich, żadnej nie okazując nieprzyjaźni, inaczej sami sobie zaszkodzą. Data w obozie pod Wałczem 14go Lipca 1655. Ten list jeszcze bardziej potrwożył i do jedności nakłonił, że dawszy pokój emulacyom i niesnaskom, zgromadzili się wszyscy, szlachta zwłaszcza, ludno i konno zebrała się; piechoty z miast, miasteczek i wsiów wybrane, tylko nie moderowane, ani musterowane, jak bydło do jednej gromady spędzone. Postrzegli się, choć nie rychło, że pokawili sprawę, że brandenburskiego wojska, które przysłał do Poznania na prezydyum, nie przejęli. Nasi stanęli pod Czarnkowem, przeciwko których Wittenberg z Drahimia przybył z wojskiem szwedzkiem, uszykował korpus; gwardye Króla szwedzkiego środek trzymały, mając między sobą armaty, skrzydło jazda okryła, z jednej strony Pontus de la Garde, z drugiej Konigsmark jazdę, piechotę kommenderował Paweł Wirtz Generał Major: tym szykiem uderzyli na Grudzińskiego, którego spędzili, ale Władysław Skoraszewski z piechotą onych wstrzymał, aż ku wieczorowi, do którego i Grudziński, ze - 211 brawszy swoich, powrócił; drudzy w nocy z chorągwiami biegali, nie wiedząc, co czynić; nie było sworności, ani człeka żeby jeden kommendę miał. Zebrawszy się jednak, do rady udali się, aby odpisać na list Wittenberga; pytali go się, z jakiej racyi niewinnych attakują i co za ludzie są, jeżeli Szwedzi? armistycyum jeszcze pokoju nie wyszło, a do tego na przyjaciół, za co po nieprzyjacielsku następują. Na co Wittenberg odpowiedział: nie mam czasu odpisywać, jeżeli podoba się konferencyą zobopólną uczynić, niech delegatów swoich wyślą, a ja swoich wysadzę, tam się dowiedzą, z czem i po co idziemy, a niech spieszno to zrobią bo sami sobie zaszkodzą. Dawszy z obu stron sobie parol na bezpieczeństwo konferujących, delegowani w pośrodku wojsk obudwu rozmawiali. Szwedzi mówili; nietrzeba się narażać Polakom ze szczupłemi swemi wojskami przeciwko wojsku bitnemu i licznemu szwedzkiemu, za którem i sam Karól Gustaw następuje, wyprawiwszy w przedniej straży Generała Wittenberga; nie będzie się obawiał Moskala w Polsce i Litwie, ani kozackiej rebellii na Rusi i Ukrainie: uśmierzy wszystkich, nasz Król po to tu dąży, aby sobie sławę, Polakom pokój, i okolicznej krainie bezpieczeństwo sprawił. Nasi odpowiedzieli: rezolucyi dać żadnej nie możemy, aż się wszyscy naradzimy, a na jedno się zgodzimy. Ledwie do jutra do południa Wittenberg użyczył frysztu. Zaczem usłyszawszy nasi o tem, różni różnie radzili. Jedni ku Toruniowi umknąć się, tam z szlachtą pruską złączyć się: możem mieć i posiłki od Brandenburgczyka. Drudzy stanąwszy nad błotami, nie dopuszczać przeprawić się Szwedowi chcieli; trzeci ratując dzieci i żony, życzyli traktować z Szwedami. Zatem Wittenberg przebywszy rzekę Noteć pod Dziembowem z wojskiem szwedzkiem, w tyle naszych stanął z szykami, co obaczywszy Wielkopolanie, wszyscy zgodzili się w protekcyą poddać się Szwedowi (!). Przeszedł ten postępek piławiecką wstydliwą ucieczkę i batohowską okrutną 14* - 212 przegraną: niedobywszy szpady prowincyą Wielkopolską Szwed opanował. Nie mieli czasu i sposobów pierwej ratować ojczyzny, wiedząc, że Szwed już od lat kilku gotuje się na Polskę! Han tatarski ofiarował sukkurs 100,000 szabel; u Cesarza chrześciańskiego, co potem dostali 10,000 piechoty; a mogli zaciągnąć z Brandenburgczykiem temiż samemi kondycyami, co potem się stało, nie zjednali sobie ligi i obrony, a z temi wojskami i Rzeczypospolitej siłami także i Ordą, niewpuściliby tych 6,000 Szwedów, a za tern niedoznaliby takiej biedy, która jak dokuczyła, dopiero do tych środków się rzucili. Weteran żołnierz Wittenberg, widząc, że Polacy idą do zguby i przyjmują protekcyą szedzką, aby i drugich do tej łatwości zachęcił, w polu wystawił Senatorom i szlachcie bankiet, utraktował hojnie wszystkich, wiedząc dobrze, że mu się ta sowicie nagrodzi, jak się rozłoży po Wielkopolsce. Dowiedziawszy się Karól Gustaw, Król szwedzki o przyjęciu protekcyi Wielkopolski, przybył i sam, 7,000 wojska ze Szwecyi przyprowadził za sobą; już tedy zmocnił swoję potencyą 13,000 do boju licząc żołnierza; przybyło z Inflant i z Pomorza 4000, i tak w 17,000 wszędzie, gdzie się obrócił jako gościa, nie jako nieprzyjaciela witali go, a tak podufał Polakom, że do Grudzińskiego w Złotowie na bankiet zaproszony, tylko w 200 szwedzkiej gwardyi konnej przybył, od wojska odjechawszy, poufale się cieszył. Zatem dążąc w głąb Polski, pod Kołem spotkał go od Króla Kazimierza Poseł Krzysztof Przyjemski, znajomy Królowi szwedzkiemu, z którym w wojsku szwedzkim za Gustawa Adolfa Króla szwedzkiego pospołu służył. Zaczem Król szwedzki jako ze znajomym, a Przyjemski jako z kompanem dawniejszego czasu poufale rozmawiali. Zaczął tedy perorę Przyjemski w te słowa: Król Kazimierz, pan mój miłościwy, wraz z Senatorami przytomnymi nie mógł się wydziwić, że Wittenberg wódz szwedzki, wszedł z wojskiem w granice królestwa polskiego. Lecz gdy usłyszał, że WKMść z drugiem woj - 213 skiem w głąb Polski ciagniesz, w niepohamowanym żalu zostając, mnie do WKMści wyprawił. Nic nie winien Król, Rzplta także; armistycyum sztumdorfskie jeszcze się nie zakończyło, a takie od WKMści królestwo polskie ponosi w niewinności swojej prześladowania. Niedaliśmy okazyi i w Sztokholmie samym szukaliśmy przez Posłów swoich pokoju. Gdy wojna w Niemczech z Szwedami, była, wzywano nas do ligi z sobą, niemieszaliśmy się i owszem ja, brat mój i tak wielu Polaków w wojsku szwedzkiem służyliśmy. Urazy nie możemy dojść żadnej. Powiadają mi, że tytułu umknięto WKMści; to co pióro atramentem omyliwszy się, nie wyraziło, WKMśc szpadą i krwią chcesz dopisać; nie dość biedy ma Polska w tak ciężkiej wojnie z Moskalem okrutnym, z rebellią kozacką passującą się, jeszcze trzeba żeby WKMść z Królem naszym, a swym krewnym wojując, dogubił do szczętu nie sobie nie winne królestwo. Jeżeli wiktoryi jesteś pragnący, szukajże tam, gdzie sprawiedliwą mieć możesz okazyą do wojny; skarbów ani dostatków u nas nie znajdziesz, którzy co możem mieć intraty, tylko ha wyżywienie się po ludzku corocznie spendujemy, a co większa, tak wiele lat już u nas wojna trwa, wyiskrzyliśmy się na ustawne podatki, coraz nowe wojska erygując. Ale WKMść Pan sławy syty, nie uganiasz się za skarbami i dostatkami a zatem chciej mieć kompassyą nad utrapioną ojczyzną naszą; jeżeli chcesz być protektorem naszym, to daj nam posiłki, nie na sztychy nas wydawaj, obróć to na Moskwę, Kozaków i nieprzyjaciół krzyża ś. Porzuć zawziętość, a brata swego Króla naszego nie prześladując, od nieprzyjaciół ratuj , i kraj staraj się zaszczycić, nie zgubić. Jeśli zaś umyśliłeś polskie królestwo zawojować wolne dotychczas, gwałtowne panowanie nie może być długowieczne. Zważać trzeba, by polski naród osiodłać i w jarzmie utrzymać, ciężka rzecz będzie, teraz jeszcze kłaniają się WKMści, spodziewając się jego łaskawości; a jak obaczą zgubę wiary, swobody i praw starożytnych ruinę, w desperacyą wpadłszy, wezmą re - 214 zolucyą wybić się z niewoli. Weź tedy WKMść to w konsyderacyą, a niewinnym daj pokój, armistycyum poprzysiężone do terminu nienaruszenie zachowaj, a pretensye swoje z krewnym swoim, Królem naszym w pokoju pomiarkuj, jakiemi zaś to środkami być może, otwórz intencyą swoję. Słuchał Król szwedzki z wesołą twarzą, ale nie miło mu było, choć prawdę dotykaną pokrywał dyssymulacyą; powierzchownie okazywał skłonność do pokoju, żeby fortunnych sukcesów na wojnie nie zagrodził sobie. Rezolucyą Kanclerz dał taką: „szczerze Król JMC. P. N. M. życzył pokoju, ale Polacy na niego nie pozwalali, sami naruszyli armistycyum, zerwawszy w Lubeku dwa kongressa. Posłowie polscy w Sztokholmie to tylko robili, żeby Szwedów na wojnę moskiewską wsadzili; zaczem Król nasz szwedzki przymuszony do nagrodzenia swej krzywdy, używa tych środków, które mu Bóg i prawa narodów podały, jednak i teraz nie daleki od pokoju, tylko niech Polacy słuszną podają kondycyą." Tu Król Gustaw przystąpiwszy do Przyjemskiego, po niemiecku rzekł: ponieważ odlegli byliśmy jeden od drugiego z Królem Kazimierzem, teraz przybliżam się do niego, jak brat do brata, sam go chcę odwiedzić, jako starszego w leciech, i chcę go ścisnąć; ażebyśmy coprędzej obaczyć się mogli, będę się spieszył." To wymówiwszy, uśmiechał się, jakoby politycznie rzeczy traktował; Przyjemskiego uczęstowawszy go należycie, odprawił i pokazując nadzieję, że nie jest daleki od uczynienia pokoju, ale język z sercem nie zgadzający się, obietnicami pokrywał wojnę, dał i list do Króla Kazimierza: „Karól Gustaw, Król szwedzki etc; Janowi Kazimierzowi, Królowi polskiemu etc, całość i zdrowie! Gdybyś WKMść życzył pokoju wiekuistego, tak wiele okazyi nie opuszczałbyś, ani na pierwszym stopniu nie czyniłbyś przewłoki. Zaczem tak wiele razy złudzony będąc od WKMci przeciwko traktatom, musiałem się do wojny udać i z wojskiem licznem przed zakończeniem armistycyi do Polski wniść - 215 bo widziałem jawnie intencye WKMci, ostentacyą tylko pokoju czas trawić, a jako najwięcej nieprzyjaciół na mnie pobudzać, co się nie godziło; rad nierad, musiałem do wojny udać się, i zabiegając tym WKMci zamysłom, od Szwecyi oddalając nieprzyjaciół; przed skończeniem armistycyi wniść do Polski, uprzedzając zatrudnionego inszego wojnami, aby tern łatwiej do zgody mógł zjednać; jednak zważając WKMci intencyą, że masz o mnie dawną opinią przyjaźni skrewnionej a tej dufając, przysłać raczyłeś JMP. Przyjemskiego, sobie życzliwego i mnie znajomego z deklaracyą pokoju, jako zostający w takiem utrapieniu z całą Polską od nieprzyjaciół; nie omyliłeś się WKMść, że tego nieszczęścia żałuję i na pokój zezwalam, i byle z honorem i z sławą a bezpieczeństwem mógł bydź, pozwalam, aby w Sztokholmie zaczęty traktat był reassumowany: zaczem aby to coprędziej bydź mogło, przyślej WKMść pełnomocników swoich do mnie, z którymi o czasie i miejscu zmówię się; i wnet traktat zacznie się. A na ostatek życzyłbym WKMci i królestwo polskie w lepszych sukcessach widzieć; trzeba było zawczasu lepiej o sobie i o państwie swem radzić, aby do tego nie przychodziło nieszczęścia. Dla tego tak z miłości krwi królewskiej WKMści, jako człowiek zważający niestałość rzeczy na świecie, ubolewam nad nieszczęściem WKMci i całej Rzpltej. W obozie pod Kołem data." Z takiem urąganiem się odpisał do Króla naszego, zawieszając nadzieję pokoju. Widząc to Król Kazimierz i przytomni przy nim Senatorowie w ciężkim żalu, i strachu niepochamowanym zostawali; dokąd tylko Szwedzi przyśli, nie dobywając szpad, tryumfowali; przechodząc, z łaskawością mieszkańców traktowali, wszystkich nie do boju, lecz do poruczenia się w protekcyą Królowi szwedzkiemu nakłaniali; szlachta i panowie małopolskiej prowincyi gromadami do Węgier i Szląska uchodzili; drudzy między górami tułali się, zazdroszcząc Wielkopolanom że z pierwsza oddawszy się w protekcyą, bezpiecznie w domu siedzieli. Przy boku królewskim z Senatorów: Stanisław Lanckoroński, Hetman polny; - 216 i Stefan Czarniecki, Kasztelan kijowski byli; a Potocki, Hetman wielki koronny na Rusi i z 3000 wojska komputowego Kozakom opponował się; dywizye Hetmana polnego i Czarnieckiego z pospolitem ruszeniem pod Łowiczem złączyły się, spodziewając się, że Szwed ku Prusom uda się, a oni Wielkopolanów z tej protekcyi wydrą, do jedności zgromadzą. Królowa Ludwika do Krakowa udała się, długo nie chcąc od męża się oddalić. Czarniecki na podjazd poszedłszy, pod Piątkiem spotkał się ze Szwedami; potem pod Inowłodzem 500 zniósł w polu onych, i pierwszy ukazał Szwedom że i Polacy broń mają też i ręce co i oni. Król Gustaw coprędzej do Warszawy dążył; nie znalazł tam Króla, który do Wolborza udał się. Nad 200 ludzi nie było na prezydium; Benedyktowi Oxenstiernowi dał kommendę w Warszawie i onę kazał fortyfikować, sam spiesznie za Królem Kazimierzem, onego ścigając, ruszył się; Wittenberg z kawaleryą, w 8 kolumn uszykowaną, przodem szedł, przed nim ruszywszy się; o południu stawał; za nim następował Król szwedzki z piechotami i armatami i już znajdował gotowe kwatery i prowianty. W Sulejowie dali wiedzieć Królowi Kazimierzowi, iż nieprzyjaciel nadspiesza, a wyprawił 12 chorągwi, aby nad Drzewicą rzeką bronili przeprawy, dopóki Król nie zbierze wojska; sprawili się dobrze nasi i niespodzianie napadli na prawe skrzydło szwedzkie nad rzeką pod Opocznem, miastem zdróżałe, którzy wychełznawszy konie, na zboża rozpuścili, nie spodziewając się nieprzyjaciela; nasi razili ich potężnie, a, gdyby do nich więcej wojska przybyło, mogliby znieść wszystkich. Lecz Król Kazimierz umyślnie wstrzymywał Polaków, aż nazajutrz pod wsią Straszowa-Wola oba wojska spotkały się; bo obaczywszy pan tej wsi Franciszek Straż, towarzysz chorągwi Myszkowskiego, że w jego dworze znajdują się Szwedzi, dał wiedzieć Królowi Kazimierzowi. Wittenberg na froncie był przed Szwedami, nie czyniąc relacyi o wczorajszej przegranej bitwie, by się nie ustraszyli, śmiało z szykami na naszych następował, powiadając, że uchodzą Polacy, a obaczywszy, - 217 że sam Król Kazimierz wojsko szykował, dał wiedzieć swemu Królowi, żeby się z piechotami spieszył i aby Król Karol Gustaw wiedział, że w opale od Polaków zostają, wieś zapalił. Zatem lekkie chorągwie ścierały się ze Szwedami odważnie: na prawym skrzydle złamani Szwedzi i z pola spędzeni, ze 200 trupa na placu odbiegli. Tymczasem zatrąbiono na odwrot naszym, i z pola sprowadzono chorągwie; podrwili tern sprawę, że dla złej przez błota w lesie przeprawy, umknęli się, mogliby Wittenberga w tych topieliskach dokończyć, gdyby w tym lesie strzegli przepraw i równie z drugimi attakowali nieprzyjaciela. Lecz spędzoną jazdę, Król szwedzki przybywszy z piechotami i armatą wspomógł, iż się znowu poprawiła, a nasi nie mając takiej potencyi, poczęli uchodzić i samego Wittenberga w ramię zacięli. Kazimierz Król widząc, że nasi nie wytrzymają, uproszony od panów, do Włoszczowa odjechał, poruczywszy Lanckorońskiemu, Hetmanowi polnemu, aby uprowadzał wojsko; lubo gęsty las na przeszkodzie był, przebyli go jednak nasi. W Przedborzu 3 dni stojąc, zbierali się, nie obawiając się nieprzyjaciela; pogrzeb tam Jędrzejowi Gromadzkiemu, Chorążemu królewskiemu, swoją śmiercią zmarłemu, sprawowali, strzelając po żołniersku. Do Krakowa potem wojsko ruszyło się, dokąd i Król szwedzki dążył, chcąc stolicę polską opanować. Królowa Ludwika pierwej przybywszy, starała się wszystkiemi sposobami, aby do obrony Krakowa i Krakowian sporządziła; najbardziej o pieniądze starała się. bo podatków nie było czasu wybierać, chcąc zastawiać lub arendować prowenta; nikt nie obrał się do kontraktu na obligacyjne zapisy pożyczać; nie było nikogo, coby się odważył dać, bez pieniędzy zaś ani miasta fortyfikować, ani prezydium większego zaciągnąć, owo zgoła bez pieniędzy nic sprawić nie było można. Prosiła Biskupa krakowskiego, Gembickiego, aby skarbów kościelnych naruszył na obronę Krakowa; odpowiedział: że bez pozwolenia z Rzymu, nie może tego uczynić; traktował ksiądz Stefan Wydżga, Kan - 218 clerz Królowej z nim, aby swych pożyczył pieniędzy; odpowiedział: cokolwiek mieć mogę, udzielić jestem gotów na obronę ojczyzny. Jakoż 800 piechoty zaciągnął regiment do obrony miasta; zatem Król przybył wnet i wojsko komputowe za Królem, zatoczono obóz pod Promnikiem, szlachta z pospolitego ruszenia porzadzić zdała się, bo każdy dom swój ratował. Przybyło więcej kłopotu Królowi: kwarcianne chorągwie upominały się o zapłatę i ukontentowanie za pracę, kiedykolwiek. Odpowiedziano im, że bez pieniędzy lizplta w takowem utrapieniu zostając, nie ma zkąd płacić; azatem do czasu lepszego, żeby zaczekali. Gdy im odpowiedziano, oni poszli do związku, obrawszy sobie marszałkiem Tyrawskiego, a substytutem Alexandra Prąckiego, z huzarskiej chorągwi Lanckorońskiego, Het. pol. kor.; tym związkowi rządy nad sobą powierzyli, ci wojskiem kommenderowali, straże, podsłuchy, hasła wydawali, do Króla i Kzpltej w potrzebach związku legacye wyprawiali. Król Kazimierz kilka razy posłał, napominając, aby mieli kompassyą nad ojczyzną, a do posłuszeństwa Hetmanów wrócili się, pewni będąc, że Rzplta uspokoiwszy się; onym zapłaci; słuchać nie chcieli. Złożył Król senatorskie konsylium, donosząc przytomnej radzie, że chce się w Krakowie zostać i bronić Królowi szwedzkiemu: „na tern miejscu ukoronowanym Królem zostałem, na tern niech i ginę," z płaczem to mówił; zatem Jędrzy Leszczyński, Arcybiskup gnieźnien.; Tarnowski, lwowski; Gębiccy, krakowski, tudzież brat jego Biskup łucki; Książę Czartoryski, Biskup kujawski i innych pięciu Biskupów i trzydziestu Senatorów świeckich, Królowi perswadowali, aby w Krakowie nie dosiadał; ponieważ Bogu się podobało tak Rzpltą utrapić, umknął się ztąd, ażali Bóg ukarawszy, zmiłuje się nad ojczyzną, będzie miała głowę, dokąd się udać i ratować się przy kim. Gdy perswazya nie pomogła, hurmem rzucili się, prosząc, aby tu nie czekał oblężenia szwedzkiego. Ledwie nieledwie nakłonił się, że z Polski do Szląska umknął się, mając tam w zastawie księstwa opolskie i raciborskie, dokąd - 219 wprzód Królowę Ludwikę wyprawił, sam zostawszy w Krakowie. Skarb koronny i archiwa z koronami i apparamentem do koronacyi Lubomirskiemu, Marszałkowi wiel. kor polecił; Czarnieckiego Kasztelana kijowskiego Gubernatorem Krakowa zrobił, obligując go, aby jak mógł, Kraków utrzymywał. Ten objąwszy kommendę stolicy korony polskiej nie mógł w tak nagłym czasie ponieważ nieprzyjaciel, Król szwedzki następował, należytą fortyfikacyą opatrzyć; kazał na przedmieściach tak kościoły, jako klasztory i domy popalić i porujnować, żeby nieprzyjaciel za niemi kryjąc się, nie zaszkodził miastu. Tak tedy Kleparz, Stradom, Piasek, Biskupie, Garbary i cokolwiek przedmieść było od północy, a w nich kościołów, klasztorów, ogrodów, pałaców, których i Szwedzi żałowali, popalono. Król Kazimierz od Bielan, góry kamedulskiej patrzał ze łzami na pożar ten: co przez wiek Królowie, Książęta, panowie fundowali i szlachta, to w momencie w perzynę obrócono. Tak Bóg, chcący ukazać cud łaski swojej, pozwolił stare rzeczy wywrócić do szczętu, ażeby za ubłaganiem gniewu swego, jak powróci Polska do wolności i pokoju, wszystko to większą apparencyą wystawiła. Jakoż kto widział pierwsze struktury, potem ruiny, a teraz ogląda na temże miejscu stojące klasztory, kościoły, pałace, domy i ogrody, mocy Boskiej przypisać musi, iż ta ręka, co wywraca i niszczy, tak za upodobaniem swojem podnosi, wywyższa i ozdobi. Utyskiwaliśmy na nieszczęście i utrapienie nasze od Szwedów; niedosyć na tern: teraz i Moskal Litwę tegoż samego czasu trapił i rujnował, sprowadziwszy liczne wojsko, obiegł Wilno. Chmielnicki złączywszy niepoliczone kozactwa tłumy z Moskalami, Lwów w oblężeniu trzymał. Takto prowincyi Rzpltej polskiej trzy stołeczne miasta jednego czasu w opale były i w oblężeniu; dwa nie mogły się oprzeć, dostały się w ręce nieprzyjacielskie; Lwów lubo siła ucierpiał, jednakże oparł się nieprzyjaciołom i obronił się. Zewsząd niepocieszne nowiny, wycięcie wojsk i ludzi, podda - 220 nie się miast, krain i fortec: zrujnowanie i zniszczenie ojczyzny. Książę Radziwiłł, Hetman litewski, po przegranej poprawiwszy się, kilka partyi zniósł Moskwy i wojenne wzięte znaki prezentował; ale potem widząc, że całą Litwę Moskal opanował, z kollegą Hetmanem polnym Gąsiewskim nie ustając emulować, zamysły już miał z Szwedami się zligować. Gdy Moskal po wzięciu Mińska do Wilna ciągnął, Ks. Radziwiłł z wojskiem, coby miał bronić stolicy litewskiej, precz odszedł, a Moskal przyszedłszy ku Wilnowi, niedobywając miecza, dnia 8go Sierpnia miasto opanował. Szwedzi w kommendzie Magnusa de la Garde, Podskarbiego szwedzkiego, z Inflant przyciągnęli do Upity, obiecując protekcyą Litwie i na Moskali posiłki, byle się Szwedom poddali. Zaczem Ks. Radziwiłł pretekstem obrony swej fortecy birzańskiej przyciągnął tu z wojskiem i złączył się z Szwedami, jako kalwin swej sekty protektor i promotor, szukając wsparcia do oppressyi wiary katolickiej i świątnic Bożych, za zburzony w Wilnie kalwiński zbór zemsty szukał. Zatem panowie szlachta Półkownicy, Porucznicy i rycerstwo, upraszali go, aby tego nie czyniąc, na swoje imię hańby wiekuistej, a na ojczynę ostatniej zguby nie przyczyniał; niedał sobie wyperswadować. Zatem poszli od niego w rozsypkę, gdzie mógł który natenczas przytulić się, każdy o sobie miał staranie. Tak się wojsko kosztem Rzpltej erygowane w potrzebnym czasie obrony ojczyzny rozproszyło; jednak regimenta w komendzie officerów kalwińskiej sekty i Towarzystwo po większej części kalwini, przytem faworyci Radziwiłłowscy przy Książęciu i Szwedach trzymali się i z jednej strony Moskal, z drugiej strony oni dogubiali Litwę do ostatka. Nastąpił na Potockiego Hetmana w. kor. na Rusi opponującego się, Chmielnicki z Buturlinem wodzem moskiewskiego wojska na Ukrainie, mającym 60,000 tak Moskwy jako i Kozaków, armat co nie miara i innych ammunicyi do dobycia zamków, fortec i miast, tudzież jeśliby liczne - 221 polskie wojsko było do batalii dania; a najbardziej Lwowa dobyć chcieli. Lecz nie mogli tego dokazać, póki Hetmana w. kor. z jazdą na Rusi będącego nie wyrugują z tego kraju; następowali tedy tłumem na polskie wojsko, którego nad 4000 więcej nie było; jednak na kilku miejscach, osobliwiej pod miasteczkiem Borek nazwanem, nieprzyjaciół 500 wyciąwszy, umykał się po woli Hetman z wojskiem, tak wielkiej nawałności wytrzymać nie mogąc; pod Lwów przyciągnąwszy, zmocnił prezydium, a sam się z resztą wojska pod Grodek ruszył, zważając nieprzyjaciół obroty, a jeśliby rozłączyli się gdzie, onych attakowac umyśliwszy; bo niemiał dokąd umykać się, ani spodziewał się sukkursu znikąd, ponieważ Szwedzi Króla z pola spędzili, Kraków obiegli, Litwę Moskwa i Szwedzi, do których się Radziwiłł z częścią wojska przedał, opanowali. Pod Grodkiem mil 4 od Lwowa, gdzie staw duży i różnych rzek ściekających gromada w obronnem miejscu groblę opanowawszy, stał. Chmielnicki, nie bawiąc na podsłuchy stojące w chróstach napadł i one spędziwszy, miasteczko Grodek zapalił, a ominąwszy groblę, której Polacy pilnowali, rozebrawszy kilka chatek po błotach i głębinach usłał sobie przeprawy. Co widząc nasi, że onym Kozacy tył biorą, przez trzy godziny nieprzyjaciela na przeprawach wstrzymywali, gdzie Demułt Oberstleutnant dragonii konnej zginął i Paweł Lipnicki, z familii Korybutów idący w młodości swojej, odważny kawaler poległ i wielu tam zginęło; drudzy przełamani od nieprzyjaciela, zamieszawszy się, w rozsypkę poszli. Tymczasem Kozacy wozy i tabory atakowali, nie zapędzając się za naszymi, obawiając się zasadzki i większej gromady wojska z Pokucia przybywającej. Z Grodka nieprzyjaciel ku Lwowi ruszył się, strasząc miasto i odgrażając, żeby się poddało. Lecz miasto przygotowało się do oblężenia w prowianty, ammunicye; miało też Gubernatora Krzysztofa Grodzickiego, Generała artyleryi koronnej; przez cały miesiąc w oblężeniu miasto było, wy - 222 trzymawszy szturmy, ustawne nawalności, strzelania i głód. Wszystko się działo porządkiem dobrym i przezornością Gubernatora , prezydium i mieszczan w rezie trzymającego; nie mogąc dobyć Moskale i Kozacy przysłali, aby się okupili. Odpowiedzieli, że nie mają więcej nad powietrze, którem tchną i ziemię, w której mogą mieć pogrzeb, a tych nieprzyjaciel wydrzeć oblężonym nie może. Już tedy drugi miesiąc w oblężeniu byli i żadne z polskich miast tak mężnie nie stawało. Moskale i Kozacy odstąpiwszy od Lwowa, strasznie kraj rujnowali, rabując i gwałty czyniąc, aż się o Wisłę oparli; nie było nikogo, coby utrapionych ratował; doznał i Lublin onych okrucieństwa, choć się okupił, wielką summę wypłaciwszy. Po odebraniu pieniędzy, mieszczan wycięli , miasto zrabowali, chociaż Iwanowicz mający kommendę nad Moskwą, przysiągł, że po oddaniu okupu, ocalą wszyscy mieszczanie, i do tych czas zamek zburzony zaświadcza okrucieństwo moskiewskie: to Moskwa teraz wet za wet oddaje. Król Kazimierz od Senatorów wyperswadowany, żeby się z państwa umknął, ruszył się z Wiśnicza do Sącza, a potem do Czorsztyna, nad Dunajcem leżącego zamku zkąd Jerzy Lubomierski, Marszałek w. kor. do Lubowli na Spiżu zamku królestwa polskiego zapraszał Króla. Odpowiedział Król Kazimierz: że wstyd Królowi polskiemu wypędzonemu z całego Królestwa, w jednym kącie tułać się. Nikt natenczas Królowi i ojczyznie nie sprzyjał lepiej nad Lubomierskiego, który koronne i inne insygnia starożytne Królów polskich, archiwa i inne klejnoty przez Wolfa, pokojowego królewskiego z zamku krakowskiego wyprowadzone, w Lubomli zachował w całości. Głogów mniejszy w Szląsku obrał sobie Król Kazimierz na rezydencyą dokąd Ministrowie i Senatorowie, także możniejsza szlachta za Królem przenieśli się. Z różnych monarchii Posłowie do Króla przybywali z kondolencyą takowej nieszczęśliwości; Cesarz Ferdynand, jako krewny żałował srodze tego przy - 223 padku; Eleonora Cesarzowa także z Ludwiką Królową przez Gonzagów skolligowana miała wielką kompassyą nad Królestwem; często do nich przysyłając Posłów i różne onym świadcząc wygody. Przypadł od Hana tatarskiego Poseł, Zych-Murza nazwany, na rozsadzonych koniach 20,000 Ordy co najbitniejszej ofiarując Królowi na posiłek: tak srodze żałował tego nieszczęścia królewskiego Han! lepiej więc było na Podolu przy Ordzie oponować się, niż cale z państwa do Szląska rejterować się. W Szląsku rezydując, nie mieli co robić, tak Król jako i Senatorowie, matematykom kazali prognostykować, jak długo to nieszczęście trwać będzie. Był u dworu Dr. medycyny Mikołaj Żórawski, ten i Astrolog był, któremu Król kazał prognostykować; zatem erygował figurę matematyk, ale onej nie klarygował; Król urażony, koniecznie kazał mu, aby co z tej figury wyrozumiał i powiedział Królowi. Odpowiedział: że po tak wielu utrapieniach odzyskasz WKMość królestwo, ale nie umrzesz w Polsce, ani Królem. Król Kazimierz nie zważając przyszłych rzeczy, kiwnął głową i onego pogardził prognostykiem, mówiąc: Bogu tylko samemu wiadome przyszłe rzeczy. Karól Gustaw, Król szwedzki, przy fortunnych sukcessach, dążył do Krakowa. Sulcbach z przednią strażą przybył; na górach od Michałowic ukazali się Szwedzi, a nie widząc nikogo, ktoby się onym opponował, na Kleparz przyśli i noc w polu przepędzili. Nazajutrz, niedziela była, z całem wojskiem Król szwedzki przyciągnął na Promnik, wojsko uszykowało się. przeciwko miastu; od Woli pałacu na przedmieściu będącego aż do Wisły korpus, skrzydła w lewo strzelnicy rozciągnęły się. Wypadli z miasta nasi, harcując, zabawiali nieprzyjaciela, który przeszedłszy popieliska jeszcze kurzące się na Kleparzu, na równinie lokował się; zatem dowiedział się, że Król Kazimierz w góry udał się i Senatorowie za nim, wojsko niepłatne w związku zostaje; zaczem Król szwedzki za Królem Kazimierzem w tropy rezolwował się, ścigając onego; a tymczasem miasto Kraków, kędy Czarnieckiego Król Kazimierz z wojskiem wsadził nie - 224 pokoiło go; wojsko też komputowe nie da Szwedom pokoju, z tyłu napadając. Poszedł za Królem Kazimierzem do Bochni, gdzie przybył do Króla szwedzkiego Aleksander Pracki, towarzysz huzarskiej chorągwi, człek niespokojny; wstąpił do klasztoru Dominikanów, a potem nie podobawszy sobie tam, wystąpił i w wojsku był okazyą do związku; ten Karólowi Gustawowi namienił: jeżeli WKMość zaległe zasługi wojsku komputowemu zapłacisz, łatwie do WKMości przystąpi. Król szwedzki zaraz deklarował i zasługi zapłacić, i co rok do tego obiecał akkomodacyą rycerstwu, byle Posłów przysłali z taką deklaracyą. Upewniał Pracki, że wkrótce przybędą delegowani od wojska, byłem się ja do nich powrócił, bo mnie z tem do WKMości wysłali. A tu wszędzie, tak między starszyzną w wojsku, jako między pospólstwem jednostajnie chwalili Króla szwedzkiego łaskawą protekcyą, niewypowiedzianą klemencyą, wspaniałość serca, szczęśliwe zwycięztwa i szczodrobliwość; nieszczęśliwe zaś Króla Kazimierza panowanie, nieustające kłótnie jedna po drugiej wzniecające nienawiść, pieniędzy żołnierskich przez dworskich Króla Kazimierza rozszarpanie, nadaremne usługi, nienagrodzone odwagi bez pożytku, w wojsku wyiskrzenie się, żadnej nad żołnierzami kompassyi, ran zawinień, niewoli; tak wiele wycierpieli głodów, zimna, słót ponieśli a żadnej rekompensy nie doznali, lepiej do tego Króla udać się, który sam będąc żołnierzem, wie, co boli i miał respekt nad żołnierzami. Król szwedzki spróbowawszy w kilku okazyach rezolucyi wojska komputowego, onych estymował, a uwierzywszy, co Pracki powiedział, że Posłów deklarowali komputowi przysłać, z radości sam przeciwko nich wyjechał we 200 koni, zostawiwszy swoje wojsko pod Bieżanowem wsią; od Szwedów wstrzymany trochę, którzy perswadować poczęli, żeby WKMość nie wpadł w jakie niebezpieczeństwo, bo różne Polaków partye włóczą się; niepowaga WKMości szukać tych, którzy WKMości szukać powinni; zatem lepiej przed sobą wyślej, a sam przy wojsku zatrzymaj się. Nie - 225 daleko Wieliczki miasteczka było, dokąd siła było różnych dróg, co soli bałwany wywożący porobili; zmieszał się Pracki, żeby nie wiedząc drogi, Króla gdzie nie wprowadził w niebezpieczeństwo; zaczem i sam wymówił, że to błędna droga, i Szwedzi swemu odradzili Królowi jechać. Wysłał tedy Hrabię Witgensztejna i Slipenbacha młodszego, aby Posłów do Króla przyprowadzili od wojska. Spiesznie za Prackim pojechali; ledwo trzecią część mili ujechali, aż 300 Polaków z podjazdu powracających, spotkali onych, a co więcej strachu nabawiło, z tyłu Szwedom i Prackiemu zajechali. Zatem jeden rzekł do Prackiego: „prowadziłeś nas „do przyjaciół, a tu z tyłu nieprzyjaciele chcą nas ogarnąć, „uprowadź nas teraz z tego niebezpieczeństwa, albo gdzie „się mamy podziać, poradź nam." Na co Pracki śmiało stawając, odpowiedział: „nie trwożcie się, tymczasem do stogu siana idźcie, i ono nabierajcie do wiązania; ja do nich pójdę." Przybiegłszy, powiedział im, żeby się spieszyli do Lanckorońskiego, Hetmana, jakoby umyślnie po to posłany był; usłuchali go i prędko pobiegli, a Szwedzi w strachu będący ocaleli, bo Polacy rozumieli, że to są Króla Kazimierza ludzie, którzy po siano przybyli. Powrócili się do Króla Szwedzi, opowiedzieli, w jakim strachu byli, ale przemyślność onych Prackiego ratowała. Uwierzył onym Król szwedzki i lekkomyślność sam sobie ganił; podczas wieczerzy będąc wesołym, wymówił do przyjaciół swoich: doświadczyłem dziś poczciwości Polaków, i kilka razy to powtarzał, albowiem dnia dzisiejszego, od jednego człowieka dwóch królów i dwóch królestw fortuna zawisła była. Zaczem uradowawszy i Półkownikiem zrobiwszy w swem wojsku Prackiego, w jednym momencie, słusznie sobie zasłużonego wywyższył, zachęcając i drugich żołnierzy polskich do siebie. Jednak Pracki nie długo cieszył się z tych respektów Króla szwedzkiego, bo zaciągając w Krosnie półk żołnierzy polskich na Króla Karóla Gustawa, od przeciwnej partyi Polaków zabitym został. Ten na swej chorągwi wyszyć kazał trzy wrony na jednej dzidzie z takim napisem: 15 - 226 Casus Deusve: tego Godfryd Boullion, Król jerozolimski, od Saracenów windykując królestwo jerozolimskie, używał hieroglifiku. Tak Pracki szczęściem wyniesiony, a od Boga skarany, że zdrajcą ojczyzny został! Król szwedzki Karól odważywszy się na wszystko, żadnych niebezpieczeństw nie zważał; Kazimierza Króla ścigając, podstąpił pod Wiśnicz, zamek Lubomierskiego, w którym zamku była szlachta i 200 piechoty nawojowieńskiej; kilka razy strzelili z zamkowych armat; lecz dowiedziawszy się, że sam Król szwedzki osobą swoją podstąpił, przestali strzelać; Król też posłał trębacza, żeby mu się poddali, obiecując onym całość i bezpieczeństwo, inaczej każe szturmować. Zdali się tedy Królowi szwedzkiemu, których mile przyjął, puszczając echo łaskawości po sobie. Ztamtąd ruszył do Wojnicza, gdzie Lanckoroński Hetman polny kor. z wojskiem komputowem stał, które pod jego kommendę poszło, związek na czas wstrzymawszy. Wyprawił był Hetman Modrzewskiego na podjazd z wybornem rycerstwem, aby się wywiedział, dokąd się Król szwedzki z Wiśnicza obróci, ale Modrzewski podczas poranku mglistego, spotkał się z przednią strażą szwedzką, dał wiedzieć wojsku, o nadchodzących Szwedach, sam się ze Szwedami ucierał, aby wojsko tymczasem do boju się przygotowało. Zatrąbiono na trwogę do koni co żywo przebierało się; zatem Szwedzi nadeszli, Polacy w pole wypadłszy, żwawie z Szwedami się spotkali, jako po ochocie rozweseleni. Przednią straż, Bretlach i Roza Półkownicy szwedzcy, kommenderowali; na tych Koniecpolski Wwda sandomirski, natarł śmiało, jednego, ugodziwszy szablą w łep, z konia zwalił, drugiego Burzyński, towarzysz bardzo zręczny ściął, drudzy drugich zabijali; i z naszych wiele padło, między którymi Szandarowski grzeczny młodzian zastrzelony. Tak przywitali nasi przednią straż wojska szwedzkiego, aż Król szwedzki trąbiąc do marszu nadciągnął i rozproszonych zgromadził; nadesławszy sukursu wojska bitnego. Nie spodziewali się nasi, żeby Król szwedzki miał od - 227 Krakowa odejść i tu do polskiego wojska przyciągnąć; choć podjazdy chodziły, nic pewnego nie przynosiły; nie tracąc serca, śmiało się spotkali. Obaczyli Króla szwedzkiego, szykującego liczne wojsko, zaszedłszy onym tył, że umykać Polakom ciężko było, ile że z armat dużo porażono. Zważyli, że niemogą wytrzymać, wyprawili przodem wozy i ciężary, aby w Dunajcu rzece uchodzącym przeprawy nie zatrudniały. Zaczekali, nim się wozy umknęły: poczęły chorągwie umykać, a potem kto rączego miał konia, umykał, nie mógł Hetman i Pólkownicy onych wstrzymać; zaczem Hetman opponując się Szwedom, ledwie nie zginął, bo go odstąpiło wojsko. Już, już co go Szwedzi mieli wziąść. Przypadłszy Budziński i Kochowski, autor kroniki, z odważniejszymi rycerzami, wydarli z rąk nieprzyjacielskich i onego uprowadzili; koń jego porażony poległ, ledwo mu drugiego poddali. Szwedzi też nie daleko pędzili, obawiając się zasadzki, kontenci, że pole otrzymali; za przeprawą poczęli się nasi wstrzymywać i zbierać, a nie uchodząc, lecz tylko umykając się do gromady. Pod Tarnowem Hetman zgromadził rozproszonych, nie wielką liczyli szkodę, oprócz konfuzyi że uszli; lecz tam stać było trudno, gdzie nie można było zwyciężyć, wozy, i ciężary uprowadzili. Król szwedzki rad, że wojsko polskie rozpłoszył, bo się tego obawiał, żeby nie dokuczało w oblężeniu Krakowa, dokąd zwycięzca powrócił. Tu za dobyciem stolicy i Królestwa polskiego cel największy zakładając, Wittenberg około porobiwszy approsze i szańce wysypawszy, przybliżał się do murów krakowskich, powracającego z tryumfem Króla witał, wreszcie wojenne muzyki grać kazawszy, potem z armat bijąc, do Krakowa wysłał z nowinami o zniesieniu do szczętu polskiego wojska. Kraków miasto oblewa Wisła, rozdwoiwszy się Kazimierz także obtacza; około rzeki pastwiska wyśmienite, a abrys miasta podobny do lutni, rynek w cyrkule mając; dalej jak szyja dwie ulice S. Jana, grodzka i kanoniczna. Zamek na skale wysokiej Wawel nazwanej, dołem Wisła płynie, prospekt daleko z zamku, dwa mury około miasta; 15* - 228 inszej fortyfikacyi niema podług dawnego Polaków humoru, że onych wszystkie rycerstwa bitwy w otwartem polu. Czarniecki, Kasztelan kijowski, odważny i szczęśliwy żołnierz, był Gubernatorem Krakowa, Fromhold Ludinghausen Wolff. Półk. nad gwardyą Króla Kazimierza, Mikołaj Gnoinski węgierskiej piechoty wwdztwa sandomirskiego był Półkownikiem, 3600 ludzi wojennych do obrony było. Mieszczan i akademików w Krakowie, dokąd i szlachta z województwa krakowskiego rejterowała się, było wiele; ochoczy i odważni do obrony mieszczanie z armat jako i z ręcznej broni strzelać przyuczeni dobrze. Król szwedzki, choć ufał wojsku swemu, lecz widział, że siła stracić musi ludzi, szturmem dobywając Krakowa. Bardziej gryzło go, że gdy do szturmu ordynuje wojsko, z pola tak wojsko rozpłoszone zebrawszy się, jako i szlachta, oraz Król Kazimierz z Senatorami do Szlązka umknąwszy, żeby z niemieckiemi sukkursami nie przybył, Ordy także 20,000 jakoby miało przychodzić, wieść przyszła; przytem Czarniecki, stary żołnierz, odważny, szczęśliwy nie rychło zda się, ani go szturmami ustraszyć; na to wszystko nie zważając, na los fortuny się spuścił, która jako go z początku piastowała, gdyby tak do końca statecznie dźwigała należycie, niezwyciężonym monarchą byłby, ile że Boska protekcya, chcąca mieć w prasie i mizeryi tak ciężkiej Królestwo polskie, póki nie wypełnią wyroków jego Boskich biedy narodu polskiego, dopuściła to prześladowanie Szwedów, dopomagając onych zamysłom. Od Kazimierza miasta, które Wisła dzieli od Krakowa, poczęli Szwedzi Kraków dobywać, bo te domy, które zostawili nasi dla ludzi przy bramie grodzkiej, nieprzyjaciel atakował i armaty na nie powciągał, także Stradom opanowawszy bez żadnej obrony, i klasztor bernardyński Szwedzi wzięli, zkąd do zamku strzelać zręcznie było i szturmować. Miasto zatem trwożyć się poczęło, że zapalone przedmieścia, wiatr do miasta płomień popędzał, z czego kościół wspaniały franciszkański z klasztorem pogorzał, ledwo bi - 229 skupi pałac obroniono; świątnice pańskie, pobożne klasztory to od Szwedów, to od naszych palono, ale najbardziej klasztor bernardyński bombami musieli spalić i zrujnować; bo ztamtąd srodze do zamku Szwedzi szturmowali i Czarnieckiego skoro tylko ujrzał z zamku Szwed, w twarz postrzelił; azatem wszystkich trwoga opanowała, rozumieli, że z tego postrzału umrze, a zostawszy bez głowy, wszystkim upadek jawny. Lecz Czarniecki w wieczór postrzelony, raniuteńko mury objeżdżał, prezentując się żołnierzom, w rynku mieszczanom, lubo mówić nie mógł, do odwagi osobą swą zachęcał, zkąd 400 młodzieży tak akademików, jako rzemieślników, zebrawszy się, do Czarnieckiego przyszli prosząc, aby onym strzelby i prochu z kulami dano, obowięzując się do upadłej miasta bronić. W dzień przeniesienia świętego Stanisława Czarniecki widząc ochotę studentów, tyleż żołnierzy z prezydium onym przydał i pozwolił wycieczkę uczynić na nieprzyjaciela. Krzysztof Wąsowicz, Półkownik dragoński, i Konstantyn Bylina, huzar, z pod chorągwi Króla Kazimierza, kommenderowali onych; wypadłszy z miasta, przy moście królewskim napadli na zwożących faszyny, wozy pogruchotali, Szwedów za rzekę przepędzili; znowu przez bramę świętego Mikołaja na kwaterę Wittenberga uderzyli, odpędzili tych, co miny kopali; trzy armaty z szańcu zepchnęli i zapały pozabijali, niemogąc onych uprowadzić i tak się ośmielili, z krzykiem i strzelaniem następując, że sam Król szwedzki w mieście Kazimierzu, w klasztorze Przenajświętszego Sakramentu mający kwaterę, na konia wpaść musiał, od obiadu porwawszy się, narzekając na officerów szwedzkich, uchodzących od następującej wycieczki; 100 natenczas Szwedów trupem położyli. Zginął tam z naszej strony Bylina, żołnierz odważny; także Cekwart, Kapitan od piechoty, tenże był inżynierem sławnym, i studentów kilku, którzy śmielej nad wszystkich stawali, nie wiedząc jeszcze, co boli. Kiedy wojska polskiego nie było na odsiecz Krakowu, bezpieczniej - 230 Szwedzi do murów miejskich strzelać poczęli i około do miasta szańcować się; już stanęły aprosze od bramy Nowej, do bramy świętego Mikołaja, od tej bramy aż do świętego Floryana szły, a ztąd przez Kleparz i na piaski do klasztoru Karmelitów rozciągały się; sławne tam cudami miejsce, a Szwydzi heretycką nogą profanowali; na kościół wpół spalony, windami armaty wciągali, a zważywszy, że onym miejsce nie pożyteczne, do tych czas ocalony klasztór, zapalili, pierwej zrabowawszy; ztamtąd do bramy świeckiej szturmowali. Czemu zabiegając kościół świętego Kazimierza, z klasztorem Reformatów, zrujnować nasi musieli; jednak choć zrujnowali kościół, nie mogli zabieżeć, aby się tam w obalinach nie ukrywali Szwedzi. Do dnia 1go Września nic Szwedzi nie opuścili, co do dobycia fortecy należy; dzień i noc z armat do murów strzelając i podkopując się pod mury; nasi wypadłszy z miasta, pod młynem królew. kim napadli na szaniec szwedzki w samo południe, gdzie popiłych, a drzymających Szwedów zastawszy wycięli. Na ten tumult Szwedzi wypadli, ratując swoich; nasi śmiało i tym odpór dają; zatem Kapitan szwedzki zaczął z naszym rozmawiać w te słowa: czy szalejecie Polacy, że wolicie ginąć, niżeli żyć z łaski naszej? prowiantów wam nie stanie, prezydyum codziennie ubywa, odważnych żołnierzy nie macie; czemuż nie zabiegacie upadkowi swemu, dufając szalonemu Czarnieckiemu, albo też rączce Wólfowi ocalenie miasta dajecie. Na co nasz replikował mu: dość mamy żywności w mieście , już dwa razy jadłem, mury mocne i trwałe, po drabinie przelazłem, wszędzie upatrując i zważając; wojennych i odważnych ludzi, że jest dosyć w Krakowie, doświadczycie, tylko szturm przypuście, czemu tchorzostwem bawiąc się, daremno leżycie? Rozgniewany Szwed chciał się z Polakiem wybić, którego Polak z pistoletu zabił i chciał mu szpadę i inną broń odebrać, ale drudzy nadbiegli, chcąc go pognębić; zwyciężywszy jednego, umknął się. Dnia 7 Paźdiernika Król szwedzki nie chcąc darmo czasu tracić, ani krwi ludzi swych niepotrzebnie rozlewać, wyprawił - 231 trębacza do miasta z ostatnią rezolucyą, jeżeli się nie zechcą poddać; na co nie zważali na ten czas nasi. Odpisał Czarniecki: na wojnie zrosłem, a między armat hukiem posiwiałem, ani teraz obawiam się onych impetu, a jak zważam, już i chłopcy przywykli do nich w mieście, kule zbierając i do mnie przynosząc, abym wzajemnie niemi szwedzkie poczęstował wojsko. Wkrótce potem przybył od Oxenstirny, kanclerza, z listem, z perswazyą pisanym drugi, który pośród rynku zgromadziwszy żołnierzy, na prezidium będących i mieszczan zbrojnych, Czarniecki kazał czytać w te słowa: Dotychczas gubernatorze, co mógłeś w tem mieście, ukazałeś; widzieli cię Szwedzi bijącego się; w polu, za walami i fossami, tejże śmiałości twej doznali; lecz przestań, ucz się mniej ażardować, bo cnota w pośrodku stoi: Król wasz z Polski umknął się, wojsko polskie zniesione, prowincye zdały się Szwedom; ty jeden tylko Czarniecki chcesz zwojować nas, dość raz i drugi oponować się tym, którzyć folgowali, dość przeciwko sławnemu i potężnemu Królowi, oponując się, masz sławy; więcej pogardzać łaskawość tego pana, jestto bezrozumna akcya; jako chcesz, unikaj naszych kul, odpędzaj szturmy, nie dbaj na sztuki artyleryi, będziesz krew rozlewał, stracisz szlachtę, wygubisz żołnierzy i mieszczan, nastąpi na cię głód, azatem i powietrze, to, co teraz cnocie twojej przypisują, natenczas uporem nazwą; zważaj na czas, a tych, których łaskawością Króla najlepszego ocalić możesz, nie narażaj na ostatnią zgubę, nad którymi masz kommęndę. Król Kazimierz ratować onych tobie polecił, nie zgubić; miasta bronić, nie do upadku przywieść; zaczem, gdy nie możesz obronić się mocą, wczesną kapitulacyą ratuj, a miasto, zamek i tak wiele ludzi twej opiece powierzonych, w całości zwycięzcy, Królowi oddaj. Po przeczytaniu listu tego, trębacza odprawił z miasta, nie odpisując; gdy z armat zewsząd prażyć poczęli Szwedzi, musiał obiedz naokół, jeśli gdzie niemasz szturmu, najmniejszą rzecz upatrując. Już drugi miesiąc Kraków był w oblężeniu. Dowiedział się Czarniecki, że naokół trojakie - 232 aprosze Szwedzi porobili, zkąd mieszczanie lada dzień spodziewali się szturmu od Szwedów, i Czarnieckiemu perswadowali, aby nie czekał dobycia szturmem; a Króla szwedzkiego ofiarującego klemencyą nie irrytował, bo tych, których obronę ma sobie powierzoną, zgubiwszy, ścisły Bogu odda rachunek. Byli niektórzy w mieście, których Czarniecki używał do rady, jakoto: Szymon Starowolski, kanonik i surrogator krakowski; Alexander Płaza, starosta rabsztyński, wielkorządzca krakowski; Jan Klemens Branicki, starosta chęciński; Krzysztof Rupniowski, wojski krakowski, kommendant zamku krakowskiego podług prawa i wielu szlachty, którzy z województwa krakowskiego do miasta z żonami i dziećmi rejterowali się, z którymi gdy Czarniecki radzić zaczął, przybyli delegowani od magistratu krakowskiego, upraszając Czarnieckiego, aby radził o nich, gdyż więcej znieść nie mogą oblężenia, ile gdy Król szwedzki ofiaruje klemencyą stółecznemu miastu korony polskiej. Przydawali, czego onym nie stanie; pożywienia i pieniędzy już nie mają, bo ludzie garnizonowi wielkie eksakcye czynili, a w nocy grassujące hultajstwo na domy nachodziło, sklepy odbijało i różne towary i dostatki rabując, więcej dokuczyło, niż nieprzyjaciel atakujący; a trafiło się, że jeden duchowny zacnego urodzenia, zebrawszy tych hultajów, kilka kramów odbił i porabował; konsystorz natenczas nie sądził się, jednak uprosili Czarnieckiego duchowni, aby kazał go złapać i z hultajami uchwycony, w więzieniu siedział, a dwóch pryncypałów z hultajstwa kazano obwiesić dla postrachu. W mieście choć ruiny murów ustawnie reperowali, poszło echo, że chce się poddać Szwedowi Gubernator Czarniecki; lubo miał od Kazimierza Króla 2 listy, w których sukkurs obiecuje za przybyciem Leszczyńskiego, Wojewody łęczyckiego, jako posła do traktatu z Królem szwedzkim; wyrozumiał, iż Król w Opolu rezyduje; tudzież, iż Chmielnicki Potockiego, hetmana w. kor. z dywizyą onego rozpłoszył, a posłowie od wojska komputowego, do Króla szwedzkiego przybyli, traktując o poddanie się. Rezolwował się do Króla szwedzkiego - 233 dać respons na list przeszły w ten sens: Już to drugi miesiąc kończy się, jako obiegłszy WKMść stołeczne miasto Rzpltej Kraków, doświadczasz, jaka szczęścia twojego i naszej stateczności siła. Wytrzymując WKMci dla sławy takowe ponosisz trudy: my ojczyzny naszej bronimy, która nas do tej rezolucyi przymusza, abyśmy dla miłości onej, ostatnie tchnienie w obronie położyli; co WKMść z wojskami swemi do dzisiejszego dnia nad nami wymódz nie mógłeś, to listem swym pełnym klemencyi w sercach naszych sprawiłeś, obiecując nam z nieprzyjaciela łaskę i protekcyą swoją. Dufając tedy łaskawej deklaracyi pańskiej, upraszamy o fryszt odezwania się do Króla naszego Kazimierza; a otrzymawszy rezolucyą od niego, zdamy się na WKMśći łaskawą protekcyą; weźmiesz WKMość nie jako nieprzyjaciel stółeczne Rzpltej miasto, ale jako krewny Króla naszego. Dostawszy Król szwedzki taki list, srodze był wesół; wyprawił Kommisarzów do traktowania, dla spisania kapitulacyi, którzy 8 dni czasu od Króla szwedzkiego przynieśli, dla odebrania rezolucyi od Króla Kazimierza; jednak zagrzewali broniących się, aby czemprędzej traktowali, a sami nad sobą mając kompassyą, z tego więzienia uwolnili się i Szwedów od straży sfolgowali. Czarniecki z drugimi naradziwszy się, odpowiedział; że gotowi jesteśmy zdać się, byle WKMść nam nasze prawa utwierdził i bezpieczną dał klemencyi swojej kaucyą. I to skrycie traktowali, żeby żołnierze i pospólstwo dowiedziawszy się o traktatach poddania się, nie ustali w całości straży należytej. Turbowało się miasto, że nie ma wiadomości o rezolucyi starszyzny, czy myślą kapitulować z Królem szwedzkim który co raz przyciskał oblężeniem cięższem miasto. Od Króla Kazimierza zdesperowali o sukkursie; wszystka Polska już się zdała Szwedowi, tylko jedno miasto Kraków na zgubę swoję tak uporczywie opiera się. Ustawnie różnych instancye dokuczały Czarnieckiemu, który prezydentów miasta, duchowieństwo, szlachtę, oficerów żołnierskich do zamku zebrawszy, pytał się zgodnej rezolucyi: czy bronić się do - 234 upadłej, czy zdać się? Wszyscy jednostajnie prosili Czarnieckiego , aby się starał o kapitulacyą z Królem szwedzkim. Zaczem Czarniecki najpierwej duchownych obligował, ażeby od siebie wysadzili do traktatów dla obrony wiary ś. Posłał Czarniecki do Króla szwedzkiego, upraszając na piśmie o traktujących do kapitulacyi. Zaraz Król szwedzki przysłał. Czarniecki wyprawił Fromholda Wolfa, Starostę dynaburskiego, Jana Branickiego, Starostę chęcińskiego i Alexandra Płazę, Wielkorządcę krakowskiego, delegatów do traktatu. U Wittenberga zasiedli na traktatach, około rycerstwo szwedzkie stało; zaczem jako ustanowiono zdania się artykuły, Król szwedzki one zaraz approbował, sam wymówiwszy te słowa: o cokolwiek prosicie, na wszystko pozwalam, tylko bądźcie mi życzliwi i wierni kapitulacyi. Artykuły takowe stanęły: 1)       Wiara katolicka rzymska i onej wolne Używanie i obrzędy starodawne kościelne, jako przedtem w Polsce były, tak i teraz mają zostawać w tym samym walorze, tak w Krakowie jako i po całej Polsce, z tym dokładem, aby ci, którzy tej wiary są, wierni i życzliwi byli Królowi szwedzkiemu. Kościoły, zgromadzenia, zakony, klasztory, szkoły, szpitale i wszystkie duchowne dobra ruchome i nieruchome od wszelkich ciężarów żołnierskich będą wolne, tylko do kontrybucyi publicznych jako i przedtem płacili , należeć będą osoby duchowne, tak zakonnicy jako i mniszki, tudzież świeccy. Księża, byle spokojnie żyli i posłuszni byli, wszystkie swoje prerogatywy, prawa, swobody i wolności zachowane mieć będą, i dóbr swych spokojne i dobrowolne używanie Król Jmć szwedzki onym waruje. 2)       Gubernator miasta i zamku, Pułkownicy i inni Oficerowie, żołnierze, burgrabiowie i wszystka szlachta będąca w oblężeniu w mieście Krakowa, dokąd zechcą, wolno onym będzie odjechać ze wszystkiemi - 235 onych dobrami i substancyą, tudzież używaniem honoru i preminencyi. 3)      Księgi publiczne, instrumenta, prawa, monumenta, zapisy, tak ziemskie, jako i grodzkie, a osobliwie kościelne, w całości nie naruszone być mają. Sądy, juryzdykcye, urzędy jakiejkolwiek godności i stopnia, przez publiczne innotescencye sprawy sądzić, podług dawnych zwyczajów dekreta egzekwować, sądy limitować, one reassumować wolni będą. 4)      Ktokolwiek z miasta tego i królestwa zechce gdzie indziej przenieść się, wolno temu będzie wszystkie dobra leżące ruchome sprzedać, alienować i przeprowadzić podług upodobania swego. 5)      Kraków z swoim magistratem, pospólstwem, w cyrkumferencyi swojej starodawnej będące, wszystkich starodawnych przywilejów i wolności, jako przedtem używać i onemi szczycić się będzie. 6)      Akademia krakowska podług dawnych praw i prerogatyw przez konstytucye sejmowe utwierdzonych, z wolnem dóbr używaniem i prowentów wybieraniem, bez wszelkiej przeszkody konserwuje się przy wolności. 7)      JWielmożny Stefan Czarniecki na Czarnce, Kasztelan kijowski, zamku i miasta Krakowa Gubernator, także Fromhold Wolf, Starosta dynaburski z inszymi Pułkownikami, Kapitanami, Porucznikami, z chorągwiami rozciągnionemi, z strzelbą nabitą, lontami zapalonemi, z wolnem w bębny i kotły biciem wynidą z miasta, gdzie byli na prezydium, ze 12 armat różnych, którym na wyżywienie Król JM. szwedzki daje królewszczyzny nad granicą szlązką leżące i tam przez dwa miesiące onych używać mają, nie podnosząc przez ten czas ręki przeciwko Króla JM. szwedzkiego. 8)      Króla JM. polskiego dworskim, Konsyliarzom, Ministrom wolno do pana swego powrócić, i wolny prze - 236 jazd pozwala się, byle zdrady jakiej nieknowali; wozy także i ciężary żołnierskie bez żadnego zatrudnienia, zatrzymania, na miejsce bezpieczne wolno przepro wadzić. 9) Więźnie szwedzcy, siła onych być może w mieście, sprawiedliwie bez okupu mają byc uwolnieni. Vice versa Król JM. szwedzki, siła ma Polaków w wię zieniu, choć z sowitością uwolnić deklaruje. 10)      Archiwa królestwa, czy to rachunki skarbowe, czyli ekonomiczne z prowentów królewskich, szczerze, nic utajając, Kommisarzom Króla JM. szwedzkiego mają być wydane. 11)      Armaty, moździerze i ammunicye wojenne, i co onych do zamku i miasta należy, prowianty i magazyny na miejscu swem zostać mają i powinne będą. 12) Waruje się też; aby JMpan Gubernator żadnej zdrady nie uczynił, ani zastawił, aby dał Poruczników, iż min nie zasadził w zamku lub mieście na zgubę szwedzką. Te kondycye poddania miasta Krakowa z zamkiem przez delegowanych Kommisarzów od Czarnieckiego u Generała Wittenberga umówione r. 1655 d. 7. Października. Przysłał zatem Król szwedzki Szlipenbacha młodszego w zastaw, aby Czarniecki bezpiecznie mógł przybyć do niego. Lecz Czarniecki nie potrzebując zastawy, słowu królewskiemu dufał, mając to sobie za honor pokłonić się Królowi zwycięzcy. Nazajutrz tenże Szlipenbach przybył do zamku, a obejrzawszy pokoje królewskie, Kustoszowi koronnemu, Księdzu Miaskowskiemu rozkazał imieniem królewskiem, aby do skarbu otworzył; ten odpowiedział: że kluczy nie ma; Lubomierski Marszalek w. koronny zabrawszy korony i insignia i inne klejnoty zamknął i klucze z sobą wziął. Zaczem ślósarzy zawoławszy, kazał skarb otworzyć, gdzie nie znaleziono nic drogiego tylko starożytności, monumenta, skrypta, przywileje, i dokumenta. W dzień świętej Łucyi bramę grodzką i poboczną Szwe - 237 dzi opanowali, zatem z miasta stare prezydium wychodziło. Mieszczanie zaś zwiesili nos, zważając, co też będzie za nowem panowaniem; wychodził Wolff, rozwinąwszy chorągwie, flinty i dzidy, na ramieniu nieśli piechurowie, muzyki grały i w bębny bili; żołnierze żywość i trzeźwość pokazując, z Szwedami żartowali; za nim Gąsiewski, Pułkownik hajduków województwa sandomirskiego maszerował, niosąc strzelbę w borsukowych pokrowcach; potem 13 chorągwi dragonii konnej, w kommendzie Pułkownika Krzysztofa Wąsowicza i Jana Tetwina; dawnyto Czarnieckiego żołnierz, w różnych bitwach wyćwiczony; na odwodzie 600 huzarów, za którymi Czarniecki, Gubernator, w pąsowej delii po arabsku ubrany, na sprawnym rumaku siedział, do rozdania kommendy gotów. W obozie szwedzkim pokłonił się Karólowi Królowi, którego Król do karety ze sobą wziął i na bankiet zaprosiwszy, z honorem odpuścił; Czarniecki zaś nie mógł wychwalić się wojsk szwedzkich. Chwalili Czarnieckiego Szwedzi i nasi wiele mu przypisywali, wielu zaś szczypali honor jego: żołnierze skarzyli się na niego, że skąpo rozdawał żywność, chod onej było podostatku, ztąd porywając u mieszczan, żywili się; wiele śreber z kościołów i klasztorów na potrzeby w oblężeniu pożyczonych zabrał, kazawszy one mincarzowi na pieniądze przebić i do swojej szkatuły schował, nie słusznie dla siebie uzurpując, a żołnierzowi mało co dostało się, który krew swą lał za ojczyznę, w obronie miasta. Szlachta i mieszczanie przypisywali Czarnieckiemu, iż żołnierze i grassanci kramy miejskie i sklepy żydowskie odbijając, za półszosta miliona rzeczy różnych zrabowali, których karząc i sądząc, siła Czarnieckiemu dostało się; wziął też od Króla szwedzkiego podarunki bogate, znaczne summy, a za to potem sowicie miastu kazano płacić. Ale to zazdrość wymyślała, chcąc godnego i szczęśliwego Wodza podać w nienawiść. Po wyjściu Polaków z miasta, Wittenberg piechoty szwedzkie ciemnym wieczorem wprowadził, żeby ludzie, wiele onych było, niewiedzieli. Zatem Karól Król do zamku pry - 238 watnie wjechał , przyjmowany nie żywą ochotą, bo miedzy dwoma Królami szwedzkim i polskim, na zadnie koła siła oglądało się. Heretycy najbardziej cieszyli się, a mianowicie Aryanie, których w Podgórzu była wielka moc, a ci z Kalwinami nie zgadzając się, a Katolików cale nienawidząc w tern tylko zgadzając się z pierwszymi, że zarówno na rzymskich Katolików biją. Wydali Aryanie panegiryk Karólowi, Królowi szwedzkiemu przypisując, w Lesznie wydrukowany. Tytuł taki: „Karólowi, Królowi szwedzkiemu, gockiemu, wandalskiemn; Królowi zwycięzcy sarmackiemu, bez rozlania krwi i dokąd przyszedł uwolnicielowi pobożnemu, szczęśliwemu, niezwyciężonemu, utrapionym na pocieszenie, Królom na przykład urodzonemu etc. etc." Ci Aryanie, albo Anababtystowie, ze szlachty polskiej zebrani byli, nie wiedzieli, że Karól Król szwedzki, tak Katolików, jako i Anababtystów nienawidzi. W zamku krakowskim rezydował Karól Król; wizytował kościół katedralny świętego Stanisława, z ciekawości nie z nabożeństwa, którego Starowolski, Kanonik prowadził, ukazując monumenta starożytne, najbardziej Królów polskich, każdego wyrażając chwalebne czyny. Gdy przyśli do nagrobku Władysława Łokietka, powiedział, że ten Krół wypędzony trzy razy, sam odszukał królestwo; Król szwedzki replikował: ale Kazimierz raz wypędzony, nie będzie mógł królestwa opuszczonego odzyskać. Starowolski, Kanonik, odpowiedział: któż to wie? Bóg jest wszechmogący, a i fortuna niestateczna jest. Odpowiedzią tą zmięszany Król, więcej Starowolskiego nie pytał się, w kościele chodził odkrywszy głowę, a co Starowolski opowiadał, cierpliwie słuchał. Podczas dobycia Krakowa, przybył Adam Brochowski, Kasztelan sochaczewski poseł od Króla Kazimierza, do pokoju zakończenia z Szwedem, jako sam żądał; dana mu audyencya; ekskuzował się, że nie rychło przybył dla niebezpieczeństwa drogi podczas tej wojny, a potem tak perorował. Czego się spodziewać mamy, kiedy tylko zniszczenie i pustynie wojnę zakończą? myli się każdy, który tak wiel - 239 kie państwo odziedziczyć spodziewa się, albowiem tak wielu konkurentów nie mile patrzą na jednego fortunę, każdyby chciał na swoję stronę fortunę w koło przeciągnąć. Obejrzyj się WKMść: dwa cesarstwa, niemieckie i tureckie, trzecie moskiewskie sobie usurpują. Moskal i ten wielką część państwa naszego przez okrutne krwi wylanie przywłaszczył sobie; a morskie potencye co robić będą? czy pozwolą tak sztrasznej potencyi w, górę podnosić się spokojnie? Podobno podług zwykłego chrześcianstwa pomiarkowania na szali równości WKMść zechcą wstrzymać. Niech mi się godzi miłościwy Królu prawdę wymówić: jaką teraz fortuną i potencyą strasznym jesteś, tak u twych emulantów w ustawnem jesteś podejrzeniu, dziennie i nocnie szukających i życzących tobie upadku. Jeżeli my zginiemy, i ty w strachu będziesz; tej wiktoryi koniec będzie, że cię zysk zwycięztw twoich zgubi; ani się na tem zasadzaj, żeś naród polski, sławny przedtem w bojach, za dyspozycyą Boga najwyższego opanował; następujące wieki opowiadać będą, iż Polaków roztargnionych różnemi wojnami, spracowanych, od wielu nieprzyjaciół ogarnionych, niespodziewających się wojny szwedzkiej, z nienacka napadłeś." „Bóg wszechmogący, Pan wszystkich wojsk, tak w małej garstce, jako i w licznych wojskach ratuje ludzi. Mars obosieczny, fortuna niestała rzeczy ludzkich igrzyska nauczają; moment jeden na wysokim tronie siedzącym, upadkiem na ziemi grozi. Jeżeli chcesz mieć łaskawą fortunę, miarkuj ją bo i wielkie okręty prędzej utopisz, niżeli skierujesz one; na ostatek, gdy wszystkich nie możesz podbić, czemu onych przyjaciołmi nie robisz? Polacy z natury mają, że są panom wierni, zdradą brzydzą się; zaczem onych zrób sobie skolligowanych, nie niewolników; w pomyślnych rzeczach ozdobą twoją być mogą, w przeciwnościach zaś może się na nich wszystkiemu na nieprzyjacielu wystarczyć. Tego wyglądają od WKMci posłowie Rzpltej, przed którymi ja do WKMci przybyłem: każ WKMść armistycyum obwołać, przepuszczając krwi chrześciańskiej, której panowie pobożni bar - 240 dzo strzegą się rozlewać; jeżeli w Krakowie WKMośc naznaczysz miejsce do traktatów i tu przybędą." Słuchał Król szwedzki cierpliwie mówiącego posła, przy assystencyi zacnych kawalerów; potem na deliberacyą wziął to sobie. Na trzecim dniu taki respons posłowi dał: nie trzeba armistycum obwoływać, niech Król Kazimierz abdykuje królestwo polskie, a uzna mię za zwycięzcę, a ja starać się będę, jakbym kolligata swego podług godności jego królewskiej mógł w bezpieczeństwie i pokoju konserwować. Zatem łaskawie rozmówił się z Brochowskim i selennie kazał częstować, dwa razy od stołu swego za zdrowie Króla Kazimierza pełny kielich przepijając, posyłał; jako zwyczajem jest w szczęściu weselić się i żartować. Już o pokoju nie myślał, opanowawszy całą Polskę, wyniosły w szczęściu animusz; myśl zatopiona w wojnie nie dała się mu miarkować, z tą do różnych monarchów rozpisał, co, jak i siła dokazał. Do Cesarza chrześciańskiego pisał w te słowa: „Rozumiem, że waszej cesarskiej Mości rezydujący musiał oznajmić, teraz zaś WCMść oznajmuję; iż Bóg sprawiedliwej sprawie poszczęścił na wielu miejscach otwartych bojem. Zniósłem Polaków, opanowałem państwo, wypędziłem z granic Króla, dobyłem stolicy, i całą Sarmacyą podbiłem. Zapraszam tedy W. C. Mość do szczęśliwości tej części, według prawa szczerej przyjaźni, który przyjaciół swoich upadku żałujesz, a cieszysz się z pomyślnych ich fortun; ze szczęściem tedy zostałem blizkim W. C. Mości sąsiadem, nic więcej nie życząc, jako różnemi i dawnemi traktatami zligowane królestwa polskiego granice z W. C. Mcią statecznie w przyjaźni utrzymywać, obiecując to sobie po W. C. Mci, że wzajemnie w pokoju i przyjaźni zostawać ze mną zechcesz. Dan w Kazimirzu pod Krakowem dnia 12 Października r. 1655. Dyssymulował Cesarz żal, który miał z nieszczęścia kolligata swego Kazimierza, Króla, niewinnie z państwa wypędzonego , oraz nie bardzo kontent był z takiej blizkości i fortunnych sukcessów Szweda, albowiem z Kazimierzem - 241 jako kolligatem spokojnie żył, a Szwed niedawno od państwa rzymskiego Bremę i inne miejsca wydarł, niepewny przyjaciel i niemiły sąsiad był. Odpisał Cesarz politycznie, nie chwaląc prześladowania Polaków, gdyż te kollizye monarchów europejskich przynoszą chrześciaństwu upadek, a Turków cieszą. Ofiarował medyacyą między Polakami a Szwedem, jako Cesarz chrześciański. Opanowawszy miasto i zamek Kraków, innych miast fortece i zamki za przybyciem Duglassa z wojskiem Szwedzi dobywali. Jakób Wilkoński przez akkord poddał zamek lanckoroński, nie tak uląkłszy się Szwedów, jak, że pan jego Michał Zebrzydowski, Miecznik koronny, aby Szwedzi Kalwaryi od antecessorów jego ufundowanej zirrytowani nie zrabowali, kazał poddać się prezydium. Wsadzono do tego zamku dwieście Szwedów w kommendzie Burchalsen i ta forteca przydała się Szwedom na uśmierzenie rozbójników goralów, a jaką sztuką nazad Polacy tę fortecę odebrali, potem okaże się. Tenczyn, Konigsmarg młodszy attakował, który z pierwsza odważnie bronił się, nakoniec poddał się przez akkord, ale Szwed nie dotrzymawszy akkordu, wyciął siła ludzi niewinnych i Jana Dziuli Kapitana od piechoty i innych dysarmowawszy, tak mężczyzny jako i niewiasty do koszuli zrabował. Zamki Ojcowski, Niepołomicki, Pieskowa skała, Ogrodziniecki i Pilecki podobywali Szwedzi, zrabowawszy sławny skarbiec i bogaty Stanisława Warszyckiego, Kasztelana krakowskiego, który przez tę wojnę z ojczyzny nie uchodząc onej bronił, kiedy inni panowie i Senatorowie to do Węgier, to do Szląska, to do Gdańska pouchodzili wcześnie. Prymas Leszczyński w Nisie rezydował i do Głogowa przejeżdżając się, Królowi Kazimierzowi radą był i kompanem wygnania. Insi biskupi różnie porozbiegali się, pasterze opuścili owieczki. Król szwedzki nie tak z dobycia miast cieszył się, jak 16* - 242 raczej z wojska komputowego do siebie przeciągnionego, o które się starał, mieniąc iż Polska wszystka wtenczas będzie w moich pazurach, kiedy jej wojsko do mnie przystąpi, wtenczas choćby który chciał rebellizować i głowę podnosić, Polaków polskiem wojskiem przyciśnie. Życzyli i sami do Króla szwedzkiego przystąpić, wysyłając różnych na wywiedzenie się, jako Prackiego, o którym wyżej namieniłem, tak i drugich; oświadczali się, iż dotychczas jako mogli wstrzymywali szwedzką potencyą, Moskwie ile mogli odpór dawali, Kozakom się opierali; teraz nie mając Króla w ojczyźnie, przy kim i z kim oponować się będą, czym się sustentowac, dokąd się przytulić, a choćby Król i powrócił, ten na nas Tatarów związek zaciągnąćby chciał, żebyśmy mu bez pieniędzy służyli; lepiej Królowi szwedzkiemu się zdać, który zasług nam obiecuje zapłacić, nagrody i akommodacye, osobliwie deklaracye, mając tak wiele dóbr po zbiegłych panach i Biskupach, nic go to nie kosztuje, a nam będzie profit, a do tego pan wojenny, srodze lubi żołnierza, akomodować nas ustawnie będzie, przy jego potencyi i tryumfach i nam bezpieczne będzie przytulenie i wytchnienie. Już czwarty raz Król do wojska komputowego przysłał, aby do niego przystąpili; obrali posłów: Stanisława Wyżyckiego, Podstolego nowogrodzkiego i Samuela Karskiego, Poruczuika, którzy wymawiali się obrzydłej tej funkcyi; jednak proźbą, hurmem onych obstąpiwszy, do tego nakłonili, uczyniwszy prekustodyą, iż przodków swoich idąc śladem, nie odstępują Króla, ale opuszczeni będąc od niego, a nie wiedząc, dokąd się udać, bo z jednej strony tyraństwem sroży się Moskal, a z drugiej kozacka rebellia Ruś w popiół obróciła; Szwedzi, lubo nieprzyjaciołami są, jednakże miłosiernie z ludźmi postępują; zaczem ze złego obierając, wolimy do Szweda przystąpić, pana łaskawego i miłosiernego. Przystępując do Szweda, trzeba nam wiarę świętą, swobody, prawa i prerogatywy szlacheckie obwarować przez traktaty z nim, na które gdy zezwoli, na cóż się wzdrygać jego protekcyi? Dali posłom do traktatu punkta takie: - 243 1)      Wiara święta katolicka, podług rzymskiego starego obrządku, ma w Polsce bydź wolna. 2)      Wolności staropolskiej krwią przodków naszych nabyte, w całości nienaruszenie mają być zachowane. 3)      Dobra ziemskie od kontrybucyi żołnierskich mają byc uwolnione, jako z dawien dawna zachowuje się w Polsce. 4)      O życie lub honor szlachecki, aby w trybunale lub grodach, podług osiadłości każdego osądzono. 5)      Wojsku komputowemu aby zasługi zaległe Król szwedzki zapłacił, któremu aby żołnierze do służby nie przysięgli, dopóki żyją, ale trybem dawnym od kampanii do kampanii. 6)      Prowincye, które Moskal i Kozacy posiedli, aby Król szwedzki starał się rekuperować, a rekupowawszy, do Rzpltej przyłączył. 7)      Godności i urzędy, aby tubylcom osiadłym i zasłużonym Król szwedzki rozdawał etc. etc. O co posłów obligowali, aby się starali u Króla szwedzkiego sprawić i osobliwe dyploma na konfirmacyą tych traktatów wyjednali. Jeszcze Król był pod Krakowem, trzymając Kraków w oblężeniu, jako tę komputowych delegacyą ogłoszono Królowi. Po wzięciu Krakowa, gdy się wszystkie dywizye wojska koronnego złączyły i zebrały, do związku w Nowem mieście zebrawszy koło rycerskie, posłów wyżej pomienionych do Króla Karóla wyprawili, których wdzięcznie przyjął i na kondycye wyżej pomienione pozwoliwszy, one konfirmował, przez wydane dyploma i sam do Korczyna dla obejrzenia wojska przybył, przeciwko któremu starszyzna wyjechała, witając go jako pana swego. Tym przykładem idąc i wojsko litewskie, Szwedowi się poddało, upraszając Króla szwedzkiego, aby Litwę, przeciw Moskwie bronił, a przedtem Magnus de la Garde, Gubernator inflantcki, wszystkich sposobów używał, namawiając onych, aby się szwedzkiemu Królowi poddali; nie mógł nic wskórać, bo między Hetmanami nieśmiertelna niezgoda trwała; 16* - 244 Książę Radziwiłł hardy i nieprzystępny, nieprzyjaciel ojczyzny, za zbory zrujnowane i wiary kalwińskiej prześladowanie, nie miał też miru u panów, szlachty i rycerstwa. Wincenty Gąsiewski Hetman polny i Podskarbi wielki litewski, zawsze przeciwny był Radziwiłłowi, dlatego protekcyi szwedzkiej Litwa niechciała, lubo do przyjęcia onej katolicy, to jest Biskup żmudzki, Mikołaj Korf, Wojewoda weńdeński, namawiali Litwę. Wysadzeni byli od Szwedów do tych traktatów: Gustaw Adolf Hrabia Lewenhaupt, Marszałek polny, i Benedykt Skitte Baron na Duderhofie, rewelski Gubernator, z którymi panowie litewscy w Kiejdanach, które Radziwiłł Lajodunum nazywał, chcąc starożytność swemu miastu przypisać, za powodem wojska koronnego, żeby się i litewskie nakłoniło, i panowie litewscy dnia 10go Sierpnia protekcyą Króla szwedzkiego Karola Gustawa przyjęli przeciwko Moskalowi, warowawszy wiary świętej katolickiej rzymskiej swobodne używanie i prerogatywy, wolności narodu litewskiego równym losem z Polakami złączonego; tak że do najwyższego stopnia fortuna Króla Karóla przyszła, że wyżej postąpić nie mógł, kiedy 36,000 wojska polskiego i litewskiego komput był, jeżeli w otwartem polu batalią dać komu? szwedzkie piechoty i rajtarye łamać nieprzyjaciela, polskie wojska, szyki rozrywać i dobijać uciekającego nieprzyjaciela; żołnierz doskonały, przytem armat co nie miara i innych ammunicyi, inżenierów podostatku, oprócz szlachty i rycerstwa w różnych bojach podczas wojny niemieckiej wyćwiczonych Szwedów. Miał Król Karól Gustaw przy boku swoim dziewięciu rzymskiego cesarstwa Książąt: anhalskiego, heskiego etc, 13 Margrabiów, siła Hrabiów, Półkowników, Generałów, starych żołnierzy, aparatów wojennych nazbyt; miała się czego lękać Europa, a najbardziej blizka Morawia i Austrya, z nieszczęścia polskiego żałośny przykład miała. Paweł Wirtz Gubernatorem Krakowa, Benedykt Oxenstyerna Warszawy; Duglas Sanu i Wisły pilnował. Wittemberg gen. w Krakowie, chorował, na miejscu jego piechoty kommenderował Karól, Margrabia badeński, jazdę kommen - 245 derował Sulcbach, Hrabia Palatinus Renu, pod nim Generał był Eberhard, Hrabia Totty. Officyalistów, Półkowników polskich, wojsko, niemal wszystkich akomodował, różnemi sposobami przychęcając do siebie; każdemu łatwy przystęp do konfidencyi zabieranie się, podufałe rozmowy pospołu jedząc i pijąc, każdemu wmawiał miłość ku sobie; choćby który był zakamieniałego serca, toby go zmiękczył i zdewinkował. Przed Polakami czynił relacyą, że o wojnie tureckiej myśli; radził się, jakimby to sposobem, wypytywał się o drogach, o siłach tureckich, bitności; z Senatorami i z statystami konferował o trybunale, sejmach i innych obradach Rzpltej; do kościołów chodził, obrazom przypatrywał się, duchowieństwo szanował, w krzywdach onych surowo karał, a wszystko to czynił dla pozoru i ostentacyi. Do Warszawy przybywszy, w Ujazdowie w pałacu z najpierwszymi szwedzkimi Dygnitarzami i Ministrami radził się: czy podług zwyczajów polskich złożyć stanom Rzpltej sejm, czyli tez dawszy pokój tym obradom, zwycięzkie laury do prowincyi pruskiej przenieść miał? Radzili Ministrowie pierwej sejmem i innemi obradami ułagodzić Polaków, a swoje panowanie ugruntować pokojem. Wydał był uniwersały do województw, ziem i powiatów, wzywając onych na sejm do Warszawy, na dzień 31 Października. Potem tego zaniechawszy, do Prus spieszył się, gdzie mu kraj pieniężny, ludny, fortec siła, także miasta niemieckie zachwalono. A do tego przyszła wiadomość, że stany prowincyi pruskiej uczyniły ligę z Elektorem brandenburskim, mającym w tychże Prusiech swoje księstwo, i poprzysięgli konfederacyą, do upadku jedna drugiej prowincyi bronić. Tej konfederacyi Fryderyka Wilhelma, Kurfirsta brandenburskiego, Księcia pruskiego obrali za głowę, albo generalissimum; pod jego kommendą był Jakób Wejher, Wojewoda malborski; przydano onym do Rady konsyliarzów, a tę radę nazwali dyrektoryum pruskie. W tej konfederacyi warowali, że niema - 246 żadnego praejudicium władzy Króla Kazimierza czynić przeznaczona liga, jako tylko dla obrony Prus ustanowiona, żadnej partyi nie wolno było bez drugiej czynić pokoju, armistycyum i neutralności, ale jedna drugą ratować obowiązały się i wojska swoje złączyły. Miasta wojskami Kurfirsta brandenburskiego osadzone, podatki na zapłatę uchwalone, przydawszy kaucyą taką, że po uczynieniu pokoju, mają prezydia z zamków być wyprowadzone; do tej konfederacyi Biskupi warmiński i chełmiński przystąpili i onę podpisali, warowawszy bezpieczeństwo wiary świętej katolickiej. Ta konfederacya 40 artykułów miała, w Ryńsku uczyniona roku 1655go 12go Listopada. Dawszy między siebie osobliwsze obowiązki, że ani Brandenburczyk stanów pruskich, ani stany pruskie Bradenburczyka nie odstąpią, aż pokój wcale ustanowi się. Ta konfederacya dobrze ustanowiona, mądrze rozporządzona, z początku pomyślny sukces miała; potem się rozchwiała, jako się poniżej wyrazi. Jeszcze Karól Gustaw z Warszawy nie ruszył się do Prus, bo różne rady miał z Ministrani swymi szwedzkimi, jakoby monarchią swoję w Polsce ugruntować mógł. Jeszcze nie zupełnie zakończył wojny, przybyli gdy Posłowie angielscy, moskiewscy, hollenderscy i kozaccy, winszując szczęścia tego i opanowania Polski. Po wysłuchanych poselstwach bankiety i wesołości nastąpiły. Król Polaków nadewszystkich karessował, na tańce, komedye i inne igrzyska onych wzywając i z nimi samymi zabawiając się, opuściwszy Szwedów o co Szwedzi będąc markotnymi, zazdrościli Polakom tej konfidencyi; lecz zrozumieli, dla czego to dzieje się, dyssymulowali; zaczem Karól Król dłużej tu zabawił się, niż myśli!, i wojsko z obu stron Wisły musiało się rozłożyć. Racyą zabawienia się Król udawał, że czekał Duglasa i Millera, jednego nad piechotą, drugiego nad jazdą kommendę mających. Duglas wojsko komputowe koronne, aby za Królem szło do Prus przynaglał; z szlachtą województwa sandomirskiego miał Duglas trudność, która powiadała: żeśmy przyjęli protekcyą Króla JMCi szwedzkiego tą kondycyą - 247 jeżeli nam wolności, prawa, przywileje i swobody w całości zachowa; i niemogąc z Duglasem zakończyć, wysłali Posłów do Króla, upraszając, aby wolną elekcyą Króla onym warował Król szwedzki, na którym fundamencie wszystkie prawa i swobody w Polsce zawisły i na to osobliwego od Karóla Króla Gustawa potrzebowali dyploma. Trafili w sedno Królowi, Posłów łaskawie przyjąwszy, wszystko onym ułatwił, na elekcyą, odpowiedział: że mnie ona niepotrzebna, na co składać sejm i głosy wolne zbierać, ponieważ ta, na szpadę pokazując, Królem mnie polskim obrała, i na co burdy i swarliwe głosy zgromadzonego poselstwa cierpieć mam który nie mniemanym, ale za pomocą tej ręki zostałem Królem waszym? Wymówił się Król, co w sercu miał i w co się protekcya jego miała obrócić, a łaskawością i konfidencyą i przyjemnością zniewolonych sobie w jarzmo niewoli i wieczne poddaństwo obrócić usiłował. Miller nie tak z nabożeństwa chciał być w klasztorze częstochowskim, jako z łakomstwa, raczej się ofiarował dla skarbów, niżeli majestatu boskiego błagania; pokazała się i tu szczera intencya Karóla Króla Gustawa, jako szczerze wiarę katolicką utrzymuje, kiedy do klasztorów i kościołów szturmuje. W Częstochowie obraz Niepokalanie Poczętej Panny Maryi od świętego Łukasza ewangielisty, na cyprysowej tablicy odmalowany, od tak wielu lat cudami słynie; ztąd łakomstwo Szwedom urosło, że tu wielkie są skarby, przez kilka set lat od nabożnych ofiarujących swoje wota zgromadzone, które łakomstwo heretyckie chciało ztąd zagrabić. Najpierwej Jan Wejhar, Hrabia na Wrzeszowicach, Czech rodem, instygował, jako natenczas ludzie powiadali. Burchard Miller, Generał wojsk szwedzkich, chciał te Bogu poświęcone ofiary zrabować, a na Wrzeszowicza inwidyą zwalić, onego z 4000 Szwedów przodem do Częstochowy ordynował, spodziewając się, iż zakonnicy ustraszeni, sami te dostatki wydadzą; przyszedł z wojskiem pod klasztór, kazawszy trąbić, aby klasztór bramy otworzyć rozkazał, odgrażając się temu miejscu, do którego z nabożeń - 248 stwem przedtem czołgał się. Na co zakonnicy odpowiedzieli; że tego, co Bogu ofiarowano, porzucić trudno. Począł tedy dobywać klasztoru, następował za nim Miller od Wielunia z 9000 piechoty i z armatami, tudzież z strasznym apparatem, do Prus przygotowanym, do Częstochowy, mimo jazdem obróconym. Spodziewał się Wrzeszowicz, że wyperswaduje zakonnikom, jako przedtem miał z nimi konfidencyą, że klasztór zwyciężcy Karolowi, Królowi szwedzkiemu poddadzą, a jeżeli nie zechcą dobrowolnie, postraszeni sztunnowaniem do protekcyi Karóla Króla, wespół z całem królestwem garnąc się zechcą. Lecz omylił się, bo nie chcieli prezydium szwedzkiego przyjąć, powiedziawszy, iż na służbę Boską poświęceni, poprzysięgli miejsce to cudowne bronić do upadłej, świeckim ludziom obrony nie powierzać: Króla Jego Mości szwedzkiego, należytą submissyą adorujemy i wiemy dobrze, że bez wiadomości królewskiej wojsko szwedzkie Częstochowę attakuje gwałtownie, który jako protektor królestwa polskiego tak i wiary świętej katolickiej, nie kazał tego czynić. Mieli i salwę gwardyą na piśmie od Króla, którą Częstochowę wziąwszy w swoją opiekę, od wszelkich ciężarów żołnierskich uwolnił i od attakowania bronić deklarował; gdy się tern klasztór wymówić nie mógł, zaczęli Szwedzi mury z armat burzyć, zatem granaty i ogniste kule rzucać, któremi zapalili gumna klasztorne z różnem zbożem; wystawiono przeciw klastorowi szańce, na nich kosze ziemią nasypane, armaty zatoczone od północy, gdzie Millera była kwatera i do szturmu gotowali się Szwedzi; z drugiej strony Landgraf heski i Wacław Sadowski, Półkownik, także szańce wysypali i z armat ustawnie bili. Lecz nie siła szkodzili, bo we środku murów ziemia była. Z klasztoru też strzelać poczęli, że we 3 godziny Szwedów z pola spędzili, ażeby się pod mury nie kryli, gdzie były budynki, nie zważając na szkodę, one zapalili, lubo tam siano było, słomą też kryte, prędko się zajęły, i w momencie zgorzały; zatem przez listy perswadował Miller, żeby się poddali, chcąc zrabowawszy i opanowawszy klasztor, tern się w Prusiech przed Kró - 249 lem popisać, a tymczasem gotowali się do szturmu, łudząc zakonników traktatami. Dnia 19 Listopada w dzień Ofiarowania N. Panny bardziej zaczęli z armat bić, bo z Krakowa 6 armat burzących przyprowadzili i świeże piechoty z prezydium sprowadzone na oślep lazły z wrzaskiem; od prochu świata nie widać. Zdał się kościół i klasztor gorzeć od częstych kul i bomb rzuconych. Lecz tu cud Matka Boska pokazała: odskakiwały kule, drugie przelatywały kościół i klasztor. Ani puszkarze nie mogli wymiarkować, ani inżenierowie przemyślić, ogniste od dachówki odskakiwały kule zapalone, pochodnie odbijały się od dachów, jak od jakiej skały. Heretycy powiadali, że to jakie czary, a tymczasem Szwedzi jak grad lecieli. Wstydzili się zatem, iż tak sławni wojownicy, tak wielkich fortec dobywszy, z mnichami i klasztorem rady dać nie mogą. Odstąpili, żeby nie rażono onych z murów klasztornych, i tam onych razili. Najbardziej Miller urażał się, że Szwedzi szturmują, a w klasztorze na wieży różne muzyki i śpiewania były, przygrywając do bitwy. Był w klasztorze Stefan Zamojski, herbu Róża, Miecznik sieradzki, Piotr Czarniecki brat stryjeczny Kasztelana kijowskiego, Krzysztoporski, Skórzewski i wielu szlachty sieradzkiej, którzy złączywszy się z ludźmi i zakonnikami częstochowskimi, dopomagali się brorić. Augustyn Kordecki, Przeor częstochowski z jednej strony, a Zamojski z drugiej pilnowali. Gdy nawałność była, Zamojski ordynował piechotę, Kordecki wszędzie doglądał, najbardziej puszkarzów żeby dobrze rychtowali armaty. Widząc Szwedzi, że nie mogą nic wskórać zatem i noc nadchodziła, odstąpili. Czarniecki nie dając wyspać się spokojnie Szwedom, w nocy z sześciudziesiąt piechoty, wypadł z klasztoru w same pierwospy i cichuteńko aż do kwatery Mullera przybywszy, spracowanych i śpiących okrzyk zrobiwszy, zabijał; polękli się wszyscy podczas ciemnej nocy; Muller porwawszy się z łóżka, kazał trąbić, pobudzając Szwedów do obrony. Czarniecki kawaler silny i odważny, - 250 placową straż zniósł, i na szaniec wlazłszy, pozabijał, co było na straży; na przybywających w sukursie śmiało następując, onych rozgromił. Całą noc nie dał Szwedom odpoczynku, i więcej Szwedów zginęło, niż ludzi z klasztoru wypadło; zabity z szwedzkiej strony graf Horn, człowiek zacny, w Krzepicach był na prezydium komendantem, inżynierem sławnym był przy armacie; ręką Czarnieckiego zabitym został i Włoch Oberst-leutnant u Szwedów nazwany de Fossis, tam zginął także Kapitan od regimentu Wrzeszowicza; siła prostych żołnierzy nie doliczyli się; do Krzepic trupów i rannych prowadzili; z częstochowskich ludzi jeden tylko Węgrzyn zginął, i to od swoich, bo opodal nie poznany w nocy z strzelby zastrzelony. Zatem Miller mnichom tylko perswadował, żeby się poddali. Znaleźli się i w klasztorze tacy, co zakonnikom perswadowali, aby się zdali; lecz nie słuchali onych zakonnicy; nieprzyjacielskich pogróżek nie bali się oni, perswazyi zdradliwych nie akceptowali, mężnie szturmy wytrzymywali, buntujących się żołnierzy częstochowskich zgromili; tak zakonników jako i szlachtę, co się zlękli, do odwagi i rezolucyi pobudzali, w murach i wałach wybite dziury zatykali, jednem słowem mężnie nieprzyjacielowi obronili się. Nieludzką jednak siłą, ale boską obroną i Panny Najświętszej. Spuścił Pan Bóg taką mgłę, że nie mogli trafić do klasztoru. Pannę w niebieskiej szacie armaty rychtującą i przeciwną kulę odpychającą, sam Miller widział; sędziwy staruszek skałę kujących dla podsadzenia min pod klasztor, wypędził z jamy Szwedów. Także żołnierza szwedzkiego do obrazu strzelić chcącego, znaleźli zdrętwiałego; drugiemu, jak do twarzy flintę przyłożył zmierzającemu do obrazu, flinta przyrosła do twarzy, aż cyrulik musiał od twarzy pruć. Dziecięciu w kolebce leżącemu, kula granaty rozsypawszy przed kolebką, żadnej szkody ani strachu nie udziałała; sześciu puszkarzy szwedzkich, zapalających armaty, proch zapałem wyskoczywszy, oślepił ich, i poroztrzaskiwały się armaty. Czego doczyta się ciekawy z historyi klasztornej. - 251 Żołnierze, co w Krakowie na prezydium byli, w księstwie Siewierskim rozłożeni, odpoczywali podług traktatu z Królem szwedzkim uczynionego, mianowicie regiment gwardyi Króla Kazimierza w komendzie Wolfa, Starosty dyneburskiego będący. Nie obawiali się żadnej zdrady, bo to sobie warowali, poddając się w Krakowie; Miller nie mogąc Częstochowy dobyć z szwedzką piechotą, wysłał jazdę szwedzką i zagarnął ten regiment, kazał mu przysiądz, że szczerze będą służyć Królowi szwedzkiemu; musieli wykonać jurament, ogarnieni szwedzkiem wojskiem. Po przysiędze onych ordynował, aby szturmowali do Częstochowy; poznali chorągwie i ludzi polskich Księża częstochowscy, narzekają na nich, iż katolikami będąc, następują na klasztor, Matki Bożej przybytek; lecz gdy jeden z żołnierzy dostał się do klasztoru, uczynił relacyą o przymuszeniu tych żołnierzy. Zatem Czarniecki, Kasztelan kijowski, doznawsz,y zdrady takiej od Szwedów, rozweselił się, że mu Szwedzi nie dotrzymali traktatów i dali okazyą, aby zaczął ojczyzny bronić; nie czekając, żeby mu więcej ludzi zabrano, ruszył się z dywizyą swoją w góry. Zatopili księża częstochowscy śrebro kościelne w stawie nie dufając klasztorowi, żeby Szwedzi dobywszy onego, nie zabrali. Było przy Szwedach więcej tysięcy Polaków w kommendzie Kalińskiego i Kuklinowskiego Półkowników, tych czeladź, pływacze sprawni, chcąc ryb ułowić w stawie klasztornym, zapuścili sieć, zamiast ryb, śrebro kościelne wyciągnęli. Panowie o tern dowiedzieli się; koło tego srebra harmider wielki powstał, towarzystwo sobie, Półkownicy sobie, Miller sobie pretendowali. Polacy nie chcieli dać Szwedowi, Szwed zaś Polakom; gwałtem chciał wydrzeć, onym Miller, Polacy certując, odpowiedzieli: nasze szczęście, cośmy znaleźli, nam należy, nie tobie, ale że to kościelne rzeczy Bogu poświęcone, niechże się Bogu dostaną. Na czem Miller przestał, widząc, że nie wydrze od Polaków; aby się tedy nie Polakom, ni jemu niedostało, odsyłają do klasztoru. Posyła Miller do księży śrebro to z oświadczeniem, że - 252 je mają z łaski jego, którego gdyby nie kazał powrócić klasztorowi, pewnieby hultajstwo polskie rozszarpało one. Piotr Sladkowski, Rotmistrz tychże Polaków, z tym komplementem od Millera do księży był wysłany, mając od Millera ordynans, aby księży obligował do poddania się; ale on jako katolik perswadował księżom, żeby się, jak zaczęli do końca mężnie bronili, oznajmując, że wkrótce Król Kazimierz do ojczyzny powróci, któremu Tatarowie idą w sukkurs, ponieważ go Polacy odstąpili. Dokuczała zima nie dozwalając więcej szturmować, ani aproszów kopać; Miller z desperacyi, że dobyć nie może Częstochowy, szalał, albowiem w Niemczech wojując, miał wielką reputacyą, nie jednę dobywszy fortecę, a tu z mnichami nic wskórać nie może. Najbardziej to go bolało, że księża pokornie prosili, a strzelali gęsto z armat i zawsze szkodzili, jako tedy natenczas siostrzana jego na pościeli leżącego, armatna kula z klasztoru przyleciawszy, w drobne kawałki rozszarpała, samego w nocy jakieś straszydło mało nie zadusiło. Kilka armat porwali klasztorni ludzie, drugim otwory zatkali, iż nie można było więcej z nich strzelać; siła Officerów w szturmach poginęło, tak dalece, że u Szwedów urosło przysłowie: jeśliś dobry pachołek, idź, szturmuj do Częstochowy. Ostatni szturm w samo Boże Narodzenie przypuścił Miller do Częstochowy, wielkim grzmotem z armat bijąc, wszystkiemi siłami na skały i mury pnąc się; ustraszeni we środku, mieszać się poczęli księża i garnizonowi desperują o obronieniu się. Lecz Bóg nie chciał dać w pohańbienie miejsca tego sobie poświęconego, nastraszył mnichów i żołnierzy, żeby sobie tej obrony nie przypipisywali, ale pomocy Boskiej onę przyznawali i majestatu jego wspomożenia rzewliwie dopraszali się; po suplikacyach niespodziewana śmiałość i rezolucya we wszystkich znalazła się; Kordecki, Przeór zakonników, Zamojski, szlachtę napominali, także garnizonowych ludzi, a chcąc słowa swoje uczynkiem potwierdzić, wypadł z klasztoru Zamojski w samo południe, znalazł kujących skałę, dla podsadzenia min, - 253 13 onych wyciął, drugich rozpłoszył, siła poraziwszy, aż w same aprosze wpadł. Potem opodal od klasztoru obrawszy sobie kwaterę Miller, jadł obiad, a przy obiedzie zębami zgrzytając, odgrażał się kościół i klasztor do góry nogami przewrócić; w momencie armatnia kula przeszywszy ścianę, potrawy rozrzuciła, kieliszki i flaszę potłukła i siedzących u stołu rozpędziła, Millera w ramię, już się zmógłszy, trafiła, iż padł na ziemię, zatem wszyscy rozpłoszyli się. Tak Pan Bóg chcąc męztwa dodać oblężonym księżom i garnizonowym ludziom, sam za nich wojował; wszyscy w odważnej rezolucyi do końca trwali. Zaczem Miller list pisał do klasztoru w te słowa: „Listy wasze płonnym napełnione dymem, zasłużyły na dym i ogień, tylko na jednych ceremoniach i zwłoce czasu przy uporze fundując się, nie chcecie przyjąć protekcyi Króla JMci szwedzkiego, tak potężnego i łaskawego Pana i onemu się poddać; cóż mamy czynić nad to, co się już stało ? gdy od krzemienia twardszy upór wasz klemencyi królewskiej pokazujecie: zguba wasza z samychże was; ostatni wam sposób podaję: albo z fortecą Królowi wszyscy poddacie się w protekcyą, albo poprzysiągłszy wierność Królowi Karólowi, za szkody, coście przez upór wasz onemu i całemu królestwu zrobili, czyniąc rekognicyą panowania jego, zapłacić talarów bitych 40,000 zakonnicy, drugie tyle szlachta z wami zamknięta. Jeżeli tego nieuczynicie, bez miłosierdzia ogniem i mieczem wszyscy skarani będziecie. Data w obozie dnia 25 Grudnia tegoż roku." Na co zakonnicy odpisali: pieniędzy nie mamy, małoco i żywności zostało, wkrótce z głodu pomrzemy przez oblężenie , bo co zbóż w gumnach było, Hrabia Wrzeszowicz spalił. Posłali przytem obrazków kilka N. Panny, także koronek i książki drukowane, historye cudów obrazu częstochowskiego wyrażające. W nocy przed świętym Szczepanem armaty z szańców pozbierano, artyleryą powkładano do wozów i ammunicye, wozy z tem wszystkiem i inne ciężary do Kłobucka wysłali Szwedzi, tak piechota, jako i jazda o godzinie 9 przed południem odstąpiła od Częstochowy; Miller do Piotrkowa - 254 pojechał, ztamtąd za Królem do Prus maszerując; Sadowski do Kalisza, Wrzeszowicz do Wielunia, Książę heski do Krakowa rozjechali się; zwiesiwszy nos, że z konfuzyą odstąpić musieli, nie otrzymawszy tego, czego pragnęli. Że od murów częstochowskich, kule odpadywały, heretycy uporczywie tają; ale fortunę Króla szwedzkiego i wszystkich wojsk jego, od tego czasu, jak zaczęli atakować Częstochowę, Bóg umknął i od sukcessów zamysły jego odepchnął. Do Prus ruszywszy się Król szwedzki z Warszawy, dążył po obudwóch stronach Wisły, wojska za nim ciągnęły tak polskie, jako i szwedzkie; armaty, ammunicye i wszystkie ciężary Wisłą płynęły. Najpierwej do Torunia, stółecznego miasta, województwa chełmińskiego pociągnął, jako Prus królewskich pierwszej fortecy. Za pierwszej wojny Gustawa Adolfa nieraz się kusił o Toruń Pułkownik Wrangel, ale go Gerard Donhoff od Rzpltej bronił. Teraz sami mieszczanie bronić się deklarowali, jako do wielkiej fortuny przyszli przez handle: Król szwedzki nie szturmując, ani szpady dobywając, słowami, perswazyami, dobył Torunia. Daniel Żydkiewicz, Instygator koronny i Jan Szliclityng, Sędzia wschowski, człek rozumny, ale kalwin obrzydły, ci wyperswadowali Torunianom, że się poddali Szwedowi, a pewnieby przez całą zimę onego nie mógł dobyć. Po opanowaniu Torunia, Generałowie szwedzcy Gustaw Otto Szteinbok, Linda, Horn, Graf Dona, miasto Chełmno, Gniew, Grudziądz obiegli i one do zdania się przymusili, mając z sobą i polskie wojska. Król wjeżdzał z pompą do Torunia, bankiet Torunianie sprawili Królowi szwedzkiemu, z którym i brat jego Adolf u stołu siedział, przytem Posłowie monarchów postronnych, tudzież Generałowie i Pułkownicy wojsk szwedzkich, także officyalistowie wojska polskiego. Odjeżdzając Król szwedzki z Torunia, prezydium swoje wprowadził, tak dla ubezpieczenia sobie tyłu, jako też od wstrzymania Torunianów od buntów i dla wolnego spławu, żeby go miał w swoich ręku. Doznali Toruńczanie rozkoszy, lubo jednejże wiary luterskiej Król i Gubernator z nimi - 255 byli, ale w niczem miastu i mieszczanom woli nie dawali, nie tak, jako za Króla Kazimierza; że kościół jeden na kalwiński odebrano, skarzyli się. Po wzięciu Torunia, do Malborga Szwedzi dążyli, który jest jako klucz całych Prus i forteca najmocniejsza. Dobywszy Malborga Król szwedzki, spodziewał się i Gdańsk opanować; Gdańszczanie zaś, bliskiego mając sąsiada tak potężnego, mieli o sobie staranie należyte; lecz Król szwedzki znalazł prezydium w Malborgu, z wojska Rzpltej i Elektora brandenburskiego ludzi złożone ; miał kommendę nad Malborgiem Jakób Weyher, Wojewoda malborski, oraz rządy całych Prus, żołnierz doświadczony i życzliwy ojczyznie. Stany pruskie, jakom wyżej wymienił , zligowały się z Kurfirstem brandenburskim, na obronę prowincyi pruskiej. Zaczem Król szwedzki dowiedziawszy się o tej lidze, rezolwował się pierwej attakować Elektora brandenburskiego, spodziewając się, że zwyciężeniem onego, wszystkie Prusy muszą się onemu poddać. Siła bowiem fortec, miast, opanował Brandenburczyk, swoje wprowadziwszy prezydia, jakoto: Człuchów, Lemburg, Czczew, Brodnicę, Brunsberg; chciał też fortecę gdańską, nazwaną Haupt osieść i swoje prezydium wprowadzić. Lecz Gdańszczanie nie pozwolili, powiadając, że tę fortecę swoimi siłami bronić będą, albowiem Gdańsk wyśpiegował, że Brandenburczyk ma skrytą kointelligencyą ze Szwedem. Król szwedzki perswazyami i przegróżkami Gdańsk na swą stronę chciał przeciągnąć: nic nie wskórał; woleli Gdańszczanie w nieporządku Rzpltej polskiej spokojnie osiedzieć się, niżeli od porządku szwedzkiego, poddawszy się, wolność stracić; nie pomogło Królowi szwedzkiemu, że jednej z Gdańszczanami był wiary luterskiej, woleli się trzymać Króla Kazimierza , choć katolik, niżeli łączyć się z Szwedem. Uważywszy, że Gdańszczan nie uwiedzie, dał onym pokój, spodziewając się, onych podbić, jak całe Prusy opanuje. Do Elbląga udał się wolnego miasta, a sobie życzliwego jako przedtem Gustawowi Adolfowi było; przybywszy do Elbląga, Eryk Oxensterna, Kanclerz szwedzki namówił El - 256 blążanów, żeby bramy otworzywszy, przyjęli Króla szwedzkiego protekcyą temi kondycyami, że stare miasto nie ma mieć prezydium szwedzkiego i Szwedów nie ma prowidować, nowe miasto 1000 Szwedów ma prowidować, a przytem żadnego Polaka nie prowidowali. Na końcu Grudnia 2000 Szwedów do Elbląga weszło na prezydium, rozpisane onym po mieście gospody, nad którymi Generał Linda miał kommendę; widząc mieszczanie, iż nad kapitulacyą sowito Szwedów wprowadzono do miasta, do Kanclerza Oxensterna udali się, ekspostulując, iż tak prędko kapitulacya złamana. Kanclerz dał im respons, że niemasz tego w kapitulacyi, aby Elbląg miał czynić preskrypcyą, z jak wielu ludźmi ma rezydować w Elblągu. Król zatem szwedzki przybył, żołnierze rynek i ulice napełnili, pospólstwo czyniło wielką akklamacyą, winszując wjazdu do miasta: oraz, że mu żona jego Królowa Jadwiga powiła syna pierworodnego w Sztokholmie. W Królewcu, Szlipenbach i Biornklaw, sekretni Króla szwedzkiego konsyliarze, z Kurfirstem brandenburskim mieli konferencyą, których Brandenburczyk mile przyjął; donosili Królowi szwedzkiemu, iż należycie wszystko sporządzili, lubo wielkie Brandenburczyk miał na wojnę apparaty, jednak traktatów z Królem szwedzkim nie odbiega. Król szwedzki Karól Gustaw, był serca nieustraszonego, silny sam w sobie, tak był przyjemny, iż skoro kogo obaczył, wejrzeniem i akkommodacyą, z nieprzyjaciela w momencie zrobił przyjacielem. Chcąc chrzciny synowi nowo narodzonemu sprawić, w kumy oprócz innych monarchów zaprosił Brandenburczyka; nie wymówił się Kurfirst; wicewersa potem Króla szwedzkiego prosił w komotry dziecięciu swemu; ta duchowna kolligacya, nieprzyjazne intencye w przyjaźń przemieniła, i oprócz tego, była wieść, że z sobą dawną mieli kointelligencyą, tylko dla apparencyi jej, niby z sobą walczyli, albowiem skoro wkroczył Król szwedzki do Polski, Brandenburczyk wysłał Szweryna, winszując Szwedowi wejścia do korony polskiej, oraz z nim sekretny traktat zawarł, - 257 ubezpieczając swoje Prusy. Liga, którą zawarł z pruskiemi prowincyami do Polski należącemi, żadnego nie czyniła onym wsparcia, ale sobie przeto u Szweda więcej wytargował, nie tylko swoją, ale i polskich Prus potencyą strasząc Szweda, zkąd wojnę od swojej krainy oddalił i jeszcze u Szweda nad Prusami wyjednał sobie jedynowładne panowanie, tudzież biskupstwo warmińskie lennem prawem od Szweda wytargował sobie. Zawarłszy tedy skryte traktaty, dla pokrywki onych, staczając niby z sobą bitwę; Król szwedzki pod Elblągiem zebrawszy wojsko tak szwedzkie, jako i polskie, ruszył się do Królewca, chcąc stoczyć batalią. Prusak 30,000 liczył wojska niemieckiego do boju, w kommendzie Jerzego Fryderyka, Grafa Waldek i Ottona Krzysztofa Szpara, Generała infanteryi, obydwóch sławnych żołnierzy; a jednak kazał, aby żołnierze pruscy nie wymykali się z chorągwi, puściwszy Elektor brandenburski echo, że nie Karola Króla szwedzkiego, lecz fortuny jego obawia się, który zawojowawszy Polaków, na niego jednego wszystką potencyą obrócił. Król szwedzki spieszno kazał następować wojsku; pod Bartensztajnem uszykowane wojska pruskie i szwedzkie gotowe do boju stały; lecz weszli między nich medyatorowie i onych zmiarkowali na kondycyach w sekrecie dawno umówionych , już albowiem polskie wojska szczerze zawinęły się około Prusaka, lewe skrzydło Prusakowi złamały i za nimi się po polu uganiały; ledwo Król szwedzki przypadłszy, sam Polaków wstrzymał. Szwedzi dyskretni byli, nie natarli na Prusaków, polityczną wiktoryą odnieśli, utrzymując, że bracia z sobą, Król szwedzki i Kurfirst brandenburski, nie trzeba krwi skoligowanej daremno rozlewać. O której wiktoryi pisał jeden z Prus do Tańskiego, Pisarza skarbowego, pisarstwu koronnemu donosząc, jak się Brandenburczyk z Szwedem pogodził. Prusy brandenburskie odtąd Kurfirst brandenburski prawem lennem od Królów szwedzkich trzymać będzie, nie mając żadnej dependencyi od Królów polskich, fortecę nad morzem Baltyckiem Piława i Memel, pruskiemi prezydyami mają być osadzone. Po 17 - 258 łowę intraty z nich Królowi szwedzkiemu, corocznie dając, obowięzuje się Kurfirst brandenburski wszystkie swoje wojska, które ma na prezydiach po zamkach i miastach Prus polskich, wyprowadzić zaraz; biskupstwo warmińskie wszystkie, oprócz miasta Brunsberga, ma się dostać Kurfirstowi brandenburskiemu; Inflanty Szwedowi mają się dostać; Król szwedzki obowiązal się z Prus brandenburskich wojska swoje wyprowadzić, nie czyniąc żadnej szkody pospólstwu. Tym traktatem zakończona bitwa między Prusakiem a Szwedem dnia 1go Lutego r. 1656. ROK 1656. Król szwedzki Ministrów Kurfirsta brandenburskiego ukontentował bogatemi prezentami; Brandenburczyk ordynował Ellera i Troca, aby na pomorskich krajach werbowali wojska. Dowiedział się o tych konszachtach Brandenburczyka z Królem szwedzkim Król Kazimierz; zaczem wyprawił Tańskiego, wyżej pomienionego, aby wyszpiegował o tej tranzankcyi Kurfirsta brandenburskiego; affekt Króla Kazimierza zapewniał statecznie, obligując imieniem Króla Kazimierza Kurfirsta, żeby na nową i niedługo trwałą przyjaźń szwedzką nie spuszczał się. Na co Brandenburczyk odpisał: co Królowi Kazimierzowi, Rzpltej polskiej Kurfirst brandenburski powinien świadczyć, jest dobrze pamiętny, ale widząc potencyą Króla szwedzkiego nad sobą wiszącą, której wystarczyć sam jeden nie może, chce być neutralistą, nie mięszając się do żadnej partyi, swoje granice stara się ubezpieczyć, chybaby nadaremnie i bez przyczyny żadnej był zaczepiony natenczas będzie musiał bronić się. Dumą Księcia Janusza Radziwiłła, niestatkiem kwarcianego wojska, ligą z Szwedem Brandenburczyka nachyloną do ostatecznego upadku ojczyznę, zaczął dźwigać pierwszy Paweł Sapieha. Nim do jego wielkich zasług przystąpię, położę wpierw informacyą, o przezacnym domie sapieżyńskim dla tych, któ - 259 rzy powiadają, że niejednego domu Sapiehowie; udawając, że jedni z Moskwy, drudzy idą z Tatar: w czem się mylą powiadający; gdyż sapieżyński dom idzie z familii Książąt litewskich, od Narymunda; a tego syn Ponigajło, nazwany od mądrości sapio, od którego wszyscy Sapiehowie wyszli, jedni na Kodeniu i Wiśniczu; drudzy, których przodek ożenił się z udzielną Księżniczką siewierską i był Księciem siewierskim przez kilka pokoleń, tandem potomek jego od Iwana Wasilewicza, Cara moskiewskiego zawojowawszy udzielne księstwo, w Putywlu ścięty, żona jego, Księżna Korecka z domu, brzemienna, od Bazylianek klasztoru do Moskwy uszła, potem do Litwy przybyła, od Króla Zygmunta Augusta otrzymała reklinatoryum: starostwa lipniskie i premeńskie, czego jest dowodem dyplom tego Króla na te starostwa. Tenże król do chrztu dziecię Sapiehom trzymał, któremu dano imię Jan Sapieha, temu Król dał starostwo uświatskie i wieliskie; ten na potem miał wojska swego 8000, jak Dymitra na carstwo wprowadzali, dobył w Moskwie Trójcy, fortecy; tego ludzie na prezydium w stolicy byli przez lat dwie, broniąc zamku Krym-Gorod nazwanego. Od tego Paweł Sapieha i Biskup wileński, bracia idą, a że był wygnaniec, nie miał w Litwie fortun wielkich, gdyż przodek jego braciom ustąpił swej fortuny, zostawszy udzielnym Księciem. Paweł Sapieha ożenił się z Zienowiczówną, z którą synów niemiał, tylko córek sześć: jednę oddał za Księcia Sanguszkę; drugą za Naruszewicza; trzecią za Lubomirskiego; czwartą za Grudzińskiego; piątą za Gębickiego, Starostę nakielskiego; szóstą za Masłoskiego, Podkomorzego płockiego. Po śmierci pierwszej żony, żeni się z drugą Kopciowną, Wojewodzianką połocką, z którą spłodził syna Kazimierza, Benedykta, Franciszka i Leona, i córkę, która mniszką Bernardynką została. Gdy mu się pierwszy syn Kazimierz zrodził, zaprosił w kumy Leona Sapiehę, Podkanclerzego litewskiego; ten pan był wielki, a niemiał dzieci, zapisuje 17* - 260 synowi swemu chrzesnemu całą swoję fortunę, po śmierci swej, jako swą Kretyngę, Szkudy, Sapieżyn, Drują, Ikazn, Czercia, bychowskie Hrabstwo, Rożannę, Lachowice, Wysokie , Brock, Siemiatyczę, Tropscenicę, starostwo wołpińskie zaraz wyprawił. Po śmierci Paweł Sapieha zajeżdża te dobra i skarby, splendory, tudzież wszystkie ruchomości; w samych śrebrach dostał przeszło 100,000 grzywien, bo natenczas kryształów nie zażywali: puhary, czary, roztruchany antały, na kółkach cebry, dzbany, konwie, a wszystko to śrebro było. Paweł Sapieha widzi w opałach Rzpltą: tu Moskal i Kozacy, owdzie Szwed, do którego Książę Radziwiłł przyłączył się; wojsko w rozsypkę poszło, całą ojczyznę opanowali nieprzyjaciele, niema się gdzie przechować z tak wielkim śrebrem. Sprowadził z Torunia mincarzów, kazał to śrebro na szóstaki i tynfy przebić; zaciągnął swym kosztem 10,000 wojska; nie dosyć tego, kreuje woluntaryuszów Pułkowników: Stankiewicza na Żmudzi, Idzkiela w Kurlandyi, Libekiera w Inflantach, Czarniawskiego w Połockiem, Salamonowicza w Bracławskiem, Oskierkę w Mozyrskiem i Rzeczyckiera, daje po 10,000 bitych każdemu na zaciąg tych pułków, odbiera od onych assekuracye, żeby w ojczyznie nie rabowali; za granicą wolno; od nieprzyjaciela co wezmą, to wpierw się ma dostać do sądu jego, ile na każdego przypadnie. To sporządziwszy, znosi się z Czarnieckim, aby zaczęli ratować Rzpltą z opresyi nieprzyjaciół, obligując ziemian w Koronie, aby jako familianci i kredyt mający u braci szlachty, także konfederacyą zrobili na obronę wiary świętej, swobód ojczystych i Króla windykowania z zagranicy; na co chętnie pozwolili. Znosili się z Hetm. koronnymi, i szlachtą sandomirską, i zjechawszy się do Tyszowiec, konfederacyą tyszowiecką zrobili, jako się niżej pokaże. Paweł Sapieha partyami wojsko swe po dobrach tak obszernych konserwował i przy sobie miał. Wszystkiemi sposobami namawiał Król szwedzki Pawła Sapiehę do siebie; odpowiedział: - 261 „w której partyi jest Radziwiłł, być ja wniej nie mogę," a tak był przezorny Paweł Sapieha, że każdy list pisany do siebie ; kazał w księgę wpisywać i respons na ten list jaki dał, także do tej księgi wpisywano. Ktoby się spodziewał, że tak prędko potencya Króla szwedzkiego szwankować miała? ale że go wyniosła w górę fortuna, iż sama na śliskim stopniu stojąc, musiała się obalić, a za sobą i Króla szwedzkiego sukcessa, na ziemi położyła. Że Kazimierz w takim nieszczęściu zostający, nie desperował o powrocie na tron królestwa polskiego, łaska Boska sprawiała, która hardych poniża, pokornych podwyższa. Królowa Ludwika w białogłowskim ciele, męzkie serce nosiła i anielskie rady: ta będąc z mężem na wygnaniu, mężowi swemu, Królowi Kazimierzowi radziła, że Bóg skarawszy za grzechy nasze i Polaków tak ciężkim upadkiem zmiłuje się nad utrapieniem królestwa polskiego, jako rozszerzył to państwo, wsławił przez odważne akcye tego narodu, tak skarawszy i utrapiwszy, znowu podźwignie, z większą reputacyą, gdy się tak wielu licznym i potężnym nieprzyjaciołom wybić zdoła z opressyi. W tem albowiem państwie, wiara święta katolicka żarliwie obserwuje się, zdrad i podejścia zawziętego, tak, jako w inszych nacyach niemasz, heretyckiego kacerstwa i bluźnierstwa strzegą się Polacy i onym zabiegają, pomsta zawzięta i gniewy nieodpuszczone, jako w drugich krainach, tu się nie znajdują, dla miłości Chrystusa Pana i Panny Przeczystej, jeden drugiemu krzywdy, urazy, ansy i bóle odpuszczają, szczerze i w wieczną niepamięć wprowadzają , czego w cudzych krajach nikt nie dokaże. Podobnie radził Jan Leszczyński, Wojewodą poznańskim od Króla dopiero deklarowany, w prawie duchownem i świeckiem wyćwiczon; ten powiadał: opanował nieprzyjaciel królestwo polskie, ale go utrzymywać w swem poddaństwie i tej niedoli, w której teraz jęczy, długo nie może, i choć onych spiknęło się na zgubę naszę kilku, sami z sobą nie pogodzą się, a zwadziwszy się, ulitują się nad Polakami, nasyciwszy się tak wielkim krwi wylaniem i wyssaniem wszystkich fortun. - 262 W roku 1655. jawnie się pokazało w szturmie do murów częstochowskich, że jako odskakiwały kule od murów, tak fortuna Króla szwedzkiego i wojsk jego odskoczyła od dawnych sukcesów. W Niemczech Miller po Torstensonie wsławił się był rycerskiemi akcyami; pod Częstochową nic nie wskórał i dawną utracił reputacyą, bo z niebem wojować nikomu nie nadało się, i samym olbrzymom nie powiodło się, odskakiwały rzucone do nieba pagórki, przywaliły tychże samych. Wszystkich Polaków w faworach Króla Karóla Gustawa zostających do attakowania Częstochowy i deklaracya o warunkach wolnej elekcyi, tudzież sejmów, trybunałów i ziemstw skasowanie, a na szpadzie i potencyi swego panowania w Polsce ufundowanie wzburzyło przeciwko Szwedom mówiącym, iż tak wielu traktatami Król szwedzki warował wiary świętej katolickiej rzymskiej konserwacyą, a kazał szturmować do poświęconego Bogu miejsca i Pannie Przenajświętszej, ukochanej rezydencyi Częstochowy, czego się mamy więcej spodziewać? zaczem wszyscy duchem Boskim natchnieni, brzydzili się konfidencyą Króla szwedzkiego, a do obrony i ratunku ojczyzny jeden drugiego pobudzał, spisawszy manifest wszystkich dolegliwości, posyłali kolejno do uwagi i czytania. Pod płaszczykiem praw i swobód od Króla szwedzkiego, ciężką cierpimy niewolą, religią katolicką głaszcze słowami , a samą rzeczą gwałci, do szlachty pisze z polityką i z nimi rozmawia, a gorzej chłopów ciężarami przyciska, eksekucyą ostatnie wydziera substancye, miasta opanowane nie traktuje za ojczyzny synów, klasztory w niewoli zostają, tak ozdoby z ółtarzów zdzierają, jako szlachtę rabują, za to, żeśmy się dla łaskawości pana w protekcyą Króla od dali, gnuśność nam przypisuje, a którzy jeszcze opierają się rebellizantami zowią; dajmy to, że zbrojną szlachtę, gdy ojczyzny bronią, jako nieprzyjaciel traktuje, a księży za co tak ciemiężą? za co Bogu poświęconych kapłanów okrutnie męczą? ci żadnej broni nie noszą, w żadną emulacyą z Szwedami nie wchodzą; niedawno Jana Branickiego, Biskupa eneń - 263 skiego, Sufragana poznańskiego, w domu własnym zamordowali; Wojciecha Gawarzewskiego, Archidyakona poznańskiego, w drodze spotkawszy, pod Zbąszynem obcięli ręce i w wodę wrzucili z mostu; jednych Franciszkanów, kapłanów 20 zabili; a nie dosyć okrutność nad ludźmi czynić, już na sumienie nasze więzy kładą, zakazują kaznodziejom słowa Bożego opowiadać, spowiednikom spowiedzi słuchać, wymyśliwszy pretekst, żeby na spowiedzi i na kazaniu księża do buntów i rebellii Polaków nie pobudzali; to wymyślili: Generał Wirtz, w Krakowie; Erskien w Ujeździe pod Sandomierzem. Domy nasze w ustawnem niebezpieczeństwie; żony, dzieci żadnego nie mają bezpieczeństwa; ustawne najazdy, zabójstwa, ni starym pokoju, ni żonom, ni pannom uczciwości niemasz; gwałcą niewiasty i panienki, rabują dwory nie ocalają kościoły i ciborye, trybunałów nie masz, Sędziego także, to największe prawo, co rozkażą, żeby w lot uczynić; jako niewolnicy hołdujemy zwycięzcy, kościelne dobra lennem prawem oddają świeckim ludziom, powiadając, że pasterze owieczki opuścili, niechże się trzymają tych, którzy królestwa bronią. Bez sejmu, sejmików, nakazują kontrybucyą, nie po wsiach, ale po dworach one eksekwują: każdy Gubernator zamku, lub miasta, jak mu się podoba oszacowawszy szlachcica fortunę, każe opłacać: nie zapłacisz, do kretesu zrabowawszy, do więzienia jeszcze go prowadzą, zabierają; uciekającej się do Króla szlachcie, lubo umniejszą karę, jednak trzeba płacić koniecznie, nie zważają na nędzę i ubóstwo. Czytając to szlachta okoliczna, przypomniała sobie dawnej swobody słodycze; wzdychali, żeby łaskawy Bóg dał powrót dawnemu Krolowi, który dla niesworności naszej i niezgody domowej nie mogąc się oprzeć nieprzyjaciołom, za granicą teraz tuła się. Oto chwalebna Króla szwedzkiego protekcya, słodki obiecująca pokój, gorzką nas trapi niewolą zdradliwie wprowadzając jedynowładztwo nad nami. Rozpamiętywając takowe biedy, wraz szlachta do jedności zabierała się; bo Szwedzi widząc, że Polacy nie mają przywódzcy, - 264 jako zmąciwszy wodę, łowią ryby, tak oni, co chcieli dokazywali, co Król obiecał, do skutku nie przywodzili, traktaty gwałcili, a jako nieme bydlęta osiodławszy, do niesłusznych rzeczy przyniewalali; o co województwa posłały Posłów do Króla, przekładając skargi, donosząc ciężary, łatwy przystęp znajdowali u Króla, miłe przyjęcie, łaskawą rozmowę odbierali; jednak gdy do responsu przyszło, napomnieni, że bardzo swobodni. Za powrotem do braci szlachty, gdy nic skutecznego nie przynieśli, akklamacya na Posłów, desperacya na wszystkich nastąpiła, najbardziej, że wszystkie kapitulacye utwierdzone od Króla szwedzkiego, żadnego skutku nie miały; o co zirrytowana szlachta, gdy poczęła śmiało domawiać się Generałowie, Kommendanci i Kommisarze onych łudzili: albo to nasz Król niewolnikiem jest słowa swego? Już też Król Kazimierz wiedział, że szlachta z pomienioną manifestacyą objechała województwa i powiaty, wszyscy markotni, z nieszczerej protekcyi Króla szwedzkiego, wzdychając do Pana Boga o powrót dawnego Króla; zaczem wszystkich Ministrów i Senatorów polskich do Głogowa zwabił do siebie, z którymi się naradziwszy, posyła do Hetmanów, aby się rezolwowali ratować ojczyznę z tej niewoli, obliguje starych Pułkowników i żołnierzy do rezolucyi staropolskiej; zwabił i Czarnieckiego, Kasztelana kijowskiego do siebie; a ten przeczuwał już, że Król szwedzki i Generałowie szwedzcy, starali się najpierwej jego zgładzić, gdy u Króla Kazimierza stawał i o wszystkiem Królowi doniósł. Król wzajemnie Czarnieckiemu opowiedział, że Cesarz chrześciański i inni monarchowie, obiecują sukkursa; lubo traktaty monasterskie z Szwedem świeżo zakończone Cesarz miał, jednakże nie miło mu było, że tak począł górować. Duńczyk także zazdrościł szczęścia i potencyi Szwedowi, który i na niego kiedyż tedy zwali się. Holendrzy krzywo patrzyli na potencyą szwedzką, przez którą handle na morzu Bałtyckiem ustały; każdy radby pomógł tak z kompassyi, - 265 jako i swój pożytek zważając, jednak żaden nie chciał być pierwszym do ukazania zębów Szwedowi, musieli Polacy rezolwować się z tej niewoli wybić się, Boga na pomoc wezwawszy. Król też Kazimierz, nie mogąc ścierpieć takowej konfuzyi, być do śmierci z Króla wygnańcem, rezolwował się na gruncie polskim wojując, poledz Królem, niż być tułaczem w cudzem państwie. Wybierając się na tę imprezyę, całe noce u drzwi kościelnych krzyżem leżąc, modlił się, wzywając na pomoc Boga wszechmogącego, albowiem wiedział dobrze, że gdy ludzkie ustają rady, tam Boski ratunek spieszy. Wydał uniwersały do Polski, pobudzając rezolutów, odrodków cnoty staropolskiej napominając, powracających do siebie przychęcając, wszystkich animując do ratunku ojczyzny; pomagała Królowa Ludwika mężowi radą i nad płeć białogłowską odwagą, a nietylko słowami zachęcała męża, lecz co miała gotowych pieniędzy, śrebra, złota, klejnotów i wszystkie splendory królewskie spieniężyła, to Królowi Kazimierowi sukkurs w takowej rezolucyi dając, to Posłów cudzoziemskich korrumpując, aby swym pryncypałom perswadowali sukkursów dodania. Byli już przy Królu Jędrzej Leszczyński, Prymas królestwa polskiego; Piotr Gębicki, Biskup krakowski, ale ten chorował; Floryan ks. Czartoryski, poznański; Wacław Leszczyński, warmiński, Biskupi; Jan Leszczyński, Wwda poznański, deklarowany; Stefan Koryciński, Kanclerz; Jędrzej Trzebicki, Podkanclerzy koronny i wielu innych, którzy odrzekłszy się domów i fortun, przy Królu swym polskim deklarowali się opponować. Różni różnie radzili, jakim środkiem zacząć windykować zdeptane swobody; Królowa najpierwsza życzyła, aby Król Kazimierz wkroczył w granice i okazał się Polakom, iż chce windykować zgubioną ojczyznę; lecz Prymas nie życzył wymykac się, niemając żadnej potencyi; lepiej, jako Król szwedzki odezwał się przez Forgwela, traktaty rozpocząć, byle z dobrem pospolitem. Drudzy radzili, żeby Król przybrał sobie sukcessora na królestwo takiego, któryby wiary - 266 katolickiej był i siły miał oprzeć się Szwedowi i innym nieprzyjaciołom; lecz wielu temu przeczyło, nie wyjeżdżać z tern, jak Polacy usłyszą o tem, odsiędą od nas, bo to największy fundament wolności polskiej: elekcya wolna Króla w Polsce i to po śmierci Króla, za życia ani o tem wspomnąć dadzą. O Forgwelu, co wyżej namieniłem, tak się rzecz ma; przybył do Głogowa z Henrykiem Donhoffem, Pułkownikiem wojska polskiego, którego Szwedzi dostali w bitwie pod Straszową Wolą i na parol onego uwolnili. Przynieśli ci od Króla szwedzkiego Karóla takie propozycye: jeżeli Kazimierz chce być ojcem Karóla, Króla szwedzkiego, niechże go za syna przyjmie, który go i teraz, jako starszego w leciech krewnego swego weneruje. Wszedł do Polski Król szwedzki, nie tak nieprzyjacielem, jako protektorem na obronę Polaków przeciwko nieprzyjaciołom onych, i na utrzymanie Króla Kazimierza na tronie polskim, przeciwko Polaków niesworności, ażeby poddani jego znali za należytego Króla, nie uproszonego pana naprzeciwko wszystkich nieprzyjaciół, Król Kazimierz niech rządzi wojskiem; a Karól Król pracować i starać się będzie, aby zwyciężyć; Karóla Król, jako zwierzchność nad sobą mającego, szanować będzie, za to sukcessorem na królestwo polskie niech Król Kazimierz deklaruje Karóla, w całości zachowawszy religią katolicką, powagę majestatu i panowania do śmierci swojej. Takowe propozycye wielką u Polaków suspicyą zrobiły, żeby temi łaskami zgubionej wolności do szczętu nie pogrążyć; przybył i Wolff, starosta dyneburski, upraszając Króla Kazimierza, żeby Graf Szlipenbach, jako poseł Króla szwedzkiego, do traktatu wyżej pomienionego poparcia przyjęty mógł być i Króla mógł zmiarkować; stęsknieni na wygnaniu, chwycili się byli bardzo tego, spodziewając się, że prędko mogą do domów swych bezpiecznie powrócić; lecz gdy przyszło do rady o propozycyach Forgwela, z tem Król Kazimierz odprawił, że przez swoich posłów do Króla szwedzkiego na wszystko da rezolucyą. - 267 Zatem Królowa Ludwika chytrą radę i umysły Króla szwedzkiego objaśniła Królowi, aby pochlebnym słowom nieprzyjaciela nie wierzył, ale rezolucyi Polaków czekał; nie rychło podobno Polacy odważą się, lecz onym lepiej konfidować, prędzej zginiesz Królu, jeżeli ślizkiej nieprzyjaciela wierze ufać będziesz, zaczekaj lepiej, żebyś nie wpadł w sarnę łapkę, a nietylko to z nami nieprzyjaciel robi pierwszy raz; zważyć tylko jego hardość, chce nam teraz dobrze czynić, kiedy już wszystko wydarł, to nam ofiarując, co mu nienależy: tak właśnie lucyper z Chrystusem Panem postępował, ofiarując mu królestwo całego świata, do niego nie należące. Lepiej zginąć, niżeli tak żyć, nieszczęśliwe takie życie, które wyżebrawszy u nieprzyjaciela, człowiek prowadzi. Każdy tu zważy bystry rozum Królowej i zdrową radę, ta albowiem odradziła traktaty przez Szlipenbacha ofiarowane, ażeby coprędzej Król Kazimierz starał się do Polski wybrać, ona męża rektyfikowała, i Bóg sam tak kierował, ażeby Po lacy ocuciwszy się z tego omamienia, obaczyli style nieprzyjacielskie, za dokuczeniem Szwedów, Króla szwedzkiego nie za protektora, ale za głównego nieprzyjaciela Rzpltej deklarowali. Pierwsza szlachta województwa lubelskiego przeciwko nakazanym kontrybucyom powstała; podobała się ta rezolucya drugim województwom, że do obrony siebie wszyscy sprzysięgli się, ustanowiwszy w potomne wieki sławną konfederacyą tyszowiecką, którą Paweł Sapieha z Czarnieckim wznieśli, a Hetmani koronni byli do ufundowania onej radą i pomocą, a za nimi wielu Senatorów przystąpiło, ale ich szlachta siłami swemi i odwagą gruntowała, której tenor taki: Niech to będzie całemu światu jawno, że Polacy nie pochlebnemi obietnicami uwiedzeni, odstąpili Króla Jana Kazimierza, ale srożącą się na upadek królestwa polskiego fortuną, tak Król nasz, jako i stan szlachecki, będąc w ostatniem utrapieniu zewsząd ogarnieni od nieprzyjaciół licznymi wojskami, niemając inszego sposobu Król JMć Jan Kazimierz za granicę z Polski oddalić się i stan szlachecki do protek - 268 cyi Króla szwedzkiego uciec się musiał, któremu wierność podług obowiązku naszego dotrzymaliśmy statecznie; ale, gdy sam przez tak wiele dyplomatów wydanych, słowem królewskiem utwierdzonych, w niczem nie dotrzymał nam słowa swego pańskiego; i zważając, że bez żadnej od nas przyczyny, ani słusznego pretekstu przeciwko armistycyom ustanowionym w Sztumdorfie z Władysławem IV., Królem naszym], nie czekając ekspiracyi jego, niespodziewanie z wojskiem swojem licznem wkroczył w państwo nasze, a nagle napadłszy niegotowych, do wojny przymusił i do przyjęcia protekcyi swojej; jednakże przystępującym warował konserwacyą wiary świętej katolickiej rzymskiej; niebawiąc, zapomniawszy swego słowa, począł wiarę świętą rujnować, starodawne obrządki kościelne wyniszczać, krainy polskie swem wojskiem po nieprzyjacielsku pustoszyć, dwory szlacheckie rabować, stan rycerski kontrybucyami ciemiężyć, trybunały, sądy ziemskie i grodzkie, tudzież sądy duchowne skassowawszy; prawa starodawne i zwyczaje wyniszczywszy, ustanowił nad nami cudzoziemców, praw naszych niewiadomych sędziami; szlachtę i księży, ani zapozwanych, ani do wywodu zabierających się, wysłuchawszy, do więzienia wsadzać, zabijać, rozstrzelać rozkazał; kościoły Bogu poświęcone z splendorów śrebra i ozdób złupione; za złoto i śrebro zakonników męczyć; w dzwony dzwonić na chwałę Bożą niepozwalając, chyba za wielką zapłatą i to przy zgomadzeniu żołnierzy szwedzkich; klasztór i kościół częstochowski nietylko w Polsce i po całym świecie katolickim, cudami i łaskami Bożemi wsławiony, wielkiemi wojskami obiegłszy, do niego szturmować, dla zabrania śreber, złota, klejnotów i innych splendorów rozkazał. A gdyby był dobył cudownego miasta, wiarę świętą katolicką rzymską z państwa naszego wykorzenić, a miasto niej, kalwińskiemi, luterskiemi bluźnierstwy polskie królestwo napełnić usiłował; dobra Rzpltej zasłużonym w ojczyznie konferowane, przeciwko aprobacie swojej, onym słowem królewskiem danej, poodbierał, kościelne dobra swoim świeckim ludziom heretykom porozdawał, a to - 269 wszystko z umysłu robiąc, żeby wykorzeniwszy kapłanów naszych, predykantami heretyckimi kościoły nasze osadził. Z sąsiedzkimi monarchami starodawnych paktów konfirmować nie chce, aby przez to uwikłana Polska w wojnę rozszarpana została; nieprzyjaciół ojczyzny do ligi z sobą zaciąga; z Turczynem wojnę zacząć, usiłując zgubić królestwo Polskie, stara się. Owo zgoła, cokolwiek Rzpltej i wojsku komputowemu przez traktaty obiecał i assekurował się słowem swem królewskiem i podpisem ręki swej utwierdził, wszystko to wywrócił z gruntu, odmienił i skassował. Prawa i swobody kościelne, dawny stan Rzpltej i wolności, stan królestwa polskiego i wszystkich obywatelów państwa tego, w ciężkiej opressyi trzyma; nim tedy w uczynkach zakamiały, lekkiej wiary, niedotrzymujący słowa, pan ugruntuje się w swej zawziętości ciężkiego panowania swego, zamki, fortece ufortyfikuje, nasze wojsko komputowe w jarzmie niewoli spodleje, hardej panowania okrutnej ambicyi opponować się, wszystkiemi siłami rezelwowaliśmy się. Zwłaszcza, gdy N. K. P. N. M. Jan Kazimierz od nas wolnemi głosami obrany na obronę wiary świętej rzymskiej katolickiej , praw, swobód i wolności naszych i dostojeństwa swego królewskiego, odważył się gotów będąc głowę swą królewską na niebezpieczeństwo wszelkie odważyć, mając postronnych monarchów znaczne posiłki. Zaczem temi środki wsparci, wrodzoną miłość ku Królom panom naszym i wierne poddaństwo odnawiamy, żeby dalsza świątyń pańskich i całej ojczyzny gorsza zguba i ruina nie nastąpiła, przestrzegając tego, wyrzekamy się wszelkiej protekcyi Karóla Króla szwedzkiego i onej odstępujemy; wszystkie dotychczas stałe tranzakcye, kapitulacye, akkorda i traktaty kassujemy, i jakimkolwiek pretekstem, sposobem i imieniem zapadłe przywileja, albo dyploma annihilujemy, za nieważne i żadnej mocy niemające, ogłaszamy. Tak też samego Króla szwedzkiego, ze wszystkimi jego adherentami, choćby byli narodu naszego polskiego, kiedy - 270 nie zechcą ocknąć się, a do ojczyzny ratunku powrócić; za nieprzyjaciela ojczyzny deklarujemy i przeciwko niemu i jego adherentom, za wiarę katolicką i kościół Boży, a onych tak ciężkie krzywdy, i za szkody Rzpltej popełnione, za wolności nasze tak wszyscy razem, jako osobliwie każdy pod sumieniem, wiarą, honorem, na tych nieprzyjaciół następować obowięzujemy się. Wojsko Rzpltej komputowe, zasług swych u ojczyzny upominać się nie ma, aż chyba za uspokojeniem gruntownem; obiecuje czynić to dla miłości zgubionego Królestwa polskiego, a póki trwać będzie wojna, wszyscy statecznie, aż dopóki łaskawy Bóg gruntownie ojczyzny naszej nie uspokoi, zostawać w jedności i w tej poprzysiężonej kontederacyi obiecujemy i obowięzujemy się jednostajnie wszyscy w tern przedsięwzięciu zostawać, sprzysięgamy się i ligujemy się stateczną konspiracyą. Żaden z nas nikogo w ciężkim razie nie odstąpi, a dopieroż na inszą stronę nie przeda się, fakcyi, niesnasek, scyssyi, albo z nieprzyjacielem sekretnej kointeligencyi mieć nie będzie, żaden chorągwi nie odstąpi, albo szkodliwych związkowi naszemu czynić postępków nie będzie; ale wszyscy zjednoczonym umysłem, stateczną wolą i uczynkiem ratować Rzpitą ginącą pod przysięgą obiecujemy. A że w tern zamieszaniu ojczyzny, jeszcze niektórzy z braci naszych assystują Królowi szwedzkiemu i w rady z nim wchodzą; wszystkim tym współbraciom naszym, jako jednejże Rzpltej synom, miłość braterską obiecujemy, byle dowiedziawszy się o tej konfederacyi, dopóki nie przyjdzie do wojny, do tego związku i kolligacyi z nami przyłączyli się, a z nami pospołu to Bogu szczerze hołdujące królestwo, także ojczyste swobody ratowali. Którzy zaś uporczywie przy nieprzyjacielu wiązać się będą, tych dobra do sądów hetmańskich i kommissarzów Rzpltej należeć mają. Na to wszystkiem prawem przekonanych, od honorów odsądzonych jakiegokolwiek stanu, ludziom, choćby chłopskiej kondycyi byli, albo cudzoziemcom, pokazującym szczerą, cnotliwą, przez różne odwagi, ratowania ojczyzny naszej applikującą się chęć, wolność, honor - 271 i szlacheckie stanu prerogatywy obiecujemy i deklarujemy, byle tylko do konfederacyi naszej przyłączywszy się, statecznie z nami w tym obowiązku obrony Rzpltej przestawali, etc. etc. etc. Podpisy tej konfederacyi: Stanisław Potocki, Wojewoda i Generał ziem kijowskich Hetman w kor.; Stanisław Lanckoroński, Wojewoda i Generał ziem ruskich, Hetman polny koronny; Krzysztof Tyszkiewicz, Wojewoda czernichowski, kommissarz Rzpltej; Jędrzej Potocki, Oboźny koronny, kommisarz Rzpltej, Stanisław Służewski, Starosta horodelski, kommissarz Rzpltej, Stanisław Domaszewski, Sędzia ziemski łukowski, kommissarz Rzpltej. Zatem z województw, ziem i powiatów konimissarze przybywali od braci szlachty; przysłani wykonawszy przysięgę, podpisali się i komisarze Rzpltej ostawali, zmówiwszy konfederacyą, do województw, ziem i powiatów rozsyłali eksemplarze onej. Ustanowili tę konfederacyą dnia 29go Grudnia 1655. w Tyszowcach we 4 dni, po odstąpieniu Szwedów od Częstochowy. Co pryncypalniejsze punkta tej konfederacyi tu się wyrażają, inszych rzeczy, jako opisania rezy wojennej, formularzów wykonania przysięgi, kar wskazania na przeciwnych i zdrajców i innych, tym podobnych, doczyta się każdy w samym eksemplarzu konfederacyi. Po wykonaniu i ustanowieniu tej konfederacyi w Tyszowcach, zaraz szkodliwej protekcyi nienawiść, do wojny rzuciła się; tak nagle odmieniwszy umysły i chęć, iż co dotychczas cierpliwie znosili opressyą Polacy, w lot do oręża udawszy się, pomstę czynią. Paweł Sapieha wojsko w dobrach swych rozłożone z Białej-Rusi, to jest: Ikaźni, Sapieżyna, Drui, Oświecia, Dziedzina, Czerci, do Lachowic ściągnął, do Bychowa prezydium wsadził; drugie do Rożany, Kossowa, Berezyi, Wysokiego, Trościennicy, Siemiatycz i Bychow posprowadzał; szkuty z Kretyngi także do siebie pozabierał i w Tykocinie Janusza Radziwiłła, Wojewodę wileńskiego, Hetmana w. księstwa litewskiego, z Szwedami obległ, do upadłej gnębiąc księcia Radziwiłła, który wielkością fortun i odwagi żołnier - 272 skiej sukcessami wsławiony, tak wielu wiktoryami z pierwsza nadęty, jak do Szwedów partyi udał się i przeciwko Rzpltej rękę podniósł za zbór kalwiński zrujnowany w Wilnie od studentów, na rzeź i łup Moskwie wydawszy i tak wiele kościołów; żołnierze go odstąpili, niechcąc być zdrajcami Rzeczypospolitej, u wszystkich miłość i reputacyą utracił; córkę miał jednę i tę za brata swego stryjecznego Bogusława Radziwiłła wydał, dyspensę z Rzymu miał przez Królowę Ludwikę wyjednaną, z kosztem niemałym, na 200,000 talarów bitych szacowaną, dla otrzymania dóbr imienia swego konserwacyi; gryzł się jednak sam w sobie, że go nikt nie estymował. Po odstąpieniu wojska i Szwedzi mniej o niego dbali, a tu w oblężeniu ustawnem w Tykocinie od Pawła Sapiehy ścieśniony dogorywał; Królowa Ludwika obligowała Pawła Sapiehę przez list, aby go dostawszy, nie żywił; odpisał: że na sejm do sądu Rzpltej onego zaprowadzę, jeśli mi żywo dostanie się; nad życiem jego po batalii prawa niemam srożyć się; umarł tedy w Tykocinie z hypohondryi dnia 30go Grudnia 1655, gdzie Szwedzi przy nim będący pokonani, kommendant prochem wysadził się, reszta poddała się Pawłowi Sapiesze, któremu Król Kazimierz dał województwo wileńskie po księciu Januszu Radziwille, i buławę wielką nad wojskiem, co sam zaciągnął swym kosztem. Tegoż samego czasu Krzysztof Opaleński, Wojewoda poznański, zmarł; gruntownie uczony, mówca sławny, życie całe z uczonymi ludźmi prowadził, na starość do wojny udał się, gdzie że radził przyjąć szwedzką protekcyą Wielkopalonom, sprawę pokawił. Po nim województwo poznańskie Król Kazimierz oddał Janowi Leszczyńskiemu, a gdzie najpierwszy błąd i przestępstwo stanęło, tam też pierwej jarzmo niewoli zrzucić zawinęli się, to jest: w Wielkiej-Polsce, gdzie officerowie szwedzcy w zamkach i miastach zbytkowali nad szlachtą; w Poznaniu, stółecznem mieście Wielkiej-Polski, Gubernatorem był Klaudyusz Rholamb; w Kościanie Landgraff Heski; w Kaliszu Sadowski; w Piotrkowie Pyron; w Wieluniu i okolicznych zamkach, Graf Wejhard - 273 - Wrzeszowicz, Generałowie; jak wiele zamków, tak wiele panów było nienasyconych. Na żołnierza dawać trzeba było żywność, odzienie i zapłatę; Generałom pensye, officerom salarya, przechodzącym prowianty i gospody, mieszkającym ustawne wygody, do fortyfikacyi zamków, albo ludzi dawać, albo za to osobliwie płacić; na to wszystko składać się musiała okoliczna szlachta; przedtem gdy na sejmie jeden nie pozwolił, wszyscy wolni byli od ciężarów; teraz wszyscy nie pozwolają, a protektorowie eksekwują, co nakażą. Uprzykrzyło się to najpierwej Piotrowi Opaleńskiemu, Wojewodzie podlaskiemu, weteranowi w wojennych akcyach wyćwiczonemu i publicznie ganił to Szwedom, szlachtę do rezolucyi pobudzając, sam dla przykładu drugim, pierwszy na konia wsiadłszy, Wielkopolanów zachęcił do boju. Przybył do niego Krzysztof Żegocki, Starosta babimostski i nad siły odważywszy się, akcyą pamiętną w późny czas zrobił. Miasto Kościan, 7 mil od Poznania leży, 400 Szwedów na prezydium miało, gdzie Fryderyk, Landgraf heski, szwagier Karóla Gustawa, Króla szwedzkiego miał kommendę generalną nad całą Wielkopolską, jako wicerej. Ten bezpiecznie żył w Kościanie, polując, gdzie mu się podobało, żadnej zdrady niespodziewając się; na niego sztuką Żegocki napadł, dowiedziawszy się, że pallisadę wieść kazano szlacheckim chłopom do Kościana; namówił, żeby w bramie miejskiej chłop koło złamał, a palisadą, wraz z wozem bramę zawalił; zatem gdy dźwigają chłopi pale i wóz; Polacy z Żegockim napadają i opanowawszy zwód, straże w bramie wycięli i miasto Kościan odebrali. Mieszczanie obawiając się biedy od Szwedów, żołnierzy szwedzkich pochowali; Landgraf natenczas w polu zabawiał się; Żegocki pilnował na Landgrafa, powracającego z pola na zachodzie słońca; powracał Landgraf wesoły, że miał szczęście w polu, posyła przed sobą, żeby mu otworzono, a już w bramie warta stała Polaków po szwedzku ubranych. Gdy się Landgraf dobywał do bramy, poczęli w bramie strzelać; Landgraf niewiedząc; co się dzieje, 18 - 274 począł wołać na Szwedów; zatem Polacy wypadają, co się w chatkach na przedmieściu przyczepili, porwał się Landgraf do szpady, chcąc się bronić; lecz gdy dali Polacy ognia do niego, koń postrzelony, i sam przez lędźwie przestrzelony, zabitym został. Pierwszy Wielkopolan zdzierca, poszedł do Abrahama; haniebnie Król szwedzki żałował szwagra; na Żegockiego nieubłagany gniew nosząc. Żegocki śmiałością Kościan opanował, a Landgrafa stucznie zgładził z tego świata; a lubo mieszczanie szwedzkich żołnierzy przechowali, jednakże po odejściu Polaków, Szwedzi skupiwszy się, onych wycięli i zrabowali, mszcząc się zguby Landgrafa heskiego. Jan Służewski, Starosta horodelski, od konfederacyi tyszowieckiej był posłem do Króla Kazimierza do Szlązka, który Królowi perswadował, ażeby coprędzej z Szlązka wyjechał, upewniając, że wiarę i usługę życzliwą znajdzie u Polaków skonfederowanych. Odebrawszy to poselstwo, ucieszony, przyspieszał wyjazd swój; lubo Senatorowie wszyscy jeszcze nieżyczyli azardować się Królowi, jednak Ludwika wszystkiemi siłami perswadowała, aby jechał coprędzej. Lubo przybył Franciszek Graf a Potyngen, marszałek dworu Cesarskiego, z perswazyą od Ferdynanda, Cesarza, do Króla Kazimierza, aby przez medyacyą zgodził się z Królem szwedzkim; w tymże interessie tenże sam jechał do Króla szwedzkiego, obligując Króla Kazimierza, aby w Opolu zaczekał skutku tej legacyi; Senatorowie turbowali się srodze, że Króla przeprzec nie mogli, żeby się nie porywał w tak małej kwocie wyjeżdżać, niemając więcej jak 300 koni do boju, i polować nie ma z kim; jednak odważył się wyjechać za wolą Bożą; a perswazyi Królowej Ludwiki słuchając, nie ogłaszał nikomu, kiedy miał się ruszyć, jedna tylko Królowa wiedziała. Wyjechał z Opola dnia 9go Stycznia, w Sobotę, który dzień szczęśliwy do wszystkich akcyi obserwował, 300 przy nim ludzi wojennych tylko było, krom gromady Senatorów. Spodziewał się za granicą więcej Polaków znaleść; ledwo co od Opola odjechał, aż go spotkali w Raciborzu posłowie - 275 od wojska, winszując powrotu i przyrzekając królowi szczerą usługę; jechał od Żywca w góry śniegami osypane, niewiadomą i przykrą drogą po nad graniczu węgierskiem, aż w Dukli, mieście Męcińskich, Lubomirski, marszałek w. kor., spotkał Króla; przywitali się obadwa, zapłakawszy, nie siła mówiąc; piaszczyste miejsce przebywszy do Łańcutu, zamku Lubomirskiego przyjechał, solennie traktowany; potem do Lwowa wjechał, gdzie go mile wszyscy przyjęli. Szwedzi o nim nie wiedzieli, gdzie się obraca. We Lwowie zaczął radzić, jak wojnę rozpocząć, wydane uniwersały do Województw, ziem i powiatów, w których oznajmował Król Kazimierz o swojem przybyciu do Polski, adherentom szwedzkim oznajmił, iż każdemu powracającemu łaskę i respekta deklaruje, amnestyą i niepamięć wieczną uraz wszystkich i występków obiecując, byle tylko jako synowie do ojca przybywszy, na nieprzyjaciela impet obrócili, który chytremi sztukami podszedłszy Polaków, rozłączył z Królem wolnemi głosami obranym, tu urodzonym, w tak wielu krwawych bojach, przeciwko nieprzyjaciołom zajedno z Polakami stawającym. Temi uniwersałami pobudził wielu, których konfederacya nie wzburzyła. Zaraz szlachta wołyńska, podolska, pokucka, ruska na koń wsiadła, bo tu Szwedów nie było; chorągwie, które nie przystąpiły do Szweda, do Króla Kazimierza z wielką radością przybiegły, nowe zaciągi chorągwi piechot, dragonii otrąbiono; wojsko komputowe przy Królu szwedzkim będące, poczęło się od Szwedów odrywać. Najpierwej pułk królewski, nad którym Władysław Wilczkowski, w niebytności Czarnieckiego, Kasztelana kijowskiego, miał kommendę, w ziemi różańskiej mając kwatery zimowe, do Króla Kazimierza, dając drugim z siebie przykład, przebierał się; na odchodzie podziękował Szwedom: z kompanią w powiecie radomskim pod Zakrzewem Szwedów na podjazd przybyłych atakował, w kommendzie Pułkownika Aszenberga będących, i gdyby byli między opłotki folwarkowe 18* - 276 nie uciekli, pewnieby onych w polu zastawszy, zniósł; a i tak lubo z szkodą swoich, wielu zginęło Szwedów, ale za nadejściem większej potencyi szwedzkiej, musiał się umknąć. W Podgórzu wezwani do obrony górale, za przybyciem Michała Wojniłowicza, Pułkownika wojska polskiego, z jazdy Pułkownikiem wypędzili z Nowego-Sącza Szwedów, gdzie Felicyan Kochowski, stryj historyka naszego kommenderujący piechotą nowojowską, siła pomógł; do Żywca ruszywszy się, Szwedów partyą znieśli. Pod Częstochową graf Wrzeszowicz szlachcie wieluńskiej zjazd naznaczył; na który przybywszy z jazdą Kulesza i Piotr Czarniecki, Wrzeszowicza dywizyą znieśli; ledwo sam uszedł. Jan Zarzecki, podstarości Lanckoroński Arnolda Strumbiłę, kommendata zamku Lanckorońskiego, darowawszy mu rączego konia, stucznie z zamku w pole wyprowadził, dla spróbowania biegu końskiego i odwabiwszy od fortecy, onego związał i fortecę odebrał Szwedom, z zamku wypędziwszy. Także Lindorma z zamku pileckiego Stanisław Warszycki, kasztelan krakowski, w oblężeniu trzymając, wysadził. Tenże Warszycki, broniąc swego zamku Dankowa, przez wszystkę szwedzką inkursyą niezdał się; jeden tylko z Senatorów polskich który za granicę nie wyjeżdżając, Szwedom obronił się. Król Kazimierz na pomocy Wszechmogącego Boga i Panny Przenajświętszej fundując się bardziej, niż na sukkursach ludzkich, powrot swój do królestwa polskiego Opatrzności Boskiej przypisywał, wzywając Boga i Panny Przeczystej konfederacyą czynił z niebem, na upodobanie i dyspozycyą Boską poruczając się solennie, wotum w kościele katedralnym we Lwowie, publicznie w głos czynił, po spowiedzi leżał krzyżem przed wielkim ółtarzem, gdzie Piotr Widon, Nucyusz papiezki, Biskup laudyński miał mszą; po przyjęciu Najświętszego Sakramentu z rąk Nuncyusza, takowe do Panny Maryi mówił słowa: wielka człowieczeństwa Boskiego Matko i Panno! ja Jan Kazimierz twego syna, Króla Królów i Pana mego, i twojem zmiłowaniem się Król do Najświętszych twych stóp upadłszy, ciebie za Patronkę moję i państwa mego Kró - 277 lową dzisiaj obieram; mnie, królestwo moje polskie, w. ks. lit., ruskie, pruskie, mazowieckie, żmudzkie, inflantckie, czernichowskie, wojska obojga narodów i pospólstwo wszystkie, twojej osobliwej opiece i obronie polecam; twojej pomocy i miłosierdzia w terazniejszem utrapieniu Królestwa mego, przeciwko nieprzyjaciółom ś. rzymskiego kościoła, pokornie żebrzę; a że wielkiemi dobrodziejstwy twemi zniewolony, przymuszony jestem z narodem polskim do nowego i gorącego tobie, służenia obowiązku, obiecuję tobie, mojem, Senatorów, Ministrów, szlachty i pospólstwa imieniem, synowi twemu Jezusowi Chrystusowi, Zbwicielowi naszemu, cześc i chwałę przez wszystkie krainy Królestwa polskiego, rozszerzać, czynić wolą, że gdy za ulitowaniem syna twego otrzymam wiktoryą nad Szwedem, będę się starał, aby rocznica w państwie mem odprawiała się solennie do skończenia świata rozpamiętywaniem łaski Boskiej i twojej Panno Przeczysta; a że, z wielkim żalem serca mego uznaję, dla jęczenia w opressyi ubogiego pospólstwa oraczów, przez żołnierstwa ucięmiężonego, od Boga mego sprawiedliwą karę przez 7 lat w królestwie polskiem rożnemi plagami trapiącą nas wszystkich, obowięzuje się, iż po uczynionym pokoju starać się będę z stanami Rzpltej usilnie, aby odtąd utrapione pospólstwo uwolnione było od tak strasznego okrucieństwa; w czem Matko miłosierdzia, Królowo i Pani moja, jakoś natchnęła do uczynienia tego wotum, abyś łaską miłosierdzia u syna twego uprosiła mi do wypełnienia tego, co obiecuję. Słuchało duchowieństwo, Senatorowie i Ministrowie rycerstwo i szlachta, także gminy pospolite tego Króla pobożnego wyroku, i wszyscy łzami się zalawszy, wzdychali; azatem niepojęta radość w sercach każdego wszczęła się, że Bóg ulitowawszy się nad Królem i Senatorami Rzpltej, pogrąży Szwedów. Potem Król do konfederacyi podpisał się i onę roborował. Trudność największa była dostać pieniędzy, bo choć kto miał one, krył, obawiając się, żeby mu nie zginęły; zaczem z kościołów śrebro pożyczonym sposobem wziął Król, - 278 za ubezpieczeniem się Rzpltej obiecując one podług wagi powrócić, lub ceną one zapłacić; otworzono mennicę do bicia owych pieniędzy,; ustanowiono akcyzę od wszystkich rzeczy przedażnych; wydano uniwersały na pospolite ruszenie, przez które tym, co nie wiedzieli o powrocie Króla do Polski wiadomość, leniwym ochota, nieprzyjaznym nawrócenie do miłości ojczyzny, wszystkim rezolucya do obrony państwa zalecała się. Karól, Król szwedzki, po zakończonych z Brandenburczykiem traktatach, weselił się i Królowa szwedzka Jadwiga, choć zimą, morze przybywszy z Sztokholmu do Elbląga przybyła, dopomagając wesołości i tryumfów mężowi; aliści Eryk Oxensterna, Kanclerz szwedzki, który i u dworu Kazimierza miał swych szpiegów, doniósł Królowi szwedzkiemu, że Kazimierz, Król, do Polski powraca. Han tatarski obiecał mu assystować i Kozaków nakłonił tenże Han, aby Królowi polskiemu sukkursa dawali; ale najbardziej tyszowiecka konfederacya zburzyła Polaków, o której gdy Król szwedzki usłyszał, z gniewu i zawziętości na Polaków pioruny miotał, zdrajcami, dezerterami, rebellizantami onych mianując. Po wyburzeniu się tej cholery, nastąpiła rada, jak utrzymywać tych, co jeszcze są przy Szwedach, żołnierzom polskim nie dowierzał już; tych, co już pośli do Kazimierza, nienawidził, a co przy nim byli, zdrady od nich obawiał się; zatem i żołnierze polscy radzić o sobie poczęli, już onych ani bankietami ustawnemi, ani pijatykami, jak pierwej nie mógł zachęcić, ściskając każdego i mile przyjmując; zbrzydzili Polacy jego nieszczere karessowanie, rękoma klaskanie, mruganie, wesołość czoła, nawet zmarszczenie, wydały nieszczerość serca i chytre zdrady; siła obiecywał, dobrzy pochwały, źli nie mieli nagany, głaskał, obiecywał, całował, jakoby pozwalał na to, o co go proszono, a odwróciwszy się do drugich, oczyma mrugał, niby pokazując, że z tego nic nie będzie. Zamieszanie w Polsce widząc Karól, w ustawnych cholerach zostawał; wszystka myśl do pomsty, nie zważał na - 279 odległość miejsca, ani na zimowe niewczasy, poruczywszy w kommendę Steinbokowi Prusy, gdzie jeszcze Malborga Jakób Wejher, Wojewoda malborski pilnował, w pół miesiąca Stycznia, cokolwiek jazdy było w Prusiech, piechoty zostawiwszy, ruszył się; był z nim brat jego Adolf, książę bipontcki, mając kommendę po Królu nad wojskiem; Marszałek polny Alfryd Wittemberg chorował, wlókł się jednak; Robert Duglas, Henryk Horn, Waldemar, Graf duński; Miller, Hammerszyld, Aszemberg i inni dawni Pułkownicy, z którymi wojska konnego rachowało się na 10,000. Piechoty nie brał, że za nim nie mogła nadspieszyć; z prezydiów, jeśliby onej było potrzeba, ruszyć miał. Tak tedy spieszno od Łowicza ruszył się pod Solec, gdzie słyszał o Czarnieckim, zbierającym szlachtę, chcąc z nim stoczyć bitwę; ale Czarniecki niemając sił takich, raptem uderzyć, napaść, przeprawy bronić tylko przedsięwziął; przeszedłszy Wisłę, w boku stawał, ażeby z tyłu nieprzyjaciela urywać mógł, i spracowanych Szwedów tak wielką podróżą prześladować , i drogę tamować; lecz Król prosto na Czarnieckiego dążył, spodziewając się, że gdy onego zniesie, wszystkich rozpłoszy; zostawiwszy go zaś w tyle, ustawicznie szkodzić będzie wojsku szwedzkiemu. Dla tego ruszywszy się przed nim Król szwedzki, dążył pod Gołąb u Wisły i Wieprza rzeki leżący, na niespodzianych Polaków napadł, straże przededniem spędziwszy; a tymczasem Polacy, konie przybrawszy, w pole i Duglasa żwawie następującego odpędzili, który umykając się, lewe swoje skrzydło zmięszane opuścił, że niemogąc wstrzymać Polaków, z brzeżystego Ponadwiśla pagórka szyje łamali sobie i koniom, na lód padając; drudzy konie porzuciwszy, po chróstach i łozach kryli się po zabrzeżu Wisły. Za nadejściem samego Króla z armatami, gdy szturmować począł na Polaków gęsto z armat polnych; Czarniecki wojsku kazał umykać się, niemając takiej potencyi, ani myśli Szwedów otwartym bojem wojować; Król szwedzki otrzymawszy pole, wiktoryzował, więcej straciwszy ludzi, niż nasi; bo Adolf, brat - 280 Króla szwedzkiego, gdy koń postrzelony obalił się pod nim, nogę złamał. Waldemar, Graf, syn Chrystyana czwartego, Króla duńskiego, śmiertelnie postrzelony, w Lublinie umarł; Wikilson, Angielczyk, Major Generał, zabity; i prostych żołnierzy zginęło siła. Z naszych Jan i Samuel, Kaweccy, bracia rodzeni, Malawski, Rudawski i inni polegli na placu; nie wiele Szwedzi Polaków położyli, goniąc zaś, żadnego nie dogonili; a podrukowali nowiny, że na głowę Polaków znieśli, nie jutro głowy podniosą, (a Polacy w nocy na nich napadłszy, nasiekli Szwedów i koni nabrali) że zdobycz wielką od Polaków dostali, sakiewki z owsem; armaty Polakom zabrali; a Polacy ni wozów, ni armat nie mieli przy sobie, komunikiem za Szwedami chodząc dziennie i nocnie onych urywali, nie dając się po zwycięztwie wywczasować Szwedom. Po tej akcyi nie wiele w polu skórawszy, naparł się Karól Zamościa fortecy dobyć, myśląc, że opanowawszy Zamość i inne miasta, oba brzegi Wisły lepiej będzie utrzymywać; wstrzymał się trochę pod Lublinem, czekając piechot z prezydyi poruszonych; doczekawszy się, ruszył pod Zamość; pokazywał, że chce obledz Zamość i strachem wymódz, żeby mu się poddał. Był w Zamościu Jan Zamojski, Cześnik koronny, Starosta kałuski, pan tej fortecy, prezydyum należyte; szlachta też okoliczna i poddaństwo do miasta umknęli, prowiantów miał dosyć; mieszczanie także przygotowali się do obrony; zatem z armat dali Szwedzi ognia do miasta; Zamojski kazał z armat dać ognia do Szwedów; pisał list Wittemberg, Generał szwedzki, perswadując Zamojskiemu, żeby się poddał Szwedowi, błagając i strasząc. Zamojski odpisał: że Zamość forteca moja, nikomu nic nie winna, darmo się do niej Król szwedzki napiera, bo Królowi Kazimierzowi raz przysiągłszy, wolnemi głosami obranemu panu, nikomu inszemu nie będzie otwarta. Rozgniewawszy się Król szwedzki, usadził się był szturmować do Zamościa; lecz Wittemberg, Generał, odradził, że należyta miasta fortyfikacya, druga, iż nie rychło onej - 281 dobyć można, a kraj w koło ogłodzony; wojska szwedzkie z tyłu Polacy ustawnie attakując wygubią, a choćby coraz świeże wojska szwedzkie w sukkurs przybywały, wszyscy wiatrem żyć nie mogą: czy do Zamościa szturmować, czy z Polakami ustawnie o prowianty certować, azatem tu się bawiąc, dać onym coraz większe siły zgromadzić, i Tatarów z Kozakami na nas sprowadzą, i nie dadzą się nam potem złączyć z ludźmi swemi. Musiał Król szwedzki odstąpić, lubo już 18,000 wojska zebrał i 30 sztuk armat sprowadził, któremi najwięcej Polaków rozpłaszał, bo oni bez artyleryi w otwartem polu szablą i dzidą Szwedom dokuczali. W intencyi dobycia Zamościa zawiódłszy się ruszył się do Jarosławia; tam około Sanu, żyznej krainy, wojsko zgłodniałe i konie znużone, starał się odpaść. Potem z Jarosławia wytchnąwszy wojsku, do Lwowa myślił ruszyć się; najpierwej na rzece Sanie mosty porobił, aby z obu stron rzeki łatwiej prowianty nazbierać mogli. Duglasa do Przemyśla ordynował, gdzie go nie dopuścili do miasta, od rzeki bramę attakować począł; lecz prezydyum w mieście będące, wraz z mieszczanami wypadłszy, kilkunastu officerów zabili; napędziwszy Szwedów na lód, który gdy się załamał na bystrej rzece, wszyscy się potopili; musiał Duglas nazad z niczem powrócić, gdyż nadspieszały z Podgórza miastu wielkie sukkursa, które Lubomirski, Marszałek wielki koronny, tak z swojemi, jako i braci swych skupiwszy się chorgwiami, prowadził, przytem piechoty góralów, nie leniwe gromady prowadzili. Wszystka ta potencya od Przeworska powracała. Paweł Sapieha, Wojewoda wileński, stateczny przeciwko Szwedom wojownik, dobywszy Tykocina i zebrawszy litewskie wojska, które swym kosztem zaciągnął i po swych dobrach przechował podczas napaści, ciągnął ku Jarosławowi, i szlachta pobliska, a najbardziej sandomierska, tak uniwersałami od Króla Kazimierza zachęcona, jako też z wrodzonej rezolucyi, pod licznemi chorągwiami zbierała się, odrzekłszy się domów, żon i dzieci, nie żważali na prezydya szwedzkie; nie mogli też i Szwedzi wychylić się po prowianty, - 282 których chłopi zabijali: drogą natenczas Szwedom była bułka chleba, albo wózek siana. Niezręczno było Polakom na różne partye podzielonym spotykać się z Szwedami, którzy wszyscy gromady trzymali się i Polakom bronili się, jednak utrzymali onych nasi. Inaczej Szwedzi nie stawali, tylko rzeką brzeżytą, albo niedostępnemi błotami tył ubezpieczywszy, front wałami i gęsto uszykowanemi armatami ufortyfikowawszy. W Jarosławiu gdy most na Sanie rzece Król robił, 1000 Szwedów konnych wyprawił na podjazd, jeżeli Król Kazimierz we Lwowie dosiaduje, bo powiadają, że ze Lwowa ruszył się ku Kamieńcowi. Podjazd szwedzki, milę uszedł w kommendzie Kanneberga, Półkownika. Czarniecki w lesie zasadzkę zrobiwszy, wysłał swe lekkie chorągwie, w pole Szwedów wyprowadził, sam z lasu wypadł z krzykiem tatarskim, wkrótce rozpłoszył i zniósł. Do Sanu pędząc się za nimi, drogę trupami usłał. Goniąc się za nimi Polacy, napadli na wozy szwedzkie, przeprawiające się przez San, w których śrebra stołowe były; wnet to rozszarpała czeladź, 50 piechoty było gwardyi Króla szwedzkiego, oprócz dworskich ludzi, wszystkich w pień wycięli. To stało się 20go Marca. Tak się ustraszyli Szwedzi, że na podjazd żaden nie nie wychylał się przez dzień cały. Karól, Król szwedzki zważając, w jakie niebezpieczeństwo wpadł, dla zbytniej śmiałości zabrania się w dalekie kraje, spuścił nos na dół. Oto ten Król, co uiedobywając miecza, dostał był Polskę, szczęśliwym tytułując się zwycięzcą, niekontentował się sarmackiemi państwami, chciał przez pustynie Bessarabii i Czarne morze przebywszy, w Konstantynopolu sławy szukać; teraz z Polakami otwartym bojem nie spotkawszy się, tylko partyami przyciśniony, turbuje się, jak się, ma przebrać i do morza Bałtyckiego. Jedni przypisują to niedostatkowi fortuny, lecz słuszniej przyznać należy niesłusznej sprawie, bo zawsze Bóg za prawdą trzyma. Jednaki w nieszczęściu rezolut Król szwedzki, widząc jawnie, że dla niedostatku żywności wojsku zginąć przyjdzie i koniom, nazad wracać się rezolwował, wysławszy Duglasa - 283 w przedniej straży, aby trudne przeprawy reparował i lasy gęste przetrzebił, ażeby zasadzek nie było, sam za nim postępował szykiem jak do boju; front armaty uszykowane zasłaniały; tył, wozy utaborowane; po bokach wojsko gotowe do spotkania utrzymywały bezpieczeństwo. Z pod Jarosławia pierwszy nocleg pod Przeworskiem; do Wisły Król spieszył; uchodząc, miał nadzieje niepłonne w rzece Wiśle, że jej dobrawszy się, ocaleje. Wisieli nad nim Polacy, zewsząd napadając nietylko wednie ale i w nocy nie dali wywczasować Szwedom, czem Finowie i Estończykowie, jako w otwartem polu śmiele stoją do batalii, tak niewczasami temi znużeni, ledwie żywi maszerowali; najbardziej trapiło Szwedów, że różnemi głosami wołali napadając, jedni po tatarsku: hała! hała! drudzy po kozacku, trzeci po wołosku, czwarci po polsku; azatem Król szwedzki rozumiał, że wielkość różnych narodów i wojsk sprowadził Król Kazimierz. W takich opałach będąc Król szwedzki, wpadł był w niebezpieczeństwo ostatnie we wsi Rudnicach: przybrał co najodważniejszych Szwedów na obronę osoby swojej; którym dufając, u plebana tamecznego kazał sobie jeść nagotować; cotylko skosztował pierwszej potrawy, dają mu znać, że Polacy napadli; wypadła assystencya jego i na konie wsiadłszy, spotkała się z Polakami; przeto i sam Król porzuciwszy jedzenie, na konia wsiadł i rzucił się na Polaków. Zatem Szandarowski, Porucznik Księcia Wiśniowieckiego z chorągwiami uderzył na Szwedów, nie wiedząc, że w plebanii sam Król szwedzki jest, a jeszcze był natenczas nie złączył się z swoją assystencyą; gdy się bronili Szwedzi, Król dwa razy wystrzeliwszy z pistoletów, dufając rączemu koniowi, uszedł; a Polacy gnębiąc Szwedów, zabawili się. Bukiet z wstęgi pąsowej znak miał, a i twarz jego smagława znajoma była żołnierzom naszym, gdyż często z wojskowymi polskimi przedtem konwersował. Gdy tak Szwedzi umykali się w ustawnych od naszych inkursyach, przy strachu głód, bezsenne noce prowadząc, w błotach pod kolana na przeprawach żwawo od Polaków - 284 utarczki wytrzymując, niespodziewając się od swoich posiłków, zdesperowani codziennie ginęli, Król szwedzki serca nie tracąc, sam wszędzie przodkował, słowami zachęcał, samą rzeczą w najpierwszy ogień sam lazł. Z Jarosławia ruszywszy się, nim do Sandomirza przyszedł, przez 16 dni niespiąc, ani się rozbierając, a dopieroż koszuli nieodmieniając, wszędzie pierwszym był do boju, aż go musieli Szwedzi hamować; przez lasy i błota przechodząc tabory, ciężary, moździerze porzucał i chorych pozostawiał po drodze. Nieraz chciał dać batalią, osobliwie między wsiami Gorzycą i Zaleszanami, lecz nasi i tam nie wstępnym bojem, ale różnemi partyami, z tąd i z owąd napadając, od armat i piechot odwabić chcąc, w pole wyprowadzili, bardziej fatygując konie szwedzkie i onych, niżeli staczając bitwę, a tu głód samym i koniom szwedzkim dokuczał; takową aż pod Sandomirz miał od Polaków assystencyą. Usiadł Król szwedzki w widłach, jak San rzeka wpada w Wisłę, i dla tego zowie się Sandomierza Wisły; miał z prawego boku błota nieprzebyte, z tyłu Wisłę, z lewego boku San; w tern miejscu wieś Zalesie leży, w której okopał się, prowiantów co mógł znaleść we wsi i po drodze, temi kazał się miarkować; coraz wychodził w pole, Polaków do batali wywabiając; a tymczasem Duglasa wysłał w tył, aby starał się statki zebrać i sprowadzić do okopów; przykazał zatem, aby z miast i zamków prezydia ruszywszy w sukkurs, wodą spuścili kommendanci, jako i w samem Sandomirzu był kommendantem Szynkler, Szwed, który gdy chciał most na Wiśle zrobić, nasi przebywszy Wisłę, napadli go przy robocie i znieśli Szwedów i Sandomierz wzięli. Szynkler z miasta z Szwedami do zamku uszedł, widząc jednak pusty zamek i obszerny, niemogąc się tam obronić, w nocy z zamku wypadłszy, podle kościoła Najświętszej Panny będące domy zapalił, chcąc przebudzić Polaków, którzy w dzień siła Szwedów wycięli. Czarniecki żałując spalenia Sandomirza, chcąc się pomścić, nazajutrz do zamku kazał szturmować; na co mie - 285 szczanie, pospólstwo i chłopi ze wsiów zbiegali się ochoczo, albowiem wiedzieli, że tam w zamku siła rzeczy było zewsząd narabowanych, najbardziej z kościołów i pańskich dworów, także z miasteczek różnych; tudzież z szlacheckich domów i wsi sprowadzono, na przybycie Króla szwedzkiego różne prowianty i żywności. Zważył Szynkler, że się tu nie obroni, najbardziej tłum ludzi z miasta widząc, zląkł się; żeby w ręce polskie darmo nie wpadł, w oczach Króla szwedzkiego zakopał pod fundamenta murów kilka beczek prochu i innych siarczystych kunsztownych przypraw, utaiwszy lunty zapalone , a sam z zamku na statki gotowe uszedł. Polacy zatem wpadają do zamku, o zdradzie nie wiedząc; zatem grzmot wielki, wyrzucono prochami mury, przeszło 500 ludzi naszych, ochotnika, ta ruina ogarnęła, na powietrzu śmierć, w obalinach murów pogrzebieni zostali. Wtenczas księgi i archiwa Województwa sandomierskiego pogorzały, zkąd wielka szkoda wszystkim była, i ciężkie pieniactwa wszczęły się, niemając dowodów prawnych, czem się obronić. Król szwedzki między rzekami i błotami usiadłszy, szczęśliwy był; a Polacy niemając piechót, armat i ammunicyi do dobycia jego, tylko około niego krążyli. Już też z Krakowa prowianty wodą onemu sprowadzono i sukkursa z inszych prowincyi liczne nadchodziły, jako podjazdy naszym wiadomość przynosiły. Gustaw Szteinbok dnia 20 Marca Malborg odebrawszy od naszych, z Prus przychodził z piechotami; Margrabia badeński z nowo zaciężnemi wojskami przybywał; cokolwiek w Mazowszu po prezydiach było Szwedów, i ci się do gromady zbierali. Znowu Karól Gustaw, Król szwedzki począł się wzmacniać, a Król Kazimierz na Rusi bawił się; Hetmani rezolwowałi się, aby cokolwiek jest wojska komputowego Króla szwedzkiego w tych ciasnościach utrzymywało; a Marszałek w. kor. Lubomirski, ruszył się przeciwko nadchodzącym Szwedom z Wielkiej Polski. Czarniecki po Zawiślu do Mazowsza poszedł, zabiegając pruskiemu wojsku i Szteinbokowi, z Prus - 286 ciągnącemu z Szwedami; tak się rozróżnili, darmo na miejscu nie siedząc nad Królem szwedzkim. Najpierwszy Czarniecki pod Kozienicami 8 chorągwi szwedzkich konnej dragonii w kommendzie Pułkownika Torneskild z impetem napadłszy, w pień wyciął, żadnego nie żywiąc, swoich 30 towarzyszów zgubiwszy; między zabitymi Stefana Stapkowskiego, Porucznika pancernego chorągwi Myszkowskiego znaleziono. Potem wziąwszy wiadomość, że Margrabia badeński spieszy się ku Królowi szwedzkiemu, ruszył się Czarniecki przeciwko niemu, aż go pod Warką spotkał; rzeka Pilica przeszkadzała Czarnieckiemu na wiosnę rozlana, a lubo most był na rzece, lecz wąski, nie rychło mógł by się przeprawić; nieprzyjaciel za rzeką aryą w trąby grać kazał i w kotły bić, a po nad rzeką chodząc, przeprawy szukał. Czarniecki kazał Wąsowiczowi, Pułkownikowi dragonii konnej, aby most opanował, sara w tygrysowej jubce przypadłszy do dywizyi swojej, wymówił: hardy nieprzyjaciel zastawiwszy się rzeką, drwi z nas; ale wnet zobaczy, iż on przebywszy morze, spiesząc się na opressyą Polski, małej rzeki obawia się, a my tę rzekę w oczach jego przepłyniem. Proszę za sobą! ścisnąwszy ostrogami konia, w rzekę rzucił się i przepłynął; za nim wszyscy rzekę przepłynęli, iż za godzinę, 3000 wojska na tamtej stronie rzeki Pilicy stanęło. Dziwił się nieprzyjaciel tej śmiałości, i ztchorzył; mogąc przeprawy bronić, nie bronił; doświadczył na sobie rycerstwa: tąż śmiałością skoczyli na nieprzyjaciela, którą i do wody, już lżejszą mieli w ręku wiktoryą, na ziemi z ludźmi wojując, niż z elementami emulując; na chrągwie polskie gdy Szwedzi gęsto ognia dawali, Czarniecki z boku uderzywszy, ze dwie godziny pasował się; nakoniec Szwedzi do lasu uchodzić poczęli, na których nasi wsiadłszy, drogą warszawską doganiali i zacinali; wielu poddało się drudzy z koni w las gęsty uchodzili, których chłopi pomordowali; kommendę mający Fryderyk Margrabia starszy z Grafem Szlipenbachem i Ehrensteinem, Konsyliarzem Króla szwedzkiego, przez gęstwiny przebrali się do Czerska, i między obalinami - 287 pustego muru trzy dni o głodzie chłodzie przesiedziawszy, potem w nocy do Warszawy przywędrowali. Żywcem wzięty Margrabia młodszy Adolf; Hrabia Falkstein, Wegier; Poter, Benzy, Generałowie; przytem Officerów różnych niemało; 400 żołnierzy prostych zdało się, którzy rodem byli Francuzi. Jeszcze Król szwedzki siedział w saku pod Sandomierzem, aż do niego przyszła wiadomość, że wojska komputowe polskie, przy nim będące na zimowych kwaterach w Mazowszu i w Prusiech lokowane, odstąpiły Szwedów, wstydząc się tej ohydy, bydź przeciwko ojczyznie swojej zdrajcami, a braci swoich nieprzyjaciołami, widząc szczerze ratujących wiarę świętą i starożytne swobody; nie chciały być w gromadzie Szwedów sprzysiężonych na zgubę wiary i wolności narodu polskiego; pierwej czeladź uchodzić poczęła od panów, potem towarzystwo umykało od chorągwi, a łączyło się z województwami. Zatem oficyalistowie widząc, że tylko z gołemi chorągwiami i kotłami zostaną bez ludzi, żalili się jeden przed drugim, iż nie możemy utrzymać ludzi, na głowę rwą się do braci, zasług żadnych ani prowiantów nie mając, tylko z zdzierstwa i płaczu ubogich ludzi i krewnych swoich żyjemy; skarząc się i żaląc jeszcze wstrzymywali się odejść od Szweda, dopóki wszyscy zdewinkowani miłością ojczyzny ginącej, nie zjednoczyli się i nie skonferowali się do podziękowania za służbę królowi szwedzkiemu, któremu wbrew dziękować niebezpieczno, więc koło Generalne zrobiwszy, wydali manifest i ten do grodu podali; ekstrakt posławszy do Króla szwedzkiego w te słowa: „Królestwo polskie przez 7 lat w ustawnych wojnach i niepokojach od różnych dzikich narodów, już prawie upadające, w roku przeszłym od wojsk K. Gustawa, bez żadnej przyczyny, ani akcyi sobie danej do wojny od Polaków, i owszem lat kilka jeszcze było do końca armistycyi, ale upatrzywszy zewsząd ogarnionych Polaków niemogących się w swem nieszczęściu ratować, napadł niespodzianych, a pod pretekstem protektora zgubionej ojczyzny naszej, nieprzyjacielem okrutnym stawszy się, województwa poznańskie i kaliskie opanował; także wojska jego z Inflant wybrawszy się do Litwy tymże pretekstem, drapieżni wilcy przybrani w nie - 288 winnych owieczek skóry, księstwo litewskie do przyjęcia protekcyi przymusili, natenczas gdy od wschodu Kozacy, od północy Moskale utrapioną ojczyznę naszę dręczyli, miasta stółeczne Poznań, Warszawę, Kraków, nie tak przez szturmy, jako łagodnemi słowy i łaskawej protekcyi deklaracyą uwiedzone posiadł; a zatem Król nasz Jan Kazimierz, niemając potencyi równej opponować się siłom jego, do Szląska musiał się udać, gdzie miał swoje księstwa opolskie i raciborskie, pod protekcyą cesarską. Gdy Króla w ojczyznie nie stało, Ministrowie, Senatorowie i panowie różni, każdy w swą stronę umykał przed następującą szwedzką nawałnością. Co widząc wojsko Rzpltej, nie mogło inaczej ratować się, jako protekcyi Króla JMci szwedzkiego deklarowanej, niepojednokrotnie poruczyc się do czasu, warowawszy całość wiary świętej katolickiej, praw i swobód ojczystych; któż albowiem widząc ojczyznę zewsząd obarczoną i w ruinach swoich od tak wielu nieprzyjaciół tonącą, inny sposób mógł znaleść ratować się, kto tak łagodnym słowom i deklaracyi łaskawej protekcyi przyjemnego monarchy nie miał uwierzyć, kto na tak wiele dyplomatów pod sumieniem i słowem jego królewskiem nie miał podufać? podpisami ręki zatwierdzonym i ubezpieczonym dyfidować mógł? Lecz czuwający naród na upadek królestwa polskiego, ukazał chytre swe sztuki, a potem umknąwszy deklarowanej protekcyi, po nieprzyjacielsku wiarę świętą katolicką rzymską, prawa, swobody i wolności staropolskie gwałcić począł. Z Krakowem czyniąc kapitulacyą obszernie, warowawszy bezpieczeństwo Czarnieckiemu, Kasztelanowi kijowskiemu, Gubernatorowi krakowskiemu z zamku i miasta assekurował się wiarę staropolską katolicką i przywilije kościołów i klasztorów z dawien dawna nadane niena ruszenie konserwować, podpisawszy ręką swą osobliwym onę roborował wydanym dyplomatem z podpisem swej ręki i pieczęcią. Niebawiąc, zaraz z kościołów śrebra, złota, klejnoty i bogate apparaty kazał porabować, księży ciężko więżąc, na tortury brać rozkazał, aby utajone wyjawili skarby; szlacheckie domy splondrował, kazawszy 60,000 - 289 bitych na przywitanie mięszczanom zapłacić, przybrawszy sprawnego do rabunków, i wszelkiego okrucieństwa mistrza Alfryda Wittemberga z dzikich finskich narodów, który supplikującym mieszczanom krakowskim, że nie mogą wypłacić tak wielkiej nakazanej summy 30,000 złotych ofiarującym mu, i te 30,000 złotych odebrał i onych potem męczył, aż do szeląga nakazaną summę 60,000 bitych wypłacili; za miastem będące kościoły, klasztory, szpitale z ziemią zrównał; w innych miastach na łup żołnierzom oddał, tak dalece, że bazarnicy z apparatów kościelnych suknie sobie robili; także cygani za szwedzkim obozem włóczący się, w ornatach i dalmatykach chodzili, na urąganie wiary świętej katolickiej; dobra Biskupów, Opatów, Król JMci szwedzki officerom swoim porozdawał, co antecessorowie, Królowie polscy na potrzeby kościelne fundowali, on świeckim ludziom używać pozwolił, i prowenta kościołów katolickich predykantom kalwińskim i luterskim konferował. Tak wyniszczył królestwo polskie, że już nie mając co rabować, marmury z pałaców wydzierać, z zamku warszawskiego obrazy, statuy i starożytne ozdoby powydzierawszy, do Szwecyi kazał zaprowadzić. Tylko królestwa polskiego ozdobę częstochowski klasztor, w którym po świecie katolickim słynie cudami i łaskami Boskiemi obraz Przenajświętszej Panny chcąc wywrócić, przez cztery niedziele w oblężeniu trzymał, chcąc uwielbienie Matki Przeczystej wykorzenić z państwa naszego. Zaczem niemogąc na sobie dalej tego przenieść, abyśmy dłużej służyć Królowi szwedzkiemu i onego zaszczycać potencyą mieli, obawiając się, aby nas Bóg sprawiedliwy przy nim surową pomstą i karą nie pognębił; odstępujemy od jego partyi, wyrzekamy się i wyprzysięgamy się protekcyi onego zdradliwej, i odtąd Karóla Gustawa, Króla szwedzkiego i adherentów jego za nieprzyjaciół narodu naszego deklarujem; a przeciwko niemu i jego adherentom, póki ich u nas stanie, za świątnice Boskie prerogatywy wiary świętej katolickiej, tudzież prawa i swobody ojczyste wojować przysięgamy, ani od tej konfederacyi odstąpimy, dopóki ojczyznę naszę, Króla Jana Kazimierza, 19 - 290 P. N. M. na tronie królewskim w pokoju nie wsadzimy, w którem przedsięwzięciu aby nas Bóg miłościwy utrzymywać raczył, pokorną czynimy suplikacyą, protestując się przed majestatem Boskim i całym światem, iż nie z żadnej fakcyi i korrupcyi, ale dla obrony wiary i ojczyzny, ten związek uczyniliśmy dla wiekuistej pamięci; tę naszę manifestecyą do ksiąg autentycznych podajemy. Pisano w Zembrowie dnia 15go Lutego roku 1656. Starszyzna wojskowa, która utrzymywała reputacyą swoję u cudzoziemców, nienaruszając jednak powagi swojej w wojsku, unikała konfederacyi, pokazując do czasu usługę swą stateczną Królowi szwedzkiemu, dopóki związek nie wzmocnił się wojskowy. Miał nad wojsk.iem kommendę Alexander Koniecpolski, chorąży w. kor., który łubo miał wielką estymacyą u Króla szwedzkiego, jednak bardziej kochał Rzpltą; ten, gdy chorągwie litewskie w komniendzie Pawła Sapiehy będące, Tykocin miały w oblężeniu, gdzie przy zmarłym swym mężu żona księcia Janusza Radziwiłła wdowa była, a Koniecpolski także był w dowcem, onej zalecając się, za pozwoleniem Króla szwedzkiego ruszył się z chorągwiami swemi, chcąc uwolnić z oblężenia damę. Zatem Król szwedzki pod Jarosław oddalił się; wojsko koronne gotujące się, do związku, w Mazowszu rozłożył, które dowiedziawszy się, że Szwedzi opasani od Czarnieckiego i Pawła Sapiehy, tudzież szlachty sandomierskiej i lubelskiej, gdzie i sam Król szwedzki w opałach zostawał, niechcąc więcej czekać, do związku poszło; musiał i Koniecpolski, dawszy swej imprezie pokój w daniu odsieczy Tykocinowi, z wojskiem koronnem ruszyć się, jednak pierwej listem swoim oznajmił Królowi szwedzkiemu w ten sens: „Niezmazana żadną zdradą od wieków cnota Polaków przeciwko Królów, panów swoich, w całym świecie zawołana, że gdy w dziedzicznych państwach narody postronne swoich monarchów zabijają, a Królowie polscy na piersiach każdego szlachcica się przespać mogą; bo przodkowie nasi wolnemi głosami obrawszy sobie pana bez żadnego przymuszenia, strzegli się tej ohydy przeniewierzyć się Królom swoim. - 291 Ztąd i my, którzy w nieszczęściu ostatniem Rzpltej, szukać protekcyi cudzoziemskiej musieliśmy, teraz, gdy Jan Kazimierz, Król nasz powraca do ojczyzny, pamiętając na przysięgę od nas wolnie obranemu i ukoronowanemu Królowi wypełnioną, a mając tak wiele uraz zgwałconej wiary naszej i wolności staropolskich, oraz od starszych braci naszych będąc napomnieni do obrony wiary świętej katolickiej, praw i swobód starożytnych, abyśmy się spieszyli; pod surowemi karami na zdrajców ojczyzny ustanowionemi, musieliśmy do spółeczności ojczyzny naszej powrócić; jednak niechcąc tego czynić jako zdrajcy, lecz jako wolny naród, jawnie do Rzplitej, jako do matki swej synowie powracamy, oświadczamy się WKMci, iż wdzięczni będąc łask jego pańskich, życzyliśmy do upadłej WKMci służyć, przeciwko innym nieprzyjaciołom jego. Że zaś przeciwko Rzpltej, matce naszej nie możemy, sam WKMść jak pan, wszystko penetrujący, mieć nas za wymowionych będziesz; zaczem suplikujemy do WKMci, abyś nam tego nie broniąc, jako życzliwym w inszych akcyach sługom, dał wolny pas powrotu do Króla naszego; mamy przytem nadzieję doznanej WKMci łaskawości, że nam tego za złe mieć nie będziesz, którzy nie przeciwko WKMci oręże podnosimy, ale na obronę ojczyzny naszej onych dobywamy; gotowi będąc w inszych okazyach szczerze WKMci służyć, jako i teraz w tymże charakterze piszemy się życzliwi słudzy." Otrzymawszy list ten Król szwedzki, choleryzował, odgrażając wycięciem i nikogo nie żywieniem, gdyby mógł tylko ich dogonić; a i dogoniwszy onych, nie łatwo wziąśc w tak wielkiej liczbie ludzi i przy tej rezolucyi Bogu i obronie ojczyzny poślubionej. Spodziewał się jeszcze onych wstrzymać przy sobie, wysłał do związkowych, najbardziej starszyznę i officyalistów namawiając do statecznej przy sobie usługi i życzliwości. Lecz nie mógł nikt wyperswadować onym, aby dla Króla szwedzkiego Rzpltej odstąpili; dawszy na piśmie rezolucyą: iż wojsko Rzpltej nie widząc sprawiedliwej pretensyi Króla szwedzkiego do R. P., a zważając jawną opressyą wiary świętej katolickiej, praw i swobód ojczystych 19* - 292 ostatnią ruinę, żadnemi datkami i obligacyami nie może zezwolic, aby dłużej przy Królu szwedzkim ostawało, gdyż sam rozum dyktuje, i bojaźń Boża obliguje, aby temu, co niedotrzymuje słowa, gwałci prawa kościelne i świeckie, naród polski więcej nie sprzyjał; jako się więc rezolwowali, powracają do Króla Kazimierza, którego Królem swym obrali i onemu wiernie poddaństwo zdawna przysięgli: do tego całe wojsko obliguje sumienie, wiara święta, za którą wojować i umierać wszyscy obowiązali się." Kończył się miesiąc Marzec, a Król szwedzki siedział w okopach między Wisłą a Sanem, starał się jak najprędzej wybrać się z tej ciaśnioty, doczekawszy się piechoty, której od Krakowa i innych fortec Wisłą na statkach do niego przypłynęło na 3000 ludzi; wyprowadził wojska w pole, pokazując Polakom gotowość do boju, z armat ustawnie bić kazał około okopów fossy porobił, wypadając partyami, nagabał Polaków, jakoby wzywając onych do batalii; ale Hetmani raz ustanowili, żeby wojsko batalii nie staczało, ale tylko napadając Szwedom dokuczało. Polacy w nadziei byli, że Król szwedzki do batalii gotuje się, a on dostawszy statków, coprędzej na nie piechoty, armaty, prochy, ammunicye, prowianty włożył, a już też woda opadać w Wiśle poczęła, konne wojsko w nocy na drugą stronę Wisły przeprawił i spracowane różnemi niewczasami wojsko spuścił wodą i sam z konnem po Nadwiślu w tamtęż stronę maszerował i przez Mazowsze do Warszawy dobrał się. Za Królem szwedzkim jak się ruszył, nie szli nasi w pogoń, radzi, że z tego miejsca uszedł, kraj uwolniwszy, a tak Polacy znużone konie odpaść mogli bezpiecznie. W Krakowie prezydyum szwedzkie zostało się, tylko 3000 ludzi, gdzie i nasi mający w pobliżu Krakowa swe fortuny, woleli w mieście rezydować dla pokoju, oraz dla konserwacyi dostatków swoich w Krakowie złożonych, gdzie Gubernator szwedzki Paweł Wirtz, człek ostrożny, miał na wszystkich oko, akkomodując się szlachcie i mieszczanom, chcąc onych sobie zrobić życzliwych. Miasto Żywiec, Za - 293 kliczyn, Pilica, Szczekociny, Przyrów i inne spalone z rozkazu Wirtza i zrabowane. Szlachtę w domu siedzącą, która Szwedów zaczepiała, napadając, jednych zabijali Szwedzi, drugich do więzienia zabierali, innym pokazując postrach; czem szlachta urażona, do pomsty rzuciła się, wolała w polu przy gromadzie bronić się, niżeli w takowej zostawać opressyi. Jakoż Franciszek Dembiński, Starosta nowomiejski, najpierwszy zgromadził niemało szlachty Województwa krakowskiego, niedopuścił Szwedom wypadać i rabować i nie dawał do Krakowa prowiantów prowadzić; jednak Wirtz wyśpiegowawszy, że Dembiński w Mogile ze szlachtą stoi, niemając wielkiej ostrożności, wypadł z Krakowa i onych rozpłoszył za przybyciem. (Tu autor opuściwszy niektóre zdarzenia roku I656go, i początek r. 1657, tak dalej rzecz prowadzi). ROK 1657. Po zniesieniu i wypędzeniu Rakocego, Wielkopolanie do dobycia Poznania ruszyli się, w którym prezydyum było Brandenburczyka, bo się z Wielko-Polską w dziale Brandenburczykowi dostało miasto Poznań. Opaleński, Wojewoda podlaski, i Krzysztof Grzymułtowski, podkomorzy poznański, ruszywszy pospolite ruszenie szlachty Wielkopolskiej, obiegli Poznań, póki Krzysztof Grodzicki, Generał artyleryi koronnej, Hauptu, gdańskiej fortecy, z woli Króla Kazimierza broniący, nie przybędzie. Obszerne miasto Poznań trzy razy oblewa rzeka Warta; przybywszy Grodzicki, formalnie obledz je usiłował, we środku było prezydyum brandenburskie, nad którem Wedyge Boninus kommissarz elektora brandenburskiego był, który miał kommendę nad żołnierzami i mieszczanami, Chrystyan Klejt, Pułkownik; Jan Rajsfeld, Major; Wilhelm Hubert, Tomasz Brass, officerowie i inni kapitanowie i porucznicy; przeszło 2000 ludzi brandenburskich; z początku jako zwyczajnie z armat ognia dawano, i z wycieczek spoty - 294 kano się, dopóki nasi wyspy, gdzie kościół katedralny stoi, nie opanowali, wyciąwszy prezydymn; potem odebrawszy koniom i bydłu żywność, pośli traktować brandenburscy officerowie, upraszając, aby onym pozwolono posłać do Kurfirsta brandenburskiego po ordynans, jeśli się poddać mają, ponieważ przyciśnieni od Polaków. Za powrotem posłanego, który przyniósł rezolucyą, jeśli z honorem wypuszczą prezydyum, poddać się; taką kapitulacyą uczynili: 1.      Prezydyum elektora brandenburskiego ustąpi z miasta Poznania, apparaty kościelne, wszystkie księgi tranzakcyi publicznych, metryki, archiwa, składy szlacheckie, towary kupieckie mieszczan i wszystkie dobra obywatelów w całości nienaruszenie zostawiwszy. 2.      Długi zaciągnione od ludzi brandenburskich na prezydyum będących, mają być zapłacone, czy gotowizną, czy w zamian rzeczami inszemi, jeśli jaka krzywda stała się, pan kommendant poznański skarzącym się, przed wyjściem sprawiedliwość uczyni, po wyjściu wszystkie pretensye ustaną. — Te punkta z strony miasta, a na stronę brandenburskich ludzi: a)      Prezydyum, jakie jest teraz, wynidzie z miasta, rozpostarłszy chorągwie, w bębny bijąc, lonty zapaliwszy, do Landsbergu, alias marchickiego Drezdenka, konwojowane dla bezpieczeństwa z kilka chorągwiami polskiemi. b)      Armaty brandenburskie z sobą wyprowadzi, szwedzkie zaś na potrzeby miastu zostawi. c)      Prezydyum z Kurnika z bronią i rzeczami swemi przed wyjściem z Poznania żołnierzy brandenburskich wypuszczone ma być w całości, przydawszy mu także konwoj polski. d)       Officerów szwedzkich i żołnierzów żony, synowie, potomstwo ze wszystkiemi dobrami onych, w tęż kapitulacyą inkludują. - 295 Wyszli z Kurnika i Kościana, i do Poznania przyśli, gdzie się złączywszy 2000 było prezydyum brandenburskiego; dla wyprowadzenia onych, przydany Jan Gniński, Starosta gnieźniński, z chorągwiami; ten siła pomógł do dobycia Poznania. Przy Gnińskim przydani Wilhelm Butler, Starosta radzyński i Franciszek Rydzyński, miecznik kaliski. Od Brandenburczyków dany Munzer, czy min nie zasadzili, albo jakiej zdrady miastu nie uczynili. Tak się Poznań uwolnił, którego szukać było w samem mieście; dwa lata w utrapieniu będąc, pozuał potem, jako ze wszystkich ozdób ogołocony, osierociały bez mieszczan bez pospólstwa; towarów żadnych niemający, jednem słowem pustki: to jego szczęściu przypisać, że jako pierwsze miasto polskie Szwedów przyjęło, tak najpierwej od drugich z opieki cudzoziemskiej uwolniło się. Za Poznaniem Kraków następuje, Królestwa polskiego stolica i gniazdo, który należało dobyć, aby po uwolnieniu Wielko-Polski od nieprzyjaciół i Mało-Polska tegoż szczęścia uczestniczką była. Krakowski zamek stoi na górze Wawel, gdzie na spodzie w jaskini smok przedtem leżał, teraz tu lew szwedzki srożył się, Pawła Wirtza Gubernatora wsadziwszy do miasta i zamku, ze 3000 Szwedów, którzy zburzywszy kościoły i klasztory, regularną w Krakowie zrobił i obronną fortecę; miał też i czasu na to lat dwa do przygotowania się. Tam Rakocy, Książe siedmiogrodzki Janusza Betlema zostawił na prezydyum ze 2000 Węgrów, ażeby miasta Krakowa pilnował za niego, bo Król szwedzki ustąpił Krakowa z Małą Polską Rakocemu, dawszy ordynans do Gubernatora Wirtza dnia 16go Maja, aby Węgrom ustąpił miasta; który wezwawszy magistrat i mieszczan, opowiedział o woli Króla szwedzkiego, jakoż życzył Betlemowi, aby kazał magistratowi i mieszczanom, na imie Rakocego przysiądz; ale Betlem niechciał tego ciężaru na się zabierać, bronić Krakowa we 2000 Węgrów, wolał być kollegą Wirtza, a Wirtz jako zaczął, żeby do końca był Gubernatorem, ponieważ o cesar - 296 skiem wojsku i Polakach słyszeli, że ciągną obledz Kraków. Dnia 20go Czerwca Generał Szpar z wybornem wojskiem cesarskiem konnem przebywszy Wisłę pod Krzemionką, ukazał się pod Krakowem, którego Wirtz, wysławszy trębacza, przywitał, przysławszy mu wina i prowiantów z miasta, i słychać było, że w nocy oba się zjechawszy, rozmawiali, jako znajomi sobie na wojnie niemieckiej. Na początku miesiąca Lipca za przybyciem regimentów, piechoty i jazdy cesarskiej, formalnie Kraków obiegli, ochoczo cesarscy uwijali się, jako zwyczajnie na początku. Polacy za Kakocym pędząc się, odeśli od Krakowa. Kommendę miał Melchior Graf na Gleychem Hassfeld, Ferdynanda cesarza marszałek, na wojnach wsławiony; po nim drugi Graf de Baume Zuza, rodem Francuz, i inni Generałowie i Pułkownicy, jako to; Graf Monte Kukuli, Włoch; Otto Krzysztof Szpar, de Souches, Buchaym; około miasta rozłożyli kwatery, do szturmowania kazali aprosze kopać. Król zaś Kazimierz w Niepołomicach polował. Zahuczyli z armat cesarscy od szańcu przeciwko bramie świętego Floryana; wystawili szaniec drugi przeciwko bramie sławkowieńskiej, gdzie rawelin Szwedzi wysypali i tam ludźmi osadzili potężnie przy młynie królewskim. Wirtz Gubernator, sławny inżynier, wymyślił fortyfikacye za murami dla obrony miasta; które w okrąg tylko murami prostemi broniło się, bez żadnej sztuki inżynierskiej; ten zaś rewelin i inne fortyfikacye ziemne posiłkował z wież i z strzelnic na murach będących. Do jednej z tych wieży często bijąc, cesarscy zrujnowali mury, że się chwiała wieża, a na niej armaty były, od Szwedów zaprowadzone. Na początku oblężenia zjechali się senatorowie do Króla Kazimierza, dopóki wojsko polskie od wiktoryi nad Rakocym powracające nie przybyło. Senatorowie ci byli: Jędrzej Trzebicki, Biskup Przemyślski; Jan Tarło, lubelski; Hieronim Wierzbowski, brzeski kujawski; Kazimierz Krasiński, płocki, Krzysztof Tyszkiewicz, czernichowski, Wojewodowie; Jan Wielopolski, wojnicki, Ale - 297 xander Sielski, łęczycki; Hrabia na Tarnowie, kijowski Kasztelani; Stefan Koryciński, Kanclerz w. koronny; Bogusław Leszczyński, Podskarbi wielki; Łukasz Opaleński, Marszalek nadworny koronny; przybywali i drudzy coraz bardziej gromadząc się i assystencye liczne ludzi prowadzili. Królowa Ludwika dnia 20go Lipca przybyła także do obozu, za nią dwa regimenta piechoty przyszły. Gotowali się Niemcy do szturmu, od bramy świecką nazwanej, gdzie mury nizkie były; już się pod mury przyaproszowali, gęste szańce wystawili dla bicia z armat do miasta, podkopywali się pod mury, dla podsadzenia min od świętej Anny forty, z szańców huk wielki był z armat strzelając. Na Kazimierzu kawalerya po Nadwiślu w równem polu ucierała się z wypadłymi Szwedami; Wirtz się sadził na wszystkie sztuki, broniąc Krakowa, nim Król szwedzki nadeśle sukkurs, o którym nadchodzącym rozsiał wieści. Już dwie niedziele, jak oblężenie zaczęło się, radzono cesarskim nie tracić ludzi, lepiej głodem morzyć prezydyum; ale Wirtz tak był przezorny, że mieszczanom i szlachcie wszystkie zboża pozabierał, mieszczan dyzarmował, w rynku placową straż, około murów gęste prezydya postawił, ulice łańcuchami żelaznemi, pozamykał, albo palisadą pozabijał; żeby mieszczanie nie buntowali się, pałace, kamienice pozamykał; niewiastom, żeby z okien nie wyglądały, zabronił, całe miasto jak w więzieniu miał. Królowa przysłała do niego, ofiarując mu wielkie prezenta, aby się poddał; gdy niechciał, obligowała go wielką nagrodą, ażeby niezrujnowawszy miasta Krakowa, starał się dotrzymać je Królowi Kazimierzowi; pisał do Wirtza Hieronim Wierzbowski, jako znajomy jemu, perswadując, aby nie gubiąc ludzi, poddał się. Odpisał do niego: że żadną miarą poddać się nie może, wyrzucając co w Warszawie officerom szwedzkim Polacy zrobili, przez kapitulaeyą wyszłych na więzienie do Zamościa onych odesłali. Posłał Wierzbowskiemu drukowane gazety, że Król szwedzki z wielkiemi wojskami wszedł do Danii, w krótce tam napędziwszy Duń - 298 czyka, powróci z tryumfem do Polski. A tak misterny był i kunsztowny w korespondencyach cudzoziemskich, że do niego niewiasty nosiły gazety; miał też swoje z czarownicami wróżby i konszachty, jako Finom rzecz przyzwoita diabłami orać. Czynił radę Król ze senatorami, i żołnierzami, czy głodem wymorzyć Szwedów i Węgrów? Wezwani Officerowie cesarscy do tej rady, odpowiedzieli: że nam w rady wchodzić się nie godzi, ale co Król JMść każe, prędko i ochoczo wypełniać będziemy. Polacy: jedni szturmować, drudzy nie, jak się komu zdało, radzili, nawet i między sobą powadzili się Lubomirski, Hetman polny, z Czarnieckim; ledwie onych Królowa Ludwika pogodziła, widząc obudwóch potrzebnych Rzpltej i sobie. Król Kazimierz tnrbował się, myśląc, czy szturmem dobyć Krakowa, czyli głodem morzyć; widząc, że tak wojsko niemieckie, jako i nasze ubogich ludzi szarpie, tych rujnując, których bronić i ochraniać powinno; żałując utrapienia pospólstwa, chciał ostatni szturm przypuścić dnia 5go Sierpnia, kiedy tak uparci, niedbając na ofiarowaną klemencyą, uporczywie broniąc się; na co z szańcu przeciwko kościoła świętego Leonarda do murów kazimierskich z armat burzących ustawnie strzelano i zrobili potężną dziurę; jednak Szwedzi tern się nie trwożyli między murami krakowskiemi. Ledwie użalił się Bóg nad ludem swoim, a bez krwi rozlania dał odzyskać z rąk nieprzyjacielskich Kraków. Już się zabierali wszyscy szturmować; aliści wieść przyszła o zniesieniu Rakocego, pierwej przez pewnego relatora; potem ci, co byli w potrzebie, przybywszy, czynili relacyą; przybył zatem Paweł Cybulski, rotmistrz od Hetmanów z relacyą i listami do Króla Kazimierza, donosząc o zniesieniu Rakocego i wycięciu przez ordę Węgrów, resztę do niewoli krymskiej zabranych. Zaczem Król w namiocie kazał śpiewać Te Deum Laudamus i trzy razy z armat wszystkich wystrzelić; dziwili się Szwedzi, że Polacy nadaremnie proch tracą. Lecz dowie - 299 dziawszy się o zniesieniu Rakocego do szczętu, nos zwiesili; a Wirtz, który lat dwa bronić się deklarował, ludzkiem nieszczęściem ustraszony, począł być człowiekiem: przeciw wyrokom Boskim nie opanował się, i łaskawością Króla polskiego gardzie przestał. Na trzeci dzień przybyli kommisarze Rakocego z deprekacyą do Króla i Rzpltej; oraz aby Bełlena z prezydyum krakowskiem, jako i z Brześcia Michała Bekesza z prezydyum tamecznem Król Kazimierz wypuście rozkazał, upraszając; na co gdy Król pozwolił, i Wirtz odezwał się z kapitulacyą do Króla, że dość miał sławy; do tych czas bronił się przez dwa lata, trzy razy w pole wychodził, stoczywszy z naszymi bitwę, wygrał, a i teraz kapitulacyą zaczął, gdy niemieckie wojska tak się przyszańcowaly do miasta, iż jeden z drugim rozmawiali, Król szwedzki za morzem wojną duńską implikowany, nietylko posiłków, ale i rady dac nie mógł. Gdy Betlen wychodził z miasta, zaczem i Wirtz Króla suplikował, aby mógł z Szwedami bezpiecznie wyjść; na co Król pozwolił, posławszy komissarzów do kapitulacyi. Węgrowie nim wyszli z miasta, (mizerna hałastra na rabunki tylko, a nie do boju,) ledwie za Kazimierz wyszli, aż brama bocheńska obaliła się, jakoby żałowała, że to hultajstwo wypuścili, nie wyciąwszy; ale i tak mało który dobrał się do siedmiogrodzkiej ziemi, wybili ich gorale i chłopi. Gdy Wirtz zdać się Królowi deklarował, przy haśle Król kazał ogłosić, aby ustala wojna na Szwedów w mieście będących i Wirtz kazał uderzywszy w bębny być gotowym Szwedom do wyjścia z miasta; ludzie do góry ręce wznosząc, Boga wielbili, że koniec tego oblężenia przychodzi Kapitulacya Wirtza. 1. Gubernator Wirtz, Pułkownicy, Kapitani i inni Officerowie z prezydyum szwedzkiem i adherentam onych, wolno z miasta wynidą, z przydanymi kom - 300 misarzami polskimi; za granicę mają być wyprowadzeni, mają wychodzić, jak do boju stawają, bez żadnego atakowania onych, z honorem wymaszerują. 2.      Wirtz sprawiedliwość uczyni, aby nagrodzone były krzywdy ukrzywdzonym; długi w mieście zaciągnione, nim wynidą, mają Szwedzi popłacić; armaty wszystkie, oprócz 8 polnych, ma w Krakowie Wirtz zostawić. 3.      Wolno będzie Szwedom, co mają swego, zbyć, zamienić i darować; jako i sól od Króla Kazimierza niektórym officyalistom darowaną. 4.      Więzniów z obu stron uwalnia się; chorych rzeką Odrą do Szczecina wolno spławić. 5.      Poddani Królestwa Polskiego, którzy u Szwedów służyli, łaskę Króla JMci Kazimierza otrzymać i amnestyą mają, a jeżeli zechcą odejść z Szwedami, nie mają onym bronić Polacy. Dla większego bezpieczeństwa Król JMci Kazimierz kilka chorągwi polskich przydać deklaruje do wyprowadzenia za granicę. 6.      Gubernatorowi Wirtzowi do Króla szwedzkiego odezwać się wolno, że musi się poddać, zaczem aby posłanym był wolny przejazd, Król JMść Kazimierz na to da paszport do przejazdu wolnego. 7.      Król JMść Kazimierz ma zesłać do Krakowa kommissarzów do zrewidowania relikwii świętych Bożych, osobliwie świętego Stanisława, Biskupa, w złotej skrzyni zamknionych; jako i archiwa całego Królestwa, regestra skarbowe, splendory pałacu i armat spisania. 8.      Przy zawarciu tej kapitulacyi, brama świętego Floryana i Kazimierska druga, ma być ludziom Króla Kazimierza oddana, a poddanie się miasta do 7 dni jeszcze odkłada się, przez który czas nikomu do murów i bram inszych przybliżać się nie wolno będzie, etc. - 301 Temi kondycyami powrócił się Kraków do Polaków, przez dwa lata w ciężkiej opressyi będący. Ażeby ta kapitulacya warowniejszą była, upraszał Gubernator Wirtz, aby Król Kazimierz na dotrzymanie onej osobliwy wydał dyplom. Pozwolił Król, bo i Czarnieckiemu Karól, Król szwedzki takoweż dał dyploma; podpisał się Król na dyplomacie, a senatorowie i pieczętarze na kapitulacyi, z szwedzkiej strony także się podpisali, jako to: Paweł Wirtz, Generał-Major, Gubernator szczeciński; Zygmunt Fryderyk, Graf Getz; Jan Frank, wolny baron, Pułkownik; Otto Wilhelm, von der Lips baron, Pułkownik; Henryk. von Vihem; Benedykt Wirtz, oberst-leutnanci. Przyszedł do Króla z pokłonem Wirtz Gubernator, z officyalistami szwedzkimi do pocałowania ręki przypuszczony, których Król spytał się: jako się onym powodziło na zdrowiu w Krakowie? Po podpisaniu kapitulacyi z obu stron nazajutrz cesarscy opanowali bramę świętego Floryana, do Kazimierza miasta konne wojsko cesarskie weszło i tam po gospodach stanęło; więcej gości było, niż gospodarzów. Dnia 30go Sierpnia wyszli Szwedzi z Krakowa; za nimi aryanie, zdrajcy, zbiegowie, rabownicy i czarownicy; wozów było poszustnych 300, bardzo ciężkich, za wozami piechoty z rozpostartemi chorągwiami. Deleukarczycy, sławny żołnierz i doświadczony Królowi szwedzkiemu, choć obdarci; za nimi polnych armat 8, przy nich kule, prochy i inne ammunicye; za niemi gromada niewiast; druga dwoje dzieci niosła, siła było niewiast co zrabowane polskie splendory niosły. W odwodzie chorągwi konnych Szwedów 27. Wojska cesarskie stały szeregami z jednej strony; z drugiej chorągwie polskie. Trafiło się, że od Wilkoszewskiego służący uszedł do Szwedów na rumaku dzielnym i bardzo rączym; siła razy Wirtza upraszał o wydanie tego konia, nic nie wskórał; zaczem jak Szwedzi wychodzili, poznał swego konia, na którym kwatermistrz szwedzki jechał; przeto prosił Szweda, aby mu tego konia wrócił; któremu gdy Szwed nie chciał wrócić, porwał za chalstuch, Szweda z konia zciągnął i odebrał - 302 swego konia, i kułbakę szwdzką rzucił mu, mówiąc: ja tylko swoje odbieram, cudzego nie chcę. Podobała się śmiałość szlachcica, tylko samotrzeć będącego. Szwedzi nic nie czynili, tylko patrzeli; cesarscy instygowali przed Królem, aby kazał konia tego powrócić; ale Wirtz kazał dać pokój, bardziej obawiał się, żeby tumult nie wszczął się, a wozów nie porabowali jego, gdzie tak siła łupów z Polski uwoził; i Czarnieckiego obawiał się stojącego, którego depozyta w Krakowie pobrał. Przydany Szwedom w konwoju Pułkownik cesarski Garnier, i 7 chorągwi polskich, szli traktem prostym do Szczecina z uciemiężeniem ubogich ludzi przechodząc, których wszędzie przeklinali, aby głową nałożyli, ani się więcej do Polski nie wracali. Nim miasto wychędożono, Król Kazimierz do wsi Bronowic, niedaleko przedmieścia będącej, przeniósł się, gdzie delegowani od magistratu przybywszy, przywitali pana. Jacek Łopacki, doktor medycyny, Marcin Lochman i Kaspar Celesta, reprezentowali utrapienie i ruiny swoje, wierne poddaństwo ofiarując; wdzięcznie przyjęci od Króla, którym w przyszły czas łaskę swą ofiarował. Dnia 4go Września Król do miasta wjechał, bez wszelkiej aparencyi; miasto chciało się szworcować na przyjęcie Króla, lecz zakazał Król tego czynić; do kościoła zamkowego prosto jechał, a krzyżem padłszy przed wielkim ołtarzem, Bogu dziękował; potem Te Deum laudamus spiewano. Potem Król prezydyum do miasta 2000 cesarskiego wprowadził i 400 pieszych ludzi; Gubernatorem zrobiwszy Jana Barona Franciszka a Kajzersztejna Pułkownika cesarskiego, żupy solne wielickie i bocheńskie w lenungi onym ordynował, dawszy żup administracją Baronowi z Jaroszyna Ślązakowi, który sól zbywając, płacić lenungi na prezydyum będącym powinien będzie. Zamek krakowski, gniazdo Królów polskich powrócił się do uprzywilejowanej kommendy Lubomirskiego, starosty krakowskiego, Hetmana polnego i Marszałka w. kor. Oprócz - 303 300 piechoty ordynaryjńej zamkowej, regiment pieszy, Celarego Pułkownika przydano, i Stefana Niemierzycza, podkomorzego kijowskiego, z jazdą dodano do obrony zamku w nawałności. Zaczęła się Duńczyka wojna z Królem szwedzkim żwawie; zaczem do Fryderyka III. Króla duńskiego wyprawiony Jan Gniński, Starosta gnieźnieński, od Króla Kazimierza posłem, ażeby z Królem duńskim ligę i traktat zrobił, obiecując polskie wojsko w sukkurs przeciwko Szwedowi; za nim i drugiego Król wysłał posła, Tobiasza Morsztyna, podstolego sandomierskiego, przez których w Kopenhadze zawarte traktaty stanęły dnia 18go Lipca tegoż roku, które podpisali posłowie nasi. Polacy, szukając pomsty na Szwedzie i za morze odważyli się, gdyby w traktacie chciał Król duński stawać statecznie, jako ochoczo z Polakami ligę przyjął: Okazya do wojny z Szwedem, ta była Duńczyka: Gdy Karól, Król szwedzki wojował w Polce, Fryderyk III., Król duński wojnę Szwedowi wypowiedział, im bliższy Szwecyi, tym gorszy nieprzyjaciel, których morze pod Kopenhagą wąskie, tylko mila drogi, dzieli, z dawien dawna jeden drugiemu naród nieprzyjazny. Nie zręczno było Szwedowi z Polakami wojującemu z Duńczykiem wojować; sławni przedtem Duńczykowie byli, którzy saksońskie i angielskie założyli Królestwa, Szwedzi z nimi emulujący, do Gotów referują swoje pokolenie, zkąd Król szwedzki pisze się szwedzki, gocki i wandalski Król; ale jak niesłusznie wyżej obszernie z początku wyraziłem, bo jak Gotowie naród sarmacki, tak Wandalowie do Szwedów nie należą, ale są prawdziwi Polacy. Król duński mając dawne do Szwedów urazy, nie wprzód wojnę Szwedom wypowiedział, aż pierwej wkroczył w państwo szwedzkie. Bóg to Szwedowi nagrodził za niewinność polską, bo i Szwed pierwej wszedł w Polskę, nim wojnę. Polakom wypowiedział. Wydał Król duński pierwej manifest pod tytułem: „Prawo armującej się Danii na Szwedów, przymuszonej - 304 nieodbitym sztychem do wojny, w roku 1657." Wyraża tam przyczyny: 1.       Arcybiskupstwo bremeńskie, z biskupstwem werdeńskiem z wielką krzywdą wydarte, które biskupstwa za medyacyą Króla francuzkiego miał powrócić Szwed podług traktatów brembroeńskich. 2.      Jemeńską krainę pod Angerhusen z krzywdą duńską Szwedzi opanowali. 3.      Cła morskie w Zuncie do Danii należące, Szwedzi niesłusznie uzurpując, przeszkadzają, od duńskich okrętów do Gdańska płynących Szwedzi cło wydzierają, przywłaszczając sobie jednowładne na morzu Baltyckiem panowanie. 4.      Werbunki w Holsacyi mimo woli Fryderyka, Króla duńskiego czynią, zaciągając ludzi przeciwko skoligowanym z Duńczykiem. 5.      Kornifika Ulefelda, zdrajcę Króla duńskiego, który wydał paszkwil na Króla swego duńskiego, w protekcyą Król szwedzki wziął, ani go wydać chce na tak częste ekspostulacye; zaczem Król duński przypuszczony do wojny, onę temi słowy klarygował: jako shardzieli Szwedzi na wojnie polskiej, wszędzie gdzie chcą, włóczą się bez odporu. Słuszności prawo przekroczywszy, nic więcej nie czynią, tylko od miejsca do miejsca chodząc, rabują; a dla zysku prawa Boskie i ludzkie postponują, o nic się bardziej nie starają, tylko aby Prusy opanowawszy, morza Baltyckiego i żeglugi po niem, panami byli, a tam ugruntowawszy się, o to się starają, aby nikogo do morza Baltyckiego więcej nie przypuszczali panowania, a między sąsiadami zrobić się chcą monarchami jednowładnymi, fortuny onych szacując, Królestwa swywolni zabierając, a potem i do rzeszy niemieckiej i cesarstwa chrześciańskiego za podniesieniem się w górę, czas upatrzywszy wpadać, one molestować i szarpać, podług swego upodobania zamyślają. - 305 Zaczem wypowiedziawszy Szwedowi wojnę, Duńczyk miał szczęśliwe z początku progressa, morze flotą opanował, pobliższe nad morzem zamki pobrał i ludźmi swojemi osadził, z morza na ląd wysiadł, pod Bremen ordynowawszy wojsko; przedtem katolicy, Arcybiskupi Bremen trzymali; potem jak wojna w Niemczech była, przez traktaty Królom duńskim dostało się, i sekularyzowane przez traktaty w familii Królów duńskich zostawało. Król Gustaw Adolf, szwedzki, w Niemczech wsławiwszy się tryumfami, wydarł Duńczykowi i sam opanował to Arcybiskupstwo z biskupstwem werdeńskiem. Miał intencyą Król duński i do Pomeranii wojsko ordynować, lecz dowiedziawszy się, że Król szwedzki Rakocemu zdawszy Królestwo polskie, ruszył się do Szwecyi przeciwko Duńczykowi, zaniechał tego. Nim Król szwedzki przybył, Król duński zniósł flotę szwedzką, i admirała szwedzkiego, Henryka Horna zabił; lecz do Pomeranii przybywszy Król szwedzki, począł się mocnić przeciw Duńczykowi. Po wyrażeniu cudzoziemskich rzeczy, ile się z naszemi stykały, do polskich wracam. Bohdan Chmielnicki w Ukrainie rozpocząwszy na ojczyznę nasze tak wielką biedę, Tatarów krymskich liana, Cara moskiewskiego, Hospodara wołoskiego i multańskiego, Rakocego i Cesarza tureckiego na nas buntował; tudzież z zamorza Szweda zciągnął, takiego utrapienia naszego autor i krwi szlacheckiej oraz wojsk polskich rozlewca, swoją śmiercią tego lata zmarł. To najcięższa, że tak okrutny narodu szlacheckiego zabójca i morderca, swoją śmiercią zszedł, zawzięty i zajadły na życie Polaków aż do śmierci; z jadu wielkiego, widząc, że Polska z tych wszystkich bied, utrapienia i ruin wybija się więcej żyć nie chciał, a jako z upadku ojczyzny cieszył się i w górę wyniesiony, tak powstającej fortuny Polaków, żeby nieoglądał, oczy zamrużył na wieki. Miał dwóch synów, Tymoszka i Juryszkę; Tymoszko w Soczawie w Wołoszech z armaty zabity; Juryszko młodszy, przy ojcu był przed skonaniem. Juryszkowi opiekunów ustanowił; Kowalewskiego i Leśnickiego, Pułkowników doświadczonych, sobie przyjaciół 20 - 306 i statecznych ludzi. Ale Jan Wychowski z początku rebelii nierozłączny Chmielnickiego konsyliarz i konfident sprawny i przezorny i do wojennych akcyi sposobny, za którego radą do tej perfekcyi Kozacy przyszli, był u Kozaków w wielkiej estymacyi i kochaniu: ledwie go nie na ręku nosili. Widział to Bohdan Chmielnicki i obawiał się, żeby po śmierci jego minąwszy syna Juryszkę, nie zrobili Wychowskiego hetmanem ; zawoławszy Wychowskiego przed śmiercią do siebie chwalił przed wszystkimi, że to podpora potencyi kozackiej życzę wam, abyście rozumnemu człowiekowi i statecznemu posłuszni byli, jakoby testamentem legując, oraz Juryszka syna życzliwemu sobie przyjacielowi poruczał opiece, wzdychał ciężko, aby w młodości jego, raczył mu być ojcem. Kozacy uwierzyli temu, iż natenczas, kiedy śmierć w oczy zagląda, kłamstwem bawić się nie należy, a co Chmielnicki Wychowskiemu przyznawał, musiał szczerze onego na hetmaństwo promowować; a Wychowski przenikał z gruntu jego intencye i zrozumiał, że go na inwidyą kozakom podawał, na niego buntując kozaków o konkurencyą do buławy. Płaczącym zrobił się, i co inszego przed Chmielnickim powiadał, niby nie zrozumiał machinacyi Chmielnickiego, który na końcu miesiąca czerwca zmarł w Czehrynie, gdzie rezydował, z mizernego miasteczka zrobiwszy formalną fortecę, którą potem Turczyn zburzył. Czynili relacyą, że przed skończeniem kazał starszyznie kozackiej, aby Królowi Kazimierzowi uczyniła deprekacyą, prosząc, żeby porzuciwszy passye ludzkie, tak wielkie zbrodnie odpuścił, a który tak wiele razy żyjącemu łaskę swą pańską przyrzekł, odpuścił umarłemu wszystko. Tak skonał niezbożny i chytry buntownik z pracowitego chłopa, między monarchami wsławiony; w momencie przerzucał się na wszystkie strony, czyja mocniejsza strona, tej i on zostawał, nie miał za skrupuł krzywo przysiądz i danego słowa nie trzymać, ciężki na Polskę, a Ruś zgubił i Ukrainę; na to się odważył, na co przed nim żaden poczciwy nie mógł sio rezolwować, i dokazał tego, czego żaden, chyba taki zdrajca, jako on W radzie szalony, do sku - 307 tku przywieść nie zdołał. Desperat szczęśliwy, że uszedł tor tur, ćwiertowania i końmi roztargania. Potem Piotr Gębicki, Biskup krakowski zmarł za granicą, na wygnaniu w Szlązku. Po Jakubie Zadziku Biskupem został, w Raciborzu skonał w roku 72 życia swego w miesiącu lipcu; po nim został Biskupem krakowskim Jędrzej Trzebicki, Biskup przemyślski. Król Kazimierz tylko 4 dni w Krakowie zabawiwszy do Warszawy wyjechał, spiesząc się z wojskiem do Prus, dla oblężenia Torunia. Raz, żeby spław Wisłą do Gdańska uwolnił, zkąd otworzywszy handle, do nabycia pieniędzy łatwiejszy by sposób był; druga, żeby Prusy od szwedzkich prezydyów uwolnił, pierwej, nim Szwed z Duńczykiem uspokoi się; trzecia, żeby do Pomeranii szwedzkiej wojsko polskie wyprawił, wetując za swoje Szwedowi, a światu całemu pokazując, iż już Polska wyrwała się z pazurów lwa szwedzkiego , szuka onego w Pomeranii i za morze iść gotowa w sukkurs Duńczykowi, dodając kolligatowi serca na Szweda. Co senatorowie polscy radzili Królowi Kazimierzowi do skutku przywieść pierwej, nim Szwed uspokoiwszy Duńczyka powróci, ciężej będzie przy nim szturmować do fortec pruskich, kurfirsta brandenburskiego oderwać radzili od ligi z Szwedem w niebytności teraz króla szwedzkiego, za powrotem Szweda przytrudno będzie. Jakoż Leszczyński, Biskup warmiński, tentował tego; Cesarz chrześciański i Książęta państwa rzymskiego, perswadowali Brandenburczykowi, aby odstąpiwszy Szweda, pogodził się, który nie odbiegał przyjaźni z Polakami, tylko oglądał się na sukcessa duńskie. Ordynował Król Kazimierz do Pomeranii szwedzkiej Czarnieckiego, Wojewodę ruskiego i Opaleńskiego, Wojewodę podlaskiego z 4,000 Polaków; ochoczo tam szli odwetować za swoje, aby Szwedzi widzieli, iż tak daleko Polakom do szwedzkiego państwa, jako Szwedowi do Polski. Ruszywszy się z Polski na końcu października, przez margrabstwo brandenburskie spieszno przejść usiłowali, nie irrytu 20* - 308 jąc Brandenburczyka, którego Król z Rzpltą do ugody namawiali. Frankfurt nad Odrą z rozkazu Brandenburczyka, prowiantów dla Polaków nagotował, sendyk od miasta perorował, wychwalając Czarnieckiego i Opaleńskiego, bo Frankfurt jest miasto wolne jako Gdańsk, ofiarując wojsku polskiemu wolną przeprawę mostem przez rzekę Odrę. Odpowiedział Czarniecki: że my Polacy nietylko przez Odrę, ale przez większe rzeki mostów i promów niepotrzebujemy. I zaraz co wymówił, próbował, wpadłszy w Odrę; za nim wojsko przepłynęło Odrę. Nazajutrz przebywszy skromnie brandenburskie państwo, pierwsze miasto szwedzkiej Pomeranii Najsztad, gdzie Polacy przypadłszy, przebyli rzekę nazwaną Fira," bardzo lgnącą, brandenburskie państwo z Pomeranią rozgraniczającą, 5 mil lekkich ztamtąd do Szczecina. Przedtem Pomerania do Polski należała a Król starostwa dawał. Ostatni Swatopelk rebellizowawszy Polakom, poddał się Cesarzowi i Księciom z Starosty uczynił się. Jako wyżej wyraziłem, ostatni z familii jego Gustawowi Adolfowi, testamentem legował Pomeranią; potem przez traktaty z Cesarzem, dostała się Królom szwedzkim; do tej Pomeranii Polacy, mszcząc się krzywd swoich, wtargnęli. Obaczywszy Polaków, Szczecin zadrzał, albowiem przez noc gorzały miasteczka i wsie, jako lampy świecące się, a Polacy koło wałów i fortecy uwijali się. Michał Wojniłowicz komendę miał, który z jazdą szwedzką ucierał się; lubo wypadł był z Szczecina Lichtenstein, major, na harcu ścięty; Wirtz kommendant nie wychylał się z fortecy, lubo na przedmieściu wietrzne młyny palili Polacy i inne ruiny czynili; najbardziej Czarnieckiego i Opaleńskiego imiona straszne były, ludzi wojennych i pracowitych. Czarniecki po zniesieniu Rakocego, Opaleński po dobyciu Poznania i wyrugowaniu brandenburskich ludzi, świeżo wiktoryzujący, oba na Wirtza usadzili się szukając go nad brzegiem morza. Polanowski na ten sam czas do fortecy Dama zwanej podpadł, gdy żaden z Szwedów z fortecy nie ukazywał się, - 309 a Polacy okolicznie kraj niszczyli, ludziom nie czyniąc żadnej przeciwności, z których do miast obronnych jedni, drudzy na morze uchodzili, porzuciwszy miasteczka, dwory i wsie inni do Rugii wyspy na morzu przebierali się, chłopi w gęstych lasach tułali się, zważywszy jednak, iż Polacy nie ścinają, ani męczą pospólstwa, tylko co do jedzenia i do schowania być może, to zabierali, wrócili się do domów i z Polakami bezpiecznie spółkowali. Siła jednak miast, miasteczek i wsi popalili nasi, lubo Czarniecki surowo zakazywał i karał za to; tych, co Gartz miasteczko zapalili, kazał 4 powiesić. Tak odważni Polacy w cudzej ziemi, w ojczyznie nie tak byli sławni, aż się tu pokazali, co umieją; całą Pomeranią splondrowali, nikt się onym oprzeć nie ważył, przybyli aż do Pasewalk, sławnego miasteczka podczas wojny niemieckiej długo w oblężeniu będącego, które Polakom otworzyło bramy, uląkłszy się wycięcia. Znaleźli tu na ratuszu i innych szpichlerzach moderunek różny, na 3,000 ludzi, chorągwie z herbami szwedzkimi, pistolety, karabiny, szpady, bardyżany, mundsztuki, siodła, armaty, barwy, blachy przednie, prochu co nie miara; wszystko to zrabowali; największa szkoda, że do gołębi strzelając, miasteczko zapalili i całe z kościołem zgorzało, w którym Marcin Luter umknąwszy z hrabstwa mansfeldskiego, pierwszy raz ogłaszał wiarę luterską. Ztamtąd do Anklamu, portowego nad morzem przybywszy miasta, i napasłszy oczy morza bałtyckiego szerokością, nazad się wracali do Polski, wyprawiwszy przed sobą Władysława Skoraszewskiego i Michała Kozubskiego, z pułkiem chorągwi pancernych, którzy przypadłszy pod Szczecin, wsie i przedmieścia zapalili i zakurzywszy Wirtzowi pod nos, odeszli. Dnia 12go listopada przebywszy rzekę Odrę, weszli z tryumfem do granic ojczystych, powrócili, niemogąc pomsty uczynić na nieprzyjacielu, bo się w fortecach pokrył, krainę w popiół obrócili. Król Kazimierz zabierał się do Prus i wojsko polskie - 310 gotowe było, i cesarskie wojsko żeby bliższe było do Torunia w Wielkiej-Polsce lokowanego, a lubo Król starał się wszystkiemi siłami Toruń obledz, codziennie trudności onego wstrzymywały; raz, że jesienna pora niesposobna do uczynienia oblężenia; druga, że bez ordynansu z Wiednia wojsko cesarskie nie chciało się ruszyć; trzecia a najcięższa, że pieniędzy nie stawało, a bez nich trudno wojować; akcyzę co wymyślili, nie wielki z niej był profit. Zaczem Królowa Ludwika wszystkich sposobów używała do nabycia pieniędzy; z Biskupami traktowała, obiecując im intratniejsze biskupstwa i większą promocyą, byle pieniędzmi wygodzili. Senatorów, których bogatszych czuła, do wyższych godności promowować obiecała, od nich pieniędzy wyciągając; drugim i nie starającym się przywileje posłała, nawet szlachcie, na senatorye, których bogatszych rozumiała; chłopom szlachectwo deklarując; kupców, których wielkie dostatki przeczuwała, do ceł, ekonomii promowewała, obligując onych, żeby pieniędzy pożyczyli; dość, to czyniła, co niesłychano przedtem było, i otrzymała, czego się nikt niespodziewał, a zebrawszy summę, męża suplementowała w nagłych potrzebach. Maryan Jaskólski, poseł do Turcyi, szczęśliwie powrócił odprawiwszy pomyślnie swą legacyą; był w Agryi, jakom wyżej namienił, zatrzymany z woli Rakocego matki, która nie chciała, aby poseł oskarzał syna jej przed Turkami, ale go Basza sylistryjski windykował. Przybywszy do Konstantynopola, najpierwej skarzył się o zgwałcenie prawa narodów, że go zrabowano i więziono; potem na audyencyi u Cesarza tureckiego donosił, iż Rakocy bez wiadomości Porty, Polaków po nieprzyjacielsku naszedłszy, do Polski wkracza bez żadnej przyczyny i okazyi sobie danej, przeciwko traktatom Polski z Turkami zawartym, będąc państwa tureckiego hołdownikiem, pokoju nie obserwuje, królestwo polskie, szczycące się pokojem z Turkami uciemięża; zaczem należy prześwietnej Porcie otomańskiej zważać, że ta niespokojna głowa zburzywszy pokój turecki z Polakami, po - 311 tern i przeciwko swemu panu powstanie, złączywszy się z Królem szwedzkim; zaczem trzeba, aby Porta otomańska wcześnie temu zabiedz starała się, a tej hardości rogi utrzeć i wielką ambicyą zganić Rakocemu usiłowała. Na co mu dano od Cesarza tureckiego replikę: iż trudno sądzić, nie wysłuchawszy drugiej strony, ani ordynansu dawać przyda się; gdy już w Polsce zaczął wojować, niech go ten tylko impet minie, znajdzie karę należytą za swój występek, za co, nie dołożywszy się Cesarza tureckiego, zrobił się nieprzyjacielem Polakom, a Szwedom przyjacielem. Ustnie jednak odebrał od Porty otomańskiej deklaracyą przychylną szczerej przyjaźni Turków z Polakami; a to czynili; że wojną z Kandyą roztargnieni byli. Pokazał się jednak skutek deklarowanej przyjaźni od Turków wkrótce, gdy Rakocemu księstwo siedmiogrodzkie odebrali i u dworu tureckiego z protekcyi i wszelkich respektów wypadł, z dziedzicznych dóbr w Węgrzech od Cesarza wyrugowany i odsądzony. Z Polski powróciwszy do Mochacza, swojej wieczystej majętności, gdy chciał wjechać, cesarscy go nie przyjęli. Ten koniec ambicyi Rakocego, który o wysokie rzeczy ubiegając się, został niczem. To fortuny niestateczno igrzysko, że wyniosłych i hardych między nieme popycha będlęta. Do oblężenia Torunia, jako wyżej namieniłem, siła Kazimierzowi przeszkadzało. Przybyli od Króla francuzkiego poseł nazwany Chamier; i od króla szwedzkiego drugi także poseł, Akakia nazwany, chcieli zacząć traktat z Kazimierzem, i onych jako braci pogodzić, przy ofiarowanej medyacyi Króla francuzkiego; azatem zatamowali intencye Króla Kazimierza, do uczynienia oblężenia Torunia; był drugi poseł francuzki, Antoni de Lumbres, mówca wielki i człek biegły, który z Królową Ludwiką starał się ten traktat skojarzyć. Jak dowiedział się dom austryacki o tern, srodze się począł urażać, i odgrażał odebraniem wojska przysłanego w sukkurs; że nie chcieli inkomodować wtem traktat austryackiego domu, rozpruty ten traktat został i musiał Ka - 312 zimierz Król odprawić tych posłów, co żeby austryacki dom prędzej u Polaków dokazał, obowiązał się Kurfiirsta brandenburskiego od Szweda odwabić, a z Polakami zgodzić i ligę zrobić przeciwko Szwedowi, która i domowi austryackiemu potrzebna była, bo jeszcze Leopold nie był obrany Cesarzem, a do tego Elektor moguncki pierwszy między Elektorami Arcybiskup, który wydaje elekcyą cesarską, podczas elekcyi Cesarzów rządzi, obranego Cesarza proklamuje i koronuje, zmarł. Zaczem brandenburskiego Elektora austryacki dom błagał i w swym interesie i w polskim, żeby go odwabić od szwedzkiej partyi i od francuzkiej medyacyi oddalić, a nim się to skojarzy, do Torunia oblężenia nie przychodzić, żeby cesarskie wojsko na cudzym chlebie w Polsce przechować, potrzebne na potem austryackiemu domowi, na tego Szweda. Starał się Brandenburczyka pogodzić z Królem Kazimierzem i Rzpltą Wacław Leszczyński, Biskup warmiński, pierwej z nim konferując w Lubawie, potem w Królewcu, gdzie Wincenty Gąsiewski, Hetman polny litewski, z niewoli szwedzkiej przez tegoż Brandenburczyka rekuperowany, pomógł Biskupowi warmińskiemu Elektora nakłonić do odstąpienia Szweda, obiecując i swoje staranie u Rzpltej Elektorowi do ułatwienia uraz ojczyzny przeciwko Brandenburczykowi; byli tam Ministrowie: jeden Franciszek Baron de Lisola cesarski; drugi Jan Owerbek, brandenburski, co ten interes traktowali z Biskupem warmińskim i Gąsiewskim, Hetmanem polnym litewskim. Owerbek najwięcej konwinkował Brandenburczyka, aby deklarował Polakom zgodę, sami zaś zjechawszy się z Królem Kazimierzem, obecnie ten interes zakończą, a teraz, aby powracający z Pomeranii Polacy, wiedzieli o tej ugodzie, nie rujnując dóbr brandenburskich, jako szwedzkie zniszczyli. Co warmiński Biskup i Hetman polny litewski, donieśli Królowi Kazimierzowi, i zaraz wydał ordynans do Czarnieckiego i Opaleńskiego, aby nie tykali się dóbr brandenburskich. Gdy tedy Toruniowi dają pokój, interes inszy do sku - 313 tku przywodzą. — Król Kazimierz z Królową Ludwiką do Bydgoszczy przenieśli się, dokąd i Kurfirst brandenburski wybrał się wespół z żoną, także Ludwiką, z domu książąt Nassau Oranien, Elektor z Królem, Elektorowa z Królową, podufalej o wszystkiem rozmawiać mogący. Dowiedziawszy się Król Kazimierz, że oboje Elektorstwo przyjeżdżają, wyjechał z Bydgoszczy konno, a Królowa Ludwika karetą; kalwakata przy nich młodzi różnej i rycerstwa i assystencya gwardyi była; na rzece Drobnia nazwanej spotkali się, i przywitali się zobopolnie, Brandenburczyk z żoną pierwej przybywszy, wysiadłszy z karety piechoto, z żoną czekał królestwa, a że była słota, nie długo zabawiwszy ceremoniami, Elektor Królową, a Król Elektorową, aby usiadła na prawej ręce prosił; ta zaś, szanując jako Królową, nie chciała, naprzeciw usiadłszy. Przybywszy do Bydgoszczy, Król zaprosił do swej stancyi gości, a stał u OO. Jezuitów; jak z karety wysiedli, Król Elektorową, a Elektor Królową pod ręce prowadzili. Trafiło się, gdy Ministrowie brandenburscy do pocałowania ręki królewskiej przystępowali, między nimi Bogusław Radziwiłł, Koniuszy lit., adherent szwedzki, żwawie upadłszy do nóg królewskich, chciał rękę królewską pocałować; ale mu Król rękę umknął, nie pokrywając do niego urazy. Elektor brandenburski widząc to, dyssymulował; pierwej sam z Królem pogodzić się chciał, a potem i drugim łaskę sprawić; po ustąpieniu stron, sami się tylko zostali; Elektor wymawiał się różnemi sposobami, że musiał z Królem szwedzkim w traktaty wniść, salwując siebie i prowincye swoje; zatem Król obłapiwszy Elektora i przycisnąwszy mile, rzekł: „królestwa Bóg daje, i jak się jemu „podoba, wojny na nie przypuszcza, z jego woli, jak po„myślne sukcessa, tak i niefortunne; na tem kondycya „ludzka stoi, że na fortuny kole obraca się; z przyjaciół nie,,przyjaciele, z nieprzyjacieli przyjaciele stają się, krótko „trzeba się gniewać, i przed zachodem Bóg każe przeba - 314 „czyć; więcej przez całe życie doznałem afektu WKMci, „niżeli z gwałtownej potrzeby jego nieprzyjaźni; teraz, gdy „wola Boża przyjaźń między nami odnawia, niech się dość „woli jego staje, a my jako skolligowani, żyjmy jak przedtem w szczerej przyjaźni." Co, jako przytem będący notowali, wyrażam; więcej co konferowali, nikt o tern niewiedział. Pakta z Brandenburczykiem bydgoskie więcej opisują. Jak stanęły na ten czas traktaty, które tak Król, jako i Brandenburczyk zaprzysięgli, pożegnawszy się, rozjechali się, Brandenburczyk do Berlina, a Król Kazimierz do Poznania, zkąd niedaleko do Berlina znosić się z sobą podufale w blizkości mogli; ile że była wieść, iż Król szwedzki po wojnie duńskiej, obiecywał prędki do Prus powrót, mszcząc się najbardziej na Brandenburczyku, że go odstąpił, dla czego rady z sobą łączyli i do obrony zabierali się, a teraz rok się na tern zakończył. ROK 1658. Po odstąpieniu Brandenburczyka od Szweda, wiele Szwedowi sił ubyło. Chociaż Król szwedzki odgrażał się powrócić, ale pierwej listami certowali Szwedzi; pisali: „wstyd „Brandenburczykowi wyprzysiądz się ligi szwedzkiej a lubo „od Polaków przegróżkami ustraszony, czyli obietnicami „skorrumpowany, albo austryackiego domu dla ratowania „swych państw, zligowaną z Polakami potencyą zniewolony „do tego się nakłonił; nie należało jednak paktów poprzy„siężonych łamać, ile tak wiele odebrawszy od Króla szwedz„kiego dobrodziejstw, ma Król szwedzki większą potencyą, „niż skoligowanych na niego siły; nie obawiając się rzeszy „niemieckiej wkrótce powróci z Danii z zwycięztwem, z wię,,kszem, niż przedtem było wojskiem, do Polski, dokończy „swoich wiktoryi; lepiej było z uszczerbkiem, choć na czas „fortun swoich zaczekać, niżeli od przysiężonej odstąpić „przyjaźni, mimo wiarę i sumienie; lecz u Brandenburczyka „większej wagi racya status i pożytek własny, niż sumienie „wiarę i przyjaźń szacuje pożytkiem." - 315 Brandenburczyk zaś, zważając zgubę Rakocego, bez żadnego posiłku od króla szwedzkiego, za morzem będącego, nie chciał być uczestnikiem takowej zguby, a jako mógł ratował się, mówiąc: „bardziej od Króla szwedzkiego odstąpiony i opuszczony jestem, który do Danii odszedłszy, zabrał z sobą wszystkie wojska, w kilku fortecach tylko Prusy utrzymywał, a mnie na mięsne jatki wydał. Co miałem czynić? nieprzyjaciel zewsząd gromadził się, a ja jeden miałem się azardować? musiałem gdy cesarscy i polscy następowali państwo, salwować się jak mogłem, gdy teraz jak się zmocnili i królowi szwedzkiemu straszni będą, niepodobno, żebym ja jeden siebie i Szwedów zasłaniał. Co mi wyrzucają Szwedzi dobroczynność przez Króla onych, tego okazać nie mogą, chyba przyjaźń zobopólną; bo równy równemu co świadczył, wzajemną nagrodziło się przyjaźnią. Jeśli w Prusiech Król szwedzki obiecał mi kilka krain, to mi dał, czego sam nie miał, bo w Warmii jest lenność kościelna, tę zawsze trzeba wrócić tym, czyja jest." Po certamentach listownych, do obrony Brandenburczyk szczerze zabrał się z Polakami, bo Szwedzi rozsiali byli wieści, iż Karol, Król szwedzki, z zamorza przybywa. Zaczem i Król Kazimierz musiał bliżej Prus rezydować z wojskiem tak polskiem, jako i cesarskiem, dla przywitania gościa, pobudzając i Brandenburczyka do złączenia się z sobą, z którym z Poznania mil tylko 23 do Berlina korrespodował. W wielkich opałach i utrapieniu była Wielka Polska; tu Szwedzi z Polski do Prus przechodzili się, tu prezydya ulokowawszy, onemi niszczyli. Rugując z miast, miasteczek i samego Poznania Szwedów i Brandenburczyków, nasze wojska rujnowały; naostatek gotując się do oblężenia Torunia, król cesarskie wojsko sprowadził i rozlokował, a ci gorzej od Szwedów, Wielkopolan trapili, wymyślnemi eksekucyami i kontrybucyami do szczętu gubiąc i ordynansów królewskich nie słuchając; do Wiednia trzeba było poźniej jeździć, po drogach rozbójstwo czynili. - 316 Zaczem szlachta i panowie do Króla Kazimierza Posłów wyprawili, o to ekspostulując, a nic nie wskórawszy, zgubieni, powracającemu Królowi z kościoła, zastąpili drogę, przeklinając onego: „czy po to królu przybyłeś w nasz kraj, ażebyś nas niewinnych ludzi dogubił? kiedy pokój w ojczyznie u nas był, nigdy nie bywałeś, a kiedy nieprzyjaciel nas opanował, nie broniłeś, kiedy za pomocą Bożą sami nieprzyjaciół wypędziliśmy, wprowadziłeś do nas cesarskich pod pretekstem auksyliarnego wojska, aby nas gorzej Szwedów wyniszczyli; kiedy Królu niemasz koinpassyi nad utrapieniem naszem, że nas w oczach twoich gorzej niż żydów zdzierają, przynajmniej ujedź ztąd, żebyś więcej na łzy nasze nie patrzał, a my poradzim, że tych okrutnych szarpaczów, tak, jako Szwedów wyrugujemy." Jeszcze ktoś wymyślił, że Król mszcząc się za to, że Wielkopolska najniewierniej poddała się Szwedowi w protekcyą, wprowadził cesarskich na uprzykrzenie sobie i obmierzenie cudzoziemskego panowania. Zaczem Król cierpliwie znosił ludzi utrapienia, a za to od nich akklamacyą cierpiał; starał się wszystkiemi sposobami aby Niemcy swywolę tę uskromili, Officerowie aby skromniej żyli, nie tak szumieli; oraz, aby onych do Prus coprędzej ztąd ruszył, starania dokładał; bo tak się Wielkopolanie zawzięli, że obaczywszy Niemców, czy w mieście, czy na drodze, zaraz do szabel, jako na zdzierców i zgubicielów rzucali się; pospólstwo też, żeby mogło co zasiać, dokuczało królowi, że krainę do głodu wielkiego przyprowadzą, a i tak drożyzna zboża, a ludzi tak wielką gromadę chowasz przy sobie Królu. Sprawdziło się to, co francuzcy Posłowie Polakom prognostyko wali, że posiłki cesarskie, jest to rajskie jabłko, którego Wielkopolska skosztowawszy, doznała co złe, a co dobre; albowiem cesarscy nie zważając ani na familiantów, Ministrów, Senatorów i rodowitą szlachtę, wszystkich jako knechtów we swojem państwie traktowali zarówno; przywykłszy do swawoli, lubo trudno i onym żyć było bez pro - 317 antów i gospód, do wojny za Polaków zabrali się. Lecz przebrali miarkę, traktując wolny naród, jako zawojowanych wszedłszy jak przyjaciele, srogość nieprzyjacielską popełniali, musieli Wielkopolanie okupować się, żeby onych nie karmili, bo tłusto nazbyt żyć nauczyli się. Porcye, racye, honoraria i stanowiska wymyślali, ostatnią krew zrujnowanych Wielkopolanów wysysając, codziennie więcej ciężarów przyczyniali, nawet prości żołnierze bez niewiast nie stąpią, a obóz i wojna powinna być bez niewiast, jak zakonnicy w czystości zachowując się, czego i Turcy, choć poganie, na wojnę idący, przestrzegają, a jańczarom, jako gwardyi Cesarza tureckiego, nie wolno i w pokoju mieć żon, chyba który lat 40 wysłuży punktualnie i mieć może gotowizny dwieście lewów. Niemcy tego niezważając, naprowadzili z Niemiec żon swoich, Officerowie nawet, a te służebnic gromadę do kwater swoich, jako do własnego domu. Tam tedy doznali Wielkopolanie skutku jabłka rajskiego, które zbrzydziwszy sobie, do rezolucyi zabierali się, tak onych traktować, jak Szwedów. Królowa Ludwika, jako bystrego rozumu pani, widząc, że Wielkopolanie żwawie na Niemców następują, a Król Kazimierz choćby rad z duszy onych z Polski zaraz wyprowadzić chciał, nie słuchają onego, trzeba było do Wiednia po ordynans posyłać; tam zaś niedawno jako elekcya i koronacya Cesarza skończyła się, spokojnie w pobliżu na cudzym chlebie konserwować ich umyślono. Zabiegając złemu Królowa Ludwika, z Poznania przenieść się od powietrznej zarazy, na którą siła dworskich chorowało, mężowi radziła, usiłując do Boguniewa, wsi Kasztelana kaliskiego, na granicę margrabstwa brandenburskiego przenieść się z całym dworem , gdyż Poznań niedawno po oblężeniu jeszcze nie ze wszystkiem wyczyszczony był. Za oddaleniem się Królestwa z Poznania musieli dla wstydu i Niemcy pomknąć się za dworem ku pruskiej i pomorskiej granicy; azatem folga Wielkopolanom stała się, po - 318 zbywszy nielubych gości, i zawziętość poczęła się mitygować. Lubo musieli składać dla cesarskich jeszcze pieniądze, jednak nie było tak przykro odwozić, jak w ustawnym zostawać rosole hardości niemieckiej. Królowa Ludwika dokazawszy sztucznie, co Król jawnie nie mógł, że cesarskich sprowadziła z Wielkopolski prędko za granicę, pokrywała to blizkością rezydencyi z Kurfirsztem brandenburskim, który z żoną umyślnie do pogranicznego miasteczka, w brandenburskiej ziemi leżącego, przeniósł się; tam zaś we wsi mieszkając Ludwika Królowa wymyśliła sobie drogę, odwiedzić Elektora sama w Berlinie, aby przez swą wizytę zjednała większą konfidencyą z Elektorową, a przez nią gruntowniej ligę Króla Kazimierza z Elektorem ustanowiła, ustnie naradziwszy się, co przez listy nie mogła; powróciła do stęsknionego Króla, który bez niej żadnej rady gruntownej nie mógł mieć. Przyszła wiadomość do Króla z Ukrainy, że Jan Wychowski został Hetmanem kozackim, czy za perswazyą Chmielnickiego przed śmiercią, czy też z swojej czułości dawno u Kozaków wzięty za życia Chmielnickiego, w wielkiej przyjajaźni będąc u wszystkich Kozaków, że za radą jego szczęściło się onym, iż przed skonaniem zazdrościł mu tego Chmielnicki, żeby nie ubiegł jego syna w tej zwierzchności. Po śmierci jednak Chmielnickiego, musiał się zalecić, że go wszyscy Hetmanem obrali, wyćwiczony do traktowania rzeczy, jako przedtem jurystą będący, nauczył się jak się zachować w mowie i uczynku, a zostawszy Pisarzem wojskowym, przez lat 10 miarkując radą swą krzywe, pijane i szalone Chmielnickiego impeta, wyprowadził Kozaków z labiryntu wszelkich niebezpieczeństw. Tymże sposobem zostawszy Hetmanem rzeczy traktował, a lubo trzeźwy z natury, Kozakom podostatku dawał trunków i sam często pijaństwo zmyślał, wyrozumiewając z pijanych, co się przespawszy myślą uczynić, ztąd wzięty u Kozactwa, słynął, że szczery i nie hardy człek. Lecz Moskwa panująca na Ukrainie, dochodziła tego, - 319 co Wychowski zamyślał, starała się obarczyć nietylko Kozaków, ale władzę hetmańską w swe pazury wziąść. Wychowski zmyślając przyjaźń moskiewską, gdy Polaków gani, na czas Moskwie podobał się. Ale gdy Wojewoda kijowski, Moskal, wyszpiegował, że zamyśla zgodzić się z Polakami; pierwej miał go w podejrzeniu, w klar potem idąc, napominał go, naostatek zmiennikiem i zdrajcą nazywał; raz, że był szlachcicem polskim, to pierwszy stopień do podejrzenia jako sam był u cara niewolnikiem, nie lubił wolnego człeka; drugi, że Wychowski jako Chmielnickiemu radził pobratymstwo z Tatarami, tak sam dla bezpieczeństwa swego z starszyzną tatarską wszedł w przyjaźń poprzysięgłą. Znalazł się między Kozakami zdrajca, który wyśpiegowawszy to, Carowi donosił, że nietylko jeden duch z Lachami, ale i z Tatarami ligę przyjął, starając się mieć obrońców, kiedy rebellią przeciwko Carowi podniesie, która już to lat dziesięć, jak się z jarzma polskiego wybiła, a teraz do władzy ich powróci. Wielu było oprócz Wychowskiego tego zdania, że dawnego panowania Polaków życzyli, doświadczywszy tyraństwa i niewoli moskiewskiej; byli i tacy, co życzliwi tyli Moskwie, ale widząc Chmielnickiego syna, Juryszka, jeszcze młodego i do dowództwa wojska Zaporowskiego niesposobnego, Wychowskiego, weterana doświadczonego w radzie i na wojnie na hetmaństwie ntrzymywali, i sam Wychowski z pierwsza wymawiał się, a potem i rządy przyjął, bo to jest rzecz naturalna i wszyscy rządzić chcieliby, a podlegać rzadko który. Najbardziej śmiałość wziął rządów nad Kozakami, gdy wieść przyszła, że Cara moskiewskiego Polacy Królem obierają; azatem i władzę hetmańską nad Kozakami, zostawszy Królem Car moskiewski, utwierdzi. Był Wojewodą kijowskim Maciejowicz, Moskal, który miał ukaz od Cara, aby najmniejszą rzecz zważył i cenzorował, cokolwiek Wychowski zacznie robić, a dowiedziawszy - 320 się, że do Polski przedać się zamyśla z Kozakami, starał się onego ułowić, i do stolicy w dybkach odesłać. Wyszpiegował to Wychowski, na radę wojenną i na bankiety zaproszony, różnemi interessami wymawiał się, ale dowiedziawszy się o zasadzkach na siebie i życie swoje, wymawiał to Wojewodzie i ogłaszał wszystkim Kozakom: zkąd urosła jawna nienawiść zobopolnie; rzucił się Moskal, choć skąpy korrumpować zabójców na Wychowskiego. Jakoż Puszkareńko assawuła, konfident Wychowskiego, podjął się tego; lecz gdy nie mógł tego dokonać, zapozywa Wychowskiego do Cara, że wszedł z Ordą w ligę przeciwko Moskwie, że przy Królu Kazimierzu Teodozego Greka, człeka przebiegłego chowa, przez którego Król polski deklarował Wychowskiemu przysłać wojska polskiego, pokazywał uniwersały Wychowskiego, któremi całą Ukrainę pobudził, aby Moskwę wyrznęli. Co widząc Wychowski, iż Moskwa takie na niego knuje zdrady przez czerńca, nazwanego Petronius, zrzeka się przed Wojewodą moskiewskim buławy kozackiej, niechcąc być w takowych kłótniach, woli życie spokojnie kończyć w monasterze, niech komu chce buławę oddaje, a mnie niech zaniecha prześladować. Ucieszył się tem Moskal, a zwabiwszy Kozaków zadnieprskich do Perejesławia, obiecując onym opowiedzieć, iż Car moskiewski od Polaków za Króla obrany, chce złączyć Moskwę i Polaków w jedno, dawszy Moskwie i Kozakom wolności szlacheckie, i Wychowskiego na tę radę prosił. Ale Wychowski przeczuwał o zdradzie, wszystkich Kozaków obligował, aby tam będący, nie pozwalali Moskalowi rządzić się i Hetmana Kozakom dawać; wyprawił jednak. Wychowski swego podufałego na ten zjazd w Perejesławiu, zrzekając się hetmaństwa, a przez tegoż posłanego wszystkich przyjaciół błagał, żeby jego utrzymywali. Gdy przeczytano w kole abdykacyą Wychowskiego buławy, wszyscy zadziwili się; drudzy okrzyknęli: nie słusznie zasłużonego Kozakom człeka degradujecie; drudzy choć mniej życzliwi, obawiali się, żeby - 321 zrzuciwszy Wychowskiego, Moskala za Hetmana onym Car nie dał, a tak już po wolnościach wojska Zaporowskiego. Po wielkiej z pierwsza burdzie, ucichli wszyscy, aż się z czerni jeden odezwał: „A bodaj toho niehto ne dożdaw szczob Wyhowskoho z bulawy zaporozkoy zkimeły, ani Carowi, ani tobi Wojewodo kozaki niczoho ne zdełały, szczob wy prawo naszoju kozackoju obieraty nam Hetmana wyderły Chmelnyczenko syn, a Wychowski Hołowu smażywniu nas z cieżkoy newoli lachskoj wyzwołyło, wse pry nim umeraty i z nim żyty hotowyśmy, to wsia Ukraina, pułkownyki, assawuły, attamany, sotnyki i czem pragnysiahaiem." Potem osobliwie słuchając starszyzna kozacka okrzyknęła: zhoda, zhoda! a Wojewodzie moskiewskiemu deklarowali , że wszystko, co Car i ty nam każesz, uczynimy, ale z rąk sobie obieranie Hetmana wydrzeć nie damy, a na to postrzały, rany i ciężką śmierć w bojach z nieprzyjacioły odważnie ponosimy, ażeby dosłużył się który sławy i honoru w narodzie naszym kozackim. Jednakowo Wojewoda kijowski, Moskal, utrzymując władzę swoją w ustanowieniu Kozakom Hetmana, powiedział onym: jeżeli wszyscy Wychowskiego chcecie mieć za Hetmana, niechże zaraz idzie do stolicy do Cara, aby tam przywilej otrzymał i przysiągł, że Polaków, kiedy Cara Królem nie obiorą polskim, i wszystkich moskiewskich przyjaciół, będzie miał za nieprzyjaciół, na Turków wespół z Moskwą szczerze będzie wojować, i inne kondycye onemu złożył, które chciał, aby przyjaciele Wychowskiego zaprzysięgli, obowięzując się za Wychowskiego, że dotrzyma we wszystkiem wiary i poddaństwa Carowi. Lecz żaden nie chciał, wszyscy brzydzili się hardością Wojewody, który srogi i nieubłagany, i nieraz powiedział w klar: swywolą kozacką potencyą moskiewską trzeba przełamać, więcej onym nie pochlebiając; a co mówił, to i czynił, czerń, za niewolników poczytywał, starszyzną pogardzał, żadnej cnoty Kozakom nie przyznając wszystkiemi sposobami starał się Wychowskiego 21 - 322 podejść; ten zaś ostrożnym był zawsze, na ostatek nie mogąc go podejść Moskal, starał się go zgubić. Wychowski nie widział sposobu inszego ratować się, tylko z Polakami zgodzić się i w klar z Moskwą pójść. Dawno w jednej szkole z Chmielnickim będąc, tychże samych sztuk nauczył się a i sam przez się był obrotny; zaczem dowiedziawszy się od Teodozego, przy dworze królewskim będącego, że Król łaskawie przyjąć deklaruje, i łaskę swoję wszystkim Kozakom garnącym się, obiecuje, Pawła Teterę, wiernego natenczas sobie, do Króla wysłał, ofiarując imieniem wszystkich Kozaków poddanie się Królowi i Rzpltej, byle wojsko koronne i Kommissarzów nadesłali do traktatów. Zważając odległość miejsca, że to nie rychło być może, do Hana krymskiego uciekał się, który głównym nieprzyjacielem będąc Moskwy, zaraz Karaczbeja, potem Nuradina Sułtana 20,000 Ordy przysłał Wychowskiemu w sukkurs. Zaczem Wojewoda kijowski, Moskal, przekupił Setnika Barabasza, aby Kozaków buntował i korrumpował, namawiając na stronę moskiewską, a zebrawszy gromadę, aby starał się Wychowskiego zabić, siejąc pieniędzmi, choć człek skąpy. Lecz przezornego Wychowskiego ułowić było trudno i owszem dowiedziawszy się o tem, złapał Barabasza. Gdy przed sądem przyznał się, iż te fakcye robił, kazał go na najwyższej szubienicy obwiesić. Lecz tego uszedłszy, znalazł się drugi tem gorszy, im w ściślejszej konfidencyi był z Wychowskim, Dzedzały, Pułkownik, stary człek, który z Kozakami, od Lisianki przybył do Wychowskiego, temu rad był szczerze i ochotę sprawiwszy, cały dzień pijatyka była. Był na tej uczcie Karaczbej, lecz ten nie do pijatyki, rozmówiwszy sie z Wychowskim odszedł, a Wychowski dawnym trybem zmyśliwszy że się upił, w namiocie położył się i zaczął chrapać; Dzedzały za zdrowie pijanego Hetmana pijąc, upatrywał miejsca, aby go zabił, a przypadłszy oszczepem onego chciał ugodzić, nie trafił, a Wychowski tymczasem wytoczył się za namiot i do stajni przypadłszy, wsiadł na konia, i do Karaczbeja w nocy przypadł. Dzedzały ro - 323 zumiał, że zabił Wychowskiego, począł wołać: „Łeżysz sobako szczo kozackuju krow Lachom i Tatarom prodajesz u czorta budesz hroszy liczyty." Tam Wychowski przy Tatarach ocalał, nie wzywał na pomoc Kozaków, bo oni przekupieni byli; w tumulcie zagubiwszy Hetmana, podług zwyczaju kozackiego pijaństwem się ekskuzowali. Widząc Wojewoda Moskal, że wszystkie zdrady nie nadają się mu, skorumpowanych zadnieprskich Kozaków zebrawszy , zrobił u nich Hetmanem Marcina Puszkareńko, chcąc Kozaków, rozdwoiwszy, osłabić przeciwko moskiewskiej potencyi. Jak zaś Wychowski uchodził swego rywala i Moskwę skarał za te zdrady i opressyą, poniżej doczyta się ciekawy. Na początku roku 1658go Cesarz turecki degradował Rakocego z księstwa siedmiogrodzkiego; przybył Rakocy do Transylwanii, wyprawił suplikę do Porty otomańskiej, wielkie i gotowe prezenta, starając się u Cesarza tureckiego o dawny respekt. Lecz nic tam nie wskórał, ordynowano Baszę sylistryjskiego i 60,000 Turków, którzy inszego Księcia siedmiogrodzkiego Franciszka Rydaj osadzili, tegoż urodzenia, wiary i obyczajów tychże co i Rakocy, i panowanie jego także nie długowieczne było. Do dóbr w Węgrzech ojczystych Rakocy nie przypuszczony, jednak gdy się upokorzył Leopoldowi, Królowi węgierskiemu, na instancyą Weseliniego, Wojewody węgierskiego, kazał mu Leopold dobra jego przywrócić i 6000 wojska niemieckiego onemu dał w kommendę, z którem wojskiem kilka razy na Turków napadłszy, onych zniósł partye jednakże nie mógł dokazać, aby odzyskał księstwo siedmiogrodzkie. Tak to, który cudzego pragnął, swoje utracił. Przyszedł czas elekcyi Cesarza chrześciańskiego. Lecz że umarł Jan Filip, Arcybiskup moguncki, Prymas Elektorów i pierwszy Kanclerz, musiała się odłożyć lekcya, bo do 7miu Elektorów zdawna Cesarza obierających, przybył 8my podczas wojny niemieckiej, Ludwik, Wojewoda Reński z domu hejdelberskiego, pod tytułem najwyższego Podskarbiego Rze 21* - 324 szy niemieckiej, ostatnie miejsce między Elektorami w zasiedzeniu mający. W miesiącu Lutym Kazimierz Król zebrał Senatorów przedniejszych, radząc się, jakim sposobem dalszy proceder wojny prowadzić i w Wielkiej Polsce w ciężarach wielkich jęczącej, ulżyć, dla lokacyi żołnierza cesarskiego. Ci przytomni byli Senatorowie: Jędrzej Trzebicki, Nominat krakowski; Jan Gembicki, Biskup płocki; Floryan Książę Czartoryski , Biskup kujawski; Stefan Wierzbowski, Biskup poznański; Mikołaj Prażmowski, Biskup łucki, Kanclerzem mianowany; Wojewodowie: poznański, kaliski, płocki, łęczycki, ruski; Marszałkowie: poselski i w. kor. Hetmani, naostatek przybyli, którzy z sobą emulowali i siła czasu stracono, nim onych pogodzili. Zatem Poseł francuzki Lumbres, proponował zgodę z Szwedem, medyacyą Króla francuzkiego: która Polaków nie będzie nic kosztowała, słów i ukłonów tylko potrzebująca; a cesarskie posiłki i Szweda irritują i Polaków siła kosztują, a nie rychło, ani skutecznie dopomagają; kto dobrze zrobiony pokój zgubionemu królestwu przyniesie, to przyjaciel, czy Leopold, czy Ludwik, byle pokój stały bez uszczerbku królestwa polskiego coprędzej zakończyć. Lecz Senatorowie nadęci duchem austryackim, na to niepozwalali mówiąc: tak długo proszony dom austryacki ledwo mogliśmy nakłonić, żeby dał nam pomoc, teraz gdy mamy sukkurs od niego z tak wielkim kosztem Rzpltej, irrytować domu austryackiego nie należy, któremu wdzięczność od Rzpltej nie uraza być powinna, gdy nas ratuje, z nami się liguje i inne potencye do ratunku naszego kolliguje, nagrodzić mu niewdzięcznością, ani się doprosim u kogo ratunków, gdy tak będziem postępowali; kiedy się godzić, to wszystkim godzić się. Zatem Jędrzej Leszczyński, Arcybiskup gnieźnieński zmarł: po nim Margrabia pińczowski, Myszkowski, Wojewoda krakowski, bezpotomnie zmarł; ten miał ojca Zygmunta , Marszałka w. kor., który był tak wzięty w cudzych krajach, że onego Książę Mantui do herbu i familii Gonza - 325 gów przyjął; temu Rzplta pozwoliła ordynacyą uczynić pinczowską, która po śmierci Władysława dostała się dalekiemu Myszkowskiemu, Staroście tyszowieckiemu. Król Kazimierz spieszno skończył konwokacyą, bo powietrze następujące z Warszawy rugowało wszystkich oraz aby wojsko coprędzej zbierać i ruszyć na nieprzyjaciela mógł; do Łowicza odjechał, którego Poseł moskiewski dogonił, od Cara dopominając się u królestwa polskiego koronacyi, bo już się Królem polskim tytułował, dał mu audiencyą w Łowiczu, po której go sollennie traktował, zatrzymawszy z rezolucyą Posła, póki Jan Gołecki posłany do Cara, z stolicy nie powróci, który tam czekał Kommisarzów carskich, do traktatu z Polakami w Wilnie. Lecz moskiewski Poseł nie chciał się długo bawić, domagał się rezolucyi od Króla i powiadając, że Car pod gardłem za dwa miesiące kazał się powrócić, i dobywszy noża, chciał się w piersi żgnąć; lecz Senatorowie umitygowali onego, powiadając, że sejm nadchodzi, na którym Rzeczypospolitej stany o elekcyi Cara JMci traktować będą na królestwo; zaczem lepiej natenczas wyrozumiawszy wszystką rzecz odjechać, niżeli z niczem powracać, a sejm przypadł dnia 10go Lipca w Warszawie, na który wszyscy tęskliwie oczekiwali, i w inszych interessach spodziewając się porady i ratunku, a ostatniej Polaków rezolucyi: czy Królem Cara obrać, czyli mu cale odpowiedzieć a w jawną z nim wojnę wkroczyć, widząc jawnie, że Car w Moskwie po tyrańsku panując, zechce i w Polsce tymże sposobem panować, jako i teraz bez elekcyi, bez paktów konwentów, bez konfirmacyi praw i swobód staropolskich, bez przyjęcia wiary uniackiej, już się Królem nazywa i tytułuje, na co Polacy gdyby pozwolili, w tej by niewoli byli, z której teraz Szwedowi wybijają się: natrafiliby właśnie z deszczu pod rynnę uciekając. Królowie duński i szwedzki z sobą walczyli, staczając bitwy, albowiem za przybyciem Karóla, Króla szwedzkiego z Polski, poprawili się Szwedzi, odpędzili Duńczyków z Szwecyi, Holzacyą opanowali. Książę sleswicki od oblężenia uwol - 326 niony, do Fionii wpadli i do Zelandyi, fortece duńskie jedne dobyte, drugie się same poddały; owo zgoła upadła duńska strona, a Fryderyk, Król duński, z królestwa niemal wypędzony, w jednej Kopenhadze oponował się, już albowiem Kronburg, strażnicę i klucz do morza bałtyckiego Wrangiel, Admirał szwedzki, rugowawszy Krzysztofa Bildę, opanował; azatem Zund morza baltyckiego trzymając w ręku Król szwedzki, kogo chciał na morze baltyckie tylko wpuścił, panem morza zrobiwszy się, pomorskie sobie przywłaszczył, odbierając one od okrętów wychodzących z morza baltyckiego, albo przychodzących na to samo miejsce. Zund się zowie ciasnota morza, albo oszyjek; wychodzi z bałtyckiego w ocean; tego Zundu pilnują zamki obronne Kronburg z jednej, Helsinburg z drugiej strony morza; te Szwed zawojował teraz, a co przedtem duński Król miał intratę z cła morskiego, teraz Szwed one odbiera, i jako przedtem Duńczyk strzegł morza baltyckiego, kogo chciał puścił, kogo nie chciał zatrzymał, tak teraz Szwed toż samo czyni. Danią tak jeografowie opisują: od południa brzeg morza Pomerania trzyma, aż do zatoki nazwanej Sinus Codanus, który na różne podzieliwszy się wyspy, królestwo duńskie czyni, około morzem baltyckiem i oceanem oblane, nie wielkie, ani zbyt szerokie ziemie, wyspy; między temi wyspami Jutya korony duńskiej jest pryncypalniejsza, jako w położeniu miejsca, pierwsza tak między drugiemi obszerniejsza, ku niemieckiemu państwu przybliża się; za Jutyą, na wschód słońca, Fionia jest, którą odnoga morska odłącza od Jutyi, a Fionia, jako od zachodu Jutyą, tak od wschodu Zelandyą ma, haniebnie ziemia żyzna i od drugich weselszy kraj; środek sam królestwa duńskiego, trzyma ta sama; ryb obfitość; że ledwo wiosłem ruszyć; łodzie popędzając, nietylko siecią łowią się, ale rękami brać można; księstwa ślezwickie i holsztyńskie, są to części królestwa duńskiego; stolica zaś duńska Kopenhaga teraz, przedtem Londa była. Zaczem Fryderyk III, Król duński widząc się opu - 327 szczonym być od fortuny, rad nierad, musiał traktat z Szwedem uczynić, za medyacyą Hugona de Terlons, Króla francuzkiego posła, traktaty te nazwane roeschildeńskie; medyował one i protektor angielski, Kromwel, bardziej szwedzką stronę utrzymując. Przez ten traktat ustała z obu stron wojna, lubo Jan Gniński, poseł Króla Kazimierza i posłowie hollenderscy obligowali Króla duńskiego, żeby się wstrzymał trochę, obiecując mu sukkursa tak z Polski, jako i z Hollandyi, przeciwko Szwedowi. Lecz Król duński Fryderyk, w jesieni dla burzliwych wiatrów hollenderskie posiłki nierychłe, a polskie dla odległości miejsca, za zdesperowane miał; skończywszy traktat, i wojnę skończył z Szwedami; lecz obejrzawszy się, iż tym traktatem ułowiony i usidlony, odstąpił wkrótce przyjaźni z Szwedem. Kondycye traktatu Duńczyka z Szwedem, takie były, jako Gniński czynił relacyą: połowa cła tak ziemią, jako i morzem w portach duńskich, Królowi szwedzkiemu ma należeć, temuż Szwedowi Loren z fortecami i krainą należy, tudzież krainy Branthejm i Bauhus, z wyspą Szelinga nazywaną w Norwegii należeć mają; flotę dziesięciu okrętów z żołnierzami i innym aparatem wojennym opatrzoną, Król duński Szwedowi ma dać ku potrzebie, Księciu olsztyńskiemu szkody poczynione przez tę wojnę ma Król duński wynagrodzić, także Król duński ma Królowi użyczyć pieniędzy. Ligę zobopolną obudwóch Króli przeciwko wszelkich nieprzyjaciół, tak ku obronie siebie, jako też następując naprzeciw nieprzyjaciela; taki traktat Duńczyk zrobił, jak Szwed zwycięzca dyktował. O tym traktacie dowiedziawszy się kolligaci Duńczyka, jako narzekali na Króla duńskiego, że lekkomyślnie i spiesznie zrobił, tak żałowali upadku jego; austryacki dom obawiał się przeszkody i fakcyi od Szweda, podczas cesarskiej elekcyi, oraz za dodanie sukkursu Polakom, od Króla szwedzkiego wtargnienia w państwo niemieckie. Polacy sądzili, że po zgodzie z Duńczykiem Król szwedzki z większem wojskiem przybędzie i znowu wojnę rozpocznie; Brandenburczyk - 328 także na pierwszy impet furyi szwedzkiej wystawiony, gotował się do obrony. Duńczyk przez traktat niepomyślny, obcięte miał skrzydła, które mu nigdy nieodrosną, co zważając, żałował tego. Holandya morze baltyckie dotychczas wolne dla Holendrów, przez traktat Duńczyka obarczone miała; widząc to miasta hanzeatyckie, narzekały potężną mając kolligacyą, na ten traktat wbrew protestowały się, niepozwalając Szwedowi na morzu zbytniego panowania. Zaczem jako najprędzej zabiegając szwedzkiej potencyi, rezolwowały się hanzeatyckie miasta floty na morze baltyckie wprowadzić, a nie dać nikomu na tern morzu górować, nawet kolligacyi Duńczyka, wniść do pomorskich krajów, a w nieprzyjacielskiej ziemi założyć plac wojenny, wstrzymując siły szwedzkie, a przyciśnionego do niesłusznych traktatów Duńczyka ratować z tej opressyi deklarowały. Królowa Ludwika instygowała, aby Król Kazimierz w Pomeranią ordynował wojsko polskie; to i Baronowi Lisola, posłowi domu austryackiego, wbrew powiedziała, że szczycicie się panowie Niemcy, iż Polakom sukkurs przysłaliście; a co ten nam sukkurs dobrego zrobił? Nie chcecie Szweda atakować, tylko w Polsce trzymając wojsko, ostatnią krew wysyssać z Polaków; zaczem WMść donieś to Królowi JMci węgierskiemu, że, jeśli nie ordynuje tego wojska do Pomeranii, wkrótce Szweda, współ z Duńczykiem w Niemczech obaczy, na przeszkodę cesarskiej elekcyi. W Warszawie czas nadchodził sejmowy, dokąd i Król Kazimierz wyjechał, aby tam na tym sejmie, który dla tego złożony, aby pretensyą Cara moskiewskiego o Królestwo polskie uspokoił, gdy bez elekcyi, już się tytułował Królem polskim. To i w uniwersałach na sejmiki przedsejmowe wyraził Król: że usilnie starając się uspokoić pretensyą Cara JMci do Królestwa polskiego, aby uprzejmości wasze wcześnie myśleli o środkach tego interesu, załatwienia, jakody cesarstwo moskiewskie, złączone z Koroną polską , wolność utrzymało starożytnych swobód polskich, i wolnej elekcyi Królów; tudzież wiary świętej katolickiej, i pra - 329 wo w osobie królującego, nie było zgwałcone; dosyć Car JMci ma przyjaźni naszej dowodów jasnych, które na kommisyi wileńskiej okazaliśmy i sejm teraźniejszy tym końcem złożyliśmy, abyśmy mogli złączyć i zjednoczyć państwo moskiewskie z królestwem polskiem, jako z dawien dawna jednego narodu słowiańskiego ludzi, aby w jedno skoligowani panowanie, nieprzyjaciołom postronnym, strasznymi byli, bo w wierze, mowie i obyczajach mało co różnimy się. Przeszkadzały nam te przedsięwzięcia do skutku przywieść wojny szwedzkie, węgierskie, kozackie i tatarskie; teraz, gdy opatrzność Boska z opressyi nas uwolniła od tych nieprzyjaciół, i onych z państw naszych rugowała, czas sposobny mamy do zakończenia dawno pożądanego interesu wsławienia i zjednoczenia narodu słowiańskiego, wydaliśmy te uniwersały na sejm w Warszawie przypadający dnia 10go Lipca, ukróciwszy należytych obrządków sejmom ordynaryjnym przyzwoitych. Pisano w Bogoniewie, dnia 19go Maja roku 1658. Spodziewał się Król temi środkami rozszarpane Królestwo utrzymać w pokoju od Moskwy, nie wchodząc z nią w wojnę, nieuspokoiwszy wojny szwedzkiej, nie mając sił po temu i kosztów na wojsko i ammunicye wojenne, jedną tylko zaszczycając się niewinnością, którą wsparci, lubo sił równych nieprzyjacielskim niemieliśmy, za pomocą Boską zwyciężyliśmy wszystkich nieprzyjaciół, bo wszechmocność Boska w małej garstce, może wszystkie potencye potłumić, przy sprawiedliwej sprawie salwować niewinnego, Prawo dawne w Polsce: w dwóch latach sejm generalny aby był złożony stanom Rzpltej, chyba z nagłej potrzeby może Król ekstraordynaryjny sejm prędzej złożyć. Wojną Bóg skarawszy Polaków, tak rzeczy ułatwiał, żeby temu prawu zadosyć uczynili; jakoż tylko miesiąc nad dwa lata przeciągnął się czas sejmowania, od roku 1655, dnia 19 Maja sejmu ostatniego konkluzyi, do dnia 10 Lipca r. 1658 czas rachując. Potrzebny ten sejm był tak do rozdania wakansów, jako też do porachunku z podskarbimi - 330 i poborcami, którzy wybierając podatki, żołnierzom nie płacili, na swój pożytek Rzpltej skarb obracając. Przybyli posłowie od Kozaków i od hana krymskiego, Kozacy ofiarując poddaństwo wierne Rzpltej i Królowi; hański poseł ofiarował stateczną przyjaźń, i sukkurs przeciwko każdemu nieprzyjacielowi Rzpltej 100,000 ordy. Przybył i moskiewski poseł, ale nie chciał odprawować legacyi, aż od Kozaków posłany Nosacz, którego od Wychowskiego rebellizanta cara swego moskiewskiego, przysłanym bydź mienił, będzie rugowany; kazano tedy Kozakom do czasu na przedmieście wyjechać. Poseł moskiewski przyjęty od Króla i legacyą swoję odprawił; lecz gdy powietrze z Warszawy wszystkich rugowało, i Król musiał umykać, i pretensye do czasu odłużone. Podczas sejmu agitującego się, przyszła wieść, że Król szwedzki z flotą do Prus przybywa i już pod Puckiem stanął. Wielu ta nowina pomięszała, a nawet delegaci miasta Gdańska zmieszani, toż samo udawali; a to była Wirtza sztuka, który z Wismaru nająwszy próżne okręta, na morze wysłał, dla postrachu w Polsce, a zachęcenia w Toruniu Szwedów i mieszczan do obrony i rezolucyi. Gdańszczanie wysłali swych kaprów na morze, dociekali tego, że to była sztuka Wirtza, bo jak skoro obaczyli kaprów, wnet umknęły się okręty do portu wismarskiego. Kurlandya dotychczas w pokoju będąca, od Szwedów niespodzianie zaczepiona. Ta prowincya przedtem do krzyżaków należała; jak Polacy podbili krzyżaków, Kettler Gottard, mistrz krzyżacki, poddawszy się Polakom, wyjednał sobie lenne panowanie nad Kurlandą z tytułem księcia kurlandziego; z tego familii panował teraz Jakób Kettler, książe kurlandzki, i podczas wojny szwedzkiej neutralistą był, ni do Szwedów ni do Polaków nie interessował się najbardziej z tej racyi, że za Gustawa Adolfa w Prusiech podczas wojny, wyperswadował Polakom pierwej na lat sześć armistycyą; potem do roku 1661. one prolongował, i pod - 331 czas wojny teraźniejszej chowali go Szwedzi w pokoju na przyszły traktat. Naostatek Szwedzi i onemu nie chcieli dać pokoju, ordynowawszy Duglasa, Generała-Majora wojsk konnych, który niespodziewającego się zdrady żadnej, podszedł Księcia kurlandzkiego, pierwej pod pretekstem przyjaźni z nim certując, przysłał do Mitawy Pułkownika Spenza, upraszając Księcia, ażeby podług dawnego ku Szwedom afektu tak chorym, jako znużonym Szwedom pozwolił łodzi i statków do sprowadzenia onych rzeką ku morzu, a potem do Inflant. Pozwolił Książe kurlandzki, niechcąc urażać Szwedów; zaczem ile mogło się znaleść łodzi, kazał dać Spenzowi i prowiantów, oraz lekarstw do poratowania chorych, nie strzegąc się żadnej zdrady, ani ostrożności żadnej nie zachowując. Duglas swą zdradę ukrywał należycie, bo pierwsze łodzie w dzień naładowawszy chorymi, pod zamek spuścił ; lecz podczas nocy ciemnej i zawieruchy, 40 batów pod zamek przyprowadził, w których żołnierze w dzień kryli się, w nocy do broni przybierali się, nagle wpadli na wały pierwsze, gdzie nie wiele na warcie ludzi było, potem na szańce gdzie armaty stały; gdy nie było, onych komu bronić do zamku one odwrócili i bramę opanowali. Dziedziniec napełniony Szwedami, a przebudziwszy Księcia, Pułkownik Arnfeld doniósł, że goście przyjechali, oraz, aby Książe zaraz do Króla szwedzkiego jechał, rozkazał; zatem wziąwszy Księcia z żoną ciężarną, która raz z przestrachu, drugi dla prędkiej jazdy, w drodze syna powiła, i nie dano jej się bawić połogiem, współ z drugiemi dziećmi w niewolę dostała się i z mężem. Zagarnąwszy Szwedzi Księcia z żoną i dziećmi, zamek do szczętu zrabowali, i wszyskie splendory zagarnęli. Stało się to wdzień świętego Michała; tegóż samego dnia Iksiel, Pułkownik szwedzki Mitawę do szczętu zrabował, tylko co nie spalił; wziętego Księcia z żoną i dziećmi, pierwej do Rygi, potem do Iwangorodu zaprowadził, dając racyą, że Książe kurlandzki nie chciał portów pozwolić morza Baltyckiego Szwedom, ani pieniędzy pożyczyć Królowi szwedzkiemu, - 332 o co nigdy nie czynili wzmianki przedtem Księciu kurlandzkiemu. Po tym przestrachu zmyślonym od Szwedów o przybyciu Króla szwedzkiego, sejm się zaczął formalnie w Warszawie; zebrało się Senatorów i urzędników koronnych, co niemiara; posłowie także gromadnie zjechali się, winszując Królowi Kazimierzowi i całej Rzpltej szczęśliwości, że po tak wielkich opałach, jeszcze wolność polska ocalała, oglądają Króla na tronie, Senatorów w senacie i posłów, starających się o całość ojczyzny. Obrali Władysława Lubowieckiego , sędziego ziemskiego krakowskiego Marszałkiem sejmowym posłowie, który człowiek rozumny i godny, do pomiarkowania trudności sejmowych sposobny, nie leniwie chodził około dobra pospolitego. Najpierwsza konstytucya stanęła na Aryanów, aby onych z państwa wypędzić. Obrzydła i szalona sekta! niepojętą ludzkim rozumem Trójcy Przenajświętszej tajemnicę określająca, a jednorodzonemu Synowi Bożemu Chrystusowi Panu Bogu i Zbawicielowi naszemu, spółeczności Bóstwa nieprzyznająca; Grecy to zowią Homouzyon, bluźnierskim językiem równej z Bogiem Ojcem chwały i natury nie przypisuje. Rozeszli się po całej Polsce ci niezbożni ludzie; jedni tylko Mazurowie szczęśliwi, co żadnej sekty z dawien dawna nie cierpią, jednak gdy onych wszędzie prześladowano w Polsce, na Podgórzu między karpackich gór jaskiniami, ci niezbożni ludzie zgromadzili się, tam swoje kacerstwo utrzymując, Szwedom, Rakocemu i każdemu nieprzyjacielowi życzliwsi, niż ojczyznie. Tylko onych Kozacy na Ukrainie nie cierpieli że Niemierzyc, podkomorzy kijowski, widząc upadek Szweda, oderwawszy się od Szwedów do Kozaków przywiązał się, będąc aryaninem, nie chcieli go przyjąć, aż został schyzmatykiem, a miał w Kijowskiem wielkie dobra, temu Kozacy urągali: nie wierzył on w Boga, oto dla fortuny został prawowiernym. Konstytucyi na nich ferowanej, która skonfiskowawszy i dobra onych kazała im precz z Królestwa polskiego, jest taki tytuł o Aryanach: „chociaż zdawna prawa - 333 ojczyste Aryanom, albo Anababtystom w Królestwie prawowiernem mieszkać zabraniają, jednak gdy się w ojczyznie naszej dotychczas utaili tacy niezbożni ludzie, co jednorodzonemu synowi Bożemu bluźniersko równość i Bóstwo umykają, za powszechną stanów Rzpltej zgodą ustanawiamy, iż takowi bluźniercy i onych protektorowie prawem przekonani, gardłem karani być powinni, założywszy na niedbałych sędziów kary odsądzenia onych od urzędów." Więcej w konstytucyach doczyta się każdy. Jednak któryby się chciał tego kacerstwa wyprzysiądz: gdyż wiara święta jest dar Ducha świętego, prorogowano onym natenczas frysztu do lat trzech, w którym czasie zbywszy swoje dobra, za granicę mają się wynieść; przez ten jednak czas mieszkania w ojczyznie, nie mają używać swojej sekty, od wszystkich uczciwości i honorów onych odsądziwszy. Druga konstytucya stanęła, aprobując ligę z Leopoldem, Królem węgierskim; także z Królem duńskim; ustanowiono, przytem traktaty bydgoskie z kurfirstem brandenburskim zawarte. Trzecia kostytucya, którą trybunał skarbowy ustanowiono w Radomiu, na zapłacenie wojsku zasług; kommissyą w Lwowie ustanowiono, popisy chorągwiom i regimentom naznaczono; rewizye wybranych i zalegających podatków naznaczono, co żołnierze wybrali a co zalega. Zapłacenie wojsku najtrudniejsze było, gdyż siła wojsku winna została Rzplta, atu krainy zniszczone, nie miały czem płacić, poddani zubożeni, choć każesz, nie słuchają; choć prosisz ubóstwem wymawiają się a żołnierz nic nie zważa i bez miłosierdzia eksekwuje. Zaczem do wszelkich sposobów Rzplta udawała się, przemyślając i ruszając wszelkich konceptów do nabycia pieniędzy, ustanowiona summa ogólna, porachowawszy się z żołnierzami; dali tedy na wolę województwom, ziemiom i powiatom, jakimkolwiek sposobem, byle zapłacili 24 łanowe podatki, utwierdzona akcyza, czopowe i szelężne, całkiem nowo podwyższone; stare odnowiono do importacyi skarbo - 334 wej, ustanowione rewizye, monetę nową bić kazano, i oną płacono, hybernowy podatek sowity ustanowiony z dóbr królewskich, oraz, ktoby chcąc być szlachcicem, Rzpltej ofiarował summę, w tym razie do klejnotu szlacheckiego onego przypuszczono. Wszystkie wakanse, urzędy, godności, senatorye i ministerya za pieniądze, jako i królewszczyzny otaksowawszy, rozdawać Królowi pozwolili, lubo z wielką krzywdą zasłużonych. Długo Król tej nowalii do eksekucyi nie chciał przywodzić , zważając honor narodu polskiego. Lecz dworscy faworyci, dysponowali Królem w tym razie, gwałtowne Rzpltej potrzeby wystawując na Króla i siebie nienawiść ściągali, i nowa Ewa, Ludwika Królowa smaku zakazanego jabłka skosztować radziła, nie Adamowi, ale Kazimierzowi, mężowi. Zaczem Leopold, Król węgierski, czeski, został Cesarzem, jeden tylko Ferdynanda III, Cesarza syn pozostały, lubo zamyślał Król szwedzki, i onego kolligat Francuz, przeszkadzać elekcyi. Jednak Bóg, przez którego Cesarze panują, zburzył te zamysły, i w Auszpurku stanęła koronacya, za zgodą całej rzeszy niemieckiej. Zostawszy tedy Leopold Cesarzem, publicznie deklarował ligę z Polską, Duńczykiem i Brandenburczykiem, a wojnę na Szweda ogłosić kazał; z czego Król Kazimierz kontent, kazał w Warszawie solenny tryumf zrobić, ciesząc się z koronacyi cesarskiej, jako i Gubernator krakowski także różne ognie artyleryczne, tryumfy i bankiety sprawował w Krakowie. Po skończonym sejmie, na którym do Wilna naznaczeni Kommisarze traktować z Carem o pacta conventa, nagły impet carski, wojną dobić się królestwa polskiego wstrzymać obiecywali. Wielkopolanie z sejmu pociechy żadnej nie mieli bo żołnierze cesarscy obywatelom, obywatele Rzpltej, a ta Królowi żwawie dokuczać poczęła. Zatem Cesarz Leopold przysłał Ordynans, aby wojsko będące w Wielkiej - Polsce rozdzieliło się; Generał Montekukuli z jazdą do pomorskiej ziemi ordynowany, a graf Zuze - 335 z piechotami, aby na oblężenie Torunia do Prus ruszył się, przez co Wielkopolanie pozbywszy niemiłych gości ucieszeni ucichli; Prusy zaś, nie tak od ciężaru nieprzyjacielskiego, jako od bojaźni przybywającego Króla szwedzkiego uwolnione. 10,000 cesarskiego wojska w kommendzie Montekukuli, do którego brandenburskiego wojska 9,000 przyczyniono, Król ten Kazimierz 6,000 jazdy polskiej z Czarnieckim ruskim, i Opalińskim Podskarbim Wojewodami ordynował; drudzy z ochoty swojej dla otrzymania sławy w cudzych krajach przy nich odważyli się pójść z swojemi pułkami, jako to Adam Działyński bratyański, Franciszek Czarnkowski osiecki, Kazimierz Piaszczyński ostrołęcki, Michał Wojniłowicz krosieński, Michał Kozubski lityński, Starostowie: Władysław Skóraszewski, Hieronim Pągowski, Jan Polanowski, Paweł Borzęcki: Porucznicy. Najprzezorniejszy pułk był huzaryi i Króla Kazimierza, w komendzie samego Czarnieckiego będący, nigdy w Niemczech nie widziany w takowym moderunku żołnierz, blask od zbroi, proporców i kopii, jak las zakwitły. Tam partyi skrzydła, z daleka Niemcy zajeżdżali, przypatrując się huzarom. Nad tem wszystkiem wojskiem Kurfirst brandenburski miał komendę jako generalissimus. Dowiedziawszy się o tem Król szwedzki, niemal z jadu nie rozpękł się, że jako pobratyniec niedawny Brandeburczyk idzie z wojskiem przeciwko niemu, a Brandeburczyk, na którego się odgrażał Szwed mścić się do upadłej, w oczy mu zachodził, żeby się z nim sam na sam spotkał. Jakoż o tem Król francuzki wziąwszy wiadomość, zgubę Szwedowi ominował iż ten stary kapral, to jest: Brandeburczyk szalony impet Szweda złamie: nie słuchał mnie, gdym mu radził przez mych posłów Polaków więcej nie nagabać, onym szkody nagrodzić, prowincye zawojowane powrócić, dozna tego, czego żądał. Po wymożonym na Duńczyku pokoju roszyldeńskim, niedługo cieszył się pokojem Szwed, bo wyniesiony sukcessami shardział bardzo, więcej pragnąc niż należało. Duńczyk wi - 336 dząc się być oszukanym i poniżonym, wolał wojny dobijać się, niż zdradliwym pokojem przyciśniony zostawać na wieki mizernym. Rezolwował się z Szwedem znowu wojować, ile gdy Król szwedzki sam dał okazyą do wojny, obiecawszy wrócić Duńczykom przez traktat swój Kroneburg, nie chciał powracać, powiadając: niech będzie u mnie w zastawie do trzymania świeżo zawartego pokoju. Ztąd urosła wojna, że Duńczyk wszystko, a Szwed Kronburgu nie chciał ustąpić. Holendrowie Duńczykowi na początek wojny częstych posłów posyłając, przysłali mu pieniędzy, a za niemi zaraz i flotę zbrojną do Zundu przysłali. A niż Cesarz, Brandenburczyki i Polacy, jakom wyżej namienił ordynowali sukurs znaczny do Holzacyi na duńskim gruncie, chcąc Szweda przytłumić, ulżywszy Szwedowi pracy, co miał przez nawałność morza Bałtyckiego, do Prus na Polaków i Brandenburczyka z pomstą spieszyć się, sami do niego spieszyli aby się spróbował : czy taki silny, jak zły i zapalczywy; Cesarz zaś tak austryackiego domu jako całej rzeszy niemieckiej broniąc i Danią do niemieckiego państwa należącą prowincyą oswobodzając, swoje ordynował wojska, przy których Duńskie siły powstać znowu i tryumfować ze Szweda będą. Holandya też miastom anzeatyckim dopomagać, aby Szwedowi nie dopuszczały na morzu baltyckiem jedynowładnego panowania, ale wolne jak przedtem morze baltyckie do handlów sprawiły. Nagrodził Bóg Szwedowi, co na Polaków Moskala, Rakocego, kozaków chłopstwo i hultajów buntował i ligował, teraz na niego tak się zligowali, że nie może się z rąk wyśliznąć. Król Kazimierz ustawnie był roztargniony, nie widząc końca zamieszania w ojczyznie, na 4 części obracając się i swe siły dzieląc: najpierwsze były Prusy, które żądały od Króla Kazimierza ratunku, aby natenczas gdy Króla szwedzkiego Król duński z kolligatami wstrzymuje za morzem, prezydia szwedzkie z miast pruskich wyrugował, zkąd i cała ojczyzna spodziewała się wielkiego profitu albowiem otworzy - 337 wszy port gdański i wolny spław zbóż różnych, których Polska ma podostatku, otworzy się sposób dostania pieniędzy przybędzie intrata skarbowi z ceł, szlachta i pospólstwo zbywszy swe zboża, dostaną pieniędzy, pozbędą exekucyi skarbowej i żołnierskiej, za podatki Rzpltej. Drugi kłopot i staranie Króla Kazimierza: Cara moskiewskiego, szalona impreza o królestwo polskie, bez elekcyi paktów konwentów odmieniania wiary, chcąc Polakom po tyrańsku jak Moskwie panować i samego Króla Kazimierza z królestwa degradować; na co gdy Polacy zezwolić nie mogą, wojną jak i Szwed tego dokazać usiłuje; znakiem jest tego kommisya wileńska rozerwana dla szalonego oporu Moskalów, którzy do niczego przystąpić nie chcieli, aż póki Polacy pierwej Cara moskiewskiego nie deklarują Królem polskim. Trzeci także nie mały kłopot w Ukrainie uśmierzyć zamieszanie, która już się namyśliła do Rzpltej nawrócić; ale potrzebuje ratunku od Polaków przeciwko Moskwie która z obu stron kraj Dniepru opanowała; nie mogąc się Kozacy z pod pazurów moskiewskich sami przez się wydrzeć, wojska zaś tak cesarskie jako i nasze zupełnej potrzebują zapłaty, a tu pieniędzy niema zkąd wziąść to więcej żołnierz zje na exekucyi niż mu należy pieniędzy. Czarniecki i Opaliński w pomoc ordynowani z 6000 wojska do Holzacyi, z pod Międzyrzecza na granicy szląskiej ruszyli się do margrabstwa brandeburskiego, gdzie się złączyli brandeburscy nad rzeką Odrą. Zważając, że prościej i bliżej do Holzacyi przez Saxonią, Król Kazimierz prosił Elektora saskiego aby pozwolił przejść Polakom przez swoje państwo, obiecując skromne, prędkie i za swoje pieniądze żyjąc przejście wojska; Elektor saski łaskawie pozwolił obawiał się jednak halastry polskiej, żeby nie rabowała Saxonii. Na trzy więc części podzielili się Polacy i szli trzema szlakami, na każdym mieli prowianty pozwożone i cenę ustanowioną; zakazali też Czarniecki i Opaleński surowo, aby żadnej swywoli a za nią żadnej skargi nie 22 - 338 było pod gardłem na każdego. Sasi tak ludzcy byli, że nie chciał drugi i pieniędzy przyjmować za jedzenie i picie, przyjemniejsi od drugich Niemców, a nietylko to pospólstwo saskie tak mile przyjmowało Polaków, kilku nawet książąt zajechawszy drogę w polu stało, wystawiwszy beczki z winem częstowali buczno officjalistów; proszono, aby przed nimi popisywało się wojsko polskie najbardziej hussarya. Czarniecki jako mając komendę nad pułkiem hussarskim kazał się popisywać, a na to jednego hussara, Paruszewski nazwanego, ordynował, aby kopią wzdłuż 10 kroków mającą, wieniec laurowy uwity z ziemi podjął; który ścisnąwszy ostrogami rumaka wziął wieniec na kopią, a potem obróciwszy się na koniu złożył kopią z impetem leciał na patrzących jakby onych miał przebić; przed samymi kopią w górę podniósł i konia w kroku wstrzymał. Do Danii przyszli Polacy w pierwszą prowincyą Holzacyą nazwaną, wkroczyli; lasy tu gęste i błota jednak i ziemia zboże rodzi obficie, łąk i pastwisk ma podostatku; przedtem Nortalbingia nazywała się od Niemiec Elbą rzeką rozdzielona, przedtem Grafowie tu panowali, potem Fryderyk III Cesarz chrześciański Królowi duńskiemu, tegoż imienia pierwszemu zawdzięczając jego szczerą przyjaźń księstwem zrobił. Ordynowawszy z Czarnieckim i Opalińskim wojska 6000 do Holzacyi i Danii, Król Kazimierz z resztą wojska polskiego i z cesarskiemi piechotami ruszył pod Toruń; chcąc oswobodzić Prusy od Szwedów. Poddali się oni łatwo Szwedowi, ale onych dobydź przez szturmy i krwi wylanie trzeba było z pracą, odwagą i wielkim kosztem. Toruń najpierwej obledz, jako bramę do Prus wchodzić chcącym uwolnić. Spław na Wiśle od Szwedów zabroniony; ordynował przodem Jana Sapiehę, Pisarza polnego kor. aby z lekkiemi chorągwiami wszędzie opanował drogi do Torunia, nie przypuszczając żywności, ani przepuszczając wniść i wynijść chcących. Zatem Suchy Jenerał-Major cesarski i Jerzy Retzen, ta - 339 kże Jenerał-Major jazdy cesarskiej podstąpili z wojskiem cesarskim, i Heyster Jenerał umknąwszy z malborskiego więzienia od Szwedów. Król Kazimierz za nimi następował i wojsko polskie zgromadziło się. Ordynował Król, aby z cekauzów krakowskich armaty burzące, moździerze bomby, granaty, kule armatowe i inne ammunicye, także prochy Wisłą pod Toruń sprowadzono, bo Władysław IV Król polski, jako pan wojenny posporządzał cekauzy i amunicye wszystkie za panowania swego po różnych zamkach i fortecach. Nim się przysposobili do szturmu i oblężenia Torunia, ukraińskie tranzakcye teraz wyrażę. Lubo kozacy nie wszyscy jednej myśli byli, jednak większa gromada starszyzny i pospólstwa życzyła powrócić do Polski. Kozacy zaporożcy słysząc, że Orda gotuje się na Moskwę, i oni, żeby od Ordy ocalili, zabierali się z niemi do złączenia się na Moskalów z Tatarami, bo się odgrażała Orda na kozaków, że jeźli nie nawrócą się do Polaków, lub z nimi się nie złączą, w pień wszystkich wyciąć i Ukrainę w popiół obrócić nie omieszkają. Zadrniepscy zaś Kozacy, w Białej Rusi mieszkający i ku granicy moskiewskiej obawiając się potencyi Moskalów, z Moskwą trzymali, odstąpiwszy Wychowskiego, a syna Bohdana Chmielnickiego Juryszka, wówczas w Kijowie na naukach będącego, chcieli Hetmanem obrać. Przysłał Car świeżego Wdę do Kijowa Wasilewicza, któremu rozkazał, aby Kozaków korrumpował na stronę Chmielniczenka młodego, oraz 30,000 Moskwy przysłał w sukkurs na poskromienie Kozaków. Najpierwej zachodził się około fortyfikacyi Kijowa ten Wasilewicz. Na Wychowskiego buntował Kozaków wszelkiemi sposobami, najbardziej, że brat jego stryjeczny Stefan Wychowski bez wiadomości Hetmana zebrawszy około Białej cerkwi swawolnych ludzi gromadę, począł napadać na Moskwę i onych znosić, nie pozwalając do Kijowa prowadzić Moskwie; opowiadał; że Orda nadchodzi przeciwko Moskwie, Moskwa zebrawszy się, hultajstwo rozpędziła, a sam 22* - 340 Stefan Wychowski uszedł do Tatarów, o co Wasilewicz z Hetmanem Wychowskim expostulował, który odpowiedział: że o tem nie wie i podziękowałbym Moskwie, gdyby tego hultaja złapawszy, przysłała do mnie, nie zważałbym na powinowactwo, alebym ukarał przykładną drugim karą. Zaczem dyffidencya bydź poczęła między Moskwą a Kozakami, którzy wyglądając Kommissarzów od Kazimierza Króla, także wojska kor. i sukkursu Ordy, siedzieli spokojnie, mając jednak oko na obroty i zdrady Moskwy. Lecz gdy przejęli pocztarza, Dnieprem płynącego, od Cara z expedycyą do Wasilewicza, Wdy kijowskiego, w której wyrażał, aby Wychowskiego i starszyznę kozacką jako rebelizantów starał się pochwytać, i onych w dybkach do stolicy zasłał, przytem rejestr był Półkowników, których Car kazał połapać i do siebie przysłać, albo z Ukrainy wypędzić. Dostawszy tę pocztę Wychowski, zebrał wszystkich Kozaków do gromady i w koło ukazał te ordynanse, gdzie przeczytawszy a zważywszy podpis i pieczęcie carskie, także styl moskiewskiego pisma, spytany pocztarz, od kogo był wysłany, że od Cara ordynowanym jest, odpowiedział, zaczem wszyscy jeden drugiemu podając ręce krzyknęli: czego więcej czekać? idźmy wszyscy do gromady i do obrony siebie samych i starszyzny! zaprzysiągł się jeden na drugim położyć się, ratując Półkowników i wszystkę starszyznę, a Wychowski Hetman powiedział: „teraz molodcy czas mamy „wybrnąć z okrucieństwa moskiewskiego; osiodłają starszy,,znę wygubiwszy, a czerń w niewolników obrócą." Wszyscy poprzysięgli przy Wychowskim zostawać do upadłej, Królowi Kazimierzowi poddać się deklarują, wyrzekają się protekcyi moskiewskiej, kassują wszystkie z Moskwą zawarte transakcye, herby moskiewskie na chorągwiach poszarpali, Artemona Rezydenta moskiewskiego przy Hetmanie Wychowskim będącego odpędzili; zatem bankiet solenny, kilkanaście kuf gorzałki wystawiwszy, Hetman Wychowski sprawił, powiadając każdemu, że Kozactwa inaczej - 341 wolności wojsko zaporozkie nie utrzyma, tylko poddawszy się Polakom, z przysłanymi od Króla Kommissarzami traktat zrobić, a doczekawszy się sukkursu od Ordy i wojska polskiego, tych z Ukrainy wyrugować. Przybyli nie bawiąc i Kommissarze tak do Wychowskiego jako i od Hana krymskiego. Król wyperswadowany onych wyprawił; stanąwszy w Szarogrodzie potem do Olszanicy przyjechali; z Olszanicy delegowani od Kozaków onych wprowadzili z uszanowaniem do obozu, przyjęli ich Kozacy dnia 9 Września. W szykach wszystkie wojsko kozackie stało, i miało prosto ruszyć na Moskwę. Pierwszy Półkownik Nosacz Oboźny kozacki, prostak, ale wyćwiczony w wojennych akcyach i jeden tylko z dawnych Półkowników zaporoskich, co widział, jak się dobili swobód Kozacy starodawni, po nim Antoni Zelenecki, Brzuchowiecki, Chwełkowski, Kowalewski, Lesnicki i inni, wszyscy życzliwi Wychowskiemu, oprócz Cieciury. Lecz najbardziej życzliwi byli Rzpltej, którzy urodzeniem szlachta, ale wypędzeni będąc z Ukrainy, musieli się udać do służby kozackiej dla odszukania fortun swoich i na Ukrainie osieść, jakoto: Daniel, Konstanty i Teodor Wychowscy, bracia stryjeczni Hetmana Wychowskiego, Chmielecki młodszy, Hulanicki, Wereszczaka, Mrozowicki i Jerzy Niemierycz, Podkom. kijowski z Aryanina, schyzmatyk i Półkownik kozacki, jakem już wyżej o nim namienił; Kommissarze polscy odpoczywali z drogi. Poseł moskiewski przybył do wojska, którego z honorem wielkim przyjmowali Kozacy. Po wysłuchanej legacyi moskiewskiej przez trzy dni zabawiwszy się po traktamentach hucznych odjechał, po którego odjeździe Wychowski Hetman zaprosił Kommissarzów Rzpltej do konferencyi. Jak przybyli, Wychowski witał onych wymowną oracyą, pokazując życzliwość wojska zaporoskiego chęć szczerą do złączenia się z Rzpltą, byle w swoich pretensyach przez Kommissarzów przybyłych łaskawą Króla Jmć i Rzpltej uznali - 342 deklaracyą. Na co Bieniewski, Kaszt. wołyński przy assystencyi swego kolegi w kole, gdzie Pułkownicy i wszystka starszyzna z Hetmanem Wychowskim i wszystko wojsko zaporoskie zgromadzone zasiadło, tak perorował: „Za łaską Najwyższego Boga, który z woli swej podnosi królestwa albo poniża, tegoż natchnieniem wrodzona ku ojczyznie swej miłość w sercach każdego tak wkorzeniona, że gdzie bywszy, na ostatek każdy do domu zwykł powracać; rozumiem, że tu się stało, iż odważne wojsko zaporoskie swojem i Hetmana swego imieniem na sejm do Rzpltej, przez Posłów swoich odezwało się do N. J. Kazimierza Króla i pana naszego miłościwego, tudzież do całej Rzpltej z oświadczeniem wiernego poddaństwa tak od siebie, jako od wszystkiego narodu ruskiego na Ukrainie żyjącego, upraszając o opiekę i protekcyą krajom swoim." „Dobra otucha powracającego do ojczyzny pokoju po tak długich utrapieniach, kiedy się do jedności klejimy, a porzuciwszy przysmaki cudzoziemskie, do domu zabieramy się, podług dawnego przysłowia: każdemu kurowi swoja grzęda miła. Trzeba tedy Boga wszechmocnego majestat błagać,, aby jako nauczał do matki ojczyzny zwabiać dziatki, tak onych dawną przyjaźnią i zgodą uwielbił." „Dziesięć lat, jako o jedno dziecię ubijają się matki, każda sobie chcąc przywłaszczyć, Polacy jako cząstkę wnętrzności swoich odszukać pragnący, Moskal cudzy płot upodobawszy przywłaszcza sobie, i wmawiając w was niechęć ku własnej matce, bronią, rezolucyą, odwagami waszemi zaszczyca się, żądając nierozdzielne ciało, gdy utrzymać i posieść trudno, w pół rozciąwszy czy rozdarłszy, sobie przywłaszczyć; ztąd się urodziły wycięcia kraju, spustoszenia ziemi; krwią chrześcijańską hojnie wylaną ugnoiwszy żyzne Ukrainy pola, zasiewał Moskal nienawiść między wami a nami. Nieprzyjaciel duszny, czart przeklęty cieszył się z tego, rozjątrzał serca, aby dogubiwszy do szczętu, w łyka wiekuistej niewoli wprowadził swobodny naród kozacki, a przy - 343 siodławszy nas i was po części rozszarpanych, w jarzmo niewoli wciągnął." „Ulitował się Bóg nad krajem sobie miłym Polską i Rusią, skruszył serca wasze i nasze, abyśmy uderzywszy się w piersi, grzech nasz poznali, a jeden drugiemu odpuścili. Co widząc Król pan nasz miłościwy, jako matka zbierając pod skrzydła rozbiegłe dziatki mile przyjmuje, zapomniawszy uraz łaskawie przygarnywa. Już teraz spróbowaliście wierności polskiej i moskiewskiej, doznaliście smaku wolności i niewoli: mówiliście źli Polacy; a teraz musicie przyznać: gorsi Moskale. Zaczem łaskawy ojciec, Król polski, żąda po was, abyście ojczyma swego zbrzydziwszy z niewoli i jarzma moskiewskiego wybili się, z jaką to radością w Warszawie Król, pan nasz i wasz miłość, nowinę tę przyjął od Posłów waszych, my Kommissarze, wasi Posłowie, jesteśmy świadkami, jako Rzplta na sejm zgromadzona wielce ucieszona została; wiem że Posłowie wasi wam już uczynili relacyą." „A nie słowami jednemi certując, przysłani jesteśmy Kommissarze od całej Rzpltej do was zgromadzonych, zapraszając was do jedności i do społecznego ratowania zgubionej ojczyzny, już teraz gdy ją zewsząd ogarnęły biedy; zapomniawszy dawnych losów z rozpostartemi rękami was wzywa do jedności. Rozumiem, że doznawszy przysmaków monarchii moskiewskiej, gdzie w czarnych bótach, w błachych sukniach chodzić kazano, wódek, piw, miodów zakazywano pijać, wina ani wspomnieć. Cła i zdzierstwa niewymówne i inne niewolnicze zakazy, tego za Polaków nie znaliście, i teraz znać nie będziecie; wszystko co duszy wolno, tylko swawola nie wolna. A jeśli wam wolność miła, idźcież do jedności, a pospołu brońmy praw, swobód i wolności, ratujmy ojczyznę; wnet się powróci do domów naszych i waszych pokój i swoboda, bezpiecznie oracze pola, bartnicy pasieki, rzemieślnicy swych rzemiósł pilnować będą, a lubo się każdy do swego powróci z pokojem, jednak swawolę, zdrady okrucieństwa i niesprawiedliwości w rezie prawnej zostawać - 344 muszą, nikomu onych nie pozwalając, jako i panom srożyć się nad swem poddaństwem, surowość prawa ustanowiona już teraz nie pozwoli." „Uwiedli was przodkowie wasi w niewolę moskiewską twierdząc, że jednej wiary z wami, i na tern się omylili, bo wy grecką religią trzymacie a Moskwa moskiewską, a prawdę mówiąc tak wierzą, jak Car każe: czterech ojcowie śś. Patryarchów ustanowili, Car moskiewski piątego zrobił, a sam i nad nim starszy; wy swoich duchownych szanujecie, a Moskal Metropolitów degraduje, drugich ustanawia, jako z Nikonem niedawno postąpił, Władyków więzi i zakonników, jako Hypacego Ihumena kijowskiego niedawno wziął w kluby, a gdy widzi skarby cerkiewne wnet je na swój pożytek obraca. To w stanie duchownym dzieje się, a w świeckim wszyscy doznaliście, czego za Polaków nie słychać było: starszyznę przedtem obieraliście podług upodobania, teraz kogo Car zrobi; lubych wam starszych przez zdradliwe zabójców sposoby wykorzenia, wszystkie intraty z Ukrainy, i z was samych przez kabaki i cła, tudzież akcyzy na siebie zabiera, wam tyle, co z nosa spadło, zostawił; ale za to musicie przeciwko nieprzyjaciół wszystkich Ukrainę bronić, żeby intrata Carowi nie ginęła, a i to póty was w tym kraju cierpi póki Polaków nie zawojuje, a podbiwszy nas na Syberyą zamyśla was przenieść, a tu Moskwą, swemi niewolnikami żyzne krajny osadzić chce, w krótce ukaz ogłoszony będzie, byle się z nami uspokoił, żeby żaden Kozak szabli ani strzelby nie nosił." „Postrzeżcie się tedy, kiedy my i wy na jednej szali nieszczęścia zawieszeni jesteśmy, bo ten was jako i nas w niewolą podbić usiłuje, a my łączmy się pospołu z sobą i do jednego zamysłu sprzysiężmy się, a zjednoczywszy ojczyznę, Bóg przy nas stanie, a czart szyję złamie. Widzicie jawnie, że Bóg na nas i na was przepuścił swój biczyk, którym już 10ty rok biczuje nas bieda." „Pokazuje teraz łaski swej Bóg wszechmogący skutki że Polaków ukarawszy, chce uwielbić, oświadczyła Boska - 345 prowidencya nad Polakami protekcyą swoję, że tak potężnego nieprzyjaciela Króla szwedzkiego z państwa wypędziliśmy, zamki, fortece, miasta podobywali, i teraz Król Imć pod Toruniem w oblężeniu Szwedów trzyma. Sam Król szwedzki za morzem w opalach od Duńczyka i kolligatów zostaje, gdzie Czarniecki i Opaliński z 6000 wojska polskiego mszczą się na Szwedzie krzywd swoich. Rakocego jako do szczętu zniesiona Potencya rozumiem, iż wasi tam będący ludzie umknąwszy, rzetelną uczynili relacyą; Cesarza chrześciańskiego wojska przy Królu do Torunia szturmują, a po wzięciu onego i z Prus wyrugowaniu Szwedów, na Cara moskiewskiego zjednoczone siły Rpltej obrócą się, mając ufność w miłosierdziu Boskiem, że gdy tak wiele nieprzyjaciół dał nam wypędzić i tym podołamy, ile gdy wojsko wasze zaporoskie szczerze z ojczyzną zjednoczy się; mamy od Cesarza tureckiego firman do Hana krymskiego, aby całą potencyą nam przeciw Moskwie pomagał, przykazawszy sylistryjskieniu i innym pobliższym Baszom, aby byli gotowi za danem znakiem od liana na Moskalów, gdyby mieli być ciężcy na Polaków." „Sapieha, Hetman w Litwie, z wojskiem swojem opiera się Moskwie, szlachta pospolitem ruszeniem jeszcze nie wezwana do koni, w domach swych odpoczywa, gotowa do obrony ojczyzny. Naostatek do was, zacne wojsko zaporoskie słowa ojczyzny przynoszę." „Jam was porodziła, nie Moskal, jam was wypielęgnowała, wychodowała, wsławiła, ocknijcie się, a bądźcie synami nieodrodnymi, a zjednoczywszy się do gromady wyrugujcie nieprzyjaciół swoich i moich." Zatem powstawszy starszyzna, pytali pospólstwa kozackiego, jak się im podoba mowa Kommissarza. Wszyscy krzyknęli: Harast howoryty zniba orator. Duch ś. zagrzał serca krnąbrnej Rusi słowy ludzkiemi. Jak się uspokoiły akklamacye i krzyki, Wychowski za zezwoleniem wszystkiego wojska zaporoskiego wymowną oracyą, jako będący przedtem jurystą, podziękował Królowi - 346 JMPanu, wszem nam miłościwemu za ojcowską opiekę, oraz z całem wojskiem obligował się w statecznem zostawać poddaństwie. Zatem obaczywszy plenipotencyą Kommissarzom naszym od Króla i stanów Rzpltej daną, solwował sessyą, naznaczywszy do traktatu z każdego pułku Kommissarzów, aby z wojskiem przeciw nieprzyjaciela postępując traktowali z Polakami. Jakiemi kondycyami złączenie się Ukrainy z Polską i zjednoczenie stanęło wyrażam: 1.      Księstwo ruskie jak Litwa, żeby miało swoich Ministrów, Kanclerzów, Marszałków i Podskarbich i innych urzędników, którzy wszyscy wiary greckiej z województwa kijowskiego, bracławskiego szlachty, obierani, a przywilejem królewskim utwierdzeni mają być. 2.      Metropolita kijowski z 6 Episkopami podle Arcybiskupa lwowskiego zasiadać mają w senacie. 3.      Unia ma być zniesiona, a odebrane błahocześliwym od cerkwi i monasterów dobra mają być powrócone. 4.      Akademia kijowska w równej prerogatywie ma być z akademią krakowską, mają jednak professorowie wyprzysiądz się wszystkich herezyi. 5.      Sejm wolny dla księstwa ruskiego obywatelom we Lwowie, albo Łucku ma być składany. 6.      Trybunał wolny dla księstwa ruskiego, ponieważ stylem ruskiem wszystkie prawa starodawne pisane są i dla odległości miejsc w bliższem miejscu ufundowany. 7.      Stolica katedry Biskupa kijowskiego katolickiego do Chwastowa ma być przeniesiona dla tumultu i urągania się pospólstwa ruskiego. 8.      Monetę ruską pod obliczem królewskiem w ruskim kraju bić JKMć. rozkaże. 9.      Korpus wojska zaporoskiego 30,000 Kozaków rachować się ma, 10,000 Kozaków zaciężnych w to inkludując. 10.      Wojsko kor. na Ukrainie, ni konsystencyi, ni hyberny nie ma mieć, chyba gdyby nieprzyjaciel onę attako - 347 wal, to jako auxyliarne wojsko natenczas Ukraina prowidować będzie. 11.     Szlachta i panowie do swych dóbr na Ukrainie z chorągwiami przybywać nie będą, tylko z assystencyą zwyczajną dworskich na usłudze będących ludzi. 12.     Hetman zaporozki do śmierci Atamanem ma być, tegoż Król Jmć Senatorem uczynić z łaski swej deklaruje jako i teraźniejszemu Janowi Wychowskiemu wdztwo kijowskie i księstwa czechryńskie, czerkaskie i perejasławskie lennem prawem konferował, przydawszy na expensa codzienne lubomlskie i barskie starostwa. 13.     W przyszły czas wojsko zaporoskie obierać sobie Hetmanów wolno będzie, który obrany, jeśliby nie był szlachcicem, zrobić, a on się ma na to u Rzpltej zasłużyć przez wierne usługi i odważne akcye, a potem Senatorem kreowany będzie. 14.     Na przyszłym sejmie Król Jmć z Rzpltą zasłużonych kozaków do szlachectwa promowować deklaruje. 15.     Także deklaruje i przyrzeka Król Jmć tym wszystkim, którzy przy nieprzyjacielskiem wojsku wiązali się, i onym dopomagali łaskę swą i amnestyą, a mianowicie Jerzemu Niemierzycowi Podkom. kijowskiemu, który odstąpiwszy Szwedów do kozackiego wojska aplikował się i został Pułkownikiem w wojsku zaporozkiem, jako mający na Ukrainie wielkie dobra. 16.     Żydom wolny powrót na Ukrainę wojsko zaporozkie deklaruje. 17.     Tego traktatu osobliwy fundament zaporozkie wojsko zakłada, że wszystkich nieprzyjaciół królestwa polskiego za nieprzyjaciół swoich i księstwa ruskiego deklaruje, jako Rzpltej wszystkich nieprzyjaciół księstwa ruskiego i Ukrainy za nieprzyjaciół królestwa polskiego uznaje, Innych pretensyi, jakoto: żeby wdztwa ruskie, wołyńskie, podolskie i belzkie, także powiaty piński, starodubski i owrucki, jako przedtem były przy księstwie ruskiem, i teraz aby przyłączone były, ponieważ nie wszyscy się na to - 348 zgadzali; nie inkludowano; najwięcej Paweł Tetera, choć człek prosty, ale uważny a między pospólstwem mający poczciwości i szczerości kredyt wyperswadował, mówiąc tylko: zhodymy się mołodcy z Lachami, bolz budem maty, pokorne telatko dwi matery set. Okrzyknęło pospólstwo i starszyzna; ot toy wsiu prawda skazaw, zhoda, zhoda, zhoda. To wiekopomne sklejenie się znowu w jedno odszczepionego drzewa stało się dnia 16 września w obozie pod Hadziaczem r. 1658. Zaczem Wychowski Hetman wymowną oracyą podziękował Kommisarzom i na bankiet zaprosiwszy, solennie utraktował. Obligowali się wszyscy razem, statecznie przestawać w wiernem poddaństwie Królowi i Rzpltej po dawnemu; udarowali różnemi prezentami Kommisarzów, każdy z starszyzny, co miał specyalnego, a na pokazanie prawdziwej radości z armat huczno bili; naostatek wojsko szeregami stanąwszy, z ręcznej strzelby ognia dawali, potem na sejmie w Warszawie te traktaty pomiarkowane i aprobowane konstytucyą. Tymczasem jak Król przybył pod Toruń, i z Krakowa sprowadzona artylerya, zaczęło się formalne oblężenie otworzywszy wolny port Wisły dla difluitacyi do Gdańska różnych zbóż. Przed trzema laty łatwo na gołe słowa poddał się Toruń Królowi szwedzkiemu bez krwi rozlania, a teraz zdobywając onego, tak wiele kosztował krwi rozlania, prac i fatyg, co nie miara. Toruń, miasto od krzyżaków zmurowane, przedtem zwano Tarnowem, z drugiej strony Dybowa, miasto polskie; tu za Stefana Króla, był sejm Rzpltej; za pierwszej wojny Gustawa Adolfa, Króla szwedzkiego, byłoto Rzpltej miasto życzliwe i Szwedom się nie dało, lubo kilka razy Gustaw Wrangel miał onego zdobyć. Podczas teraźniejszej nawałności na Polskę poddał się Karólowi, Królowi szwedzkiemu, który wprowadziwszy prezydium szwedzkie, ufortyfikował należycie do obrony, mieszczan lutrów sobie życzliwszych zrobiwszy magistratem, nie Polaków. Karól, Król szwedzki, odcho - 349 dząc do Danii, bratu swemu Alfonsowi, Księciu bipontskiemu polecił komendę nad wojskiem i wszystkiemi fortecami pruskiemi, Benedykta Oxenstierna dla rady zostawiwszy przy nim. Gubernatorem był miasta i nad prezydium miał komendę Steno Bielke; wojska było na prezydium 3,500 Szwedów, w pół września nasi już około porobili aprosze, Jerzy Lubomirski, Marszałek w. kor. i Hetman polny, miał nad wojskiem polskiem komendę, Chorąży w. kor. Jan Sobieski, jazdę komenderował, bo natenczas Król musiał na 4 części wojsko rozdzielić. Hetman w. kor. Potocki na Ukrainę ordynowany, Czarniecki do Holzacyi, Sapieha Hetman W. lit. Moskwę w Litwie utrzymywał, a Król z 4 częścią wojska oblężenie Torunia rozpoczął. Krzysztof Grodzicki, Kasztelan lwowski, był Generałem artyleryi, Jędrzej Potocki, Oboźny kor., Stanisław Jabłonowski, Strażnik kor., Jan Sapieha Pisarz polny kor., Marcin Zamojski, Podstoli lwowski i wielu godnych Pułkowników. Nad cesarskiem wojskiem komendę mieli: Franciszek, Graf Zuza, Huldenstern, Kielman, Zuchman, Korona, Buchajm Generałowie, Heyster jazdę komenderował, Zuchy straży pilnował, Hatsfeld i Margrabia badeński, z drugiemi 7 regimentami piechoty swoje do szturmów czynili przygotowanie. Polskie cudzoziemskie wojsko, jako gwardya Króla Kazimierza w komendzie Wolfa, sty dyneburskiego 1,200 ludzi, dragonią komenderował Bock, inflantczyk; piechoty margrabia Butler, Otto Ernest Grothaus, Józef Łączyński, Jakób Giza, Jan Paweł Celary, Półkownicy mieli w komendzie przy obecności Króla Kazimierza; wszyscy ochotę ukazywali: liczyło się wojska kor. 20,000; w dzień wszyscy aproszowali się, w nocy naradzali się, a Król wszędzie w dzień i w nocy przebiegał, zważając i zachęcając; jazda około wszystkie lasy i gęstwiny w Prusiech przedrabawała szukając nieprzyjaciela, zabraniając sukkursu i prowiantów nadwozić Toruniowi, a nabrawszy więźniów szwedzkich kilku, do Torunia puścili wolno, żeby Szwedom relacyą uczynili, iż Król szwedzki w Danii zatrudniony, nie spodziewał się od niego sukkursów; aż Gu - 350 bernator toruński musiał onych z miasta wypędzić, żeby ludzi nie trwożyli. Wielką pracę i trudność mieli nasi, most na Wiśle robić; w jesieni Wisła rozlała, co zrobią rujnowała, zwyciężyła jednak pracujących ochota szkody; stęplami poprzybijawszy most usłali tak ugruntowany, że po nim jak po ziemi jeździli ze wszystkiemi ciężarami. Rada była wojenna: czy Szturmem Szwedów dobydź, czy przez kapitulacyą? radzili niektórzy, spróbować pierwej ofiarując Szwedom akord; drudzy powiadali, iż Szwedzi uparci przez lat trzy fortyfikując Toruń, nawet za murami ziemne podawali szańce dla obrony, nie poddadzą się łatwo, darmo onych i tentować, mieszczanie także toruńscy dla swej luteryi obawiali się, iż po odebraniu Torunia wsadzi Król cesarskie prezydium tak, jako do Krakowa; póki Rzplta onym nie zapłaci wojennych expens ztąd nie wynijdą, ustawnie gnębiąc lutrów, jako zwyczaj u cesarskich, zgubią do szczętu mieszczan. Ztąd największy impet tak mieszczanie jako i Szwedzi czynili na cesarskie wojsko, wypadając często tam, gdzie Suchy Generał i Baron Buhaym kwaterę mieli. Wdztwa wielkopolskie od granicy szląskiej, od Wielunia uchwaliwszy dobrowolnie, prowianty nadwoziły piechotom które nigdzie z miejsca nie ruszając się, ogłodzone były. Od cesarskich najpierwej z armat poczęto strychować i poznosili szmat murów, jako i wieżę ś. Jana zburzyli. Lecz Grodzicki Generał artyleryi kor. zaciągnąwszy inżenierów z Niemiec wielkim kosztem, między którymi najsławniejszy był Goetkant, ogniste z pierwsza kule rzucał, któremi zapalał w mieście kamienice i ludzi strasznie raził; potem kamienie zbyt wielkie z moździerzów rzucano, które rozpadłszy się łamały budynki, ludzi zabijały i szkorbuty w Szwedach z smrodu i skwaru wzniecały. Cesarscy zaś z strony swojej insze kunszty czynili, kopiąc się pod mury i szańce szwedzkie dla zasadzenia min, bo Szwedzi za murami toruńskiemi usypali haniebnie wysoki - 351 szaniec, i onego wałami i fossami ufortyfikowali, z którego szańcu widać było, co się na drugiej stronie miasta dzieje; ten szaniec nazwali kawalerszanc, do niego nie mógł nikt dostąpić, chyba inżenier sławny jako desperat; odważyli się tak Generał cesarski, jako i Półkownik naszego wojska Giza głęboko ku temu szańcowi z wielką pracą. Kazimierz Król poczęstowawszy Szwedów i Toruńczan wojennemi speciały, rezolwował się ofiarować klemencyą, tak Szwedom jako i mieszczanom, wyprawił pierwej trębacza do Gubernatora, potem Sekretarza swego, Trabuk nazwanego z perswazyą, aby tak mieszczanie radzili o całości miasta swego, a nie czekali zburzenia onego i ostatniej zguby swojej; jak szturmem wpadną, pewnie żywego nikogo nie zostawią; jako i Szwedzi, aby po desperacku postępować nie raczyli, oglądając się na ostatnie koła, z czem i przy czem kapitulować będą. Nie pozwolił mieszczanom Gubernator dać responsu, mówiąc: iż ja tu rządzę, ani śam dał; zaczem Prażmowski do niego pisał, jako Kanclerz, obligując go, aby się poddał, lecz zuchwały Szwed ani mówić o tem sobie dał, i hardziej odpisał. Zaczem porzuciwszy te ceremonie, do szturmu generalnego nakazano, co najprędzej Lubomirski Hetman promowował, lubo cesarski Generał, stary żołnierz, czy od Szwedów skorumpowany, czy go strach obleciał, dyswadował Królowi, i o to poczęli się wadzić z Lubomirskim; ledwo Król ich umitygował, kazawszy otrąbić, aby się wszystko wojsko do szturmu przybierało. Dnia 17 listopada regimenty piesze z półk. i officerami swymi, wyszły w pole, w bębny bijąc i przygrywając na fistułkach, gotowi skoczyć gdzie każą; przy nich konna dragonia i polskie chorągwie pilnując na nieprzyjaciela, jeźliby wypaść miał; przypadła i lóźna czeladź polskiego wojska, porobiwszy z belek zakrywki one na kołkach przed sobą popychała. Jak przyszedł Ordynans, rzucili się gromadami ochoczo, - 352 a w około okrążywszy miasto, Lubomirski Polaków a Zuza cesarskich komenderowali. Pierwszy Giza Półkownik piechoty polskiej z 500 piechoty na kawalerszanc nastąpił i wlazłszy chorągwie podniósł gdzie ucierając się broniących się Szwedów odpędził, most na fossie począł robić a przebywszy nim palisadę począł wycinać; 13 straciwszy, rugowany od nieprzyjaciół, gdyż tak gęsto strzelali Szwedzi, iż kule jak grad latając, gdyby każda razić miała, wszystkoby wojsko jednym impetem wygubiły. Wtem zaryczały armaty, rzucając bomby do miasta oświeciły w swej ciemnicy wszystkich, krzyk, huk, powietrze rozlegało się, spracowani nasi z ochoty, jeden drugiego uprzedzając, mięszać się poczęli w ciemnościach, nazad się wracając; postrzegłszy to Hetman Lubomirski, przypadł do półków i kazał sekundować na wschód słońca, aby Toruń atakowali, gdzie się aż pod same mury nasi przyaproszowali, także do posiłku Gizy ordynował Buttlera i Grothausa z piechotami. Tam zawrzała znowu bitwa i prawie wszystkie piechoty na kawalerszanc lazły, fossy mostami uścielały, rujnowały kosze i wały z darni ułożone, za któremi nieprzyjaciel krył się, drabiny przystawiały, palisady wycinały, i wszyscy ze spodu rzucili się zburzyć fortyfikacye nieprzyjacielskie. Bronili się Szwedzi tak potężnie, że przez noc w jesieni długa aż do białego dnia ta utarczka trwała. Gdy ten ustawać począł impet, na górze szańcu stojący Szwedzi urągać się poczęli z Polaków, tchórzostwo onym zadając; jeden mając w ręku kłodę oburącz utrzymywał onę, a wyzywał naszych, żeby który z nim w rącz poszedł, bezpieczny, że na górze stał i miał w tyle z 500 Szwedów. Nie wytrzymali nasi tej konfuzyi, trzeci raz rzucili się na ten szaniec, pnąc się jak koci na wysoki wał i przykry, gdzie Paweł Celary Półk. z swoją piechotą wlazłszy a gruby człek był, pikami szwedzkiemi w fossę wepchnięty pewnieby zginął, gdyby go Oberst-leitnant Czarnowski sio - 353 strzan jego nie salwował. Podobnym sposobem odrzuciwszy drabiny, drugich spychali; lecz nie nastarczyli. Tego szańca przez 3 godziny nasi dobywali, onych odpędzając, zwyciężyli, i szańc za ucieczką Szwedów opuszczony opanowali, kawalerszaniec wziąwszy po długiem pasowaniu kawalerami zostali, Szwedów tchórzami zrobiwszy. Ten szaniec fundament i dusza obrony Torunia miasta był; nigdyby Torunia nie dobyli, gdyby go pierwej nie opanowali. Zginęło naszej piechoty ze 400, Officerów cesarskich pięciu; polskich 12, między któremi Jan Berg, Oberst-leitnant Celarego ratujący dużo raniony, przy tern loźnej czeladzi siła, wielu na różnych miejscach poginęło w nocy. Rano Król objeżdżał regimenta i półki, wychwalał Officerów i żołnierzów odważne akcye, a nie mając czem kontentować, w drobne kawałki podarłszy chustkę, na znak dawał przyszłej każdemu kontentacyi. Odebrawszy Polacy rawelin albo kawalerski szaniec, odebrali zuchwałość Szwedom i Toruńczanom, że wszyscy rzucali się hurmem do Bilowa, Gubernatora, aby więcej nie szalał, siebie i mieszczan nie gubił; wbrew powiadając, że więcej nas tu, niż Szwedów. Gdy Król ofiaruje klemencyą, czemu nie kapitulować*? dość pokazałeś odwagi i męstwa swego, nie gubże do szczętu, których dotychczas broniłeś. Zajadły Szwed nieuważał niczego , a już do tumultu zabierali się mieszczanie. Był tam Oxenstierna od Króla szwedzkiego zostawiony za regenta pruskiego, którego Bilow słuchać powinien był, a ten w Warszawie wzięty był w niewolę, na parol wypuszczony, że się miał powrócić do Króla Kazimierza; że się tedy nie powrócił, obawiał się, żeby za wzięciem przez szturm Torunia, nie szelmował go Król, wolał przez kapitulacyą warować sobie u Króla Kazimierza pardon, Toruń poddać rezolwował się. Bilow swemu uporowi dogadzając, żołnierzów szwedzkich uhumoryczył, że się przy nim stawać deklarowali; ubezpieczonych Polaków, że się do kapitulacyi w Toruniu zabierają, kilka razy wypadłszy w nocy atakowali; dnia 4go Grudnia, w nocy wypadłszy Szwedzi więcej 20 naszych wy 23 - 354 cięli. Zaczem rozjątrzone wojsko Króla upraszało, aby onym pozwolił, szturm przypuścić. Najbardziej czeladź loźna chcąc się straty swoich pomścić, a zapłacić sobie za odwagę zrabowaniem Torunia usiłowała, powiadając, że niegodni są łaski królewskiej, co im dał 8 dni armistycyum do rekolekcyi, sami je złamali, wypadając zdradziecko; na co Hetman Lubomirski i Generałowie cesarscy, także nasi Officerowie i Półkownicy zgadzali się, aby szturmem dobyć hardych i zuchwałych. Leez Król Kazimierz pozwolonego armistycyum rujnować nie chciał, gdyż przez ten czas Oxenstierna posłał do Książęcia Adolfa, brata szwedzkiego Króla, żądając rezolucyi jego, czy pozwala kapitulować w Toruniu w ostatnim terminie zguby położonym Szwedom? na co Książe Adolf odpisał, pozwalając, bo przez szturm wziąwszy Toruń, prezidium szwedzkie zginie i sam w Malborgu nie obroni się; przydał to jednak, aby z honorem prezidium wypuszczano. W 4 miesiącu oblężenia Torunia wysłani od Oxenstierna delegowani, poddając Królowi Kazimierzowi Toruń, bo na Oxenstierna spuścił się brat Adolf królewski, jako człowieka rozumnego i politycznego, który przy stryju swoim Oxenstiernie, Kanclerzu szwedzkim wyćwiczył się należycie do traktowania rzeczy. Toruńczanie widząc, że przez kapitulacyą Królowi szwedzkiemu dostali się, przez kapitulacyą w roku trzecim do Króla Kazimierza powracać są zmuszeni, do klemencyi swego Króla uciekli się, upraszając, aby cesarskich na prezydium w Toruniu nie zostawował. Ubezpieczeni od Króla, zgodzili się na kapitulacyą, której jak się zakończyła, nie wyrażam wszystkiej, bo trybem zwyczajnym inszych miast stanęła, co osobliwszego namieniam. Toruńczanom Król Imci Kazimierz daje amnestyą za przeszłe niewierne uczynki, także wiary luterskiej i przywilejów onym dawno służących utwierdza wolne używanie. Grafa Oxenstierną od parolu danego niedotrzymania wolnem deklaruje. - 355 Moneta pod herbem i imieniem Króla Karola szwedzkiego wybita w Prusiech ma iść do uniwersalnego pokoju. Generała Koryckiego będącego przy Królu szwedzkim, żonie, wolny do męża Król Kazimierz przyjazd pozwala. Instrument kapitulacyi Król Kazimierz ma podpisać ręką swą i pieczęcią stwierdzić, przy podpisie Kommissarzów z obu stron do kapitulacyi wysadonych. Z strony polskiej:       Z strony Szwedów: Jendrzej Morsztyn Referendarz Eryk Brukaw Draj. Półkokoronny.         wnik szwedzki. Władysław Rej.     Benedykt Abhalten PółkoSta. Nowokorczyński.      wnik szwedzki. Bartłomiej Rawtenfels, Sekre- Fryderyk Zunder Fraden tarz król.        Półkownik i Auditor sądu szwedzkiego. Gdy Szwedzi ustępowali z Torunia, na drodze, którędy wychodzili, uszykowało się 12 chor. dragonii, w komendzie Eliasza Łąckiego, Oberstleytnanta; przy nim Grodzicki, Kasztelan kamieniecki, który najwięcej dopomógł do dobycia Torunia, jako Generał artyleryi, ze dwoma regimentami piechoty stanął, także chorągwie pancerne zaszły drogę Szwedom, wszyscy weseli, że dobyli Torunia. O południu dnia 29 Grudnia Szwedzi wyszli z miasta Torunia, przy których Graf Benedykt Oxenstierna, Steno Bilke, Gubernator przeszły, Benedykt Skitte, Drako Angielczyk, Hamilton, Zoog, Bok, Zunder, Półkownicy i insi officyalistowie do 3,400 Szwedów. Przydani do konwoju onym Adam Biskupski, Wieluński, Mikołaj Ostrorog, garwoliński, Starostowie. Mieszczanie Toruńscy przybyli z deprekacyą do Króla Kazimierza w obozie stojącego, naganieni z pierwsza, że zdradziecko poddali się Szwedowi, a przy nich jako nieprzyjaciołach Polaków na potęgę bronili się. Od magistratu posłani byli: Jan Prus i Stroband, Prezydent jeden, drugi Burmistrz padli do nóg Królowi, którym gdy kazał powstać darowawszy onym urazy, Sendyk od miasta perorował; Król 23* - 356 kazawszy onym na ratuszu przed wysadzonemi Kommissarzami poprzysiądz wierne poddaństwo, odprawił. W dzień ś. Ewanielisty Jana, Król Kazimierz wjechał do Torunia, którego Jan Koss Biskup chełmiński prosto do kościoła prowadził, gdzie P. Bogu dziękując: Te Deum laudamus śpiewano. Wyszedłszy z kościoła z Królową Ludwiką i Senatorami na ratusz jechał, gdzie pospólstwo wesołym okrzykiem Króla przyjmowało, najbardziej ucieszone, że cesarskiego wojska deklarował Król nie wprowadzać do miasta; gubernią dawszy całych. Pruss Grodzinckiemu Kasztelanowi kamienieckiemu, kommendantem zrobił w Toruniu Jana Pawła Celarego, Półkownika, przydawszy mu 2000 piechoty kor. wojska , póki z Malborgu nie wyrugują Szwedów obawiając się zdrady od Toruńczan. Przywitał też Króla Joachim ab Hyrtenberg Pastoryusz z Kalwina zostawszy katolikiem, różnych języków świadom, siła ksiąg wydał, jako i Florus polski jego edycyi. Był u Jana Leszczyńskiego, Kanclerza kor. Sekretarzem, potem zostawszy księdzem świeckim, plebanem gdańskim był i wkrótce zmarł, którego Król na biskupstwo chciał promowować. Przy tryumfach zdobycia Torunia przyszła do Króla pocieszna nowina od Bieniowskiego Kommissarza do Kozaków zaporozkich ordynowanego, który doniósł że już zakończył traktat z Kozakami, że już wszyscy poddali się Królowi i Rzpltej, wyrzekłszy się protekcyi moskiewskiej. Tę listowną relacyą ustną konfirmował Daniel Wychowski, stryjeczny brat Hetmana zaporoskiego, Poseł przysłany od wszystkich Kozaków z oświadczeniem wiernego poddaństwa, oraz upraszając o dodanie wojska kor. naprzeciw potencyi moskiewskiej. Srodze Król ucieszony, że dwie rebelie Toruńczan i Kozaków jednego czasu uspokoił, kazał za sobą Danielowi Wychowskiemu jechać, którego potem do wojska zaporoskiego z ukontentowaniem odesłał, przydawszy wojsko do Kozaków kommenderowane. Stefan Koryciński, Kanclerz kor. dnia 6 Lipca umarł. Ze stanu szlacheckiego nie mając żadnego urzędu, Kanclerzem w. został podczas wojny szwedzkiej, odrzekłszy się - 357 dóbr, ustawnie przy Królu był, żadnych fakcyi nie robił, starodawną manierą żył, bez pochlebstwa u dworu w zamku ojcowskim w swych wieczystych dobrach świat pożegnał. Na radach wszelkich gruntownemi racyami utwierdzał zdania swoje, erudycyi i sentencyi nie używał, po sobie zostawując sławę, że Minister był uczony, wierny ojczyznie; był pogrzebiony w kościele ś. Stefana w Krakowie w grobie przodków swoich. Kanclerzem po nim Mikołaj Prażmowski, Biskup łucki został po Tomaszu Leżyńskim Bisk. łuckim kreowany po Trzebnickim, który Biskupem krakowskim został, a Bogusław Leszczyński, Podskarbi w. kor. Podkanclerzym. Po Senatorach godzi się wspomnieć także Marcina Słomkiewicza, który w akademii krakowskiej pismo ś. tłumaczył z hebrejskiego, chaldejskiego, greckiego języków i onych w akademii uczył; ten siedząc nad pismem chaldejskiem bardzo trudnym do tłumaczenia w nocy przy stoczku zadrzymał, który zająwszy się skwarem i dymem pracującego zadusił. Wielka szkoda , bo trudno o drugiego takiego, gdyż rzadko o takich, co te języki umieją i rzadko który się do nich applikuje. Akademią krakowską dla tego Król Jagiełło fundował, że ona miała być ozdobą królestwa, jako sam wyraża w swym przywileju, tak pisząc: Jako Francyą paryzka akademia przez zgromadzenie uczonych ludzi objaśnia, Padwa z Bononią, Włochy sławi, Praga Czechy zaleca, niemieckie państwa Uxonia i Leodyum, tak krakowską akademią ufundowawszy, uczonymi ludźmi zapełnić umyśliliśmy, żeby się nasze królestwo polskie z drugiemi monarchiami równać mogło. Jakoż póki różnych szkół nie namnożyło się, wielkie subiekta z akademii krakowskiej wychodziły. Jakże się zagęściły szkoły, ustali doktorowie, co starzy Polacy ganili ojczyznie, że tak wiele nafundowali szkół, prorokując ojczyznie, iż ten czas przyjdzie, iż trudniej będzie o żołnierza, niźli o łacinnika. Ztąd sławny jurisprudentiae Doctor Justus Lipsius napisał potajemnie, że ojczyznie szkodzą, którzy rozszerzają nauki, bo próżnowanie i życie delikatne niczem bardziej jako przez nauki utrzymują się, ani sił, ani odwagi niemasz; gdy się do - 358 nauk rzucą, właśnie jak psa wyćwiczywszy tańcować, nie będziesz onym zwierza uganiać, tak do wojny uczonego nie napędzisz, orać nie będzie; ani rzemiosła robić; ni trudów kupieckich nie chwyci się, kto się w naukach utopi. Tenże Lipsiusz przywodzi na potwierdzenie swego zdania Franciszka, Króla francuzkiego i Leona X, Papieża rzymskiego, z których jeden Francyą, drugi Włochy jak w naukach wypolerowali, tak też miękkich delikatów zrobili. Popiera to zdanie Gramundus, autor francuzkiej nacyi, który wyraża z rozszerzenia nauk wielkie szkody w Rzeczach pospolitych, tak mówiąc: śmiertelny stanu Rzpltej grzech nauk różnych rozszerzenie; dla tego przed tem nie przyjmowano prostego stanu ludzi, tak świeckich jako i duchownych, bo wyćwiczywszy się chłop z oracza kapłanem, a sukienkę duchowną równa się zacnym ludziom; cokolwiek dowcipnych autorów, wszystko starego wieku, gdzie rzadkie były szkoły; teraz jak się zagęściły, nikt się gruntownie nie uczy, byle troche liznął zhardzieje i równego sobie nienawidzi. Państwa i królestwa oraczami, kupcami i żołnierzami, stoją, jak się nauk chwyci, ni do roli, ni do kupiectwa, ni do wojny nie napędzisz. Bo tam trudy, głody, słoty, różne niebezpieczeństwa ponosić trzeba; nad księgą siedzących w delicyach i rozkoszy opływa, nauczywszy się łaciny, do prawa udaje się, wprawdzie przebiegłszy różne sztuki, hołdownik, pana z fortuny wyzuwa potem, jeden od drugiego wyćwiczony, żyją w rozkoszach, buczno chodzą, z ruin ludzkich bogacą się, jak pijawki krew ludzką, tak oni fortuny wysysają. Zginiona tam Rzplta, gdzie młodzież do wojny nie aplikuje się, potem ogarną onych rozkosze, kijem z domu nie wypędzisz na wojnę, a choć w pole wynidzie dla niewczasów znużony, blasku wojennego znieść nie mogąc, mruży oczy armat jak piorunu, kul jak gradu obawia się, na sztych, rany i jawną śmierć nie odważy się kogo domowa rozkoszy słodycz wypielęgnowała, ztąd Lecedemończykowie młodzież w trudach i niewczasach ćwiczyli i wychowywali, Turkom - 359 do ksiąg udać się nie godzi, chyba zkaleczonemu, albo w starości wieku, a i Polacy starzy przedtem młode lata trawili na utarczkach z nieprzyjacielem, jako poeta pisze: A skoro który dorośnie swej miary, Niechaj się w pole uciera z Tatary. Dowód jasny dają Czarniecki i Opaliński, którzy nietylko w ojczyznie, ale w cudzem państwie odważnemi słyną akcyami i rycerstwem przy nich będącem, którem nietylko rzeki w pław przybywają, ale i odnogi morskie tąż śmiałością w Holzacyi i Danii za nieprzyjacielem Szwedem przebywali. Pod miastem Hadersleben, w dyecezyi rypeńskiej zgromadzili się do kupy, trzema ślakami maszerujący kolligaci. Gdy czas do wojny sposobny upłynął, w grudniu brandenburski Elektor spieszył się, przed zimą chcąc cokolwiek dokazać, lubo konie znużone tak wiele krain przebywając, na wyspę Alsen, która od ks. szleswickiego, odnogą morską odłączona, przeciwko Fionii na wschód słońca leży, a z Fionii przez też odnogi morskie, Bełt nazwane, nie daleko do Danii przejście nad wązkim morza baltyckiego oszyjkiem, Zund nazwanym, leżącym w zatoce morza, nazwanej Sinus Codanus. Szeroka wyspa na cztery mile; miasto jej stółeczne nazywa się Sonderburg, gdzie Księżna holsztyńska wdowa rezydowała. Assenberg Pułkownik szwedzki wyspy i Księżnej bronił z 600 Szwedów, hardy nieprzyjaciel chciał wojsku kolligackiemu obronić się. Król szwedzki Karól, z wojskiem był w Zelandyi, Króla duńskiego w Kopenhadze starał się obledz i szturmować do stolicy duńskiej. Zatem cesarscy, brandenburscy i polscy skolligowawszy się, przez wyspę Alsen przebywszy, odnogą morską do Fionii przebrać się, a ztamtąd tył wziąwszy Królowi szwedzkiemu, od Kopenhagi onego odpędzić, a Królowi duńskiemu dać sukurs, postanowili. Dla czego Król duński wcześnie rozkazał, aby dla kolligatów przeprawy, statków nagotować, aby się kolligaci mogli przeprawić coprędzej. Dla nawałności jednak morskiej, nie mogli wcześnie onych sprowadzić, aż Elektor brandenburski musiał kazać - 360 zbierać, czy nieprzyjacielskie, czyli mieszczan; znaleźli drugie stare i zepsowane, reparować kazał; na tych do Koldyngi, nad morzem leżącego miasta, obrócone siły kolligackie, aby wypędziwszy Szwedów, wojsko mogło bezpiecznie przebywać odnogi morskie. Pierwsi Graf Stroszczy i Generał Gulcz, wojska brandenburskiego , z piechotą na batach przeprawili się; za nimi trzy okręty wojenne, z ludźmi postępowały do bezpiecznego wysadzenia na brzeg piechoty, bijąc z armat do nieprzyjaciół, broniących przystępu. Jeden okręt Brandenburczyka przestrzelony od Szwedów, żeglarze ranieni, drugich rozszarpały kule aż z boku Major wojska cesarskiego Ranz, przeprawiwszy się na brzeg wysiadł; ratując Gulcza, Szwedów brzegu broniących z armat odpędził, dwa okręty wojenne Szwedom odebrał. Trzy szańce były od Szwedów na brzegu morza ufortyfikowane, z których razili wysiadających na brzeg. Przybył z 41 korwetami Szwedów Knut, Półkownik, nie dając na brzeg wysadzać piechoty brandenburskiej, stał na wzgórku za odnogą morską Kurfirst brandenburski, kazał na Szwedów z armat ognia dawać; zagrzmiało morze z obu stron z armat gęstem strzelaniem; prędzejby kolligaci tryumfowali, gdyby podostatku batów mieli do przeprawy. Przyszedł i Czarniecki z polskiem wojskiem; drugie z Opaleńskim pod Haderszleben zostawiwszy. Kurfirst brandenburski widząc w opale swoich na drugiej stronie Szwedów, utyskiwał, że nie może dostać batów, na których posiłkować swoich o brzeg ze Szwedami certując usiłował. Usłyszawszy to Czarniecki rozumiejąc, że onemu przymawiał Brandenburczyk, (przodem był wysłał Samuela Kobyleckiego, Rotmistrza który nazbierał czołen i batów i miał je w pogotowiu), zatem do wojska przyskoczywszy powiedział: „Mości Panowie! umieliśmy przez głębokie topielice i szerokie rzeki pływać, spróbujmyż odnogi morza, a pokażmy w cudzem państwie co Polacy umieją, niech Holzacya pozna Polaków." 12 było chorągwi: królewska huzarska, Porucznikiem był Michał Wojniłowicz; Czarnieckiego, huzarska, Porucznik Pą - 361 gowski; pancerna tegoż, Porucznikiem był Piotr Mężyński; Leszczyńskiego krajczego kor, Porucznikiem Władysław Skóraszewski; Branickiego, Podstolego koronnego, Kazimierz Kułak; Margrabi Myszkowskiego, Porucznik Paweł Borzęcki; tudzież Daniłowicza, parczewskiego, domaszewskiego, łukowskiego, Rokitnickiego, dobrzyńskiego, Starostów z swoimi Porucznikami, którzy przyuczeni za Czarnieckim w lot gdzie się obróci następowali. Odnoga morska tak szeroka była jak Wisła na wiosnę, gdy pod Warszawą ku Pradze rozleje. Czarniecki dopadłszy batu, nie szanując się, wsiadł, kulbakę z konia włożywszy do batu, a konia w pław w ręku trzymając cugle puściwszy, drudzy za nim do łodzi i batów rzucili się, kulbaki z koni przy łodziach i batach, także konie pławiąc, pistolety za kark, szablę golą w ręku na temlakach mając. Dziwił się Kurfirst brandenburski i narzekał, że po desperacku Czarniecki postępuje, marnie zginie potrzebny ojczyznie Wódz; zatem Kurfirst kazał w kotły i trąby uderzyć, aby ochoczo i jego wojska przeprawowały się, kazał i sobie bat podać, chcąc dla zachęcenia i sam przeprawić się. Musieli i Niemcy, widząc Kurfirsta że niby na bacie miał się przeprawować, radzi nie radzi, na baty wsiadłszy, się przeprawować, przeklinając desperacką i szaloną odwagę Czarnieckiego z Polakami, gdyż niemieckie konie ciężkie, pływać nie umieją, a polskie przyzwyczajone, przy batach płynęły spokojnie. Widząc Szwedzi, że się hurmem rzucili wszyscy do przeprawy, a Gulcz z piechotami już na brzeg wysiadł, do boju gotowali się. Zaczem nie czekając przybycia więcej gości, Assemberg do Sonderburgu, Knut z piechotami do Nortburga rejterowali się, na piaskach z pagórków upatrywając, jak się Polacy przeprawują. Na tych Czarniecki przybywszy, jak koń mógł ustać, siodłać kazał konia i sam na tarantowego wsiadł konia, w delii pąsowej po turecku, we 40 coprędzej wypadłszy za uchodzącymi Szwedami rzucił się. Lubo przysłany od Kurfirsta, prosił i perswadował, żeby się nie na - 362 rażał po desperacku; ofuknąwszy się, za Szwedami w pogoń poszedł, a dopadłszy ściśnionych, Kapitana sam wziął; trzech żywcem Polacy wzięli, resztę doganiając cięli; ile że w nocy nie wiedzieli o liczbie uchodzący nad karkiem jadących Polaków. Kurfirst przeprawował się na okręcie przez odnogę morską; wysiadłszy na brzeg, ucieszony wziąwszy wiadomość o wiktoryi Czarnieckiego, któremu jako winszował solennie tak w przyszły czas, aby nie ażardował się, solennie obligował go. Brejden, Vice-Admirał duński, wziąwszy od Króla swego ordynans, aby kolligackiemu wojsku dodał statków do przeprawy i sam onemu assystował, dla burzliwej nawałności morskiej;, koło brzegu lawirował; a dowiedziawszy się, że Kurfirst brandenburski z kolligatami już na wyspę Alsen przeprawił się, rozumiał, że kolligaci Sonderburg obiegną; podniósłszy żagle prosto do Sonderburgu spieszył się; zatem na flotę szwedzką napadłszy, stoczył bitwę, jeden okręt wziął, drugi utopił. Ale zabitym został od Szwedów z armaty, sławny na morzu żołnierz, i zalecony Królowi duńskiemu wiernością swoją. Pod Sonderburg kolligaci podstąpili, który stółecznem miastem tej wyspy był; zamek mając obronny i murami mocnemi ufortyfikowany. Lecz fossy wodą napełnione, zamarzły właśnie, sam Bóg mosty słał wojsku kolligackiemu. Zaczem Assemberg zdesperowawszy utrzymywać się, Księżną olsztyńską z jej splendorami wziął do zamku, i sztuką wprowadził namówiwszy. Księżną aby upraszała Kurfirsta, żeby się nad nią zmiłował; który przebywszy góry, rzeki i bagna suchą nogą przeszedłszy, odnogi burzliwego morza w oczach onej końmi zwyciężył, bardziej klemencyą swoją nad opuszczoną białogłową, aniżeli zgubą onej tryumfował, nie jedna forteca w tym kraju. Sonderburg do której szturmując, mnie wdowę zacnie urodzoną i swoję kolligatkę zgubisz, większy tryumf mieć będziesz, gdy mnie w swą opiekę wziąwszy, ten impet szturmującego żołnierza zahamujesz. Nie w boju tylko oszukała niewiasta mężczyznę, ale między wojennemi szturmami chytra białogłowa podeszła Kur - 363 firsta, nad którą ulitowawszy się, kazał wojsku wstrzymać się, obawiając się, żeby przez szturm wpadłszy różnych nacyi wojska, onej nie zrabowali, a przez toby sobie u świata wielką sprawił ohydę. Gdy tedy kapituluje miasto z Kurfirstem przez kilka dni, Wrangiel, Admirał szwedzki z flotą pod mury zamkowe podpadł i na kotwicach stanąwszy pierwej wdowę Księżną, potem prezydyum i wszystkie splendory, skarby i dostatki na okręty zabrał; potem wysławszy trębacza rano do Kurflrsta, prosił aby poddającemu się miastu był miłościw. Z Assembergiem podniósłszy żagle i pożegnawszy Kurfirsta przez wystrzelone z okrętów armaty, na morze udał się, poddawszy puste miastu; oprócz niewiast, kalek i starych ludzi nie było nikogo w Sonderburgu. Polacy poszli do Norburgu z Sparrem, Półkownikiem brandenburskim dragonii konnej, który opanował całą wyspę Alsen, niżby podbita została. Spotkał przybywających Półkownik szwedzki Knut, ale przełamany został; za nim w pogoń idąc Polacy, opanowali przedmieście, gdzie siła prowiantów znaleźli i ogrzali się, 4 dni o chłodzie i o głodzie stojąc w polu. Gdy jazdą nie było można dostać Norburgu, Kurfirst z piechotami przybył 21go listopada; ze czterech burzących armat strzelano, gdzie mury obalone, iż prosto szturm zanieść mógł. Wysłał Kurfirst trębacza, żeby się poddał kommendant który był uszedł od Brandenburczyka do Szwedów przedawszy się, inaczej dobywszy szturmem zaraz go przy moście na szubienicy powiesić każe. Uląkłszy się Kommendant tak sprosnej śmierci, na łaskę Kurfirsta miasto i sam poddał się. Wprowadził na prezydyum ludzi swoich Kurfirst, ale wojsko akklamowało, że mu wydarł z rąk zdobycz Kurfirst i trębacza jego mało nie rozsiekali Polacy. Tak w óśmiu dniach wyspa Alsen w ręce kolligatów dostała się; tam gdzie flota dla mielizny przystąpić nie mogła, ochota i odwaga Polaków, zachęciwszy Niemców na błahych łodziach i statkach z końmi, w pław dostąpiła i zwyciężyła. Pod Adersleben cesarskie wojsko w komendzie Monte - 364 kukulego i Polacy w kommendzie Opalińskiego zostali się. Przyszła do nich wieść, że flota szwedzka do brzegu przybyła, i wysadziwszy ludzi Szulcbach i Konigsmark na 4 chorągwie Polaków, pod Koldingą stojących nie ostrożnie, napadli i spędzili 17 Polaków zabrawszy w niewolą, drudzy rozproszeni do Opalińskiego rejterowali się, który wziąwszy wiadomość, będąc gotowym, ruszył się a przed sobą Piasoczyńskiego i Polanowskiego Pułkowników ordynował, aby rozbiegłych ratowali i Szwedów wstrzymali, nim sam z wojskiem nadciągnie. Sprawili się należycie, napadłszy na Szwedów onych złamali, odebrali swoich, zdobycz z onych zwycięzców Szwedów wzięli, pędząc się za nimi ścinali i wielu żywcem nabrali ; ledwo uszedł Szulcbach na okręty, obawiając się przeciwnych wiatrów. Nie ucieszyli się Szwedzi z tej imprezy, a Polacy nauczyli się być drugi raz ostrożniejszymi. Kurfirst brandenburski osadziwszy wyspę Alsen swemi prezydyami, nie mając co tam więcej robić, ogołociwszy tę krainę, nazad się wrócił do Holzacyi, gdzie w Flensburg i Fryderyk-Code Szwedzi jeszcze trzymali. Za nadejściem zimy, nie mieli z kim wojować. Lecz między sobą różnych nacyi ludzi emulować i wadzić się poczęli; racya zwady, że gdy w Polsce byli Szwedzi, wielu Polaków nabrawszy do regimentów aplikowali, i zaprowadziwszy onych w te kraje, na prezydya do fortec i miast wsadzili, obaczywszy Polaków, po polsku gwałtu wolali, żeby onych ratowali, jako przymuszonych do służby, a Niemcy onych dostawszy za niewolników szwedzkich sobie przywłaszczali. Z tej kontrowersyi urosły tumulty, bo Polacy onych Niemcom wydzierali, nawet kapłani skrupuł czynili Polakom, kiedy braci swoich albo ziomków katolików, z heretyckiej niewoli nie będą ratowali, grzeszyć będą. Przyszła skarga do Kurfirsta; Kurfirst raz, że Niemcom swoim życzliwszy był; druga że widział siła do Polaków przybywających z niewoli szwedzkiej, którymiby mógł regimenta niemieckie rekru - 365 tować nie pozwalał onych Polakom zabierać, mówiąc, źe oni w regimentach przysięgli służyć. Polacy replikowali, że w niewoli będąc, musieli przysięgać, teraz widząc swoich, do nich się i do wolności odzywają; a gdy Wasza Elektorska Mość, za nasze szczere usługi i odwagi tak nam nagradzasz, więcej niechcemy z wami wojować, poradzimy my sobie osobliwie i zakroimy sobie chleba szablą. Elektor straszył onych Królem Kazimierzem, że opisze onych jako swywolnych ludzi. Odpowiedzieli: u nas Król nie absolut, niewoli nam czynić nie może, nie przysięgają u nas do śmierci służyć, tylko od kampanii do kampampanii: dość naszej życzliwości dla ojczyzny, że bez zapłaty w sukkurs Królowi duńskiemu poszedłszy i na drugi rok onego nie odstąpiliśmy i onego ratować gotowiśmy. Lecz nie w waszej kommendzie, ani z wami w gromadzie. Bo się tak zwaśnili Polacy z Niemcami, że żadną miarą nie chcieli się godzić, zadając Niemcom, że my na sam ogień wpadamy, podjazdy odprawujemy, my nieprzyjaciół doganiamy, wycinamy i wypleniamy; a Niemcy nasze wozy rabują, naszych Polaków ratowanych z więzienia szwedzkiego nam odbierają; sami kraj rabują, a na nas zwalają, mamy świadków Kommissarzów duńskich; miasta, dwory i wsie, co lepsze Niemcom, a mizerne i zrujnowane kwatery dając Polakom w zimie o chłodzie i głodzie stoimy, straże odbywamy. Niemcy ze swej hardości odpowiedzieli, że powinniście to czynić. Kto na nas ten ciężar włożył, żeby Niemiec w cieple delektując się wywczasowywał, Polak musiał onego na mrozie wartować? Zaczem swych wodzów Czarnieckiego i Opalińskiego obligowali, aby odłączywszy się od Kurfirsta brandenburskiego i Niemców osobliwie chodzili. Inaczej dali odpowiedź, że rozjadą do Polski. Donieśli to Kurfirstowi wodzowie; Kurfirst, gdy go passya minęła, zważał ochotne wojsko polskie i odważnych ludzi nie leniwych do akcyi wojennych, słysząc, że nieprzyjaciele Szwedzi i Duńczycy przyjaciele siła onym przypisywali; żałował srodze tego ro - 366 złączenia i starał się onych ubłagać, napisawszy do Duńczyka, aby on od siebie onych umitygował. Zatem Kurfirst zakazał Niemcom, aby żadnej z Polakami nie wszczynali kontrowersyi, Polacy też od Niemców apart stawali, do których od Niemców i od Szwedów Polacy uchodzili. Wielki dowód rezolucyi i dzieł rycerskich Polaków list pisany od Króla duńskiego do Czarnieckiego po odebraniu od Szwedów wyspy Alsen. „Fryderyk trzeci, z Bożej łaski, duński, norwegski, wandalski, Gocki Król, Książe szlezwicki, stormarski i dytmarski, Hrabia na Oldenburgu i Delmenhorst i t. d. „Po zaleceniu uprzejmości i życzliwych naszych chęci i affektów JWielemożnemu przyjacielowi naszemu szczerze ukochanemu; doniesiono nam o wielkiej sławie uprzejmości waszej w różnych potyczkach, a osobliwie w odebraniu wyspy Alsen i fortec tam będących, iż nieprzyjaciela, wojskiem trójnasób większego pierwszym będąc przed szykami swemi spotkawszy się, onego zwyciężyłeś swoją rycerską odwagą i rezolucyą, usławszy trupem Szwedów na podziwienie wszystkim pokazałeś, jako winszowaliśmy sobie tego szczęścia o przybyciu uprzejmości waszej w te kraje usłyszawszy, że tak sławny i odważny, szczęśliwy wódz, tak wielu wiktoryami ogłoszony nam w sukkurs przybył, tak zniewolony braterskim affektem Najjaśnieszego Króla J. Kazimierza, monarchy polskiego z ordynowania uprzejmości waszej z tak bitnym i ochoczym narodem waszym pols. nietylko Królowi polskiemu, bratu naszemu, lecz i uprzejmości waszej wdzięczną piszemy obligacyą na sercu naszem, a te sławne jego dzieła z kawaleryą polską, szczerą estymacyą i podającą się nagrodą zawdzięczyć pragniemy, życząc uprzejmości waszej, aby pomnożenie jego sławy w naszych krajach przy zdrowiu dobrem i fortunnych sukcessach łaskawy Bóg całemu światu ogłosił. Zatem chcemy mieć uprzejmość waszą wyperswadowanego, iż te wszystkie prace, odwagi i fatygi jego z onem rycerstwem, w czasie przy pomocy boskiej starać się będziemy zawdzięczyć. Dat. w zamku naszym w Kopenhadze dnia 24. Grudnia roku 1658." - 367 Napis listu JWielmożnemu, uprzejmie nam miłemu panu Stefanowi na Czarnce, Czarnieckiemu, Wdzie i Generałowi ziem ruskich, wodzowi królewsko polskich wojsk i t. d. Koldyngę nad brzegiem morskim Królowie duńscy przedtem ufortyfikowali, zamek wystawiwszy przy mieście nazwanem Ornsburg, tak z natury jako z nauki artylerycznej obronny należycie; ten dobydź Polacy odważyli się. Prosili kurfirsta, aby onym nie bronił tego, zachęcał onych do jedności i piechoty kilka regimentów dodać onym deklarował. Odpowiedział Czarniecki, że piechot nie potrzebujemy, o 4 armaty upraszał do burzenia murów. Podczas Bożego narodzenia samego, gdzie wszyscy chrześcianie Bogu się modlą, Szwedzi pod Arhuzem na naszych niespodzianie na nabożeństwie rannem będących napadli, że ledwo mogli Polacy przyjść do koni, straże jednak onych impet utrzymywały, póki nie nadeszły chorągwie. Za pierwszem spotkaniem się przełamani Szwedzi i przez dwie mile uchodzących ścigali. Polacy i z nimi do Koldyngi wpadli. Ustraszeni mieszczanie nie mogli się porwać do obrony. Widząc, iż zwycięstwo zawisło od prędkości, lóźna czeladź rzuciła się do murów; pospólstwo ustraszone spuściwszy zwód, hurmem do zamku rzuciło się, samo się zatarasowało, że z zamku nie mogli żołnierze strzelać na Polaków. Nad spodziewanie zamek i miasto Polacy opanowali bez wielkiego szturmu i krwi rozlania; w zamek już wpadłszy widzieli, iż kilku Polaków czeladź wstrzymywało, aby ludzi nie zabijała, których Szwedzi zabili, oraz z morza wpadłszy, tu się kryli, a potem na kolligatów zebrawszy się wypadali; osrożywszy się więc Polacy Szwedów wycięli, gdzie się i mieszczanom dostało. Potem zamek opanowawszy, i sklepy odbiwszy, gdy, prócz inszej zdobyczy, prochu wielką moc dostali, wnet to wszystko rozszarpali. Tam z łóżnej czeladzi któryś mając lont w ręku zapalony, nie ostróżnie ogień między prochy wypuścił; jednym razem prochy zapaliwszy się, 30 ludzi w samym sklepie w momencie wyrzuciły, mury pokruszyły, siłę tam - 368 naszych pogrążywszy; jeden o ścianę muru uderzony, mózgiem napisał pamiątkę wiktoryi Polaków. Sejm agitujący się w Lipcu, nie tak zakończony podług obrządku prawa, jako za nastąpieniem powietrza rozbiegły. Każdy w swoję stronę udał się, a radząc o sobie, nie mieli czasu o Rzpltej radzić. Zwyczaj ten jest, że 6 deputują z narodu do konfrontowania i spisania w jedno konstytucyi na sejmie zgodnie uchwalonych, którzy przy Marszalku poselskim podpisują się na dowód ustanowionych zgodnie uchwał, z którego do akt poddanego exemplarza drukują konstytucye. Marszałkiem był, jak się wyż namieniło, Władysław Lubowiecki, sędzia ziemski krakowski, człek zacny i poczciwy; deputaci do konst. z posłów: Chryzostom Giżycki, sędzia ziemski wieluński, Marcin Dębicki, chor. sandomirski, Jan Chrapowicki, chor. smoleński, Marcin Limunt, sędzia ziemski lidzki i dwóch z Wielkiej Polski, wszyscy ludzie poczciwi, nie podejrzani, przytem sekretarz sejmowy. Za nastąpieniem gwałtownem powietrza rozbiegając się powierzyli któremuś dworskiemu Królewsk. exemplarz konst. sejmu przeszłego, który obligował się do druku wiernie go podać. Ale on nie dotrzymując poczciwości, siła rzeczy położył, czego w orginale nie było, przeciw dawnym prawom; ingrossując uchwały wiele ingrossował rzeczy, o których ani wzmianki nie było na sejmie; owo zgoła przeciwne podrukował rzeczy uchwałom sejmowym. Kiedy wyszły konstytucye z druku, Senatorowie nie uznali za prawdziwe uchwały sejmowe, posłowie protestowali się przeciw temu fałszowi. Wielka urosła akklamacya na niewinnego Marsz. sejmowego, w tern tylko nieostróżnego, że bez siebie pozwolił drukować. W Lublinie agitowała się kommissya z wojskiem na zapłacenie onym zaległo żołdu; zjechali się kommissarze i exekutorowie wezwani do rachunków, lecz bez pieniędzy, bo Wdztwa i powiaty nie chciały dawać podatków dla pofałszowanych konstytucyi; wojsko zirrytowane do związku poszło, który wielką potem pracą i kosztem Rzplta ledwo - 369 uśmierzyła. Wszyscy na dwór Królewski zwalili tych konst. zfałszowanie; dworacy na deputatów do konstytucyi i drukarza; na Lubowieckiego, Marszałka sejmowego zwalać nie śmieli, bo ten ukazywał prawdziwy exemplarz z podpisem deputowanych do konstytucyi. Zaczem, co ręka zdrajcy zgrzeszyła, to nie wiemy, papier musiał pokutować, kazano bowiem wszystkie exemplarze znieść i przez mistrza popalić pośród rynku w Warszawie. Potem) wyszedł Król. edykt, którym warowana niewinność i poczciwość Marszałka sejmomowego na powietrze składając ten błąd; wszystkie exemplarze tego drukarza skassowano, zakazawszy przedać onych księgarzom pod konfiskacyą dóbr przez sądy i urzędy do exekucyi surowej przywodząc. A nowe konstytucye w inszej drukarni podług oryginału do akt podanego, kazano z lepszą pilnością Marszałka sejmowego wydrukować. KONIEC TOMU PIERWSZEGO. 23